fbpx

Nie możemy czy nie chcemy? Terapia pary w procesie in vitro

Nie możemy czy nie chcemy? O parze w procesie in vitro i w kryzysie
Gdy para dowiaduje się, że posiadanie dziecka zależy nie tylko od jej decyzji, doznaje szoku. (Fot. iStock)

Kiedy partnerzy dowiadują się, że posiadanie dziecka to nie tylko kwestia ich decyzji, doznają szoku. Następnie pojawia się zaprzeczenie. Wreszcie zaczyna się szukanie winnego: które z nas ma defekt? Ewa Klepacaka-Gryz pomaga parze będącej w procesie in vitro i… w kryzysie.

Beata podeszła do mnie po filmoterapii (spotkaniu z widzami po projekcji filmu) i powiedziała, że chce umówić się na sesję „bo… nie może mieć dziecka”. Od razu zwróciłam uwagę na to, że po „bo” zrobiła pauzę, jakby szukała w myślach odpowiednie- go słowa. Zaproponowałam, żeby przyszła razem z partnerem, bo dziecko zawsze oznacza dwoje: kobietę i mężczyznę. – Tym razem to nie moja wina, ale to ja bardziej potrzebuję pomocy – powiedziała to tak zdecydowanie, że bez słowa wyjęłam kalendarz i zapisałam ją na pierwszy wolny termin.

Krok 1. Próbuję wytłumaczyć Beacie i Markowi, że w tym kłopocie trudno jest być im razem

Marek, partner Beaty, od momentu wejścia do gabinetu próbował zdobyć moją uwagę. Stanął w drzwiach do pokoju i na propozycję, by usiadł tam, gdzie będzie mu wygodnie, zapytał: – A gdzie będzie mi najwygodniej?

Pomyślałam, że jest przekonany, iż ta sesja jest przede wszystkim dla niego. Usiadł naprzeciwko mnie. – Siadaj wreszcie, bo zegar tyka – rzucił do Beaty i zaczął opowiadać o tym, że nie mogą mieć dzieci i że zdecydowali się na in vitro. – Ja swoje zrobiłem, Beata jest w trakcie stymulacji hormonalnej i szantażuje mnie, że nie wie, czy chce tego dziecka. Przyznasz, że to nie fair.

Przypomniałam sobie słowa, których kobieta użyła wtedy w kinie, kiedy poprosiła mnie o pomoc. „Nie chce czy nie może mieć dziecka?” – pomyślałam. Z pewnością mieli w tej sprawie odmienne zdania.

Niepłodność traktowana jest dziś jako choroba społeczna. Szacuje się, że blisko 1,5 miliona par w Polsce cierpi z jej powodu. Przed laty w 60 proc. przyczyna niepłodności leżała po stronie kobiet, dziś te proporcje wynoszą 50/50, ale według prognoz w najbliższych latach czynnik męski wysunie się na pierwszy plan. Zachowanie Marka przemawiało za tym, że problem leży po stronie Beaty, ale coś podpowiadało mi, że to nie jest takie pewne. Beata milczała, za to jej partner rozkręcał się coraz bardziej: – Ona szantażuje mnie tym dzieckiem jak wszystkim: wspólnym zamieszkaniem, kupnem samochodu czy ślubem. – Na czym polega ten szantaż? – Na przykład najpierw nie chciała ślubu, potem znów chciała. To teraz ja mówię: najpierw dziecko, potem ślub.

Na te słowa Beata nieruchomieje. Żałuję, że zaprosiłam ich razem, czuję, że w obecności partnera nie będzie w stanie się otworzyć. Marek nie przestaje mówić, ja skupiam się na Beacie. Zauważam, że w pewnej chwili obejmuje rękoma brzuch i zaczyna się kołysać. – Czy coś cię boli? – pytam. Od początku robi z siebie męczennicę, a jeszcze nie zaczęło się na dobre – Marek jest wyraźnie zły. – Dla mnie to też jest trudne, ale kogo to obchodzi.

Para wyraźnie jest w ostrym kryzysie; na etapie licytowania, kto ma gorzej. To naturalne. Najtrudniejsze jest to, że partnerzy, którzy do tej pory byli zgodni, w końcu obiecywali sobie bycie „na dobre i na złe”, nagle przestają się rozumieć, bo czują inaczej, a niepłodność dla każdego z nich oznacza co innego.

– Chcę wam powiedzieć, że ważne są uczucia obydwojga – to po pierwsze. Chciałabym też, żebyście wiedzieli, że czasem w trudnych chwilach partnerzy nie są w stanie wspierać się nawzajem. Dokładnie tak jak wy w tej chwili. Wtedy trzeba mieć odwagę poprosić o pomoc, wy to zrobiliście.

Po tych słowach Beata westchnęła z ulgą, a Marek, chyba po raz pierwszy, popatrzył na nią i spytał, czy chce wody.

Krok 2. Konfrontujemy się z uczuciami związanymi z utratą możliwości poczęcia dziecka drogą naturalną

Przez długą chwilę siedzieliśmy w ciszy. Czułam, że to czas na „odparowanie” wzajemnych pretensji, rozczarowań, oczekiwań i prób szukania winnego. Chciałam dać czas Markowi i Beacie, ale też sobie na to, by nastąpiła przyjazna przestrzeń do pracy nad ich kryzysem. Nie wiedziałam, czy ta przestrzeń w ogóle pojawi się podczas tej sesji.

– Dla mnie najgorsze jest, że nie mam na to żadnego wpływu – Marek zrobił pierwszy krok i zaczął zrzucać pancerz roszczeniowego, despotycznego tyrana. – Czyli że nie masz nad tym żadnej kontroli? – spytałam. – No tak, bo wiesz… to z mojej winy nie możemy mieć dziecka tak normalnie… – przyznaję, że te słowa zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a właściwie sam fakt, że się na nie odważył. – Zrobiłem badania, brałem leki, ale i tak okazało się, że moje wojsko w większości strzela ślepakami. – Teraz ja mam się postarać, a nie doceniam tego co ty zrobiłeś, tak? – Beata nie wytrzymała i przejęła rolę agresora.

Złość jest w takiej sytuacji zupełnie naturalna, poza tym dopóki nie znajdzie ujścia, nie uda nam się dotknąć innych uczuć. – Beata, co dla ciebie jest najtrudniejsze? – pytam. – Chyba to cholerne i bezustanne napięcie – mówi po namyśle. – Najpierw nie wiedziałam, czyja to wina, że nie mogę zajść w ciążę. Czekałam na wyniki, prawie w ogóle nie spa- łam, nie jadłam, nie mogłam myśleć o niczym innym. Potem te wszystkie okropne badania i czekanie na decyzję lekarza o tym, jaki program będzie najbardziej skuteczny. Teraz cholerne zastrzyki, wzdęty brzuch, latanie do lekarza co drugi dzień… – Przecież pomagam ci jak mogę – Marek nie lubi czuć się bezsilny. – Ale to nie ty kłujesz się w brzuch, bierzesz kilogramy tabletek, po których chce ci się rzygać… – No jasne i to wszystko przeze mnie, bo to ja jestem wybrakowany. Po co się związałaś z bezpłodnym facetem? Odejdź, daję ci zielone światło. – Spokojnie – czuję, że muszę ingerować. – Szukanie winnego to naturalny etap procesu żałoby… – Jakiej żałoby, do cholery?! – Markowi coraz trudniej jest zapanować nad emocjami. – Doznaliście ogromnej straty, i jako para, i jako każde z osobna. To jest tak trudne, że nie potraficie, przynajmniej w tym momencie, być w tym razem, ale spróbujcie nie być przeciwko sobie. Po raz kolejny potrzebujemy ciszy. Proponuję, żeby każdy skoncentrował się na oddechu.

Krok 3. Parze nie udaje się podjąć wspólnie decyzji o tym, czy chce mieć dziecko

Być może brzmi to magicznie, jednak głęboko wierzę, że powodzenie in vitro nie zależy jedynie od czynników medycznych, ale, jak przyznają sami lekarze, jest w tym element magii, szczęścia czy jakkolwiek to nazwiemy.

Proponuję ćwiczenie „gorące krzesło”: każde z partnerów ma kolejno usiąść na krześle, które stawiam na środku gabinetu, i powiedzieć, co czuje. Żadne z nich nie chce być pierwsze. Siadam więc ja. Zaczynam: – Czuję się trochę bezradna, bo wiem, że wszystko jest w waszych rękach, nic nie zależy tu ode mnie. Czuję też, jak wam ciężko. Bardzo wam współczuję, ale też czuję, że muszę zagrzać was do walki, bo przed wami trudna przeprawa. Czuję, że wygracie tylko wtedy, kiedy będziecie w tym razem.

– To teraz ja – Marek nabiera odwagi. – Wiem, że obydwoje musimy wziąć się w garść, bo inaczej się nie uda. Nie pora teraz na mazgajenie się, trzeba działać.

– Marek, mów, co czujesz, a nie co trzeba zrobić – upominam go, choć rozumiem, że zadaniowość dodaje mężczyźnie odwagi. – OK, czuję się chujowo, to chyba wiadomo. Za- wiodłem na całej linii, nie potrafię swojej kobiecie zrobić dziecka… – Ja wcale nie wiem, czy chcę tego dziecka… – przerywa mu Beata.

Kolejna faza kryzysu. Normalnie pozwoliłabym im na wylanie wszystkich żalów i pretensji, a potem zaproponowała kolejną sesję, ale Beata za kilka dni ma zabieg pobrania jajeczek i w tym momencie nie może przerwać programu, bo byłoby to niebezpieczne dla jej zdrowia. Organizm stymulowany hormonami produkuje dużą ilość jajeczek, które same się nie uwolnią. Wczoraj nie była na badaniu USG, które powinna robić co drugi dzień. Zadzwonił do niej lekarz i zagroził wykluczeniem z programu.

Proces in vitro, który dla wielu par jest jedyną metodą leczenia niepłodności, to jedna wielka niewiadoma. Pomimo starań wszystkich stron nigdy nie ma gwarancji, czy się uda i za którym razem. Włączając w to koszty, dezorganizację codziennego życia, opinię publiczną, często konieczność trzymania wszystkiego w tajemnicy nawet przed najbliższymi – jest to jak siedzenie na bombie przez bliżej nieokreślony czas. Nawet pary, które pogodziły się, że bez ingerencji medycyny nigdy nie zostaną rodzicami, wielokrotnie w trakcie trwania programu doświadczają kryzysów. Po dłuższym, bezowocnym staraniu się o dziecko zacierają się granice pomiędzy różnymi obszarami życia pary (praca, hobby, budowanie relacji), a cała aktywność skierowana jest na zajście w ciążę.

– Zdecyduj się, czy chcesz mieć to dziecko, czy nie, bo mam już tego wszystkiego dość – Marek podrywa się z fotela. – Chcę dziecko z miłości, a nie z probówki – wykrzykuje ona.

Krok 4. Decyzja o zapłodnieniu zostaje zawieszona

Nasz czas dobiega końca. Czuję, że gdybym nawet przedłużyła tę sesję o kolejną godzinę, parze nie udałoby się osiągnąć porozumienia. Analizując historię związku Beaty i Marka, nietrudno zauważyć, że jest w tej relacji dużo chaosu, wzajemnego szantażu, walki i rywalizacji. Czasami wspólne starania o dziecko jednoczą pary takie jak ich, ale bywa, że nawet zgodnym partnerom nie udaje się przejść tej próby. Bo tutaj nie ma kompromisu. Co, kiedy jedno chce mieć dziecko, a drugie nie?

Po dwóch tygodniach dostaję informację, że udało się pobrać pięć jajeczek, z których zapłodniły się trzy, a proces prawidłowego podziału przeszło jedno. Beata nie zdecydowała się na implantację, embrion został zamrożony. Oboje postanowili rozpocząć terapię dla par. Czy kiedy wróci miłość, pojawi się autentyczna przestrzeń na dziecko z probówki? Bardzo im tego życzę.

Autoterapia dla par będących w procesie in vitro

  • Uważam, że każda para zanim rozpocznie program in vitro powinna odbyć przynajmniej jedną sesję z terapeutą. Chodzi głównie o to, byście przed podjęciem tak ważnej decyzji mieli szansę sprawdzić, czy jest w waszej relacji wspólna przestrzeń na dziecko.
  • Zaakceptujcie fakt, że w trakcie tak trudnego emocjonalnie i fizycznie programu nawet największa i najwspanialsza miłość, która was łączy, nie uchroni przed wzajemnym niezrozumieniem, rozczarowaniem czy wybuchami trudnych emocji. Ćwiczenie „gorące krzesło”, czyli mówienie kolejno o swoich uczuciach tu i teraz i cierpliwe słuchanie się nawzajem będzie dobrym sposobem na lepsze porozumienie.
  • Podczas trwania całego programu nie zapominajcie o innych sferach życia, zarówno tych, które dzielicie, jak i tych osobnych. Dbajcie o swoje pasje, nie zaniedbujcie pracy, spotkań z przyjaciółmi, wspólnych i osobnych rozrywek. W razie potrzeby szukajcie wsparcia poza związkiem. Każde z osobna go potrzebuje.
  • Na bieżąco omawiajcie wszystkie wątpliwości, każde z was ma prawo je mieć. W chwilach zwątpienia musicie się jedynie nawzajem wysłuchać. W ciągu całego procesu emocje będą falować jak na karuzeli. To zupełnie naturalne. Pewnie pojawi się dużo złości, smutku, żalu czy zwątpienia. Najważniejsze, żebyście byli w tym razem, a nie przeciwko sobie.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze