fbpx

Noworoczne odchudzanie – hit czy kit?

Noworoczne odchudzanie - hit czy kit?
fot.123rf

Ach ten Nowy Rok! Jak on motywuje, tylko czemu ten doping nie trwa wiecznie? Pomówmy o konsekwencji i rezultatach, czyli… marzenia kontra rzeczywistość.

Która z nas nie zna kultowego filmu „Dziennik Bridget Jones”? Tytułowa bohaterka wraz z rozpoczęciem nowego roku postanawia nie tylko poukładać sprawy damsko-męskie w swoim życiu, ale również uporać się z nadwagą. My, kobiety, często śmiejemy się z Jones, w której w rzeczywistości nierzadko odnajdujemy część siebie. Bo przecież która z nas nigdy nie posiadała w swojej garderobie za małych dżinsów? Otwarcie przyznajemy, iż obie dysponujemy sporą ilością spodni, które wciąż czekają na wagę „minus pięć kilo”. Wszystkie marzymy o tym samym – by się w nie zmieścić, by smukło wyglądać w sukience i choćby „poprawnie” prezentować się na plaży.

Rozpoczęcie nowego roku, podobnie jak u tytułowej bohaterki, to dla wielu kobiet moment, kiedy chętnie decydują się na nowe postanowienia. Chcemy coś zacząć, coś innego zakończyć, kilka rzeczy zmienić i oczywiście… schudnąć. Jakby mogło być inaczej!

I właśnie o chudnięciu tutaj mowa.

Nowym rokiem – nowym krokiem, a więc zawzięcie od stycznia ruszamy na siłownię, biegamy, pływamy, robimy zielone koktajle, odmawiamy sobie ciasta na urodzinach koleżanki… Ba, nie pozwalamy sobie nawet na kieliszek szampana podczas toastu, bo alkohol to przecież zbędne kalorie. Nawadniamy się, zmniejszamy porcje żywieniowe wraz z porą dnia, by ostatecznie przyzwyczaić się do niejedzenia po godzinie 18.00 – nawyku, który sprawia ogromną trudność większości z nas. Nieprawdaż? Jesteśmy konsekwentne w naszych postanowieniach jak nigdy w życiu, trzymając zdrowy plan dnia przez… cały miesiąc.

Po miesiącu, może dwóch, siłownie odwiedzamy coraz rzadziej, a nasze zielone koktajle coraz częściej zastępujemy słodkościami. Okazuje się również, że do 18.00 nawet łatwo jest odmówić sobie pewnych pokus, jednak im dalej w las, tym trudniej. Coraz częściej, zmęczone po całym dniu, niekiedy wręcz rozdrażnione nadmiarem obowiązków, wracamy do domu. A w nim nie ma już większego znaczenia ani która jest godzina, ani co w siebie „wrzucimy”. Jemy kompulsywnie, bez większego zastanowienia, właściwie wszystko co wpadnie nam w ręce.

Dlaczego to robimy? Ponieważ niekontrolowane jedzenie pojawia się najczęściej pod wpływem stresu. Często towarzyszy nam, tak jak Bridget, kiedy mamy nieudane życie osobiste czy doświadczamy niepowodzeń w różnych sferach życiowych. Wtedy najłatwiej jest nam zaspokoić własne deficyty emocjonalne poprzez sięgnięcie do lodówki. Głód emocjonalny w przeciwieństwie do głodu fizjologicznego jest na tyle silny, że potrzebuje praktycznie natychmiastowego zaspokojenia.

Skąd zatem tendencja do zaspakajania głodu emocjonalnego właśnie przez jedzenie? Jak to jest, że to akurat jedzenie rekompensuje nam braki emocjonalne? Dzieje się tak, ponieważ jedzenie jest niezwykle emocjonalne! Może brzmi zabawnie, ale teza ta ma swoje naukowe podłoże w naszym dzieciństwie. Po urodzeniu w życiu człowieka pojawia się mama, która raczy nas słodkim mlekiem, daje nam poczucie bezpieczeństwa, bliskość emocjonalną, przytula nas, uspokaja. Szybko łączymy jedzenie z tymi odczuciami. Taka zależność pojawia się w naszym mózgu bardzo wcześnie i w dużym stopniu towarzyszy nam przez całe życie. Im więcej deficytów, tym większa chęć sięgnięcia po coś do jedzenia.

Mimo tego wszystkiego, głodu emocjonalnego nie da się zaspokoić jedzeniem.

Co jeszcze sprawia, że wiele osób przejawia skłonności do rekompensowania sobie stresu przez jedzenie? Z pewnością fakt, że jedzenie posiada silną konotację pozytywną – wywołuje przyjemność i odprężenie, jest łatwo dostępne, nie wymaga udziału innych osób i jest produktem akceptowalnym społecznie.

Jeśli masz ochotę sprawdzić czy sięgasz w danym momencie po jedzenie przez głód emocjonalny czy fizyczny, zanim zjesz batonika, zadaj sobie następujące pytania:

  1. Dlaczego właśnie teraz jem?
  2. Czy sięgam po jedzenie w chwilach zdenerwowania i napięcia?
  3. Czy jedzenie pomaga mi się uspokoić i rozluźnić?

Podczas zadawania tego typu pytań możemy wyłapać myśli, których być może nie jesteśmy na co dzień świadomi.

Jeśli niedawno zaczęłaś swoją przygodę ze zmianą nawyków żywieniowych, warto byś pamiętała, że w procesie zmiany na każdym jej etapie może nastąpić nawrót do niekorzystnych nawyków. Moment, w którym po miesiącu trzymania diety i uprawiania katorżniczych treningów wpadamy jak oszalałe do domu i biegniemy do lodówki po produkty, od których uciekałyśmy przez cały ten czas, jest naturalny w procesie zmiany. Nawyk bardziej higienicznego odżywania jeszcze się nie wykształcił, a my tęsknimy za swoimi smakołykami, których sobie od pewnego czasu stanowczo odmawiamy. Najbardziej istotne jest jednak to, by jak najszybciej powrócić do zdrowego nawyku i nie poddawać się przy pierwszym ani żadnym kolejnym potknięciu. Nie liczy się bowiem ile razy upadniesz, tylko to, czy po każdym upadku wstaniesz.

W całym procesie dążenia do upragnionej sylwetki nie chodzi bynajmniej o głód, czy o to ile kilogramów schudłyśmy – bo to paradoksalnie dość często się nam udaje – lecz o to, by wychwycić przyczynę problemów z wagą i zmienić swoje nawyki żywieniowe. Jeśli tego nie zrobimy, nawet po osiągnięciu wymarzonej sylwetki w katuszach, ciężko będzie nam ją utrzymać. Dlatego nie warto kusić się na ekspresowe diety-cud, głodzić się czy rezygnować całkowicie z ulubionych – choć niezdrowych – przysmaków. Dieta to nie kara! To nagroda dla naszego organizmu – specjalne menu, w którym jest miejsce zarówno na potrzebne nam witaminy i minerały, jak również na wszystko co uwielbiamy jeść, lecz w granicach zdrowego rozsądku.

Tekst: dr Justyna Bukowska-Kania i mgr Aneta Kaluba

Dr Justyna Bukowska-Kania – certyfikowany coach osobisty i rodzinny, właścicielka firmy coachingowo-szkoleniowej Life & Family Coach, trener rozwoju osobistego. Od ponad 10 lat realizuje swoją życiową misję, jaką jest wspomaganie kobiet w ich rozwoju oraz łączeniu roli mamy i żony, ze swoimi pasjami, pracą czy własnym biznesem. Odkąd sama została mamą, aktywnie pomaga również rodzicom w ich zmaganiach wychowawczych do czego zainspirowały ją jej dwie córki oraz zamiłowanie do rozwoju intelektualnego dzieci i młodzieży. Mama rocznej Antosi i trzyletniej Celinki, pasjonatka fotografii i kuchni tajskiej.

Mgr Aneta Kaluba – psycholog, terapeuta Racjonalnej Terapii Zachowań. Pracuje z osobami mającymi niskie poczucie własnej wartości, przeżywającymi trudności w relacjach z bliskimi, z cierpiącymi na różnego rodzaju zaburzenia lękowe, depresyjne czy psychosomatyczne. Prowadzi warsztaty związane z samooceną, pewnością siebie oraz obniżające negatywne emocje i stres. Prywatnie mama 9-letniej Nairy, zafascynowana możliwościami ludzkiego umysłu. Uwielbia wieczory z dobrą książką.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>