Nuda w związku? Tylko dla nieciekawych!

To, co ludzie nazywają nudą, to często brak - radości, umiejętności, uwagi (Fot. iStock)
To, co ludzie nazywają nudą, to często brak - radości, umiejętności, uwagi (Fot. iStock)

Jesteś znużona swoim związkiem? Rutyną, powtarzalnością, jednowymiarowością? Tym, że on zawsze zamawia to samo w restauracji i nigdy nie ma pomysłów na wspólny wyjazd? A może to samą sobą jesteś znudzona? Temat drążą Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk.

Wszędzie straszą nudą. Wydaje się, że to także główna bolączka dzisiejszych związków. Jak spojrzę na małżeństwa z pokolenia moich dziadków czy pradziadków, to wiele rzeczy mogło doprowadzić do ich rozpadu – brak pieniędzy, zdrada, ale nie nuda. Czy XIX-wieczne żony nudziły się w swoich związkach?
Na pewno się nudziły, natomiast obecnie mamy do czynienia z nową nudą, która polega na tym, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko ma być atrakcyjne, ma być już, szybko i jedno za drugim. Kiedyś normalne było, że na coś czekasz, że najpierw coś robisz i robisz, a dopiero potem coś z tego masz. Kiedyś ludzie zwyczajnie wiedzieli, że to droga jest szczęściem, nie osiągnięcie celu. Teraz już nie chcą tego wiedzieć, bo inaczej się ich wychowuje, a właściwie w ogóle się nie wychowuje. Mają tylko przykład płynący z mediów, który mówi, że musi być kolorowo, głośno i szybko. Że to jakiś kretyn ma mnie rozśmieszać, a nie ja siebie. Nuda obecnie stała się rodzajem wypalenia, zniecierpliwienia, ale również ogromnej roszczeniowości, która rośnie w potęgę.

Na dodatek żyjemy w dyktaturze szczęścia, które ma być obezwładniające i nieskończone.
Ale to jakieś zaprzeczenie szczęścia. Bo co tak naprawdę znaczy być szczęśliwym? Cieszyć się z kolejnych kroków, etapów dochodzenia do czegoś, z samej drogi. Oczywiście na tej drodze może dopaść mnie zmęczenie – no to się położę, też miło. Poczekam. Na drodze mogę spotkać też różnych ludzi, z niektórymi przejdę się dłużej, z innymi tylko chwilę. Ale to nie będą za każdym razem jakieś niesłychane atrakcje. To ja mam dostrzec w tych zdarzeniach coś ciekawego. Powiedz, dlaczego obecnie jest coraz mniej aktorskiej piosenki, a coraz więcej panienek, które rozebrane do golasa fikają na scenie nogami? Pewnie, że można podziwiać ich piękne włosy, piękne figury, ale przecież one wszystkie są identyczne! Bo mają służyć jedynie do rozrywki. One nie są postaciami, osobowościami, nie budują z widzami relacji.

>> Czytaj także: Katarzyna Miller o tym, czy każda singielka znajdzie partnera na swoim poziomie

Od związku też oczekujemy rozrywki.
Ma być mi z tobą wesoło i śmiesznie, a na dodatek masz wiedzieć, czego ja chcę. No ale przepraszam bardzo, szanowna pani sama nie wie, czego chce. Siebie nie zna, nie rozumie, ma pretensję do świata i oczekiwanie, by nagle on, ten jeden jedyny wybrany, przyszedł i wybawił ją ze wszystkich kłopotów. Zawsze jak prowadzę warsztaty dla dużych grup kobiet, zadaję im jedno pytanie: „Czego chcą dziewczynki?”. Otóż: „Dziewczynki chcą więcej”. Takie podejście zwykle bierze się z tego, że rodzice nie mają czasu dla dzieci, ale też pomysłów na to, jak ten czas spędzić, gdy już go znajdą. Mało tego, nie starają się im pokazywać świata, tylko przekupują zabawkami czy słodyczami – wszystkim tym, co jest na chwilę. A żeby pojechać z dzieckiem i pokazać mu Roztocze, trzeba czasu i pomysłu.

Ostatnio doszłam do wniosku, że najfajniejszy prezent jest wtedy, gdy ktoś ci ofiarowuje czas. Ale czas intencjonalny, przeznaczony dla ciebie.
Jeśli partner pamięta o drobnych rzeczach, na przykład chce mu się pojechać rano do piekarni po dokładnie takie bułki, jakie lubisz, czy to nie porusza?! Sam rogalik w tym wszystkim jest najmniej ważny, liczy się właśnie intencja. Pamiętasz taki film z Barbrą Streisand i Jeffem Bridgesem, „Miłość ma dwie twarze”? Jest tam piękna scena, w której on w restauracji prosi kelnera, aby pamiętał, żeby podać jej osobno do sałatki sos i żeby jarzyny się nie stykały, bo ona tak właśnie lubi. I ona patrzy na niego, wzruszona, bo jeszcze nikt czegoś takiego dla niej nie zrobił. To jest miłość! Także wtedy, kiedy żona w eleganckiej restauracji pyta kelnerki: „A macie może schabowego, bo mój mąż najbardziej lubi schabowe?”, zamiast: „No nie, a ty znowu ten schabowy, zamówiłbyś coś innego, przecież to elegancka restauracja”.

Ale przecież to, że tak się dobrze znamy, to jest ta nuda, która nam przeszkadza!
A to jest właśnie bliskość. Ja na przykład uwielbiam opowiadać dowcipy, mam ich dużo w repertuarze, ale z konieczności często je powtarzam. Mój Edek zna je wszystkie, więc kiedy słyszy któryś po raz enty, marudzi: „A ty znowu opowiadasz ten sam kawał”. Więc mówię mu: „Misiu, tak samo jak ty opowiadasz ciągle o swoich odkryciach”. Poza tym ludzie powtarzają to, co dla nich ma wagę, to, co im się ładnie wyszlifowało, co jest gotowe do pokazywania. Pewnie, że za każdym razem, jak on będzie wygłaszał swoje teorie o Putinie, mogę zacząć fukać, bo przecież je znam. Z drugiej strony, gdyby on teraz nagle zaczął mówić coś innego, to byłby człowiekiem bez stałych poglądów. Trzeba mieć ciekawość drugiej osoby. I tu wracamy do rzeczy najważniejszej: jeżeli nie mam dla siebie ciekawości, to nie wykrzeszę jej dla kogoś innego.
Mało mamy dla siebie zachwytu i bezinteresownej życzliwej uwagi. Ponieważ ludziom tak brakuje poczucia własnej wartości, strasznie chcą, żeby im mówić miłe rzeczy. I boją się, że jak sami powiedzą komuś coś miłego, to stracą. A przecież to wraca. Inwestowanie polega na tym, że się wysyła pieniądze, by zarabiały, a nie trzyma je w portfeliku. Oczywiście od zbuków nic nie dostaniemy. Jeśli ty do kogoś dzwonisz i on też dzwoni, jeśli ty go gdzieś zapraszasz, ale i on ciebie zaprasza – wtedy warto. Bo będziecie razem pomnażać zyski z tej inwestycji. Natomiast jeśli nie ma odzewu, nie ma zwrotu – przestań. Dziewczyny uwielbiają się w ten sposób zakochiwać, i to je rujnuje.

A czy one się nie zakochują dlatego, że raz się zwróciło i mają nadzieję, że może jeszcze się powtórzy?
Moim zdaniem jest jeszcze jeden, o wiele gorszy, powód takiego „przeinwestowania” – one nie wiedzą, co zrobić, kiedy coś dostają. Bo są nienauczone bycia kochaną. Są nauczone tego, jak ładnie wyglądać. I idzie potem taki, jak ja to mówię, ładny zameczek w świat, tylko jak facet jej powie: „O, jaka jesteś ładna”, to ona jest w szoku: „Ojej, no coś takiego”. Na Zachodzie dziewczyna mówi: „Dziękuję, ty też jesteś całkiem niezły”. Która w Polsce tak powie?

Oj, znalazłoby się kilka.
No tak, może by się znalazło, ale żeby powiedzieć coś takiego swojemu partnerowi czy mężowi? Już niewiele. Przecież to on ma mi mówić komplementy i traktować tak samo jak wtedy, kiedy się we mnie zakochał. A to straszny błąd! Powodem do bardzo dużych cierpień i strasznie dużych rozczarowań są też nasze marzenia. Większość ludzi nie wynosi z domu przykładów dobrych związków. Dlatego postanawiają: „U mnie będzie inaczej”. Tylko skąd mają wiedzieć, co to znaczy „inaczej”?

Z literatury i filmów?
Raczej własnych wyobrażeń i marzeń. Skoro w domu rodzice się kłócili, to w moim związku nie będzie kłótni. Już nie mówię o domach, w których się poniża i krzywdzi – wychodzą z nich tak sponiewierane istoty, że jak im potem ktoś poda mały palec od lewej ręki, to one będą uważały, że to jest dawca. Z kolei z takich domów, gdzie nie było przemocy, ale była uszczypliwość czy brak życzliwości, wychodzi zwykle marzenie, żeby on mnie nigdy nie uraził.
Męczy mnie ta „urazowość” Polaków, z której też się sama wygrzebywałam. Że jak się śmieją z czegoś po drugiej stronie ulicy, to na pewno ze mnie. Jest w tym egocentryzm i zupełny brak zainteresowania innymi ludźmi. I z tego biorą się problemy w związkach. Bo jak taka dziewczyna spotka już fajnego chłopaka, to nie ma mowy, żeby on chciał bardziej niż z nią na film iść z kolegami na piłkę. Przecież on ją kocha! A kochać to znaczy robić to, co ona chce. I cały czas z nią być. Bo ona sama nie wie, jak wypełnić sobie czas bez niego. I znów wrzucę kamyczek do ogródka rodziców: w polskich domach przeważnie nie pokazuje się dzieciom świata, żeby sobie znalazły to, co chciałyby robić. Zamiast tego jest pustka wewnętrzna, taki rodzaj niedorobienia, na które składa się niedokochanie, ale też nieumiejętność korzystania z tego, co oferuje nie tyle nawet świat, co po prostu duże miasto.
Ostatnio miałam w grupie śliczną, zgrabną dziewczynę, która jest do tego zdolna i pracowita. Taka dziewczyna zawsze da sobie radę, więc ma już kupione i urządzone mieszkanie, w nim kotka albo pieska, kwiatki też. I mówi do mnie: „Przychodzę do domu i się rozjeżdżam na cztery, bo jestem sama”. Ja na to: „No dobra, a jakby on był, to co by się stało? Obydwoje byście się rozjechali na cztery?”. On na kanapie, a ona w kuchni i tylko przez ścianę płynęłaby taka nienawiść: „Znów nic nie wymyślił, nigdzie mnie nie zabierze”. Zamiast czerpania zadowolenia matki uczą nas mienia pretensji.

>> Czytaj także: Jaki wiek jest najlepszy na założenie rodziny? Katarzyna Miller o narzeczeństwie

Nieraz słyszałam od dziewczyn, że teraz jest fajnie, ale jak wspólnie zamieszkają, to się popsuje. Nie będzie odświętności, on nie będzie się starał.
Dziewczyny mówią też: „Boję się, że on mnie zostawi po roku, bo się mną znudzi”. Czyli: „Teraz się okaże, jaka jestem mało ciekawa”. I ja wtedy mówię ten dość okrutny dowcip o pacjencie u lekarza: „Panie doktorze, nikt mnie nie zauważa”. „Następny proszę”.
No więc może jesteś nieciekawa. Musimy sobie powiedzieć prawdę, bo inaczej nic z nią nie zrobimy. Jeśli ty sama sobą się nie ciekawisz, jeśli nie wiesz, co masz ze sobą zrobić, kiedy on wychodzi na mecz z kolegami czy ślęczy przy komputerze, to jak masz być dla niego ciekawa? Bardzo wiele kobiet mówi: „Po to mam faceta, by z nim i tylko z nim pójść do teatru, kina, na kolację, do sklepu czy załatwić sprawy w urzędzie”. A może jeszcze razem kupę pójdziecie zrobić?! Bo inaczej strasznie się rozdzielicie. Są pary, które tak się ze sobą dobrze czują, że wszystko robią razem, ale to nie jest żaden przepis, a poza tym to się rzadko zdarza. Najczęściej i najlepiej jest tak, że się rozstajemy, a potem znów spotykamy i znów rozstajemy. Fajnie wracać do domu, bo tego chcesz, a nie bo musisz. Jeśli kochasz siebie i życie, to nie uzależniasz swojego szczęścia od jednej osoby i nie masz pretensji, jeśli ona nie daje ci tego, co chcesz, bo sama sobie możesz to dać.

Najpierw chcesz spędzać z nim każdą chwilę, a potem zaczyna cię nudzić. Czym tak naprawdę jesteś znudzona?
Sobą.

To jest ta prawda o nudzie w związkach?
Tak, to najczęściej sobą samą się nudzimy. Chociaż czasem może nam się trafić strasznie nudny partner, tylko po co go brać? Chyba że chcesz mieć pewność, kto jest winny, jeśli się rozstaniecie.

Pomyślałam sobie, że ze związkiem jest jak z wymarzonym mieszkaniem. Kiedy już je kupisz i urządzisz, powinnaś siąść w fotelu i z zadowoleniem patrzyć na to, co masz.
Ja tak właśnie robię. Codziennie się budzę i myślę: „Ale ja mam ładnie”. Z Edkiem siedzimy w naszym domu w Kazimierzu i myślimy: „Ale mamy fajnie”. Więc jak ja mogę się znudzić czymś, co jest takie, jak chciałam.

Skoro masz fajny dom, to czy nie sprawia ci przyjemności samo przebywanie w nim?
Poleżeć sobie po śniadaniu i poprzewalać się w piżamach…? Niektórzy to potrafią. Dla innych „w domu” znaczy „nudno”. Ja najlepsze pomysły mam, gdy się wylenię. Leżę w łóżku trzy godziny, nic mi się nie chce, szczęśliwa jak prosiaczek, i raptem mam gotową piosenkę albo pomysł na książkę. To, co ludzie nazywają nudą, to często brak. Brak radości, brak umiejętności, brak uwagi. Zgaś sobie w domu wieczorem światło i staraj się poruszać bardzo cichutko, dotykając wszystkich przedmiotów, prowadząc samą siebie. Zobaczysz, ile się lęków pojawi, ile złości, niepewności. W swoim własnym domu! Cisza i ciemność – to nasi najwięksi przyjaciele, choć postrzegamy ich jako wrogów.

I jeszcze spokój.
Nie umiemy w nim wytrzymać. Z domów, w których się dzieje dużo raczej trudnych przeżyć, ludzie wynoszą lęk przed spokojem. Im się wydaje, że spokój jest pustką i obojętnością. I trzeba coś koniecznie z nim zrobić. Odpowiedzią jest zawsze: oddychać.

Nie bójmy się nudy, bójmy się pustki w sobie?
Oj, tak. Bo jeżeli facet rzeczywiście siedzi głównie przy komputerze, to zbyt wiele pożytku z niego nie będzie, ale może dla ciebie to jest OK, byle czasem się odezwał. Trudno znaleźć faceta, który ma wszystko: jest zabawny i wrażliwy, czuły i dziki.

A może coś dzięki temu komputerowi ci załatwi?
Na przykład zabukuje wyjazd z przyjaciółką. Kupi bilety, zarezerwuje hotel, ty pojedziesz, wrócisz i powiesz: „Kochanie, jesteś cudowny. Dzięki tobie świetnie się bawiłam”.