fbpx

Katarzyna Miller: „Odkryj cud czytania”

Katarzyna Miller: Cud czytania
fot. iStock

Nie ma na świecie lepszych psychologów niż świetni pisarze. François Mauriac, wizytując żeńską szkołę, został zapytany przez jedną z uczennic o najkrótszy przepis na dobrą książkę. Odpowiedział: „Trochę religii, trochę seksu, trochę życia z wyższych sfer, a wszystko podlane smakiem tajemnicy…”. Po chwili uczennica przekazała pisarzowi swoją gotową powieść: „Mój Boże, rzekła hrabina, zaszłam w ciążę i nawet nie wiem z kim!”.

W czwartej klasie mój tata przeniósł mnie do jednej z najlepszych łódzkich szkół, do „trójki”. Znalazłam się w raju. Odżyłam. Szkoła piękna: marmurowe schody, piękne rzeźby, wielka aula z wysokimi oknami, obok park świetny na wagary. Trafił mi się wtedy, niestety, tylko na jeden rok, najcudowniejszy wychowawca pan Jagoda, malarz i plastyk, który zabłądził na chwilę do zwyczajności. Szkoła i moja klasa pełne były inteligentnych dzieciaków. Ja miałam wejście smoka. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy byłam najlepszą uczennicą. Moim chłopakiem został najdowcipniejszy i najbardziej oczytany chłopak w klasie. Czytanie…. Czytaliśmy wszyscy. Ci, którzy się chcieli liczyć. Kiedy się kogoś poznawało, pierwszym pytaniem było: „co czytasz?”. U mnie w domu było sporo książek i ja byłam już nieźle oczytana w literaturze anglosaskiej. Ale u rodziców mojego chłopaka była cała biblioteka i tam odkryłam Francuzów. Przede wszystkim Mauriaca. Napiszcie, proszę, kochani, czy ktoś dziś jeszcze czyta Mauriaca?

„Teresa Desqueyroux”, „Genitrix”, „Kłębowisko żmij”, „Pustynia miłości”, „Faryzeuszka”… Książki mroczne, głęboko psychologiczne karmiły mój głód i moje przypuszczenie, że ludzie to istoty niezwykle skomplikowane, cierpiące i ułomne. Uczyłam się życia na potęgę – czytając. Albert Camus, André Gide z „Fałszerzami” i „Lochami Watykanu”, Alain Robbe-Grillet z „Gumami”, Roger Martin du Gard z „Rodziną Thibault”, André Malraux z „Drogą do wolności”, Marcel Proust, Honoriusz Balzak, Jean-Paul Sartre, Georges Bernanos, Boris Vian, Colette, Romain Gary, Marguerite Duras, Nathalie Sarraute, Georges Duhamel, Maurice Druon, Henri Barbusse, Françoise Sagan, Simone de Beauvoir, André Maurois.

Nie czytałam tylko, by się ukryć, ale żeby mieć narzędzia i umiejętności w relacjach i odczytywaniu siebie, takiej niewiadomej i tych tajemniczych innych wokół… Nie ma lepszych psychologów niż świetni pisarze. Amerykanie uczyli odwagi, prostoty, otwartości, Anglicy – poczucia dystansu i finezji, Czesi – rozsądku i pogody ducha z przyzwoleniem na cudną zwykłość – niezwykłą. Rosjanie pokazywali duszę pooraną męką i ukochanie tej męki. Potem wybuchła proza iberoamerykańska, pamiętacie? Boże, co to był za szał! Wszyscy we wspólnocie czytających, pożyczających sobie, kupujących i kradnących te książki. Cortázar, Fuentes, Márquez, Vargas Llosa…

Namiętni, kolorowi, napoili nas magią i gorącym oddechem. Książki stoją u mnie według nacji właśnie: Francuzi, Niemcy, Austriacy itd. Osobno poezja i osobno wszystkie kobiety. Gorzej, gdy ktoś jest np. belgijskim Francuzem… Ale Belgów mam mało i stawiam ich przy Francuzach.

Kiedyś czytałam, by żyć. Wydawało mi się też, że żyję po to, by czytać. Że nie ma nic ważniejszego, istotniejszego niż spotykanie się z wytworami ducha i umysłu ludzkiego w tej najszlachetniejszej formie. Dziś im bardziej żyję, tym mniej czytam, ale to (również) dzięki temu Wielkiemu Czytaniu niegdyś umiem teraz żyć.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>