Odnalezione w ciemności

Co mam do zrobienia, a nie tylko do… zarobienia? Druga połowa życia domaga się głębszych, bardziej sensownych i bardziej spełniających nas działań – uważa psychoterapeuta Benedykt Peczko.

W okolicach czterdziestki coś się zmienia: on traci napęd, robi się niespokojny, już nie tak chętnie podejmuje nowe działania, zamyśla się, ulega stanom depresyjnym. Carl Gustav Jung nazwał ten czas kryzysem połowy życia. Puka cień, a mężczyzna nie wie, co się dzieje. Nie wie, jak dokonać przejścia w drugą połowę życia.

Za czasów Junga ten kryzys przydarzał się mężczyznom około czterdziestki. Teraz znacznie wcześniej – już 35-latkowie, a nawet 32-latkowie zgłaszają te objawy. Przyczyną jest, oczywiście, tempo współczesnego życia, nieznane naszym rodzicom czy dziadkom. Zdarza się, że mężczyźni do trzydziestki gromadzą taką liczbę doświadczeń, uczestniczą w tak wielu aktywnościach, robią kariery, zarabiają pieniądze, że po trzydziestce czują się już nasyceni, a nawet wypaleni. Niejeden z nich mówi mi, że właściwie „osiągnął już niemal wszystko”.

Na tym polega kryzys połowy życia? Osiągnąłem wszystko, nagromadziłem, nadoświadczałem i co dalej.

Tak, to dotyczy niemal każdej sfery życia – nie tylko zawodowej, ale także towarzyskiej, sportowej, rodzinnej. W naszych czasach można mieć wszystko bardzo szybko – zaliczyć wiele szkoleń, kursów, zdobyć dyplomy, certyfikaty, podróżować ile dusza zapragnie, mieć tysiące znajomych na Facebooku i kontakt z całym światem. Można się do woli nasycić tym, co na zewnątrz. Kryzys jest nieunikniony: „No dobrze, poznałem, przeczytałem, osiągnąłem, zrobiłem, zaliczyłem. I co teraz?”.

Pojawia się pokusa, żeby jeszcze coś dodać, zdobyć, osiągnąć?

 

(…)

 

Więcej w styczniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 01/2019 dostępne jest także w wersji elektronicznej.