Jaką cenę płaci mężczyzna, gdy porzuca dziecko?

Syndrom braku ojca prześladuje bardzo wiele osób. Czy możliwy jest powrót po latach? Jak odbudować zaufanie? (fot. iStock)

Mężczyźnie, który porzucił swoje dziecko, wydaje się, że może odciąć się od niewygodnej sytuacji, nie zajmować się tym. Nic bardziej błędnego. Ten temat będzie nieustannie obecny w jego życiu – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Doskonale pamiętam to towarzyskie spotkanie, mimo że upłynęło ponad 20 lat. Przyjaciółka związała się z mężczyzną po przejściach i postanowiła przedstawić go bliskim. Przyjęcie miło się zaczęło. Aż w pewnym momencie ten mężczyzna przejął ton; opowiadał, chwaląc się, w jaki sposób „wykołował” swoją byłą i syna, sprokurował lewe zaświadczenie o zarobkach. W tym, co mówił, była duma: patrzcie, podziwiajcie, jaki jestem sprytny, cwany. Nikt w towarzystwie – o zgrozo! – nie zareagował, nie sprzeciwił się. Autorzy książek o mężczyznach zwracają uwagę, że porażająca liczba porzucanych przez ojców dzieci to najbardziej widomy znak, w jak fatalnej kondycji mężczyźni się znajdują.
Być może temu mężczyźnie wydawało się, że może odciąć się od niewygodnej sytuacji, nie zajmować się tym. Nic bardziej mylnego. Ten temat będzie nieustannie obecny w jego życiu.

W jaki sposób?
Jako bardzo ważny element historii osobistej. Historia osobista na zawsze w nas pozostaje.

Tamten ojciec – jak się wydawało – nie miał poczucia winy ani wstydu. Obojętność, cynizm – tylko tyle.
Jednak na głębszym poziomie to poczucie winy w nim jest. Na wierzchu widać satysfakcję: „Ze mną nie wygrają!”. Tak zachowują się mężczyźni o silnej osobowości, autorytarni, mocno egocentryczni. Jednak w ich wnętrzu istnieje coś na kształt reaktora jądrowego, gotowego w każdej chwili wybuchnąć. Reaktor został co prawda zalany tysiącami ton betonu, jednak w każdej chwili może nastąpić wyciek, a wtedy dojdzie do eksplozji. Wystarczy lekkie trzęsienie ziemi w postaci problemów zawodowych, choroby, przeciążenia stresem. Gdy kierujemy energię na bieżące kryzysy, wtedy ożywają sprawy wyparte, niechciane, mechanizmy obronne słabną, system się rozpada. Skacze ciśnienie, ujawniają się kłopoty z sercem, z żołądkiem. Przez lata mężczyzna może funkcjonować jak cwaniak, który zawsze wygrywa, ale w końcu niespełnienie w roli ojca i tak go dopadnie. Trzeba będzie zadbać o harmonię we wszystkich możliwych sferach życia. Porzucenie dziecka totalnie rujnuje tę harmonię.

W terapeutycznych podejściach systemowych zwraca się uwagę na to, że takie zaniedbanie z przeszłości odbija się na nowym systemie rodzinnym. Że nowe dzieci z pewnością ucierpią z powodu wcześniejszych błędów ojca.
Oczywiście, ponieważ wnosimy siebie w nowe systemy. Mam klienta, który porzucił żonę i dziecko, a teraz związał się z kobietą, która ma dziecko porzucone przez jej byłego partnera. Traktuje chłopca jak syna, stara się zrekompensować mu porzucenie przez ojca. Zachowuje się nadopiekuńczo, jakby szukał odkupienia, usprawiedliwienia. I co ciekawe – oburza się na tamtego ojca. Nie widzi jednak swojego zaniedbania, tak naprawdę nie wie, co się z nim dzieje. Na nieświadomym poziomie kompensuje sobie swoje niespełnienie – teraz jest podwójnie odpowiedzialny. To idzie w dwóch kierunkach. Z jednej strony rozpuszcza chłopca, jest nadmiernie opiekuńczy, z drugiej – nadmiernie kontrolujący. Zachowuje się w sposób nieproporcjonalny, przymusowy, sztywny, wywiera presję. To rodzi wiele napięć, problemów, tarć i konfliktów. Bywa tak, że – gdy w nowym związku rodzą się wspólne dzieci – adoptowany syn jest przez ojca kochany i rozpieszczany najbardziej. Widać dysproporcję w traktowaniu dzieci. Chłopiec – oczko w głowie taty – nie wytrzymuje ciśnienia, szczególnych przywilejów i wygórowanych wymagań. Ojciec chciałby, aby syn był czempionem, wybitną jednostką.

Bo ma poczucie winy względem porzuconego syna?
Tak, źródłem jest niespełnienie w tamtej sytuacji. Obecne zachowania są zakorzenione w przeszłości. Teraz więc wywiąże się podwójnie. To, co mówi, sposób, w jaki się zachowuje, świadczy o tym, jak bardzo zależy mu na tym, by być idealnym ojcem. Dzieci czują się jak w złotej klatce; wszędzie ojca pełno, kontroluje, sprawdza na przykład telefony w poszukiwaniu podejrzanych SMS-ów, przetrzepuje córce torebki, szuflady i szafy, szuka narkotyków, sam nie wie, czego szuka. Mówi: „Nie mogę się oprzeć. Jeśli nie sprawdzę, będę miał pretensje do siebie”. Tak naprawdę mężczyzna ma poczucie winy związane z opuszczeniem tamtego dziecka. Próbuje pozbyć się niewygodnego uczucia nie w tym miejscu, co trzeba. Nie rozwiązuje tamtego problemu, ale tropi problemy w miejscu, gdzie ich nie ma. Mężczyzna wprowadza do nowej rodziny to, czego nie rozwiązał w tamtej. To błędne wyobrażenie: „Tam się nie sprawdziłem, tutaj wyrównam, będę dobrym ojcem. Ta rodzina będzie jak trzeba, nie to co tamta”. To iluzja: tutaj nie naprawi tego, co zepsuł tam. Mężczyźni lubią techniczne metafory: można więc powiedzieć, że problemu nie rozwiążę, zmieniając w kuchni syfon, podczas gdy rura pękła w łazience. Dotykamy tu sfery nieświadomości.

Mężczyźni powtarzają scenariusz znany ze swojego życia, niestety, nie są tego świadomi.
Tak, fundują swoim dzieciom to, co sami dostali, a raczej to, czego nie dostali. Ale jest tu bardzo ważna kwestia. Musimy wiedzieć, że nie jesteśmy zdeterminowani, nie ciąży nad nami klątwa, fatum. To, że byliśmy porzuconymi dziećmi, nie oznacza, że nie jesteśmy w stanie dobrze wypełnić roli ojca.

Rzeczywiście, słyszałam takie zdanie: „Nie dostałem, nie mam. Skąd mam wziąć?”.
To jest kwestia wewnętrznej decyzji. Nawet jeśli w mojej rodzinie mężczyźni porzucali swoje dzieci, ja mogę uznać, że najwyższy czas z tym skończyć. Mogę dokonać innego wyboru.

Porzucenie dziecka najczęściej – jak się wydaje – jest wynikiem wściekłości na kobietę: „Zdradzała mnie, niech teraz sama wychowuje!”. To jest kara. Ale dlaczego wymierzona dziecku?
Taki mężczyzna nie dostrzega dziecka jako odrębnej istoty. To jest fatalne. Świadczy o niedojrzałości. „No, trudno, co ja poradzę? Nie mogę być z nią, więc nie mogę być też z dzieckiem”. Świadomość opiekuńcza u wielu mężczyzn niemal nie istnieje.

Jakie koszty płacą dzieci porzucone?
Nawet jeśli miały opiekę w rodzinie, była mama, babcia, ciocie, i tak brak obecności ojca daje o sobie znać w dorosłym życiu, najczęściej poprzez zaniżone poczucie własnej wartości. Ojciec nie interesował się mną, nie dążył do kontaktu, odrzucił mnie, być może więc ze mną jest coś nie tak. Takie osoby mogą mieć problemy w relacjach, a także problemy w pracy, najczęściej z męskimi przełożonymi. Mogą szukać relacji z męskim autorytetem, aby wyrównać deficyt w relacji z ojcem. Od szefa, od życiowego partnera, partnerki chcą dostać to, czego nie dostały od ojca. Ale też przelewają na tych mężczyzn niechęć, agresję, poczucie urazy, które tak naprawdę żywią do nieobecnego ojca.

Dziecko bez ojca przez całe życie dźwiga emocjonalny deficyt. Nie wiadomo jak może się zachować, gdy ojciec będzie chciał ponownie nawiązać kontakt. (fot. iStock)

Wyobraźmy sobie, że nieobecny dotąd ojciec po przeczytaniu tego tekstu postanawia odzyskać dziecko.
To ważna i dobra decyzja. Przyjmijmy, że dziecko jest już nastolatkiem. Warto, jeśli to możliwe, zaprosić je do siebie na weekend albo na kilka dni wakacji. To jest zawsze właściwe posunięcie, nawet jeśli wydaje się karkołomne, trudne czy w konsekwencji okaże się nieudane. Nastoletnie dziecko, które pojawi się w nowej rodzinie ojca, z pewnością ujawni przeróżne uczucia, może zachowywać się prowokacyjnie, odpłacać ojcu na różne sposoby. Ojciec będzie się starał, w końcu postawi warunki, może dojść do sprzeczki. A mimo to wydarzyło się tu coś bardzo ważnego. Po pierwsze, ojciec przyjął dziecko, otworzył się, otworzył swój dom. Po drugie, dziecko zobaczyło rodzinę ojca z bliska. Często takie dzieci żyją iluzją, że nowe dzieci ojca mają jak w raju. Sprawdzenie, jak jest w istocie, odczarowuje ojca, przynosi ulgę. Pobyt z ojcem przynajmniej częściowo czyści frustracje z przeszłości, znosi napięcie i poczucie zaniżonej wartości. Dziecko, widząc ojca, który daleko odbiega od ideału, może dojść do wniosku, że nie ono było przyczyną tego, że ojciec je porzucił. No i totalnie nie porzucił, skoro zaprosił do siebie. Nawet dorosłe dzieci – 30-, 40-letnie – czekają na znak od ojca, na kontakt z nim. Ta potrzeba na głębokim poziomie cały czas w nich jest, pozostaje, nawet jeśli są obrażone i wściekłe na ojca.

Co nie znaczy, że gdy ojciec się odezwie, rzucą mu się na szyję.
„Tutaj twój tata, w czym mogę pomóc?”. Oczywiście, kontakt po latach zaniedbań wymaga taktu, delikatności. Ojcowie się boją: „Co ja powiem? Kim jestem dla tej dorosłej kobiety, dla tego mężczyzny? Jestem obcą osobą”. Boją się, bo nie wiedzą, co ich spotka. Rzecz polega na tym, aby bez względu na to, co ich spotka, dokonali tej próby. Dorosłe dziecko na fali żalu, złości i poczucia krzywdy może myśleć: „Nagle mu się przypomniało, chciałby się spotkać, ciekawe po co? Może na starość szuka opiekunki”. No więc ojciec naraża się na odrzucenie. Ale wykonał milowy krok w dobrą stronę. Może powiedzieć: „Rozumiem, że nie chcesz mnie znać. Jednak chciałbym porozmawiać, poznać cię. Nie zdziwię się, jeśli odmówisz”. Jeśli syn czy córka rzeczywiście odmówią, można dodać: „Jeśli jednak kiedykolwiek zechciałabyś/zechciałbyś spotkać się ze mną, oto mój telefon, odezwij się”. I za jakiś czas znów spróbować nawiązać kontakt; zasygnalizować, że czekam, nadal mi zależy. Gdyby w dalszym ciągu nie było przyzwolenia na kontakt, trudno, trzeba przyjąć konsekwencje. Jednak mimo wszystko dużo się wydarzyło. Wrzód został przekłuty. Z barków spada ciężar, klątwa zostaje odczarowana, co przynosi ulgę całemu systemowi rodzinnemu. Nigdy nie jest za późno na ten krok, nawet jeśli jest bolesny. Wywołuje emocjonalną burzę w dorosłych dzieciach, jednak najczęściej jest tak, że burza mija i związek ma szansę się odrodzić.

Bywa i tak, że to dorosłe dzieci szukają kontaktu, a ojciec nie reaguje.
Mam klienta, 40-letniego mężczyznę, który płacze jak chłopiec po takim zdarzeniu: odnalazł ojca, powiedział mu, jak bardzo brakowało mu jego ojcowskiej opieki, że teraz czuje żal, złość. Po jakimś czasie dzwoni ojciec i mówi: „Jesteś taki jak twoja matka, ona też ciągle miała do mnie pretensje”. Pojawił się cień nadziei i zniknął. Co ważne jednak, syn uświadomił sobie, że ojciec ma poważne problemy ze sobą; że ktoś taki nie był zdolny do przyjęcia roli ojca, opiekuna. „Rzeczywiście, mama nie mogła z nim być”. To cenna wiedza. Są ojcowie, którzy podejrzewają, że dorosłe dzieci szukają z nimi kontaktu, bo chcą pieniędzy.

Dlaczego narażać siebie na taki ból?
Wiadomo, że ojciec jest, musiał być, ale nie wiadomo, kto to, brakuje kontaktu, nawet na czysto fizycznym poziomie. Jak powiedział mi jeden mężczyzna: „Żeby chociaż raz uścisnąć ojcu rękę”.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, coachem i psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.