fbpx

Optymizmu można się nauczyć

Optymizmu można się nauczyć
Rozglądajmy się za optymistami w naszym otoczeniu i uczmy się od nich nastawienia do życia. (Fot. Getty Images)

Optymista lepiej sobie radzi ze stresem, mniej choruje, jest lubiany, ma większą szansę na sukces. Lepiej też znosi porażki. Ma poczucie wpływu na wydarzenia. Człowiek pozytywnie nastawiony do świata wie, że wszystkie uczucia są potrzebne, nie boi się nawet tych trudnych, jak strach i rozpacz.

Optymizm to postawa, która powoduje, że człowiek się podnosi ze wszystkich dołków i upadków, odradza jak Feniks z popiołów. Coś się popsuje, popłaczemy, poprzejmujemy się, a potem powiemy sobie: „No dobra, trzeba się zabrać do sprzątania”. A jeżeli coś stracimy, to wiemy, że dzięki tej stracie zrobiło się miejsce na coś nowego. W optymizmie kryje się zaufanie do siebie i do życia. Choć ma on też swoje zagrożenia, jeśli jest bezrefleksyjny, może się na przykład wiązać z podejmowaniem zbyt dużego ryzyka. Ta postawa jest związana z tym, jak sobie wyjaśniamy świat. Budują ją nawyki i wzory myślowe. Buduje ją przekaz, jaki dostaliśmy w dzieciństwie, ale też inteligencja emocjonalna. Bo inteligencji emocjonalnej bliżej do optymizmu niż do pesymizmu. Optymista lepiej sobie radzi ze stresem, mniej choruje, jest lubiany, ma większą szansę na sukces. Lepiej też znosi porażki. Ma poczucie wpływu na wydarzenia. Nie przewiduje nieszczęść, choć wie, że mogą się zdarzyć. To postawa bardziej racjonalna, przecież koncentrowanie się na trudnościach i zagrożeniach nic nie daje. Optymista wie, że wszystkie uczucia są potrzebne, nie boi się nawet tych trudnych, jak strach i rozpacz. Straty, przemijanie – dla pesymisty to koszmar, a optymista wie, że starość jest nieuchronna, ale przecież zdąży się nacieszyć życiem. Śmierć jest dla niego zwieńczeniem, a nie klęską życia. Szkoda, że naszą cechą narodową jest pesymizm, a nie optymizm, często szukamy ukojenia w narzekaniu, które przynosi tylko chwilową ulgę.

Na optymizm wpływają też temperament, biologiczne skłonności. Jednak nie jesteśmy na te predyspozycje skazani. Wszyscy możemy dążyć w stronę optymizmu, choć niektórym przychodzi on łatwiej.

Miałam świadomość, w których momentach mojego życia decydowałam, jaką postawę wybieram. Na przykład: ryczałam naprawdę głośno z powodu jakiegoś czarnego dołka i sąsiadka z góry zadzwoniła z pytaniem, czy nie potrzebuję pomocy. To było bardzo kochane, podziękowałam i wytłumaczyłam jej, że czasem będę tak sobie płakać, bo mi to pomaga, ale gdyby potrzebna była mi jej pomoc, to popukam szczotką w sufit. Spytałam, czy mój płacz jej przeszkadza. Powiedziała, że nie i że teraz już będzie wiedziała. Superkobieta. To było moje pierwsze własne mieszkanie, poczułam wtedy, jak fantastyczne jest to, że mam się gdzie wypłakać i że te moje emocje są przecież chwilowe.

To podejście optymisty: „Bywa mi paskudnie, ale co jakiś czas musi tak być, wiem, że to prędzej czy później minie”. Optymista wie, że wszystkie uczucia mijają. Ja mówię tak: „Złe zawsze mija, a dobre zawsze wraca”. Pesymista mówi: „Dobre zawsze mija, a złe zawsze wraca”. To ja wybieram, w co chcę wierzyć. Chcę dać priorytet dobremu, więc daję. Optymizmu można się nauczyć, nawet jest książka Martina Seligmana o takim tytule. Rozglądajmy się też za optymistami w naszym otoczeniu i uczmy się od nich nastawienia do życia. Jeśli chcemy. Ja swój optymizm, czyli moją filozofię życiową, przekazuję podczas terapii.

Zdarza się, że psychologia pozytywna staje się rodzajem politycznej poprawności, nie daje przyzwolenia na wyrażanie tych uczuć, które uważamy za złe. Choremu na nowotwór mówimy: „Myśl pozytywnie”. Ale uczucia, których nie wyrażamy, magazynują się w nas, rosną. Optymizm trzeba odróżniać od myślenia życzeniowego. Lepiej uważać z terminem „potęga pozytywnego myślenia”. Bo za przekonaniami musi iść działanie, same afirmacje nie wystarczą. Optymizm to zgoda na to, co jest. Także na cierpienie. Spotykają nas różne rzeczy, czasem bolesne i trudne. Na tyle, na ile umiemy, unikamy tego, czego nie chcemy, i wpływamy na to, na co możemy wpływać. Jestem optymistką, ale to nie znaczy, że nie mam takich stanów, że mi się nic nie chce albo jestem rozczarowana życiem czy ludźmi.

Pesymista próbuje uniknąć przykrych doświadczeń czy zła, a przecież tego całkowicie nie da się uniknąć. Zamiast żyć pełnią, zatruwa się strachem, dopóki wydarzenia, których się boi, się nie pojawią. Strategia: nie będę miała dużych oczekiwań, a więc nie będę miała dużych rozczarowań, nie uchroni od cierpienia. Chcę wam podarować ważne dla mnie przekonanie: Życie jest długie i wszystko w nim się zmieści!

Fragment książki „Życie od A do Z”, w której Katarzyna Miller po raz kolejny dzieli się z czytelnikami swoim terapeutycznym doświadczeniem. Autorka nie ucieka przed trudnymi tematami ani przed podpowiadaniem konkretnych rozwiązań, ale też zachęca do autorefleksji. Nie brakuje tu jej dosadnego poczucia humoru, ciepła, a przede wszystkim – szczerości, dzielenia się bardzo osobistymi historiami. Książka powstała dzięki rozmowom z Dariuszem Janiszewskim, redaktorem „Zwierciadła”.

Życie od A do Z
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze