fbpx

Patriarchat musi odejść! Jakie będą związki przyszłości?

Patriarchat musi odejść! Jakie będą związki przyszłości?
Największym obciążeniem dla współczesnych związków jest wielowiekowy patriarchat. (Fot. iStock)

Kobieta i mężczyzna wracają z pracy. On mówi: „coś bym zjadł”. Ona powinna powiedzieć wtedy: „ja też”. Bo przecież oboje są w takiej samej sytuacji – zauważa psycholożka profesor Katarzyna Popiołek.

Jakie będą związki przyszłości?
Nie chcę bawić się we wróżkę, wolę mówić o tym, co doskwiera współczesnym związkom, co jest ich obciążeniem.

No więc co jest tym obciążeniem?
Przede wszystkim wielowiekowy patriarchat, który odcisnął wielkie piętno na modelu funkcjonowania związku. Nawyki z nim związane mają wszyscy.

Czyli kobiety też.
Tak. Bardziej jednak widać je u mężczyzn.

Co widać?
Nawyk, żeby dominować. Przez lata to mężczyźni byli głowami rodzin, jedynymi żywicielami, decydentami w sprawach finansów. I myślą, że nadal tak być powinno. Z tego też względu są przekonani, że mają prawo do krytykowania, do pretensji, że czegoś nie ma albo że coś jest.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Zaraz, zaraz, pani profesor. To było i minęło.
Oczywiście, wiele się zmieniło, ale patriarchalne myślenie nadal występuje, tylko w zawoalowanej formie. Taki przykład: Małżeństwo jedzie samochodem, on prowadzi, ona chce, żeby się zatrzymał, na co on autorytatywnie: „Nie teraz”. Koniec dyskusji. Albo obydwoje wracają z pracy i mąż mówi: „Coś bym zjadł”. A kobieta powinna odpowiedzieć: „Ja też”. On ma pretensję, dlaczego nie ma obiadu, dlaczego dziecko dostało jedynkę, podczas gdy odpowiadają za to oboje.

A patriarchalne nawyki kobiet?
One też przywykły do wyższej pozycji męża. Dlatego ukrywają przed nim wydatki, traktują go jako niezdolnego do domowych zajęć, nie wymagają pomocy. A gdy poświęcają czas sobie, targa nimi poczucie winy, bo mają zakodowane, że najpierw powinny myśleć o domu i dzieciach. U kobiet również pokutuje myślenie, że utrzymanie rodziny to męska rzecz. Dlatego mają pretensje, że mężowie mało zarabiają, że się nie starają. I nadal zgadzają się na bycie atrakcyjnymi laleczkami, które muszą podobać się mężczyźnie, dawać mu satysfakcję.

Podczas gdy on nie robi nic, żeby jej się podobać.
Wspaniale pokazuje to Stiepan Obłoński w „Annie Kareninie”, mówiąc: „Ożeniłem się z tancereczką, ale utyła i nie jest już tak atrakcyjna”. A sam jest grubasem. Kobiety przez lata zwalniały mężczyzn z bardzo wielu obowiązków, wyręczały ich, dbały o relacje, były do tego przygotowywane od dziecka. Ale teraz w związku z tym, że pracują, wycofały część wsparcia dla mężczyzn. I to jest jedna z przyczyn, dla których oni nie bardzo potrafią się dziś odnaleźć, choć przecież kobiety nadal mocno ich wspierają. Przypomina mi się tu pewna anegdota. Otóż do pewnego mężczyzny puka naukowiec i proponuje udział w badaniu poświęconym wsparciu. Ów mężczyzna odpowiada, że na ten temat nie ma nic do powiedzenia, bo jest samowystarczalny, nikt mu nie pomaga. – No ale – dodaje – skoro już pan się pofatygował, to porozmawiajmy. W tym czasie żona podaje mu notatki, otwiera okno, wyłącza radio, odbiera telefony do męża, serwuje herbatę, czyli cały czas bezszelestnie mu usługuje. Większość panów nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo żony im pomagają. Oni ich tak nie wspierają.

Bo nie wiedzą jak. Może powinnyśmy ich tego nauczyć?
Nie mamy innego wyjścia, ale to nie brzmi dobrze. Oznacza, że znów coś musimy, że na barki kobiet spada jeszcze jeden obowiązek. Mężczyzna był wychowywany na zdobywcę i wojownika. A przez kogo? Głównie przez matki. Dlatego musimy to błędne koło przerwać, ucząc synów relacji z innymi ludźmi, w tym z kobietami, żeby nie wstydzili się okazywania emocji, rozmawiania, prac domowych.

Co jeszcze oprócz patriarchatu obciąża nasz związek?
Mit romantycznej miłości. Złudzenie, że jak spotkamy drugą połówkę jabłka, to będziemy żyli długo i szczęśliwie. A to nieprawda. W czasach narzeczeństwa partner starał się pokazywać z jak najlepszej strony, a na nas patrzył przez różowe okulary. Jacek Santorski trafnie powiedział: „Żeby zbudować dojrzałą relację, trzeba pochować tę osobę, którą widziało się przez różowe okulary”. Ale jak opadną różowe, to nie znaczy, że trzeba zakładać czarne. I jeszcze jedno – nie łudźmy się, że zmienimy partnera. Jeśli na początku coś zdecydowanie nam w nim nie odpowiada, nie wchodźmy w związek. A jeżeli weszliśmy, to pretensje możemy mieć tylko do siebie.

Mści się też przekonanie, że romantyczna miłość jest wieczna.
Motyli w brzuchu nie będziemy czuć zawsze. Dlatego od początku trzeba pracować nad relacją, inspirować się nawzajem, robić coś razem, stawiać sobie nowe cele, żebyśmy nie zastygli w jakiejś formule, która staje się po pewnym czasie nie do wytrzymania. Często słyszę: „Ach, patrz, oni są ze sobą z przywiązania”. A co w tym złego? Przywiązanie to wspólne doświadczenia, przeżycia, więzi. Doceniajmy je.

Na co jeszcze cierpią współczesne związki?
Na brak odpowiedzialności wobec siebie nawzajem, i to na trzech poziomach. Pierwszy dotyczy obowiązków – ludzie zobowiązują się, że coś zrobią, a nie robią. Drugi oznacza stabilność i przewidywalność naszego postępowania. A często partnerzy nie wiedzą, czego mogą się po sobie spodziewać. Trzeci poziom odpowiedzialności wiąże się z władzą w związku i oznacza wyczulenie na to, czy przypadkiem nie przytłaczam partnera, czy uwzględniam jego dobro, czy go wysłuchuję, uznaję jego odmienność. Często tego brakuje.

Jakie powinny zatem być związki, jeśli w ogóle będą?
Patriarchat musi odejść. Szansę mają związki, w których mężczyzna nie traktuje kobiety jak służącej, podwładnej albo lalki do ozdoby swego ramienia. A kobieta konsekwentnie traktuje męża jak partnera do współpracy i nie stawia mu sprzecznych oczekiwań: żeby był głową rodziny, zarabiał dużo pieniędzy, a jednocześnie dużo czasu poświęcał rodzinie.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>