Pobudka do rzeczywistości, czyli na czym polega przebudzenie duchowe?

Jedyna rzecz, jaka jest do zobaczenia, usłyszenia, powąchania, posmakowania, dotknięcia i odczucia, to rzeczywistość. Przebudzenie nie odsłania nieznanej rzeczywistości, ale tę, która jest tutaj zawsze. (fot. iStock)

Tak jak przebudzenie jest końcem snu, tak przebudzenie duchowe jest końcem iluzji, fałszu, wiary w to, co nie istnieje i nigdy nie istniało. Adyashanti, nauczyciel duchowy, przedstawiciel niedualizmu, twierdzi, że takie przebudzenie przynosi poczucie głębokiego spokoju, miłości i dobrostanu, ale wszystko to jedynie efekty uboczne… Jak doświadczyć tego stanu, tłumaczy Robert Rient.

Zależnie od tradycji, przebudzenie nazywa się oświeceniem, nirwaną, samadhi, wyzwoleniem. Każde z tych słów wskazuje na osiągnięcie stanu, w którym człowiek przestaje śnić i cierpieć. Stan ten nie oznacza zyskania nadprzyrodzonych mocy, wglądu w tajemną wiedzę czy poznania całego świata, jest po prostu stanem, w którym człowiek widzi rzeczy takimi, jakimi są. Ból pozostaje bólem, znika natomiast opowieść o bólu. Spotkanie z drugim człowiekiem pozbawione jest projekcji, urojeń, lęków. Słowa są wyłącznie słowami, a nie obietnicą czy groźbą.

Osoby, które śpią, żyją w świecie dualności, gdzie następuje wyraźny podział na to, co dobre i złe, wartościowe i bezwartościowe, mądre i głupie. Według niedualizmu na pewnym poziomie wszyscy jesteśmy równi, tacy sami, połączeni ze sobą teraźniejszą chwilą. Ta idea, rozwijająca się współcześnie w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, wywodzi się bezpośrednio z adwajty wedanty, indyjskiego nurtu filozoficznego. W sanskrycie adwajta oznacza „nie dwa” – stąd właśnie niedualizm, który postrzega świat jako jednię.

Adyashanti i jego pięć zasad

W świecie niedualizmu działa mnóstwo trenerów, coachów i tzw. nauczycieli niedualizmu. Mówią oni, że wprawdzie nikt nie może nas obudzić, bo jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, ale możemy skorzystać z kilku podpowiedzi. Jednym z nauczycieli jest Adyashanti (właśc. Steven Gray) z San Francisco, który pierwsze stany przebudzenia przeżył już jako dwudziestopięciolatek. To skłoniło go do jeszcze głębszego zaangażowania duchowego – nadal praktykował medytację Zen, interesował się mistyką chrześcijańską. Szukał w nich odpowiedzi na nurtujące go pytania. Aż do chwili, gdy tuż po trzydziestce doświadczył pełnego przebudzenia i wszelkie wątpliwość zniknęły. „Spekulowanie na temat tego, czym jest oświecenie, nie przynosi żadnego pożytku, a wręcz stanowi główną przeszkodę na drodze do jego spełnienia. Stopniowe dochodzenie do tego, co nie jest absolutną prawdą, ma nieskończenie większą wartość od dywagowania, co nią jest” – pisze w książce „Droga wyzwolenia. Praktyczny przewodnik”. „Dobre przewodnictwo duchowe powinno polegać nie na odpowiadaniu na twoje pytania, lecz na kwestionowaniu twoich odpowiedzi. Bo przyczyną dostrzegania podziałów i oddzielenia tam, gdzie nie ma niczego poza jednią i całością, są właśnie wypaczające postrzeganie, świadome bądź podświadome, założenia i przekonania” – przekonuje.

Osoby, które śpią, żyją w świecie dualności, gdzie następuje wyraźny podział na to, co dobre i złe, wartościowe i bezwartościowe, mądre i głupie. (fot. iStock)

Poszukujący wolności i uwolnienia od cierpienia, toksycznego związku, depresji czy lęku czasami pozostają w świecie przyszłości, snując wizje, jak powinna wyglądać rzeczywistość. W tym procesie zazwyczaj uruchamiany jest mechanizm projekcji. Wewnętrzne lęki, smutki czy pragnienia, są projektowane na rzeczywistość, która wydaje się straszna, smutna lub gotowa zaspokajać nasze potrzeby. Tymczasem, jak pisze Adyashanti, „w tej właśnie chwili rozciąga się przed tobą widok na rzeczywistość i całkowitość. Tak naprawdę jedyna rzecz, jaka jest do zobaczenia, usłyszenia, powąchania, posmakowania, dotknięcia i odczucia, to rzeczywistość”. W tej rzeczywistości, właśnie teraz, odbywa się czytanie tych słów, odbywają się myśli i wyobrażenia. Przebudzenie nie odsłania nieznanej rzeczywistości, raczej odsłania tę, która jest tutaj zawsze – tym razem jednak pozbawiona jest ona wyobrażeń, powinności, idei czy wiary. „Przebudzenie nie jest ani cudownym lekiem na wszystkie dolegliwości, ani ucieczką od życiowych problemów” – mówi Adyashanti i opisuje pięć zasad, które jego zdaniem pomagają w przebudzeniu się ze świata iluzji:

Pierwsza zasada:

Określenie dążeń

Gdy pracowałem jako trener interpersonalny, czasami prosiłem uczestników grupy, by wypisali 10 wartości, 10 najważniejszych spraw w ich życiu. Miłość, wolność, rodzina, pieniądze, a może zdrowie, sukces, dziecko, samorealizacja? Potem prosiłem, by wszyscy skreślili trzy. I by wyobrażali sobie, że przy skreślaniu określone wartości znikają z ich życia. Nie wszystkim się to podobało: niektórzy się smucili, inni złościli… Jeszcze inni rozumieli, że to ćwiczenie może być testem przygotowującym do trudnych chwil w życiu. Po wypełnieniu zadania prosiłem o skreślenie kolejnych trzech. I jeszcze kolejnych trzech. „Najpierw musieliśmy wymyślić, a teraz kreślić?” – oburzali się. Tłumaczyłem, że to tylko ćwiczenie, które porusza wyobraźnię i pomaga uświadomić sobie, co naprawdę pozostaje u mnie na pierwszym miejscu: wolność czy miłość? A może przyjaźń, zdrowie, pieniądze? „Przez określenie swoich dążeń rozumiem dokładne rozpoznanie, do czego dąży twoje życie duchowe. I nie w kategoriach przyszłego celu, lecz teraz, w danym momencie. Innymi słowy, co w życiu cenisz najbardziej – nie w znaczeniu wartości moralnych, tylko tego, co jest dla ciebie najważniejsze” – mówi Adyashanti.

Druga zasada:

Bezwarunkowa wytrwałość

Po określeniu własnego dążenia – bez względu na to, czym ono jest – należy wytrwać do końca. Wiąże się to z zaniechaniem pewnych działań i podjęciem pozostałych. Uczciwa wytrwałość pomaga nie tylko zrealizować określony cel, ale i zyskać w tym czasie wiedzę na temat samego siebie. Wytrwałość znajduje się pomiędzy upartym, fanatycznym obstawaniem przy celu a leniwym, beztroskim odpuszczaniem celu, gdy pojawią się zewnętrzne przeszkody lub wewnętrzna niechęć.

Trzecia zasada:

Niezrzekanie się odpowiedzialności za siebie

„Zgodnie z trzecią podstawą nigdy nie zrzekaj się odpowiedzialności za siebie. Oznacza to, że masz brać całkowitą odpowiedzialność za swoje życie, nie przekazując jej w ręce kogoś innego. Nie ma takiej możliwości, by dostać się do oświecenia na plecach oświeconej istoty. Brak zrozumienia tej prawdy może prowadzić (w każdym razie wielu doprowadziło) do fanatyzmu w ramach kultów, fundamentalizmu, magicznego myślenia, rozczarowań oraz duchowego infantylizmu” – pisze Adyashanti i podkreśla, że nauczyciele tak zwanego niedualizmu jedynie wskazują na rzeczywistość – sam nauczyciel jest jedynie palcem, a nie rzeczywistością. Dokładnie tak jak w anegdocie o mistrzu, którego uczniowie poprosili, by pokazał im księżyc. Mistrz wyciągnął rękę w kierunku księżyca wiszącego na ciemnym niebie, a uczniowie zamiast patrzeć na księżyc, patrzyli na palec mistrza. Tak robi wielu uczniów nie tylko duchowości, ale też wszyscy, którzy podążają za autorytetem, słuchają rad coacha, terapeuty czy przewodnika. Dopóki będą patrzyli na palec, nie zobaczą rzeczywistości. Każdy nauczyciel powinien być tylko tymczasowy.

Czwarta zasada:

Praktykowanie absolutnej szczerości

„Bycie szczerym nie oznacza bycia doskonałym. W gruncie rzeczy bowiem samo podejmowanie wysiłku w kierunku doskonalenia siebie już jest nieszczere, jako prosta droga do unikania konfrontacji z tym, kim się jest w danej chwili. Zdolność i pragnienie dostrzeżenia siebie takim, jakim się jest, ze wszystkimi niedoskonałościami i złudzeniami, wymagają autentycznej szczerości i odwagi. Jeśli nieustannie próbujemy się ukryć sami przed sobą, nigdy nie będziemy w stanie wybudzić się z iluzji swojego ja” – czytamy u Adyashantiego. Szczerość zakłada przyznanie przed samym sobą, że popełniam błędy, zawodzę, czasami krzywdzę innych, a czasami zachowuję się w sposób żałosny.

Szczerość wobec siebie bywa niezwykle trudna, ponieważ wymaga pogodzenia z tym, że doskonali nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Jednak bez niej nie ma szans widzieć pełnej rzeczywistości, ponieważ zawsze pozostanie pragnienie zmieniania jej, albo pozostanie oczekiwanie na urojoną, ale doskonałą przyszłość, doskonały związek, doskonałą pracę.

Piąta zasada:

Sumienne zarządzanie swoim życiem

„Zaobserwowałem, że wśród osób zaangażowanych w rozwój duchowy dość powszechne jest nieświadome używanie go do odcinania się od bolesnych, stwarzających problemy, dysfunkcyjnych i budzących lęk aspektów samego siebie lub swojego życia. Często towarzyszy im nadzieja, że skoro tylko przebudzą się do rzeczywistości, wszystkie ich problemy natychmiast znikną. Owszem, z nadejściem przebudzenia przestajemy się martwić wieloma sprawami, które wcześniej uważaliśmy za problemy, jednak mylilibyśmy się, sądząc, że przebudzenie automatycznie unieważnia wszystkie wyzwania, jakie stawia przed nami życie” – pisze Adyashanti. Zarządzanie swoim życiem oznacza branie odpowiedzialności za wykonywaną pracę, za własne relacje. Szereg osób zmęczonych staraniem się o odpowiednią jakość życia postanawia zostać wyznawcami, osobami głęboko wierzącymi, ale ślepymi na rzeczywistość. Takie osoby wolą snuć fantazje o raju, zamiast zobaczyć, że być może da się go doświadczać w obecnej chwili.

Medytacja, badanie i kontemplacja

Przebudzenie do rzeczywistości nie wymaga podążania drogą wyznaczoną przez jakiegokolwiek nauczyciela. Chociaż Adyashanti występuje w tej roli, często podkreśla, że jest wyłącznie palcem wskazującym na rzeczywistość i zaleca samodzielne sprawdzanie rzeczywistości poprzez: medytację, badanie i kontemplację.

Radykalni nauczyciele niedualizmu twierdzą, że medytacja jest jak szlifowanie cegły po to, by stworzyć lustro, i odrzucają wszelkie praktyki. Dlatego podejmując decyzję o rozpoczęciu medytacji, należy z wielką ostrożnością sprawdzić, kto jej naucza i czy przypadkiem nie jest techniką prowadzącą do określonej sekty czy religii. Medytacja pomagająca w obudzeniu się ze świata iluzji jest wyłącznie zatrzymaniem się, przyzwoleniem na wszystkie myśli, bez przywiązywania się do jakiejkolwiek. „Jeśli nigdy wcześniej nie medytowałaś, zacznij od dziesięciu do piętnastu minut pozostawania w ciszy. Gdy oswoisz się już z takim czasem medytacji, możesz go sukcesywnie wydłużać o pięć kolejnych minut, aż dojdziesz do trzydziestu, czterdziestu minut jednorazowego siedzenia bez poczucia niewygody” – radzi Adyashanti.

Badanie – drugi element praktyki – to świadome zadawanie pytań, a niekiedy wnikliwe poszukiwanie odpowiedzi. (Czasami precyzyjne postawienie pytania jest już odpowiedzią). Badanie należy zacząć od siebie i najprostszego czy raczej najtrudniejszego, pytania: kim jestem? Albo, jak radzi Adyashanti, „czy wiem z absolutną pewnością, że ta moja myśl, przekonanie, opinia, interpretacja czy osąd są prawdziwe? Stałym elementem badania jest prawda. Czym jest prawda?”.

I wreszcie kontemplacja, czyli chwila zatrzymania się na widoku, obrazie, słowie. Przy czym istotne jest, by chwila ta była lekka i pozbawiona określonego celu. Jak pisze Adyashanti: „Zapomnieliśmy, że można coś kontemplować. Jedno kliknięcie w komputerze przynosi nam odpowiedź, a w każdym razie coś, co obiecuje być odpowiedzią, na niemal każde pytanie, jakie tylko sobie można wyobrazić. Wystarczy kliknąć i ściągnąć, a wszystkie najstarsze duchowe nauczania świata będą do naszej dyspozycji, lecz mimo to w ciągłym zagubieniu poszukujemy siebie i tak bardzo jesteśmy odcięci od tego, co stanowi pokarm duszy, że wszyscy dusimy się pod ciężarem naszej niewiedzy i wyobcowania wobec sakralnego wymiaru Życia. Kontemplacja to sztuka cierpliwego podtrzymywania w ciszy i bezruchu świadomości słowa bądź zwrotu, dopóki nie zacznie ono ujawniać coraz głębszych odsłon i znaczeń:

Ty nie jesteś swoją opowieścią o sobie.

Oni nie są twoją opowieścią o nich.

Świat nie jest twoją opowieścią o świecie”.