fbpx

Potrzeba emocjonalnej wymiany w miłości, przyjaźni i pracy

Prawdziwy kontakt polega na wymianie
fot. iStock

Kto respektuje swoje korzenie, umie powiedzieć: Tu przynależę. Również oddanie się drugiemu człowiekowi w bliskim związku oznacza: Przynależę z tobą do czegoś wspólnego, a ty przynależysz ze mną. To fundament, który daje poczucie, że moje miejsce pośród wszystkich ludzi nie jest przypadkowe – mówi Barbara Wójcik, trenerka i doradczyni rozwoju osobistego.

Czy współczesny człowiek naprawdę może obejść się bez drugiego człowieka?
Robiono badania na temat tego, co przynosi ludziom radość, przyjemność, poczucie spełnienia. W trzech czwartych odpowiedź brzmiała: satysfakcjonujące związki z innymi. Oczywiście miewamy potrzebę pozostawania z samym sobą, wyciszenia, zwłaszcza jeśli pracujemy intensywnie pośród ludzi. Ale pragnienie wymiany emocjonalnej w miłości, przyjaźni, współpracy, pragnienie bliskości i zrozumienia jest wśród potrzeb psychicznych na wysokim miejscu. Trudno tę potrzebę zaspokoić bez kontaktu z drugim człowiekiem.

Kiedyś takie kontakty leżały po prostu w naszym interesie, od nich zależało nasze być albo nie być.
Jeśli chodzi o prehistorię, rzeczywiście był to warunek przetrwania. To, że człowiek przebywał w grupie (a ta grupa miała dobrego przywódcę), umożliwiało mu przetrwanie. Ludzkie dziecko także nie wychowa się samo: stały bliski kontakt z przynajmniej jedną dorosłą osobą warunkuje wprowadzenie we wspólnotę człowieczą.

A ta dzieli się na wiele mniejszych wspólnot i bez osadzenia w nich trudno wyobrazić sobie nasze życie.
Człowiek przynależy do różnych systemów społecznych: do rodziny, z której pochodzi, i do rodziny, którą tworzy z małżonkiem czy partnerem. A także do wspólnoty lokalnej i narodu. Kto respektuje swoje korzenie, umie powiedzieć: Tutaj jest moje miejsce, tu przynależę. Również oddanie się drugiemu człowiekowi w bliskim związku oznacza: Przynależę z tobą do czegoś wspólnego, a ty przynależysz ze mną. To fundament, który daje poczucie, że moje miejsce pośród wszystkich ludzi nie jest przypadkowe.

System nie jest do zastąpienia niczym innym?
Systemy rodzinne istnieją i rządzą się swoimi prawami, niezależnymi od naszych życzeń. Przyszło się na świat w tej, a nie innej rodzinie i nie ma tu możliwości zmiany. Natomiast z innych systemów: firmy, instytucji, organizacji, zespołu, można wystąpić. Nie jesteśmy na nie skazani, możemy badać, gdzie jest nasze właściwe miejsce, i go poszukiwać. Jednak do rodziny jesteśmy przypisani.

Nawet jeśli przeciwko niej się buntujemy, z nią nie zgadzamy, to powinniśmy ją zaakceptować?
Uznanie swojego miejsca daje siłę. Dlaczego? Ponieważ życie przyszło do nas poprzez rodziców, a do nich poprzez ich rodziców. Więc jeżeli chcę w pełni przyjąć życie, to muszę uznać te fakty. Dojrzałość, odpowiedzialność za siebie zaczyna się od tego, że rezygnuję z zarzutów pod adresem rodziny, w jakiej się urodziłam – że mogłam dostać coś, czego nie dostałam. Od momentu, kiedy jestem w stanie porzucić pretensje i iluzje, zaczyna się droga do osobistego spełnienia.

I dopiero na tej bazie można coś zmieniać?
Tego, co się wydarzyło, zmienić się nie da. Na tym polega dojrzałość, żeby uznać to, co było, jako fakt, czyli mówiąc po hellingerowsku, pokłonić się przed przodkami i z nimi pożegnać. Wtedy jestem wolna, wtedy mogę zająć się tym, co osobiste, co należy aktualnie do mojego własnego życia.

Przez dojrzałość rozumie pani inteligencję społeczną?
Nasza dojrzałość wyrasta ze zdolności rozumienia własnych uczuć i uznania zasadności uczuć innych ludzi, a to właśnie stanowi o inteligencji emocjonalnej. I oczywiście owocuje w kontaktach społecznych.

Goleman uważa, że to równoprawny rodzaj inteligencji.
Mnie bardziej odpowiada jego wcześniejsze ujęcie z książki „Inteligencja emocjonalna”, w której na ten rodzaj inteligencji składają się kompetencje osobiste oraz społeczne. Teraz kompetencje społeczne są wyodrębnione jako osobny przejaw inteligencji, ponieważ wskazują na to badania neurologiczne – odmienna aktywność mózgu niż przy reakcjach emocjonalnych. Niemniej ja mam przekonanie, że kompetencje społeczne są zbudowane na podstawowych umiejętnościach emocjonalnych. Zajmując się inteligencją emocjonalną, widzę, jak mocno warunkuje ona to, co się dzieje w aktualnie przeżywanych relacjach międzyludzkich. Obserwuję to i na treningach interpersonalnych, i na warsztatach, i takie jest moje doświadczenie w pracy z ludźmi.

To znaczy, że inteligencja społeczna wynika z emocjonalnej?
Tak. Jeżeli dziecko na początku życia, jeszcze jako niemowlę, nie odczuje radości kontaktu z najbliższą osobą dorosłą, nie wymienia z nią niewerbalnych sygnałów w żywej interakcji, nie doświadcza potwierdzenia swoich uczuć, to nie może powstać baza do owocnych kontaktów społecznych. Stały serdeczny związek z opiekunami trwający przez całe dzieciństwo jest podstawą kompetencji i emocjonalnych, i społecznych. Przywiązanie przekształca się w poczucie wspólnego człowieczeństwa i tworzy fundamenty empatii.

Zwykliśmy sądzić, że inteligencja społeczna nakierowana jest na innych. A ona bardzo dużo daje nam samym.
Relacja społeczna to relacja osoba – osoba i nie ma podstaw, by twierdzić, że któraś z tych osób jest ważniejsza lub mniej ważna jako człowiek. Związek partnerski polega na tym, że każda ze stron jest gotowa do dawania i brania. Oczywiście istnieją związki, gdzie jedna strona daje więcej, a druga więcej bierze. Tak będzie zawsze w relacji dorosły – dziecko w rodzinie i w szkole. Również w służbach społecznych, gdzie ten, kto jest w służbie, daje, a potrzebujący dostaje. Służba oznacza: więcej daję, niż biorę. Ta relacja nie jest równoważna, dlatego dobrze jest, jeśli społeczeństwo honoruje swoje służby poprzez wynagrodzenie i uznanie. Jednak bazą wszystkich stosunków międzyludzkich, w tym pomocowych, jest poszanowanie godności każdego człowieka. Nie zastąpi tego żadna technika komunikacyjna ani sprawność interpersonalna. Brak poszanowania jest zawsze wyczuwalny. Jeśli szanujemy drugiego człowieka jako kogoś równego sobie na tym najgłębszym poziomie, wtedy nie ma miejsca na manipulacje.

Na ogół nie umiemy szanować innych, jeśli sami się nie szanujemy.
Zaczynam od siebie, bo inaczej się nie da, i respektuję innych. Chyba że chcę osiągać własne cele czyimś kosztem, ale przecież nie o to chodzi. Prawdziwa wymiana, dochodzenie do prawdy o tym, co się tworzy między nami w danej chwili, jest rdzeniem kontaktu. Taka wymiana jest bezcenna dla obu stron.

Kontakt z drugim człowiekiem nie może być rekompensatą jakiegoś osobistego braku.
Dlatego warto uświadomić sobie, czego naprawdę potrzebuję od drugiego człowieka i skąd się biorą moje względem niego oczekiwania. Czy na przykład wymaganie od partnera, żeby rozumiał mnie bez słów i nosił na rękach, nie są potrzebami niemowlęcia w stosunku do matki? Żaden partner nie może tego dać, bo partnerstwo polega na tym, że obie strony są równe. Tak więc prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem jest możliwy po prawdziwym skontaktowaniu się z samym sobą.

Barbara Wójcik – trenerka umiejętności psychospołecznych i doradczyni rozwoju osobistego.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>