fbpx

Oparcie w sobie Część 1

Oparcie w sobie Część 1
fotochannels.com

Mogłoby się wydawać, że nie ma nic bardziej oczywistego niż ciało. A jednak w naszej kulturze mało kto ma świadomość ciała. Co to takiego i jak wpływa na radzenie sobie ze stresem, tłumaczy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Są sytuacje, kiedy mamy poczucie, że nadmiar stresu, spraw, trudnych decyzji do podjęcia nas przytłacza. Wówczas szukamy kogoś, na kimś możemy się oprzeć. Przyjaciela, partnera…
– I nic w tym złego, warto szukać wsparcia w trudnych chwilach. Ale wsparcia, a nie oparcia. To zupełnie inny ciężar. Oparcie zdrowy człowiek musi mieć w sobie. Inaczej będzie dla innych i siebie ciężarem, co się dla nikogo dobrze nie kończy.

Co to jest oparcie w sobie?
– Poczucie, że mogę na sobie polegać, że znam swoje mocne i słabe strony, mam poczucie sprawczości, jestem w kontakcie z tym, co się dzieje. To solidny fundament, na którym stoję. Jeśli go mam, mogę przeżywać chwile zachwiania, zamętu, życie może mi się walić, ale jakoś się odbuduję. Na oparcie w sobie składa się wiele rzeczy, ale przede wszystkim ugruntowana świadomość własnego ciała. Gdy ciało nie jest uświadomione, staje się naszym wrogiem – a wtedy świat też stanie się naszym wrogiem i będziemy się od niego odwracać.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Uświadomione ciało, czyli co?
– Ciało zaakceptowane. Takie, jakie jest. Z wszystkimi jego zaletami, ale i z „wadami fabrycznymi”. Z tym, jak się rusza, pachnie, co wydziela, wydala, czego nie umie i czego mu się zachciewa. Z tym, że się starzeje, robią mu się zmarszczki, łysieje, słabnie. Jeśli nie zaakceptujemy ciała, to nie będziemy chcieli sobie go uświadamiać w pełni. Wszystko, co w nas niezaakceptowane lub/i odrzucone, bezproduktywnie wiąże jakąś część naszej świadomości, a to ogranicza możliwość pełnego uczestniczenia w tym, co się w tej właśnie chwili dzieje.

Dlaczego tak wiele osób nie uświadamia sobie ciała?
– Jest to związane z negatywnym przekazem kulturowym. Temat rzeka, więc tylko zasygnalizujmy: z jednej strony mamy wyśrubowany i odrealniony wizerunek wiecznie młodego, szczupłego ciała, w zderzeniu z którym żadne normalne ciało nie ma szans. Z drugiej – ciało było i nadal jest (choćby przez różne religie) uznawane za siedlisko ciemnych mocy, popędów, nieczystości. Dlatego odruchowo dystansujemy się od ciała, uciekając w domenę „czystego” ducha lub intelektu. W rezultacie ciało jest odchudzane, zmieniane, a jednocześnie dyscyplinowane, karane, ograniczane, krytykowane, wpychane do ciemnego lochu nieświadomości. Tymczasem dopiero w pełni zaakceptowane, uświadomione ciało otwiera się zmysłowo na świat. I dopiero wtedy możemy myśleć o urealnieniu, czyli byciu w realnym, zmysłowym kontakcie ze światem.

A jak to się ma do obecności?
– Do tej pory mówiliśmy o obecności jako o wewnętrznej decyzji, by świadomie kierować reflektorem naszej uwagi. A teraz mówimy o tym, co mimo tej decyzji i szczerych usiłowań może zaburzać i ograniczać nasz kontakt z tym, co rzeczywiste. Urealnienie ma bowiem wymiar bardzo fizyczny. Uświadamiamy sobie ciało, mamy poczucie oparcia w jego strukturze kostnej, mięśniowej i zmysłowej. Dzięki temu odbieramy wrażenia i sygnały zmysłowe z kontaktu ze światem. Wszystko to razem daje poczucie ugruntowania, oparcia, mocnego stania na ziemi. Ugruntowanie to tak ważny element świadomości ciała, że zasługuje na osobny komentarz. Dziś skupmy się na ciele zmysłowym. Nie wszyscy wiedzą, że oprócz takich zmysłów, jak węch, wzrok, słuch, smak i dotyk, mamy jeszcze zmysł czucia ciała, czyli priopriocepcję. To on pozwala nam czuć ciało, jego przestrzeń, rozmiary, a także rozpoznawać jego obecny stan. Dzięki niemu wiemy, czy ciało jest zmęczone, napięte, zimne, ciepłe, rozluźnione, czy chce się położyć, czy dobrze oddycha itd. Gdy wiemy, co się dzieje z naszym ciałem, lepiej funkcjonujemy. To szczególnie ważne w trudnych sytuacjach, by mózg mógł „widzieć” ciało mimo znieczulającego efektu adrenaliny.

W takich sytuacjach zapominamy, że mamy ciało…
– Dlatego rozwijanie w sobie świadomości ciała jest ważne zwłaszcza w przypadku ludzi bardzo obciążonych odpowiedzialnością i obowiązkami, którzy przez większość czasu działają pod wpływem dużych dawek adrenaliny. Tylko ktoś, kto ma dobrą świadomość ciała, zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje, mimo że jest znieczulony adrenaliną. To pomaga lepiej działać, dbać o siebie i nie doprowadzać się do energetycznego wypalenia.

 

Foto: Andrzej Pągowski

W filmie „Monty Python i Święty Graal” sparodiowano taką postawę: Czarny Rycerz broniący mostu nie chce przepuścić króla Artura na drugą stronę. Dochodzi do walki, w której rycerz po kolei traci obydwie ręce i nogi, zamieniając się w sikający krwią kadłubek, a mimo to wzywa króla do dalszej walki, krzycząc, że to, co się stało, to zaledwie draśnięcie...
– To nie jest odległe od prawdy. Nasze czasy produkują znieczulonych i ogłuszonych walką wojowników, którzy nie zauważają, że tracą zdrowie i życie. Są jak kierowca tira, który bez odpoczynku pędzi po krętych alpejskich trasach, nie patrząc na tablicę wskaźników. Więc nie wie, że mu się silnik przegrzewa, że brak mu benzyny, że hamulce ledwie działają. Zmierza ku katastrofie. I ktoś taki przychodzi na terapię, twierdząc, że nie było żadnych sygnałów ostrzegawczych i że nie wiadomo, dlaczego z poniedziałku na wtorek wszystko się posypało.

Co robić, by do tego nie dopuścić?
– Między innymi ćwiczyć świadomość ciała. To pomaga ratować się przed wypaleniem stresowym i chorobami.

Ale jak ćwiczyć?
– Regularnie uprawiać różne formy ruchu. Ciała uczymy się od urodzenia. Przychodzimy na świat prawie bez dziedziczonego programu sterowania ciałem. Działają tylko podstawowe funkcje dotyczące oddychania, pobierania pokarmu i wydalania. Świadomość ciała rozwija się przez doświadczenie i jest to proces, który może trwać całe życie. Dlatego każdy, kto chce żyć pełniej i być bardziej odpornym na trudy życia, powinien znaleźć sobie dyscyplinę ruchową, która daje okazję do uczenia się ciągle nowych ruchowych algorytmów.

Moshe Feldenkrais, którego system ćwiczeń i filozofię proponujemy w IPSI, wychodził z założenia, że chcąc świadomie używać ciała, musimy zmieniać nawyki ruchowe, które często nie są dla naszego przetrwania i rozwoju optymalne. Mogą wręcz niepotrzebnie obciążać, a w konsekwencji uszkadzać ciało. Żaden ruch nie jest nam dany raz na zawsze. Wśród istot zamieszkujących Ziemię człowiek ma wyjątkowe możliwości modyfikowania swojego sposobu poruszania się, zdobywania nowych „terytoriów” ruchowych. A teraz bardzo ważna wiadomość: wraz z ciałem uczy i rozwija się także nasz mózg.

Udowodniono, że nowy ruch powoduje tworzenie nowych ścieżek neuronowych w mózgu.
– Uczenie się nowych sportów, pozycji jogi rozwija nie tylko potencjał ruchowy i świadomość ciała, ale też usprawnia działanie mózgu. Sprawia, że tworzą się nowe neuronowe połączenia, a to z kolei zwiększa naszą zdolność do myślenia w sposób dynamiczny, przestrzenny i intuicyjny. Jak to się dzieje? Powiedzmy, że dziecko uczy się łapać piłkę. Ileż danych jego biologiczny komputer musi uwzględnić, jak szybko je zanalizować i wydać rozkazy do mięśni, by w końcu ono tę piłkę mogło złapać. W mgnieniu oka musi ocenić parametry lotu piłki i skoordynować je z parametrami ruchu ciała tak, by w odpowiedni sposób i w odpowiednim momencie przeciąć parabolę lotu piłki i ją pochwycić – czyż to zadanie nie jest porównywalne z programowaniem procedury spotkania dwóch obiektów w przestrzeni kosmicznej? W ten sposób uświadomiony ruch, odbywający się w określonym czasie i przestrzeni, pomaga nam wyobrazić sobie skomplikowane procesy przestrzenno-czasowe. Bez tego nie bylibyśmy w stanie uporać się ani z geometrią przestrzenną, ani z chemią molekularną, ani z astrofizyką, ani nawet ze szczegółowym zaplanowaniem dnia. Tak więc ci z nas, którzy uważają, że mogą w pełni rozwinąć swój intelektualny potencjał, dbając wyłącznie o umysł i ignorując ciało, są w błędzie. Z pewnością dokonaliby więcej, gdyby systematycznie trenowali uświadamianie sobie ciała i ruchu, gdyby dogadali się z ciałem.

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>