Wehikuł duchowej podróży

Wehikuł duchowej podróży
Ilustracja: Maja Wolna

Każde świadomie przeżyte doświadczenie życiowe, również niepowodzenie, budzi najwyższe cnoty ducha – uważa Wojciech Eichelberger, współtwórca programu rozwoju wewnętrznego Quest. – Dlatego nie martwmy się, jeśli za pierwszym obrotem koła Questu nie udało nam się zrealizować naszych wizji i celów. Równie wielką korzyść wyniesiemy z refleksji nad tym, co w nas przyczyniło się do tego niepowodzenia.
– Moje przyjaciółki mają różne marzenia, np. zbudować fabrykę zabawek, zamieszkać w Laponii, mieć pensjonat. Ale tylko jedna ruszyła za swoją wizją. Pozostałe są zajęte pracą, dziećmi, domem. A jeśli zrobiły karierę, to dlatego że są mądre i chętnie się uczą, a nie dlatego, że to było ich celem.

– Każdy może użyć swojej pracy i swego losu jako wehikułu wewnętrznej podróży i zamknąć jej cykl doświadczeniem świadomości, współodczuwania i wolności – jeśli tylko zechce zobaczyć swoje działania i to, co mu się przydarza, w takiej duchowej perspektywie. Nie ma takiej pracy i takiej sytuacji, która się do tego nie nadaje. Więc jest też nią sytuacja, gdy kobieta lub mężczyzna wybiera dom, wychowanie dzieci i alchemię kuchni jako swoją drogę. Quest podobnie jak joga czy sztuki walki może być zewnętrzny lub wewnętrzny. Albo odkrywamy siebie w zewnętrznym świecie poprzez naukę, pracę i konfrontowanie się z ludźmi, albo odsuwamy się od świata i poszukujemy siebie w odosobnieniu. To, którą drogę wybierzemy, zależy od naszych predyspozycji i okoliczności.

– Ale czy to znaczy, że podążając drogą Questu, nie musimy realizować swoich wizji, celów?

– Możemy mieć różne wizje, np. domu, wychowania i kariery dzieci, kształtu i wielkości rodziny, ewolucji związku z wybraną osobą czy zwiedzania świata. Warunkiem jest to, żeby wziąć odpowiedzialność za sytuację i używać jej świadomie jako fragmentu drogi do wybranego celu. W szczególności nie wolno nam marnować okazji do rozwoju, jakie stwarza życie, poprzez tworzenie iluzji przymusu i braku wyboru. Prawdziwym celem Questu jest rozwój wewnętrzny, a reszta: korporacja, fabryka, dom, rodzina, dobra i zaszczyty, to tylko wehikuły, trampoliny lub przeszkody na drodze. Krótko mówiąc, trzeba umieć jechać na każdym koniu i – niezależnie od jego właściwości – nie ustawać w podróży i trzymać się ładnie w siodle.

– A więc menedżerka, która realizuje ważny projekt, wcale nie musi jechać lepszym wehikułem Questu niż jej sąsiadka, która prowadzi dom?

– To zależy, jaki ma stosunek do tego, co jest jej udziałem, jaki ma stosunek do swego życia i jak widzi jego cel. Wyobraźmy sobie trzy sąsiadki. Jedna jest prezesem firmy i singielką, dwie pozostałe gospodyniami domowymi. Jedna z gospodyń ma przekonanie, że nie powinna nią być, bo marnuje czas i swój cenny potencjał. To dla niej właśnie okoliczności, w jakich się znalazła, mogą być cennym wehikułem w drodze Questu. Jej zadaniem jest stworzyć dla siebie taką wizję celu życia, by sytuacja, w jakiej się znalazła, mogła ją do niego przybliżać. Na innym etapie Questu jest druga z gospodyń domowych, bo akceptuje swoje życiowe miejsce i potrafi z niego korzystać. Nie jest też tak, że prezeska znajduje się w najlepszym położeniu. Może już zrealizowała swój cel i odkryła jakiś wymiar zewnętrznej wolności, ale teraz jest z powrotem na stacji pokora i mierzy się z pytaniami: „Czy to, co robię, na pewno jest tym, co chcę robić? Czy spełnia te wartości, które są dla mnie ważne?”. Miała nadzieję, że projekt „Prezeska” zaspokoi jej wszystkie ważne potrzeby, lecz teraz czuje, że czegoś tu jeszcze brakuje. Może jej następnym projektem będzie „Z kimś się związać”?

 

– Do tego też można Quest wykorzystać, do poszukiwania partnera życiowego?

– Oczywiście, Quest jest mapą, którą można przyłożyć do każdej sytuacji i do każdego ważnego celu, jaki sobie postawimy. Czymś w rodzaju GPS, dzięki któremu możemy wiedzieć, gdzie się znajdujemy i gdzie jest następny zakręt. Jeśli np. nie wiemy, czego chcemy w życiu, i żyjemy tylko od jednej spłaty kredytu do drugiej, jeśli nie mamy wizji, to znaczy, że musimy pracować w pierwszych trzech etapach Questu. A więc: na poziomie pokory zadać sobie właściwe pytania. Na poziomie autonomii zaufać swoim wątpliwościom i potrafić odrzucać powszechnie przyjęte rozwiązania. A w końcu na etapie wizji wygenerować wizję swoich istotnych celów: „Czego potrzebuję, by być szczęśliwym? Jaka jest moja misja?”.

– Hm, dla wielu kobiet ważniejsze bywa odnalezienie… księcia.

– Prowadziłem niedawno seminarium z czytelniczkami „Zwierciadła” na temat odpowiedzialności za swoje życie. Pierwszym pytaniem, które nam się nasunęło, było to o cel ludzkiego życia. Czy jest coś, czego pragną wszyscy? Zgodziliśmy się, że jest to dążenie do szczęścia, choć każdy może je na swój sposób definiować. Skoro tak, to odpowiedzialność za życie polega na tym, aby dążyć do szczęścia. Wtedy każda sytuacja, jaka nam się przydarza, może być oceniana ze względu na swoją przydatność w realizacji tego celu. Albo jest po drodze do szczęścia, albo jest ostrzeżeniem: „Nie tędy! W to się nie pchaj!”. Na jakimś etapie życia relacje mogą być takim wehikułem poszukiwania szczęścia. Ale trwałe poczucie szczęścia nie może zależeć od tego, czy ktoś nas lubi, czy jest w dobrym humorze, czy zechce z nami wyjechać na urlop albo czy chce z nami sypiać.

Prawdziwe szczęście nie może być uwarunkowane zewnętrznymi okolicznościami. Szczęście/wolność można przeżywać nie tylko w sytuacjach, które się nam ze szczęściem kojarzą, lecz także w momentach trudnych i niechcianych. Bo szczęście to stan wewnętrzny. W Queście prawdziwym szczęściem jest wolność. Po drodze do niej warto przeżyć wielką miłość, ale dopóki nie odnajdziemy w niej wolności, nie będziemy prawdziwie szczęśliwi. Ostatnio na łamach „Zwierciadła” Katarzyna Miller przypomniała, że baśniowy książę, który pocałunkiem budzi uśpioną kobietę, to jej wewnętrzny rycerz – jej animus.

– A jeśli popadniemy w nałóg kochania?

– Możemy wielokrotnie wędrować po ciemnej stronie Questu. Możemy wpadać w uzależnienia, obsesje, zaślepienie, lęk, pychę, egoizm, nienawiść i doświadczać cierpienia, które te stany umysłu generują. To doskonała nauczka wpuścić się w takie maliny. Bo w końcu poczujemy, że jesteśmy w pułapce, to nas zmusi do pokory i zadania sobie po raz kolejny ważnych pytań i zweryfikowania naszej postawy. Quest to uniwersalny opis drogi życiowej i ważnych jej etapów. Pomaga lepiej zrozumieć, co na tej drodze się nam wydarza i co powinno się dziać, abyśmy zbliżali się do szczęścia. W Queście nie można ponieść klęski. Bo żadne wydarzenie – także te najtragiczniejsze – nie jest ostateczną klęską. Wszystko to, co przeżywamy jako klęskę, zdarza się po to, żeby popychać nas w dobrym kierunku, żebyśmy dalej szukali swego prawdziwego szczęścia/wolności.

– Właśnie, zdarza się, że mimo starań nasza rodzina czy fabryka plajtuje.

– Jeśli realizujemy jakieś przedsięwzięcie w świecie zewnętrznym, a na skutek czyichś manipulacji, bezwzględnej konkurencji czy pomyłki sądowej np. lądujemy w więzieniu, to też trzeba na tym doświadczeniu jechać dalej. Ono staje się wehikułem Questu. Podobnie postępujmy z tym, co nam się udaje: z naszą fabryką, pensjonatem, karierą, rodziną, wszystko jest wehikułem w podróży do szczęścia/wolności. Jedźmy nim, póki czujemy, że daje nam energię, dopóki nas rozwija, jak długo wynika z tego coś pożytecznego dla nas i dla innych. Ale gdy nam się nasz wehikuł zużyje, gdy odczujemy, że zbacza na ciemną stronę Questu – to użyjmy wiary i odwagi, aby się z nim rozstać, powrócić do stacji pokora i zadać sobie nowe, ważne pytania, i nie ustawać w poszukiwaniu szczęścia.

Quest to program rozwoju wewnętrznego, który zakłada, że realizacja każdego celu czy marzenia wymaga wykształcenia w sobie ośmiu duchowych cnót (m.in. pokory, autonomii, świadomości). Mówi także, że na przeszkodzie staje nam osiem zagrożeń – cieni tych cnót.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze