Wojciech Eichelberger: Targowisko niewolnic

123rf.com

Kobiety nie widzą tego, że nadal – choć teraz dobrowolnie
– wkładają wiele wysiłku, wydają mnóstwo pieniędzy, a nawet poświęcają swoje życie i zdrowie – spełniając oczekiwania męskiego świata w imię miłej iluzji, że robią to wyłącznie dla siebie.

Wiele kobiet myśli, że w ten sposób buduje swoje poczucie wartości.

Skoro emancypacja osiągnęła już pewien poziom, to kobiety nie mogą dłużej tłumaczyć się przed sobą i światem, że to oni, to przez nich. Minęły te czasy, kiedy za nieposłuszeństwo, cudzołóstwo, odmowę seksu, potomstwa czy spełniania innych męskich zachcianek groziła kobietom: śmierć, głód, biczowanie, zniesławienie czy bezdomność. Teraz może być najwyżej trochę gorzej i trudniej. Relacje męsko-damskie nabrały charakteru transakcji między dwoma równoprawnymi podmiotami. Jeśli ktoś – nawet nieuczciwy i nachalny – chce nam coś sprzedać, to transakcja dochodzi do skutku tylko wtedy, gdy decydujemy się to kupić. Część odpowiedzialności ponosi więc kupujący.

W swojej książce piszesz, że wiele kobiet wyparło się kobiecości. Ale czym ona jest? Jak nie wpaść w stary stereotyp dobrej i wyrozumiałej albo nowy – depilującej nogi i manipulującej mężczyznami?

Należy mieć nadzieję, że kobietom nie uda się na zawsze wyprzeć swojej archetypowej zdolności do współodczuwania i tworzenia więzi. Od tego zależy przetrwanie gatunku. Choć zrozumiałe jest to, że współcześnie emancypujące się kobiety odcinają się od serca. Doświadczenie pokoleń uczy je, że to jest ich największa słabość – bezlitośnie wykorzystywana przez mężczyzn. Dlatego zachowują się podobnie jak mężczyźni. Cynizm, wyrachowanie, manipulacja, a nierzadko okrucieństwo stają się ich sposobem na życie. Ale czy rezygnację ze swoich naturalnych atrybutów można nazwać emancypacją albo wyzwoleniem?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »