fbpx

Przestań się krytykować! Oto podstawowe zasady, jak zostać swoim przyjacielem

Przestań się krytykować! Oto podstawowe zasady, jak zostać swoim przyjacielem
„Kiedy zaakceptujemy szczerze swoją niekompetencję w jakiejś konkretnej dziedzinie, w dziwny sposób czujemy się nadzwyczaj lekko“. (fot. iStock)

Nie masz czasem wrażenia, że osobą, która najbardziej przeszkadza ci w byciu zadowolonym z tego, kim jesteś i co robisz – jesteś ty sam? Pora skończyć z ciągłym krytykowaniem, tłumaczeniem i krzywdzeniem siebie! To nie musi być od razu wielka miłość. Wystarczy, że będziesz siebie lubić.

Najsilniejszą cechą charakterystyczną osób o dobrym poczuciu własnej wartości jest to, że potrafią tolerować i akceptować swoje niedoskonałości, ponieważ zbudowały i przyswoiły sobie dobry ogólny obraz samych siebie i uważają, że ich rozmówcy będą zwracać uwagę raczej na ten ogólny obraz niż na jakiś „zabójczy detal“ – pisze francuski psychiatra Christophe André w książce „Niedoskonali, wolni, szczęśliwi”. Cóż, tak właśnie postępuje przyjaciel. Jest lojalny, bo nas zna i ma o nas dobre zdanie. Staje w naszej obronie, kiedy słyszy lub widzi, że ktoś nas atakuje. Owszem, czasem go zawodzimy, czasem go wkurzamy, ale to nie zmienia jednego – on nadal chce spędzać z nami czas, rozmawiać, śmiać się i płakać. Bo jesteśmy dla niego ważni, cenni i po prostu nas lubi. Czy tak trudno być nam takim przyjacielem dla samych siebie?

Czego się boisz?

Dlaczego tak ciężko przychodzi nam samoakceptacja? Chrostophe André przywołuje sytuację z własnego życia. Któregoś wiosennego popołudnia wychodził ze szpitala po sesji z pacjentami cierpiącymi na fobię społeczną. Był w dobrym humorze, sesja była udana. Pogwizdując, podszedł do swojego skutera, który stał na parkingu. Jego kolega obok szykował się właśnie do odjazdu na motorze. Porozmawiali przez chwilę, po czym Andre wyjął z bagażnika kask, włożył do niego teczkę, zamknął bagażnik na kluczyk i machinalnie sprawdził, czy jest dobrze zamknięty. Nie umknęło to uwadze kolegi, który żartobliwie skomentował: „Proszę, proszę, mania sprawdzania. Nie masz przypadkiem nerwicy natręctw?”. I momentalnie dobry humor Andre prysnął. Lekko poirytowany już miał zamiar zacząć się tłumaczyć, że skuter jest stary, a bagażnik czasem się nie domyka, ale przypomniał sobie, o czym właśnie rozmawiał z pacjentami. Uczył ich, jak przyjmować krytykę i negatywne uwagi na swój temat. Dlatego postanowił przyjąć komentarz kolegi. Powiedział: „Tak, to zabawne. Odruch. Już nawet tego nie zauważam. No, no, ale masz oko“. I nagle kolega, który przez kilka sekund, kiedy obserwował pierwszą reakcję Andre, zaczał się obawiać, że go obraził, wyznał z uśmiechem: „Owszem. Nie bez powodu. Robię dokładnie to samo“.

Czy to nie idealny przykład na to, jak łatwo w siebie zwątpić? Jak łatwo zinterpretować na swoją niekorzyść czyjąś wypowiedzianą bez złej intencji opinię. A wystarczy spojrzeć na siebie i świat życzliwym, rozbawionym okiem. Zobaczyć w sobie sojusznika, kolegę, wreszcie: przyjaciela. Jak widać, nawet psychiatrzy z wieloletnim doświadczeniem ciągle doskonalą się w tej sztuce.

Dlaczego boimy się zaakceptować siebie? Bo jesteśmy przekonani, że wiąże się z tym jakieś niebezpieczeństwo. Że kiedy będziemy siebie w całości akceptować, zaczniemy sobie odpuszczać, wystawiamy się na osąd lub odrzucenie albo stajemy się nijacy, miałcy, nudni – niczym się nie będziemy odróżniać od innych. Prawda jest jednak taka, że każdy z nas się wyróżnia, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy. Wyróżniają nas nie tylko nasze zalety, ale i wady. Akceptacja nie oznacza niedostrzegania negatywnych. Jak mówi Andre: – Akceptacja to mówienie „tak“. „Tak dla tego, co istnieje, ponieważ istnieje. Zamiast mówić sobie: „Nie, nie a żadnego problemu“ albo: „Nie, nie boję się, nie mogę się bać“, uznajmy, że na razie rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie chciałbym, żeby były. Akceptowanie to coś więcej niż tolerowanie (które tak naprawdę jest odrzuceniem, tylko wzrok kieruje się wówczas w inną stronę). Nie jest to także rezygnacja i porzucenie myśli o działaniu i zmianie. Akceptować to znaczy spojrzeć problemowi w twarz i powiedzieć sobie: „Tak, ten problem istnieje”.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Powiedzmy, że jedziesz taksówką na lotnisko, masz godzinę do odlotu, ale utknąłeś w korku i wszystko wskazuje na to, że nie zdążysz. Zamiast narzekać na zły los lub swoją bezmyślność, lepiej powiedzieć sobie: „Cóż, zdarza się. Pewnie nie zdążę na samolot, nie ja pierwszy i nie ostatni“. Zastanowić się, co zrobię, jeśli tak się rzeczywiście stanie, ale też co mogę zrobić teraz, by jednak zdążyć. Wyrzucanie sobie, że jestem do niczego – nie pomoże ani w pierwszej, ani w drugiej kwestii.

Jakie korzyści mamy z akceptacji siebie? Pierwsza z nich to lepsze samopoczucie emocjonalne. Psycholog William James, który jako pierwszy wprowadził do psychologii termin „poczucie własnej wartości”, pisał: „Kiedy zaakceptujemy szczerze swoją niekompetencję w jakiejś konkretnej dziedzinie, w dziwny sposób czujemy się nadzwyczaj lekko“. Druga korzyść, być może najbardziej paradoksalna: człowiek łatwiej się zmienia, gdy akceptuje siebie. Czyli nie tracimy energii na bezproduktywne wojny z samym sobą, skupiamy się na tym, co faktycznie można zmienić. I mniej cierpimy. Jak to trafnie ujmuje Christophe Andre: – Akceptacja jest precyzyjnie dopasowanym narzędziem nie do likwidacji cierpienia, ale do ograniczenia jego rozprzestrzeniania się.

Zatem aby bardziej akceptować siebie:

  1. Pozostań świadomym. Trzeba uświadomić sobie, kiedy siebie krzywdzimy, kiedy spinamy się swoim zachowaniem, kiedy zaczynamy się tłumaczyć, kiedy denerwujemy się w obliczu jakiegoś niepowodzenia. Wtedy mówimy „nie“ samym sobie.
  2. Mów „tak“. Przyznaj, że sprawy nie toczą się tak, jakbyś chciał, i zaakceptuj to. Nie zaprzeczaj, nie bagatelizuj, nie usprawiedliwiaj się.
  3. Zostań w obecnej sytuacji. Nie popadaj w ruminacje o niesprawiedliwości czy krzywdzie. (Ruminacje to powracające czarne myśli czy wyobrażenia, które skupiają się na negatywnych aspektach własnego ja lub świata). Nie pogrążaj się, nie dramatyzuj. Nie każ się podwójnie za błąd, który popełniłeś – już i tak jest ci z tego powodu źle.
  4. Pracuj nad akceptacją wyobrażenia tego, co najgorsze (co nie oznacza, że sobie tego życzysz czy się temu poddajesz). Czyli wyobraź sobie totalną porażkę, całkowite odrzucenie. Co najgorszego mogłoby się wydarzyć? Czy rzeczywiście będzie takie straszne?
  5. Akceptuj również przeszłość. Nie możemy akceptować swoich dzisiejszych błędów czy porażek, jeśli od lat mamy sobie lub innym coś za złe. Czasem, zwłaszcza jeśli są to bardzo zadawnione krzywdy, nie obejdzie się bez terapii.

Ty też musisz być piękna

Jedna sprawa to wyrzucanie sobie swoich wad, druga to niedostrzeganie swoich atutów. Jak często myślimy o sobie (i mówimy): „Nic mi nie wychodzi“, „Jestem kompletnym beztalenciem“, „Nie nadaję się do tego”, „Znów mi nie wyszło”? Cóż, czasem rzeczywiście coś nam nie wychodzi, do pewnych rzeczy faktycznie się nie nadajemy, ale w każdym z nas jest klejnot. Dobry przyjaciel powinien zachęcać nas do odkrywania w sobie dobrych stron i szlifowania talentów. I umieć nam je wskazać. – Być może do tej pory oszukiwałeś samego siebie, myśląc, że nie jesteś nikim szczególnym. Być może nie wierzysz w to, że nosisz w sobie dar, talent czy zdolność, które należy uszanować. Pamiętaj, że to nieprawda. Każdy ma sobie coś do zaoferowania. Jeśli nie potrafisz tego u siebie rozpoznać, nie znaczy, że tego czegoś ci brakuje; najzwyczajniej jeszcze tego w sobie nie odkryłeś – pisze Patricia Spadaro, autorka książki „Uszanuj siebie. Wewnętrzna sztuka dawania i przyjmowania“. Wyznaje, że był kiedyś taki czas kiedy miała do siebie o coś pretensje. Nie wiodło jej się w życiu zawodowym, a i w osobistym zrobiła parę błędów – nie mogła dojść same ze sobą do zgody. – Coś mnie tchnęło, żeby wyjść na spacer – pisze. – Przyroda jak zawsze zaczęła czynić ze mną cuda, a ja wykrzyknęłam w duchu „Jakże piękne jest wszystko, co tworzy Bóg“. I wtedy usłyszałam – niczym tajemnicze echo wracające do mnie – „Zatem ty też musisz być piękna“. Zrozumiałam, że krytykowanie siebie nie pomaga nikomu. Dlatego i ty, jak radzi Spadaro, spytaj siebie:

  1. Czy potrafię docenić własne wyjątkowe dary? Jakie masz szczególne właściwości lub umiejętności, które możesz wykorzystać, by pomagać innym? Radość, dar współodczuwania, a może cierpliwość? Zdolność koncentrowania się na szczegółach czy umiejętność skupiania ludzi wokół siebie? Czy posiadasz talent muzyczny, umiejętność skupiania ludzi wokół siebie? Masz talent muzyczny, pedagogiczny, a może jesteś urodzonym rodzicem lub trenerem? Jeśli nie wiesz, co czyni cię wyjątkowym, pomyśl: Co cenią we mnie inni?
  2. Czy cieszę się ze swoich zalet? Aby cieszyć się tym, kim jesteś, zachowaj wszystkie pocztówki, wiadomości elektroniczne i listy otrzymane od innych, w których dziękują ci lub mówią o tym, jak jesteś dla nich ważny lub jak cię kochają. Kolekcjonuj pamiątki pomagające przywołać w umyśle własne zalety, osiągnięcia i radość, którą niegdyś ofiarowałeś innym. Włóż je do specjalnego pudełka albo folderu w komputerze. Kiedy poczujesz się smutny, zdenerwowany, a z twojej twarzy zniknie uśmiech, sięgnij po te skarby.
  3. Czy czekam na coś, co miałoby przyjść z zewnątrz i sprawić, ze moje życie stanie się doskonałe? Zapisz poniższe zdanie, uzupełniając w nim kropki wszystkim, co ci przyjdzie do głowy: „Gdybym tylko…, mógłbym ruszyć naprzód i być szczęśliwy”. Kiedy skończysz, przeczytaj po kolei wszystkie pomysły i przy każdym zadaj sobie następujące pytanie: „Co mogę zrobić, by doprowadzić do zmiany, na którą czekam?”. Nie ograniczaj siebie. Bądź twórczy, a zdziwisz się, ile kontroli masz nad swoim życiem.
  4. Co mogę napisać na liście rzeczy niezbędnych do bycia sobą? To, na czym się koncentrujesz, staje się rzeczywistością. Nie bez powodu zapisujesz codzienne i cotygodniowe rzeczy do zrobienia. Równie ważne jak to, co robisz, jest to, kim jesteś. Dlatego opracuj listę rzeczy niezbędnych do bycia sobą na następny tydzień i dołącz ją do zwyczajnej listy spraw do załatwienia. Spytaj siebie: „Jakim człowiekiem chcę być w tym tygodniu? Nad jakimi właściwościami będę świadomie pracował?“
  5. Kim jestem? Jesteś kimś o wiele więcej niż to, co widnieje na twojej liście spraw do załatwienia. Jesteś kimś więcej niż to, co mówisz, jaki zawód wykonujesz czy to, co posiadasz (lub czego ci brak). Poświęć chwilę, by w ciszy odpowiedzieć sobie na następujące pytanie: „Gdy nie pozostaje ci już nic do zrobienia, kim wówczas jesteś?“.

Powodzenia na nowej drodze przyjaźni z samym sobą!

 

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>