Psychoanaliza, czyli całe życie na kozetce. Jak to naprawdę wygląda?

"Częste spotkania są niezbędne dla uruchomienia procesu psychoanalitycznego, który w znacznej części oparty jest na dotarciu do nieświadomości". (fot. iStock)

Psychoanaliza bywa nazywana terapią dla bogatych, substytutem przyjaźni i modą – w swoim dorobku ma jednak skuteczne narzędzia diagnostyczne i psychoterapeutyczne. Wątpliwości wielu budzi sam proces psychoanalityczny, pozbawiony określonego celu i ram czasowych.

Marta prosi, by nie podawać jej prawdziwego imienia, pracuje w znanym domu mediowym i chce zachować dyskrecję. Terapię przerwała po czterech latach, wbrew opinii swojego psychoanalityka. Zdaniem terapeuty właśnie zbliżali się do przełomu, stać niechęć do kontynuowania terapii, a ostatecznie jej przerwanie, które miało być wtórne do jej relacji z ojcem – tata Marty umarł, gdy miała 13 lat. Opór to słowo, które często słyszała: za każdym razem, gdy nie chciała zająć się określonym tematem ze swojej przeszłości lub teraźniejszości. Na terapię trafiła, bo jej małżeństwo przechodziło kryzys. Była pewna, że mąż ma kochankę, ale nie rozmawiali o tym, prawie w ogóle o niczym nie rozmawiali, każde z nich było zajęte swoją pracą, do której dojeżdżało własnym samochodem. Psychoanalizę – najstarszy nurt psychoterapeutyczny – polecił jej znajomy z Ameryki, gdzie stała się bardzo popularna.

Woda w łóżku

Na terapię wydawała średnio 1600 zł miesięcznie – 4 spotkania w tygodniu, każde po 100 zł. Przez pierwsze dwa lata o dziewiątej rano, tuż przed pracą, później o osiemnastej, bo po trudniejszej sesji nie mogła się skupić na swoich obowiązkach. Spotkania trwały 50 minut, Marta za każdym razem wchodziła do elegancko urządzonego gabinetu, kładła się na zielonej kozetce i zaczynała opowiadać. Na początku była nieufna, dużo mówiła o pracy, znajomych, swojej rodzinie. Podczas pewnej sesji opowiedziała o śnie, który wracał do niej co kilka miesięcy – jest w swoim domu, leży na łóżku, gdy nagle pojawia się woda. Marta zaczyna płynąć, ale wody przybywa z każdą chwilą. Gdy znajduje się pod sufitem, budzi się przerażona. Opowiedziała terapeucie sen i rozmawiali o nim przez kolejne kilka sesji, aż dotarło do Marty, że jest on metaforą jej obecnego życia, ale też relacji w domu rodzinnym, w którym o ważnych sprawach rozmawiało się bardzo rzadko i dopiero gdy uzbierało się sporo problemów. Wówczas ojciec zwoływał rodzinę, w dłoni trzymał kartkę papieru, na której miał wypisane tematy do omówienia. Dopiero po wszystkim mogli iść spać. Czasami rodzinna narada, pełna napięcia i oskarżeń, trwała do trzeciej w nocy, a później przez długie tygodnie, a niekiedy miesiące, nie rozmawiali o emocjach, problemach i tym, co ważne, chociaż każdy wiedział, że ojciec w swoim pokoju, spisuje nowe tematy, które wypłyną, gdy kartka się zapełni.

Podczas kolejnych sesji Marta czuła, jak pozbywa się napięcia, które niosła ze sobą od dzieciństwa. Nie znalazła jeszcze sposobu na przeprowadzenie rozmowy z mężem, chociaż wiedziała, że musi do tego dojść. Chciała się uwolnić, odejść, ale liczyła na to, że mąż zrobi to pierwszy, w związku z czym tkwiła w marazmie.

Pewnego razu przyszła na sesję z kartką papieru, na której wypisała wszystkie tematy, które chce omówić z mężem. Dzięki pytaniom terapeuty zrozumiała, że wybrała strategię stosowaną przez ojca, który zamiast patrzeć w oczy, wolał zerkać na kartkę.

W pozycji leżącej

Psychoanaliza to terapia wyłącznie długoterminowa i zazwyczaj bardzo kosztowna. Pacjent spotyka się z terapeutą 4 albo 5 i więcej razy w tygodniu przez kilka lat. W czasie sesji psychoanalityk siedzi za głową pacjenta, tak by kontakt wzrokowy nie był możliwy. Pozycja ta ma sprzyjać swobodnemu odkrywaniu wszelkich treści wypływających z nieświadomości. Podczas procesu istotne jest stworzenie bezpiecznej atmosfery, która pozwala na nieskrępowane opowieści na dowolny temat. Czasami w ich trakcie dochodzi do regresji, czyli emocjonalnego powrotu do dzieciństwa i ponownego przeżycia oraz zrozumienia wewnętrznych konfliktów i wypartych treści, które były zbyt trudne lub bolesne. Analityk słucha, czasami notuje, próbuje zrozumieć sens ukryty za wypowiedzianymi słowami, interpretuje opowieści i zadaje pytania, pozostając w relacji z pacjentem.

Częste spotkania są niezbędne dla uruchomienia procesu psychoanalitycznego, który w znacznej części oparty jest na dotarciu do nieświadomości – to tam zdaniem Zygmunta Freuda, ojca psychoanalizy, leżą przyczyny zaburzeń osobowości, napięć, natręctw, depresji i innych chorób psychicznych. Na poziomie świadomym pacjent może deklarować chęć zmiany, ale jeśli nie uda mu się dotrzeć do głęboko ukrytych przyczyn – zmiana nie jest możliwa. Spotkania dzień po dniu pomagają nie tylko oswoić się ze swoim analitykiem, ale również osłabić mechanizmy obronne, które ukrywają wewnętrzny świat pacjenta.

Zakochana w przeniesieniu

Podczas terapii Marta zrozumiała, że powiela zachowania ojca, które budziły w niej lęk i niechęć, ale dawały poczucie kontroli nad swoim małżeństwem, mężem i zwalniały ją z obowiązku zaryzykowania, czyli wyrażania uczuć wprost. Po dwóch latach od pierwszej wizyty mówiła na kozetce bez wstydu o swoich fantazjach, pragnieniach, również seksualnych, o najbardziej skrytych snach, czasami płakała, czasami się śmiała.

Poczuła, że może skończyć terapię, ale analityk ostrzegł ją, że nie jest nawet w połowie procesu i może to być niebezpieczne, dlatego kontynuowała sesje, ale teraz w godzinach popołudniowych. Pomimo że nie potrafiła nazwać celu tych spotkań, czuła ulgę, gdy kładła się na kozetce, zmęczona po dniu pracy, lubiła głos swojego terapeuty. W pewnym momencie jej życie ograniczało się jedynie do pracy i psychoanalizy, porzuciła szereg znajomości i jedną przyjaźń, potrzebę bliskości załatwiała na kozetce.

Brakowało jej dotyku, bliskości, w końcu odważyła się wyznać analitykowi, że czuje się w nim zakochana – omawiali to uczucie przez kolejne miesiące, aż wygasło. Terapeuta zasugerował, że tak naprawdę przenosi na niego niewyrażone uczucia do ojca, przez którego nigdy nie czuła się w pełni kochana – i dodał, że również z tego powodu wybrała nieobecnego męża, który od kilku lat miał kochankę.

Gdy Marta podjęła decyzję o rozwodzie, przychodziła na sesje po wsparcie. Mijały kolejne miesiące, czuła zadowolenie z życia, pogodzenie ze swoją samotnością, tym razem mniej bolesną, bo pozbawioną oczekiwania na męża. Zadziwiało ją tylko, że rozstanie było tak łatwe i krótkie. Kolejny raz chciała przerwać terapię, ale została powstrzymana przez psychoanalityka, który uznał, że nie przepracowali jej relacji z matką. Marta czuła, że nie ma ochoty zajmować się tym tematem, a co ważniejsze, poczuła się uzależniona od swojego terapeuty. Podczas kolejnej sesji dowiedziała się, że to wszystko jest klasycznym oporem i lękiem przed zmierzeniem się z przeszłością.

Id, ego i superego w konflikcie

Uprawnionymi do prowadzenia psychoanalizy są licencjonowani psychoanalitycy będący członkami Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, którzy odbyli wieloletnie szkolenie. Pomimo to zdarza się, że terapię prowadzą osoby bez odpowiedniego szkolenia i niepoddające swojej pracy superwizji. Zakończenie następuje wtedy, gdy zarówno pacjent, jak i terapeuta uznają, że to odpowiedni moment.

Analityk podczas sesji unika kontaktu fizycznego, zachowuje się powściągliwie, nie ujawnia żadnych osobistych informacji dotyczących swojego życia. To wszystko umożliwia powstanie mechanizmu przeniesienia, czyli swobodnego przypisywania terapeucie cech i właściwości. Z tego powodu Marta mogła w terapeucie zobaczyć swojego ojca czy męża. Terapeuta z kolei podlega mechanizmowi przeciwprzeniesienia, czyli może przypisywać swojemu pacjentowi cechy, które nie ma – sprawy te powinien za każdym razem omówić podczas własnej terapii lub superwizji.

Psychoanaliza nazywana jest metodą badania umysłu, tego, jak został ukształtowany w toku przebywania ze znaczącymi osobami. Istotne jest również, w jaki sposób jednostka radzi sobie z konfliktami pomiędzy id, ego i superego. Id odpowiada za impulsy, popędy, to pierwotna energia, która popycha w stronę przyjemności i pozwala uniknąć tego, co przykre. Ego kontaktuje się ze światem zewnętrznym, pomaga odróżnić fantazje od tego, co realne, podejmować racjonalne decyzje. Z kolei superego to poziom idei, nazywany sumieniem, tutaj przechowujemy nakazy i zakazy, pragnienie bycia doskonałym. W trakcie psychoanalizy chodzi o rozwinięcie obserwującego ego, czyli tej części naszej osobowości, która jest w stanie pogodzić pragnienie id z wymogami superego. Już od czasów Freuda uważa się, że nierozwikłany konflikt pomiędzy tymi dwoma obszarami generuje napięcie i choroby psychiczne.

Gdy Marta podjęła decyzję o zakończeniu terapii, musiała przez długi czas mierzyć się z poczuciem winy wobec swojego psychoanalityka, czuła, że go zawiodła. I chociaż była mu wdzięczna za wiele ważnych odkryć, sporo czasu zajęło jej, by na nowo zaufać swoim myślom i uczuciom – za każdym razem pojawiał się w niej odruch skonsultowania sposobu myślenia z terapeutą. By uwoln