fbpx

Matka i córka: Joanna i Natalia Klimas

Matka i córka: Joanna i Natalia Klimas
rys. Ada Kujawa

Kwestionariusz matki i córki wypełniają Joanna i Natalia Klimas. Wysłuchały Halek & Olekszyk.

Joanna Klimas, projektantka

Kiedy nastąpiło oddzielenie? Odpępnianie to proces trwający do dziś. U nas najpierw odbyła się zupełna klasyk,a czyli nadszedł mroczny okres gimnazjum (śmiech). Nastąpiły ruchy pt. „robimy wszystko odwrotnie”. Koronnym przykładem okazał się styl, czyli mama chodzi w podartych dżinsach i płaskich męskich butach, dziecko idzie w kompletne zaprzeczenie – obcas, pazurki, czerwone usta, bo chce być kociakiem. Gdy po maturze wyjechała do Nowego Jorku, nastąpiło nasze oderwanie się fizyczne. Dzięki Bogu za Skype’a!

Co we mnie jest z niej? Pamiętam gdy Wojtek Eichelberger wiele lat temu powiedział mi: „Tylko nie mów dziecku, żeby nie robiło tych rzeczy, które ty robisz źle, bo to jest z zasady durne, gdyż dzieci i tak małpują”. Tego się trzymałam… Tunia do dziś podkreśla „ ja nie jestem taka jak ty, chcę inaczej żyć”, ale prawda jest taka, że jest w niej dużo mnie. Zyje i postępuje podobnie do mnie. Czyli sensownie.

Co mnie w niej zachwyca? Sama jestem czasami zdziwiona, jak bardzo lubię własną córkę! Bo kochanie to kochanie, a ja Tunię również strasznie lubię. Pierwsza reakcja na moją córkę to na ogół: „ale ładna!”. Ładna, ale też dobra i mądra. Wzrusza mnie swoją empatią i zachwyca bezinteresownością. Nie śmiałam marzyć, że będę miała tak cudowną córkę.

Co mnie irytuje? Jest taka teoria, niegłupia, że to nas drażni w innych, czego boimy się w sobie… Natalia czasem martwi się, czy wyjdzie mi pokaz, przeżywa to jak dziecko. Irytuje mnie to, choć jednocześnie to szanuję. Myślę, że czasami za dużo ode mnie wymaga. Chciałaby żebym była doskonała. Zdrowa, silna, zadbana, pewna siebie. A matka nie jest omnipotentna (śmiech).

ZAMÓW

E-WYDANIE

Za co mam do niej największy szacunek? Absolutnie wierzę w jej talent i szanuję fakt, że pomimo wielkich oporów, które miała, idzie w swoją stronę. Aktor to nie urzędnik w banku – to, czy komuś się spodoba, czy nie, jest bardzo względne. Szanuję w Natalii jej pokorę i konsekwencję, przekonanie, że chce wykonywać ten, a nie inny zawód.

Jak rozwiązuję problemy z komunikacją? Bywało, że awanturowałyśmy się potwornie, ale zawsze i tak trzymałyśmy się blisko. Jak się kłócimy, to krótko i na temat. A potem siedzimy przy winku i rozmawiamy.

Czego żałuję? Nie mam chyba czego żałować.

Kiedy najbardziej się o nią bałam? Teraz już się o nią nie lękam, ale kiedyś, pewnie jak każdy rodzic, bałam się czasami o tematy typu ciąża, złe towarzystwo, narkotyki. Na szczęście bezpodstawnie.

Najpiękniejsza wspólna chwila? Teraz chyba jest najpiękniej, bo Tunia jest wreszcie jest blisko mnie, w Warszawie, a nie za oceanem.

Co mnie w niej śmieszy? Umiemy śmiać się i nabijać do nieprzytomności z siebie nawzajem. Autoironia też wchodzi w grę.

Natalia Klimas, aktorka

Kiedy nastąpiło oddzielenie? Kiedy zaczęłam myśleć o sobie jako o osobie autonomicznej? To trudne pytanie, bo, nawet mieszkając po drugiej stronie oceanu, czułam bliskość z mamą, ale ona jednocześnie bardzo wcześnie, bo już w gimnazjum, dała mi tyle wolności, że mogłam być sobą, niezależną istotą, podejmującą własne decyzję. I podejmowałam: będę myślała nie tak jak ona, zjem coś innego, inaczej się ubiorę. Wtedy też pierwszy raz pomalowałam paznokcie. Na kolor ciemnobordowy, co było potwornym skandalem w szkole, i zaczęłam zadawać się z takim głupkiem, który później rzecz jasna złamał mi serce. Słuchałam jakiejś dennej muzyki i w ogóle zachowywałam się idiotycznie. A mama znosiła to z cierpliwością. Zastanawiam się, skąd u niej takie pokłady cierpliwości i miłości bezwarunkowej dla mnie.

Co we mnie jest z niej? Im jestem starsza, tym więcej! Pamiętam z dzieciństwa sytuację, gdy mama musiała załatwić coś np. na poczcie – potrafiła wtedy w taki sposób rozmawiać z drugim człowiekiem, tak do niego podejść, w tak osobisty, szczery i bezpośredni sposób, że zdobywała sympatię każdego i potrafiła załatwić rzeczy niemożliwe. Zauważyłam, że czasami, kiedy rozmawiam z kimś niesympatycznym czy wroga do mnie nastawionym albo znajduję się w sytuacji stresującej, radzę sobie, troszkę „naśladując” mamę! Poza tym odziedziczyłam po niej zielone oczy, za co jestem jej bardzo wdzięczna!

Co mnie w niej zachwyca? Wiele rzeczy, ale nigdy nie zapomnę tego, jak ogromnym była dla mnie wsparciem podczas mojego pobytu w Stanach. Nowy Jork to miasto-dżungla, wymagająca i okrutna. Każdy tam czasem płacze w poduszkę. A ona była niezawodna, zawsze przy telefonie i na Skypie, zawsze blisko. Wiedziałam, że mogę na nią liczyć. Wspierała mnie, a przede wszystkim słuchała, bo ona to doskonale potrafi.

Co mnie irytuje? Wiele rzeczy! Na pewno chciałabym, żeby bardziej o siebie dbała, o swoje zdrowie, swój odpoczynek, o swą wygodę. Denerwuje mnie, że często stawia siebie na ostatnim miejscu. Sobie ostatniej coś uszyje, na końcu coś zje, posprząta u siebie dopiero, gdy wszędzie dookoła jest już ogarnięte. Jak mnie to wkurza! Irytuje mnie też czasami jej niepewność siebie. Generalnie jest świadoma swojej siły, ale ma momenty kiedy, moim zdaniem, niepotrzebnie się z czegoś tłumaczy i przeprasza, że żyje. Więcej pewności siebie, mamo!

Za co mam do niej największy szacunek? Uwielbiam w niej to, że jest czasem taka z innej epoki: najwyżej stawia dobro, uczciwość, szczerość – wartości wpojone przez ukochanego dziadka Piotra. Podziwiam jej pracowitość i wytrwałość, tym bardziej, że nie miała zawsze łatwego życia. Czasami czuje sie przy niej jak leń patentowany ! Jest silna, ale jednocześnie kobieca i uczuciowa. Bardzo często tuli mnie do piersi jak malą dziewczynkę. I od razu mi lepiej.

Jak rozwiązuję problemy z komunikacją? Nawet gdy się kłóciłyśmy, to zawsze i tak wszystko sobie mówiłyśmy. Pamiętam, gdy po raz pierwszy zapaliłam papierosa i próbowałam być taka tajemnicza… Wygadałam się po niecałych dwóch tygodniach, bo tak strasznie chciałam jej wszystko powiedzieć (śmiech). Zresztą, to szkoła mamy, która powtarzała: „Dziecko, cokolwiek zrobisz, nie kłam. Ja cię we wszystkim wesprę, co by się nie działo”. Nigdy nie miałam potrzeby, by kłamać. Sposobem na konflikty zawsze była więc rozmowa albo krótkie przeczekanie, aż nam obu przejdzie. Potem zwykle któraś z nas się pierwsza odzywa, i już. Bo my mamy wszystko na bieżąco przegadane, nie ma żadnych nierozwiązanych spraw i traum.

Czego żałuję? Niczego. Wszystko jest po coś. Każde doświadczenie to nauka. Popełniłam w życiu wiele głupstw, ale nie byłabym tym, kim jestem dziś, gdyby nie te właśnie doświadczenia

Kiedy najbardziej się o nią bałam? Robię to nieustannie, choć staram się nad tym panować, bo mam świadomość, że zamartwianie się nie jest dobre ani dla mnie, ani dla niej. Ona nie znosi, jak ja się tym zamęczam, syczy na mnie, że mam się uspokoić. I że histeryzuję. No i ma świętą rację! Ja, zawodowy zamartwiacz, kontroluję się więc coraz częściej!

Najpiękniejsza wspólna chwila? Nie mam jednej. Lubię chwile, gdy mama gotuje, ja otwieram wtedy czerwone wino i siadamy u niej w domu przed kominkiem i gadamy pół nocy. To dla mnie kwintesencja szczęścia.

Co mnie w niej najbardziej śmieszy? Śmiejemy się często, kiedy jesteśmy razem. Uwielbiam, jak opowiada o ludziach, których spotkała. Niekiedy potrafi kogoś tak scharakteryzować, że zwijam się ze śmiech. Ze mnie również się śmieje, choć łaskawie, no i z samej siebie.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>