fbpx

Żarty to poważna sprawa

Ogólnie uważa się, że jeśli w towarzystwie opowiada się dowcipy, to nie ma o czym rozmawiać i czas do domu. Z drugiej strony – dobry żart potrafi rozładować atmosferę, przełamać bariery i pozwala nawiązać sympatyczne znajomości. Humor pomaga we flircie, w handlu, na wakacjach, a nawet w urzędzie. Tyle, że trzeba umieć żartować.
Stare powiedzenie głosi – śmiech to zdrowie. Inni mawiają: lepiej żartować, niż chorować. Nawet jeden z wielkich cadyków, a to naprawdę mądrzy ludzie, nauczał, że śmiechy i żarty pochodzą z Raju. I tak jest w istocie. Wszyscy pamiętamy scenę z popularnego i lubianego polskiego serialu „Czterdziestolatek”, w której to doktor Karol tłumaczy nowo upieczonemu „komputerowemu” dyrektorowi Stefanowi Karwowskiemu znaczenie śmiechu. Dzieje się to w ważnym momencie życia Stefana – grozi mu wpadnięcie w sztywną i martwą rutynę dyrektorowania, co w konsekwencji oznaczać może poważne kłopoty zdrowotne – sercowe (z zawałem włącznie!) i żołądkowo-jelitowe.

Ale nie będziemy w tym miejscu zajmować się anatomią śmiechu, pracą mięśni i ozdrowieńczym oddechem podczas śmiechu, bo pan Karol zrobił to na tyle dokładnie, że i tak nie odkryjemy niczego nowego ponad to, co stwierdził ów mądry lekarz. Kto ciekaw szczegółów – niech zajrzy do wypożyczalni filmów i zamówi odpowiedni odcinek. Ale i mądrość życia codziennego, i cadyk, i lekarz nie mogą się mylić – żarty, dowcipy i śmiech są nam potrzebne, jak powietrze.

Dusza towarzystwa

Zastanówmy się chwilę nad rolą żartów i dowcipów w towarzystwie. Bo czy w ogóle możliwe jest udane spotkanie towarzyskie bez humoru? Nawet w smutnych, poważnych i formalnych sytuacjach śmiech jest potrzebny – rozładowuje niemożliwą czasem do zniesienia atmosferę, godzi ludzi i wprowadza świeżość. Jeszcze bardziej liczy się humor w sytuacjach, które z definicji są radosne i takie właśnie mają być. Poza tym – dobry dowcip i osoba go opowiadająca integruje towarzystwo, przełamuje bariery, przekazuje dobrą energię innym, a czasem po prostu chce przez chwilę być gwiazdą. I niech nią będzie, o ile naprawdę dobrze jej wychodzi rozweselanie innych.

Wyższa szkoła smakowania

By humor i żart miały spełnić swoją rolę – a jest to rola taka, jak odpowiedniej przyprawy w dobrej potrawie – trzeba stosować ją umiejętnie, czyli z wyczuciem i smakiem. To prawdziwa sztuka. Tak, jak w kuchni możemy odnaleźć wykwintną zupę zrobioną z najlepszych składników, albo jakiś gotowy proszek rozpuszczony w wodzie w mnóstwem soli i chemii, tak i dowcip może być albo dobry, albo niestrawny. To wiedza i wyczucie smaku kucharza lub potrzeby konsumenta decydują, co zjemy. Ale pamiętajmy zasadę dobrej kuchni i przekładajmy ją na dowcipy: dopiero specjalnie dobrana i wyjątkowa przyprawa naprawdę uczyni z potrawy dzieło sztuki. Bo jeśli w czymś przesadzimy, zastosujemy nieumiejętnie – zepsujemy całe danie i nikt się nią nie zachwyci.

W opowiadaniu dowcipów sprawdza się to tak samo. Dlatego dowcipy – tę specjalną przyprawę w zupie codziennego życia towarzyskiego – stosujmy mądrze. Nie chodzi o to, by wyłączyć spontaniczność, jest ona konieczna! Ważne jest to, by z nią nie przesadzić i nie dać złego świadectwa na temat własnego smaku (czytaj: kiepskiego poziomu i stylu). „Powiedz mi, co cię śmieszy, a powiem ci, kim jesteś” – to też warta rozwagi mądrość. I choć w każdym towarzystwie obowiązują specyficzne reguły – czasem są bardziej, a czasem mniej liberalne – zawsze warto dostrzegać, a nawet wyczuwać, co, jak, ile, komu i kiedy można powiedzieć w miejscu, czasie i wśród ludzi, z którymi właśnie przebywamy.

Nie chcemy w tym miejscu uczyć nikogo opowiadania dowcipów. Chcemy tylko uczulić na pewne sprawy, które – jak wskazuje doświadczenie – bywają ważne. W wolnej chwili warto je przemyśleć, by uniknąć towarzyskiej kompromitacji i być prawdziwymi „smakoszami dowcipu”.

Nie czyń drugiemu…

Najważniejsze jest, by nikogo dowcipem nie urazić. Dowcip ma śmieszyć i bawić, a nie ranić, poniżać, czy szydzić z innych (nie chodzi tu oczywiście o zabawne i niegroźne ironizowanie). Ale uwaga: to, co „przejdzie” w jednym miejscu i uczyni z nas towarzyską gwiazdę, w innym może nas zdyskwalifikować. Podstawą jest wyczucie sytuacji. Ot, jak mówi stare przysłowie – w domu powieszonego nie mówi się o sznurze. Przykłady można mnożyć: dowcipy wojenno-obozowe, medyczne, kościelne – każdy ocenia je według własnych zasad i poglądów, ale innych mogą autentycznie dotknąć, urazić i zrazić. Unikajmy zatem takich wątpliwych i ryzykownych żartów, zwłaszcza w świeżo poznanym towarzystwie.

Żart z ilorazem IQ

Kawały z czasem stają się częścią zbiorowej świadomości i odzwierciedlają nasze stereotypowe myślenie, np. na temat „innych i obcych”, społeczeństw, państw, mniejszości narodowych, religii, seksu, kultur itp. Nie będąc zwolennikiem cenzury, chcę jedynie zauważyć, że dobry żart wymaga użycia rozumu – inteligencji znacznie przekraczającej poziom dokopania komuś lub zrobienia sobie dobrze w ten sposób, że komuś innemu zrobimy źle. Każdy kij ma dwa końce – dowcip opowiadany przez nas często bardziej pokazuje, jacy jesteśmy my sami, a nie (zbiorowy) bohater samego dowcipu. I jeszcze przestroga w ramach opowiadania tzw. kawałów o blondynkach lub podobnych historyjek o mało rozgarniętych kobietach. Otóż, kiedy jesteśmy w towarzystwie pań, znacznie lepiej jest i przyjemniej (przynajmniej ja tak czynię…) zjednać sobie ich sympatię i wywołać szczery uśmiech, a nie podpaść i narazić się na wyniosłą obojętność. Kobiety różnie reagują na takie (i w ogóle) dowcipy – niektóre złością, inne neutralnie, inne szczerym śmiechem. Są i takie, które same opowiedzą nam nieznany nam dowcip o… kobietach. Ale w takiej sytuacji należy zachować szczególną ostrożność: a nuż po prostu podpuszcza?

Intuicja i sztuka

I ponownie kłania się twarda reguła: liczy się wyczucie. Poza tym trzeba uważać, by bardzo inteligentna blondynka (na szczęście są takie!) nie opowiedziała w ramach riposty dowcipu o mężczyznach mądrych inaczej, bo i takich dowcipów nie brak. Wtedy narażamy się na intelektualny knock out, kłopoty towarzyskie (ot, choćby stanie się obiektem żartów i kpin) i to ze strony, z której najmniej się tego spodziewamy. To boli podwójnie. A miało być tak śmiesznie…

Opowiadanie dowcipów jest też sztuką dobrego aktorstwa – dowcip, choć przeważnie krótki, jest jednak historią, akcją, dramatem, strukturą narracyjną i to wszystko trzeba dobrze przedstawić. Ma w sobie treść, emocje, zaskoczenie, pointę – niczym teatralny spektakl. Bo takim w sumie jest – monodramem. Dlatego odklepany mechanicznie, w jednym tempie jest po prostu martwy i nudny. Nadajmy tej treści życie, akcentujmy ważne momenty intonacją głosu, pauzą, wstrzymanym oddechem, nawet całym ciałem – jeśli umiemy i mamy odwagę na taką ekspresję. To pozwala innym (ale i nam) lepiej zrozumieć i przeżyć dowcip, a o to tu chodzi. Obserwujmy reakcje naszej publiczności i zwracajmy uwagę, czy rzeczywiście jesteśmy zabawni, czy raczej żałośni. Miejmy świadomość, że opowiadanie dowcipów to naprawdę sztuka i wymaga talentu. Stwierdzenie, że dowcip to przyprawa, implikuje ważny wniosek: trzeba używać tej przyprawy w sensownych proporcjach, co po raz kolejny przypomina zasadę, by mieć i trenować wyczucie sytuacji. W pewnym momencie może po prostu być czegoś za dużo, a żadna sytuacja towarzyska nie lubi monotonii, nawet jeśli jest nią tak miła rzecz, jak dowcipkowanie.

Na koniec najważniejsza być może sprawa: prawdziwe poczucie humoru to także umiejętność śmiania się z samego siebie. Świadczy o dystansie wobec siebie i klasie osoby, która to potrafi. Nie jest dobrze, kiedy śmiejemy się z innych, a samych siebie traktujemy ze śmiertelną powagą osoby nietykalnej – wcale nie stajemy się przez to poważniejsi, godni szacunku. Wręcz przeciwnie. Psychologowie mówią, że poczucie komizmu to zrozumienie, wyczucie i śmianie się z dowcipów, a poczucie humoru to dystans do samego siebie i umiejętność śmiania się z siebie samych. Ważne jest i jedno, i drugie.

Artykuł pochodzi z serwisu Facetpo40.pl