fbpx

Remont bez stresu. Jak się nie pokłócić?

Remont bez stresu. Jak się nie pokłócić?
Podobno remont to trzeci najbardziej stresogenny moment w życiu, zaraz po śmierci bliskiej osoby i rozwodzie. (Fot. iStock)

Podobno remont to trzeci najbardziej stresogenny moment w życiu, zaraz po śmierci bliskiej osoby i rozwodzie. Nic dziwnego, że wielu z nas drży na samą myśl o nim. A jednak można zminimalizować ryzyko kłótni, nerwów i wylanych łez. Dr Marta Majorczyk, doradca rodzinny, przygotowała niewielki przewodnik dla każdej rodziny.

Remont bywa fanaberią, ale też koniecznością: kupiliśmy nowe mieszkanie lub nasza rodzina powiększy się i musimy przygotować przestrzeń dla dziecka. Jak się do niego przygotować psychicznie?
Potrzebny nam będzie plan finansowy, i to najlepiej w trzech wersjach: de luxe, standard i ekonomiczny. A potem dokładny projekt. Skorzystajmy z aplikacji dostępnych w Internecie, które pozwolą nam wykreować wizualnie każdy pokój. Na etapie projektu dobierzmy kolory, meble, kafelki, panele, oświetlenie. Wszystko.

Żeby zobaczyć, czy nam się podoba?
Przede wszystkim po to, by już na etapie planowania dokonać tego, co najtrudniejsze – podjąć szereg decyzji zakupowych i dotyczących przyszłego wystroju wnętrza. Bo to właśnie wybór koloru kanapy czy ścian w kuchni jest najbardziej konfliktogenny. Dopiero, kiedy będziemy mieli zgodę wszystkich, że tak ma wyglądać nasz dom po remoncie, a także niezbędne fundusze – możemy przystąpić do realizacji inwestycji. Chyba że, kiedy wszystko sobie zwizualizujemy, uznamy, że właściwie na tym etapie możemy zakończyć. A raczej: że wystarczy drobna zmiana – odświeżenie i pomalowanie ścian, przestawienie mebli – i wszyscy poczujemy się dobrze w takim wnętrzu. Po co się stresować?

No właśnie, dlaczego remont to zwykle taki stres?
Remont to zmiana sama w sobie, ale też element składowy zmian w naszym życiu. Prowadzi do dezorganizacji codzienności każdej rodziny: nikt nie robi tego, co zwykle, tylko biegamy za majstrami albo farbami czy płytkami. Remont to koniec rutyny, dającej poczucie bezpieczeństwa. Nawet założenie butów staje się problemem, bo gdzie one teraz są? Remont wyrzuca nas ze strefy komfortu. Jest sytuacją emocjonalnie krytyczną, gdy stanowi konsekwencję życiowych zmian: ślubu, pojawienia się dziecka czy odwrotnie, rozwodu. Bo wtedy stres remontowy dodaje się do tych emocji, które przeżywamy w związku z tym, czego doświadczyliśmy w życiu.

Boję się, czy będziemy dobrymi rodzicami, czy będziemy się dogadywać, a tu mój mąż zachwyca się koszmarną tapetą! Czy w innych sprawach też się różnimy?!
Właśnie, a remont wymaga od nas podejmowania wielu decyzji i dogadywania się z partnerem. Jeśli jesteśmy sami, wybieramy to, co nam się podoba. Możemy się bardziej denerwować, bo cała odpowiedzialność spada na nas, ale kiedy jest partner lub partnerka, a jeszcze dzieci – to decyzje stają się sprawą skomplikowaną, bo każdy ma inne potrzeby.

Kto ostatecznie decyduje? Kobieta, bo tradycyjnie to ona rządzi w domu?
Jeśli jesteśmy w związku partnerskim, zwykle razem wybieramy i decydujemy, ale też częściej kobieta – niezależnie, czy kupuje samochód, czy dywan – najpierw patrzy na to, czy ta rzecz jej się podoba. A dopiero potem, czy ma odpowiednie parametry techniczne i czy ją na to stać. Mężczyzna, odwrotnie. To zazwyczaj on mówi: „kochanie, to nie dla nas, wybierz coś tańszego”.

A taki przykład: ona przekonała partnera, że ma lepszy gust i sama wybiera kanapę. On mówi, że woli inny styl, ale w końcu zgadza się. Jednak jakoś tak się emocjonalnie dystansuje wobec partnerki…
Niedobrze rezygnować dla świętego spokoju, bo to powoduje, że rośnie w nas frustracja, a w relacji pojawia się napięcie. Jeśli partner nie powie na przykład: „zgadzam się, ale robię to dla ciebie, bo ja wolę inny styl i liczę na to, że następnym razem zrobisz to samo dla mnie, czyli pozwolisz mi zadecydować”, to w kolejnej trudnej sytuacji ten, kto ustępuje, może wybuchnąć. Z praktyki znam przypadek, że mężczyzna odszedł po 10 latach budowy, gdy dom został ukończony. Podejmowanie przez lata decyzje nacechowane były, jak się okazało, wieloma niekorzystnymi dla niego kompromisami. On po prostu ustępował, aż miał dość. Remont to także test: czy partner potrafi nas wysłuchać? Czy jest empatyczny, czy szuka porozumienia, a może dba tylko o siebie?

Ale wspólne decydowanie trwa i trwa…
Dom to miejsce, w którym wszyscy powinni dobrze się czuć. A żeby tak było, to potrzeby wszystkich muszą być uwzględnione i w miarę możliwości zaspokojone. Jakie to potrzeby? Estetyczne, czyli żebyśmy mieli poczucie, że otoczenie jest piękne. „Bycia w domu”, czyli żeby moje zainteresowania, mój styl są w nim widoczne. Posiadania swojej przestrzeni, a więc by mieć własny kącik. To może być fotel, który nie pasuje do nowych mebli, ale trzeba go dopasować, aby mógł zostać.

Dzieci również mają prawo głosu?
Jeśli w naszej rodzinie uwzględniamy podmiotowość dzieci, to pytamy je o zdanie. Im mniejsze dzieci, tym mniejszy problem – jeśli chodzi o decyzje wnętrzarskie. Większy – jeśli chodzi o zadbane o komfort ich życia w czasie remontu. Trzeba zatroszczyć się o to, aby nie przeżyły tego jako traumy. Miały swoje miejsce, mogły się pobawić i spokojnie wyspać. Starszym dzieciom powinno się pozwolić planować wygląd ich pokoi, bo one mają już swoje potrzeby i trzeba je uwzględnić w założeniach remontu.

A jeśli syn chce czarne ściany w pokoju?
Warto dowiedzieć się, skąd taki wybór, podsunąć mu tekst o psychologii kolorów, o tym, jak one na nas wpływają. Uświadomić, że przez kilka lat, jeśli nie dłużej, będzie się budził i zasypiał w czarnym wnętrzu. Bo przecież co rok nie malujemy. Dobrze jest zrobić wizualizację pokoju według jego pomysłu i zapytać, czy na pewno tak chce.

I co, jeśli powie, że tak?
Możemy pójść na kompromis i powiedzieć, że zgadzamy się na jedną czarną ścianę. Warto poszukać farby, która działa jak tablica i można po niej pisać. Lub tapet, które wyglądają jak pomalowane farbą, albo tapety magnesowej, na której można zawieszać różne rzeczy, nie niszcząc ściany.

Kto decyduje o wyglądzie salonu?
Jeśli chodzi o salon i kuchnię, to są dwa wyjścia: albo sami podejmujemy decyzję, albo pokazujemy dzieciom projekty, które mama i tata przygotowali, i pytamy, czy im się podobają. Jeśli córka powie, że nie, bo ona lubi różowy kolor i chciałaby, żeby cały dom był tak właśnie pomalowany, to mówimy, że mama i tata nie przepadają aż tak za różowym, ale w jej pokoju oczywiście mogą taki kolor zaplanować. Co więcej, któreś z dzieci może mieć fajny pomysł, inspirujący nas…

Dyskusja z dziećmi może przerodzić się w pandemonium!
Rozmawianie z dziećmi o remoncie jest bardzo pozytywne. Pozwala pokazać im, jak mówić o swoich potrzebach i oczekiwaniach. Jak zachowywać się, kiedy w rodzinie mamy różne zdania. Uczymy je, jak negocjować, jak iść na kompromis. Pokazujemy, jak być kreatywnym – niewielkimi środkami dokonać pozytywnej zmiany, którą wszyscy docenimy. Warto pokazać dziecku, że można zrealizować w jakimś stopniu potrzeby wszystkich. Na przykład dzieląc przestrzeń na tę, gdzie mama będzie gościć przyjaciół, i prywatną, tylko dla domowników. Mogą być one różnie urządzone: publiczna – zen. A prywatna – oddająca gust taty i dzieci, na przykład boho.

Kolejny stresujący czynnik przy remoncie to czas…
Cóż, działamy pod jego presją, bo jeśli nie skończymy do lipca, to nie będziemy mieli gdzie się podziać, a tu zabrakło paneli i dowiozą za miesiąc. Takie sytuacje są nie do uniknięcia, a dla tych, którzy działają zadaniowo, stanowią nie lada wyzwanie. Ci, którzy stawiają sobie cele długoterminowe, a potem dzielą je na mniejsze, chcą, aby tego dnia, kiedy coś zaplanowali, to się dokonało. Ale podczas remontu może się wydarzyć coś zaskakującego. Nie możemy wszystkiego skontrolować i nie wszystko od nas zależy, jak przerwa w dostawie wody. Jeśli jesteśmy sztywni w planowaniu, to stres nas pożre. Remont pokazuje, jaką mamy osobowość: czy umiemy bez afer zreorganizować plan, odpuszczać. Czy musimy mieć wszystko tak, jak chcemy, i w dodatku od razu.

Zróbmy remont, a powiem ci, kim jesteś!
W dużym stresie nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Jeśli chcemy kontrolować i dominować, nie umiemy iść na ugodę – to dla naszych bliskich remont może stać się wyjątkowo przykrym doświadczeniem. „Tyranom” powiem: pamiętaj, że to nie tylko twój dom i że nie jesteś najmądrzejszy! Czasem już kilkulatek może mieć superpomysł na szafę.

Stresującym czynnikiem na pewno są fachowcy.
Powiedziałabym, że raczej zdanie się na innych. Przemeblować możemy sami. Ściany pomalować też, ale kafelki lepiej, by kładł fachowiec. Jeśli ktoś czuje się „złotą rączką” i lokuje swoje poczucie wartości w tym, że w domu wszystko robi sam, warto, by w wypadku remontu odpuścił i zatrudnił fachowców. Inaczej jego rodzina boleśnie odczuje stres remontowy. A efekt może nie być satysfakcjonujący. Dla niego i jego bliskich lepiej, aby wykorzystał swoją wiedzę do nadzorowania.

A może to złe wspomnienia powodują, że boimy się remontu?
Jeśli nasi rodzice wciąż coś remontowali, kłócili się przy tym, a my jako dzieci nie mogliśmy się spokojnie bawić czy wyspać, bo wszędzie był bałagan, to remont budzi w nas panikę. „Nic nie trzeba robić. Mnie jest tak dobrze!”. A jeśli partner się upiera, to usłyszy: „rób sobie, co chcesz, ale mnie w to nie mieszaj!”.

To nie jest dobra postawa?
Nie, bo unikając zmian, nie rozwijamy się. Można zacząć od drobiazgu – przesunąć szafę. Może ściana za nią jest do pomalowania? Bywa, że remont otwiera nas na zmianę stylu życia, na przykład na aktywność fizyczną. Ale może też być odwrotnie – zmiana diety skłoni nas do zmiany mebli.

dr Marta Majorczyk, pedagog, psychoterapeuta, doradca rodzinny (Family Counselling Poland), edukator prorozwojowy, trener, wykładowca akademicki, pracownik niepublicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej przy USWPS w Poznaniu.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze