fbpx

Rezyliencja – nasza wewnętrzna siła. Dlaczego warto nad nią pracować?

Rezyliencja - nasza wewnętrzna siła. Dlaczego warto nad nią pracować?
Wszystkim zdarzają się trudne sytuacje, ale to od nas zależy co z nimi zrobimy. czy powiemy: „Miałam beznadziejny dzień”, czy po prostu: „za dużo dziś się działo. Jutro będzie spokojniej”. (Fot. iStock)

Jeśli mamy silnie rozbudowaną rezyliencję, świetnie radzimy sobie z przeciwnościami, umiemy podnosić się z upadków i przekuwać porażki w sukcesy. No i lepiej realizujemy swój potencjał. Jeśli nie… Cóż, od dziś możemy zacząć ją budować. Jak? Rozwijając swoje tzw. zasoby mentalne

Rezyliencja – co to jest?

Czy to kolejny anglicyzm sprzedający nam pod nową nazwą coś dobrze znanego, czyli siłę ducha, inaczej: odporność psychiczną? Nie, to coś znacznie więcej. Rezyliencja oznacza nie tylko umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami i stawiania czoła wyzwaniom na naszej drodze życiowej, ale też wykorzystywanie pojawiających się możliwości i szybkie odzyskiwanie sił po trudnych doświadczeniach. To gwarancja życia w poczuciu dobrostanu, wewnętrznego spokoju i harmonii z samym sobą i innymi. Rezyliencja jest naszą wewnętrzną siłą, którą możemy stale wzmacniać. Pokazują to w książce „Rezyliencja. Jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia” neuropsycholog dr Rick Hanson i Forrest Hanson (wyd. GWP).

Trzy potrzeby: spokój, radość, bliskość

Zacznijmy od tego, że każdy z nas ma wdrukowane w struktury mózgu trzy podstawowe potrzeby. Pierwsza to potrzeba bezpieczeństwa, którą zawiaduje najstarsza, gadzia część mózgu, i której celem jest nasze przetrwanie. Ta potrzeba sprawia, że mózg jest wyczulony na to, co może być groźne, a pomija to, co miłe, dobre i radosne. Kolejna jest potrzeba satysfakcji, w której znajdziemy pragnienia i głód, ale także poczucie, że wystarczy nam to, co mamy. To także system dążenia do przyjemności i osiągania celów. Trzecia to potrzeba więzi – związana z poczuciem przynależności, własnej wartości, ale też serdeczności, empatii, troski.

Jednak to, czy te potrzeby są zaspokojone, wcale nie zależy od tego, co przydarza się nam w rzeczywistości. Mózg nastawiony jest bowiem na dostrzeganie zagrożeń i zapamiętywanie negatywnych doświadczeń. Wciąż trzyma nas w pogotowiu, budząc głębokie, mentalne poczucie niepokoju, niespełnienia i izolacji. Jeśli do tej biologicznej predyspozycji dołożymy wychowanie, przekaz medialny oraz ludzi wokoło, to niezależnie od tego, jak żyjemy, nasze poczucie dobrostanu może być zachwiane.

Dlatego Anna Andrzejewska, nauczycielka Treningu Pozytywnej Neuroplastyczności wg Ricka Hansona, swoich klientów pyta najpierw, jak oceniają własne życie. Po to, aby określić, jakiego zasobu mentalnego potrzebują. – Jeśli przyznają, że często odczuwają niepokój, czują się przytłoczeni problemami i są drażliwi – to istnieją podstawy, aby założyć, że ich deficyty związane są z potrzebą bezpieczeństwa – tłumaczy. Gdy zaś przyznają, że bywają niezadowoleni, mają wrażenie ciągłego niedostatku, poczucie, że brak im pieniędzy, rzeczy, sukcesów; jeśli ciągle dokucza im poczucie straty; jeśli są przekonani, że gdy inni odnoszą sukces lub wzbogacają się, to jakby zostali przez nich okradzeni, bo wtedy dla nich mniej tych dóbr zostaje – możemy założyć, że niezaspokojona jest ich potrzeba satysfakcji. Kiedy zaś często czują zazdrość i wyobcowanie, brakuje im poczucia, że kochają i są kochani, gdy nie umieją być serdeczni, ale także przyjmować serdeczności od innych, a zamiast tego odczuwają niechęć i podejrzliwość – to zapewne nie jest zaspokojona potrzeba więzi. Także więzi z samym sobą.

Co wtedy? Antidotum na te deficyty jest częste skupianie uwagi na małych, codziennych doświadczeniach związanych z zaspokajaniem tych właśnie potrzeb. A więc spokoju, radości i bliskości. – Ale samo doświadczanie nie wystarczy. Cały figiel polega na tym, aby te dobre dla nas doświadczenia zainstalować w strukturach mózgu – mówi ekspertka. – Metoda Hansona pozwala przekroczyć negatywną tendencję i sprawić, by to, co chwilowe, zostawiło fizyczny ślad w obwodach naszego mózgu.

Na przykład jeśli brak nam poczucia bezpieczeństwa, to gdy w ciągu dnia poczujemy się uspokojeni (np. owinięci kocem z kubkiem gorącej herbaty i książką w swoim pokoju), zatrzymajmy się na tym doświadczeniu. Zauważmy, co dzieje się w nas, kiedy czujemy się bezpieczni. Poczujmy to w ciele. Może rozluźniły się mięśnie ramion, może szczęki nie są już tak zaciśnięte, a może łatwiej się nam oddycha? Żołądek przestał uciskać? – Neurony, które aktywują się w każdym naszym doświadczaniu, łączą się ze sobą. A jeśli damy im czas, a więc gdy zatrzymamy się na tym, co odczuwamy w ciele, na 20 sekund, czyli na około sześć oddechów, to zaczną łączyć się na trwałe, wpisując w naszą świadomość to pozytywne doświadczenie – wyjaśnia Anna Andrzejewska.

Aby tak się stało, potrzebne są jeszcze dwa warunki. Pierwszy: trzeba się z tego, co czujemy, ucieszyć, bo wówczas dopamina spowoduje, że ten stan zostanie zapisany jako pożądany, i pojawi się chęć, by go doświadczać więcej. Drugi: trzeba to powtórzyć. Mózg uczy się na powtórzeniach. Jeśli sześć razy dziennie damy sobie małe pozytywne przeżycia, po trzech tygodniach poczujemy wyraźną ulgę…

Mózg oszust!

Ćwiczenia, których celem jest zwiększenia poczucia bezpieczeństwa, mogą budzić obawy. Bo gdy odczuwamy wysoki poziom lęku, boimy się spokoju. Mózg, skupiony na tym, by trzymać nas w napięciu, włącza wtedy alarm: „Możesz nie dostrzec zagrożeń!”. Tymczasem spokojni, wcale nie przestajemy zwracać uwagi na rzeczywistość. Odwrotnie, jesteśmy wtedy bardziej świadomi tego, co dzieje się dokoła.

Rick Hanson na opisanie stanu ciągłego napięcia wprowadził zwrot „strefa czerwona”. Stan, kiedy odczuwamy, że generalnie jest wszystko w porządku z nami i światem – określa jako „strefę zieloną”. Kiedy jesteś w niej, masz wewnętrzne poczucie spokoju, a wówczas możesz być jednocześnie spokojny i czujny. Widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaką wyświetla negatywna skłonność mózgu. – Poza tym w momencie prawdziwego zagrożenia automatyczne mechanizmy uruchomią się. Nie ma innej możliwości – mówi ekspertka. – Ale oczekiwanie na katastrofę tylko zakłóca radość i obniża jakość życia.

Wielu osobom skupienie na drobnych doświadczeniach może wydać się trywialne. – Ja także myślałam, że człowieczeństwo wykuwa się jedynie w cierpieniu – opowiada Anna Andrzejewska. – A tu dowiaduję się, że mój dobrostan może ukształtować ta chwila, kiedy jest mi miło, kiedy rozmawiam z przyjaciółką w letni wieczór na tarasie.

O jakość życia musimy zadbać sami, bo nasz mózg myśli przede wszystkim o bezpieczeństwie. Trzeba więc, krok po kroku, zbudować takie zasoby, które przyniosą nam dobrostan. Nawet nie zmieniając stylu życia, a jedynie wzmacniając to, co Hanson nazywa 12 wewnętrznymi zasobami mentalnymi. Są wśród nich m.in. odwaga, szczodrość czy siła charakteru. – Trening neuroplastyczności mózgu jest jak kurs kroju i szycia – dodaje Anna Andrzejewska – bo w zależności od tego, co jest nam potrzebne na tym etapie życia, związku czy z powodu wyzwań, z którymi się mierzymy, możemy dobrać praktykę. Bez względu na obecny stan, jesteśmy w stanie zrobić coś, co pomoże go polepszyć.

Jeśli na przykład wiemy, że nasza potrzeba satysfakcji świeci na czerwono, skupmy się na czterech z 12 zasobów mentalnych, które wspierają tę potrzebę, i zacznijmy je rozwijać zgodnie z metodami Hansona. Te zasoby to: uważność (jej wzmocnienie pomaga zapewnić sobie to, czego potrzebujemy, dzięki oddzieleniu rzeczywistości od iluzji), wdzięczność (wspiera poczucie wewnętrznego dostatku, co ułatwia osiąganie tego, na czym nam zależy), motywacja (pomaga kierować myśli i działania tak, aby dodawały nam sił), aspiracja (dzięki niej to, jak odnosimy się do innych i do świata, zacznie być dla nas źródłem siły).

Weźmy taką wdzięczność. Jeśli chcemy ją praktykować i zbudować obwody odpowiedzialne za ten zasób, nie wystarczy, że wymienimy to, co mamy. Nawet jeśli mamy wiele: mieszkanie, partnera, dzieci, auto, oszczędności… Nie wystarczy myślenie, potrzebne jest uczucie wdzięczności. Powiedzmy, że mamy kolekcję zegarków. To jest fakt. Ale ten fakt trzeba zamienić na doświadczenie, zastanowić się: co dzieje się w moim ciele, kiedy o tej kolekcji myślę? Jakie emocje czuję? I zostać z tym na sześć oddechów. Jeśli będziemy powtarzać to przeżycie, wzbogaci ono nasz wewnętrzny zasób. – W naszym wnętrzu pojawi się zadowolenie, poczucie satysfakcji na głębokim poziomie. Dlatego im silniejszy jest w nas ten zasób, tym mniej potrzebujemy dostawać go z zewnątrz – mówi Andrzejewska. – Mniej jedzenia, używek, wyrazów uznania, pieniędzy… Paradoksalnie mamy wówczas więcej chęci do osiągania ważnych dla nas celów. Bo uczucie satysfakcji jest motywujące.

Czasem deszcz

– Nie wszystkie doświadczenia muszą być miłe – zaznacza trenerka. – Kiedy pracujemy nad zasobem takim jak odwaga – musimy wyjść poza sferę komfortu. I zrobić coś, co nie musi być przyjemne, ale jest korzystne. Na przykład zabrać głos na zebraniu, mimo że boimy się publicznych wystąpień. Ujawnić swoje uczucia, choć to dla nas bardzo trudne.

Pamiętajmy też o tym, że im większe wyzwania na zewnątrz, tym więcej zasobów potrzebujemy. Masz chorego w domu, trudną sytuację finansową i jeszcze dziecko zdające maturę? Mówisz: „Nie mam teraz czasu na praktykę!”. Właśnie teraz powinieneś go znaleźć. – Możesz iść do apteki, zaniepokojony stanem bliskiej osoby, ale ucieszyć się na widok kwiatów na kwietniku czy wystawić twarz do słońca na pół minuty. W trudnym czasie szczególnie ważne jest, by zasilać swoje zasoby, by się regenerować, choć na chwilę, każdego dnia – podkreśla Anna Andrzejewska.

Rick Hanson zaczyna swoją książkę od siły mentalnej, którą jest współczucie. Widzi w niej nie tylko przestrzeń do dostrzeżenia innych, ale także siebie. – Jedyny warunek wymagany w wypadku pracy nad sobą, to stanąć po swojej stronie – mówi ekspertka. – To wcale nie znaczy, by być przeciw innym. Po prostu życzyć sobie samemu dobrze. Stanąć za sobą, zostać swoim przyjacielem.

Zdaniem trenerki Rick Hanson uczy tego, co sam urzeczywistnia. – Jest człowiekiem emanującym spokojem, ale też zadowoleniem i poczuciem humoru – mówi. – Jest również niezwykle szczodry, zależy mu na propagowaniu wiedzy. Kiedy napisałyśmy do niego z prośbą o przygotowanie kilkuzdaniowego przekazu dla uczestników Treningu w Polsce, przysłał trzyminutowe nagranie, które można obejrzeć na naszej stronie.

Wszystkim nam zdarzają się trudne sytuacje, ale to od nas zależy, co z nimi zrobimy. Czy powiemy: „miałam beznadziejny dzień”, czy po prostu: „za dużo dziś się działo, jutro będzie spokojniej”. – Dzięki Rickowi Hansonowi zrozumiałam, że największy wpływ mam na siebie w przyszłości. Na przeszłość już nie – puentuje Anna Andrzejewska.

Anna Andrzejewska certyfikowana nauczycielka Treningu Pozytywnej Neuroplastyczności wg Ricka Hansona, www.neuro-integracja.com.pl

Jak wzmacniać swoją rezyliencję

  • Przyłapuj się na pozytywnych doświadczeniach, jakie uda ci się przeżyć każdego dnia, i staraj się w nich pobyć, poczuć je w ciele.
  • Jest 12 zasobów mentalnych: współczucie, uważność, uczenie się, siła charakteru, wdzięczność, wiara w siebie, spokój, motywacja, intymność, odwaga dążenia (cele i marzenia), szczodrość. Wybierz jeden, który chcesz najbardziej wzmacniać. Przynajmniej trzy razy dziennie doświadczaj go i uciesz się tym.
  • Każdego dnia, np. rano i wieczorem, postaraj się poczuć, że: zasadniczo jesteś bezpieczny, zasadniczo jesteś zadowolony, zasadniczo jesteś w więzi z innymi osobami, że przynależysz. Może nie jest idealnie, ale zasadniczo jest w porządku.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>