Jak osiągnąć medytacyjną pustkę?

Kobieta odpoczywa na molo
123rf.com

W książce „Przyjaźń z Bogiem” Neal Donald Walsch (autor bestsellerowych „Rozmów z Bogiem”) przytacza „przepis” na medytację, która prowadzi do odczucia błogości.
Medytacja to tak naprawdę bezmyślność. Zacznij skupiać swoje myśli. Najpierw skup się na czymś konkretnym. Nie można skoncentrować się na niczym, dopóki się nie skoncentruje na czymś. Szkopuł w tym, że niespokojny umysł niemal zawsze skupia się na wielu rzeczach. Przerwij ten mentalny zgiełk. Musisz nad nim zapanować, ukrócić go i wreszcie wyeliminować. Uprość całą sprawę. Zacznij od migocącego płomienia świecy. Popatrz na płomyk, przyjrzyj się temu, co zauważysz, wejrzyj głęboko. Pobądź płomieniem. Nie myśl o nim. Pobądź z nim. Po chwili zaczną ci opadać powieki, zrobią się ciężkie. Kiedy najdzie cię ochota zamknąć oczy, zamknij je. Nie myśl o tym. Niech powieki same opadną. Ograniczasz dopływ danych zmysłowych. To dobrze.

Teraz wsłuchaj się w swój oddech. Skup się na oddychaniu, zwłaszcza na wdechu. Wsłuchiwanie się w siebie odrywa cię od słuchania całej reszty. Stąd pochodzą wspaniałe pomysły. Kiedy słuchasz swojego wdechu, słuchasz swego natchnienia. Sza. Bądź cicho. Przestań o tym myśleć! Teraz zogniskuj swój wewnętrzny ogląd. Gdyż teraz, kiedy masz natchnienie, przyniesie ci ono wielki „w-gląd”. Skup swój ogląd na punkcie pośrodku czoła, nieco ponad linią oczu. Na tak zwanym Trzecim Oku. Skoncentruj na nim swoją uwagę. Wejrzyj głęboko. Nie oczekuj, że coś dojrzysz. Zajrzyj w tę nicość. Bądź z tą ciemnością. Nie staraj się czegoś tam zobaczyć. Odpręż się, ciesz się spokojem, jakim emanuje pustka. Pustka jest dobra. Stworzenie może dokonać się jedynie w próżni. Dlatego raduj się pustką. Nie oczekuj niczego więcej, nie pragnij niczego więcej.

Kiedy umysł wypełniają ci myśli, po prostu przyglądaj się, zaakceptuj to. Myśli przychodzą, a ty się odsuwasz i zamieniasz w widza. Nie myśl o tym, tylko rejestruj. Nie zastanawiaj się nad tym, co myślisz. Odsuń się i rejestruj. Nie osądzaj. Nie popadaj z tego powodu we frustrację. Zauważaj myśli, nie dumaj nad nimi. Myśl to uczestnik pochodu przewijającego się przed twym wewnętrznym oglądem. Niech przejdzie. Podobnie postępuj z odgłosami i uczuciami. Niech przejdą. Gdy pojawi się w tobie jakieś pytanie, nie staraj się szukać odpowiedzi, pozwól mu być. Zauważ, że nie musisz w związku z nim nic robić. W tym odnajdziesz wielki spokój, jaka ulga. Nie trzeba niczego pragnąc, niczego robić, niczym być z wyjątkiem tego, czym się właśnie jest. Niech będzie i niech minie. Nadal patrz. Bez niepokoju, bez oczekiwania. Tylko… przyglądaj się na luzie. Niczego nie wypatruj… bądź gotów na cokolwiek.

Za pierwszym razem, kiedy to robisz, za dziesiątym albo dopiero za setnym czy tysięcznym, możesz dostrzec coś, co przypomina migocący błękitny płomień czy pląsające światło. Z początku może rozbłyskiwać, potem się ustala. Pozostań z nim, wniknij w niego. Jeśli poczujesz, jak stapiasz się z nim, niech tak się stanie. Jeśli to się stanie, nie trzeba ci nic więcej mówić. Ten płomień jest tobą. To rdzeń twojej duszy. Otacza ciebie, przenika, jest tobą. Przywitaj swoją duszę. Wreszcie ją odnalazłeś. Wreszcie jej doświadczyłeś. Jeśli stopisz się z nią w Jedno, zaznasz prawdziwej błogości.