Porażki – zakceptować i wyciągnąć lekcje

jak wyciagnac lekcje z porazki
123rf.com

Błędy, porażki to część naszego życia. Jeśli za mocno je przeżywamy lub przeciwnie: bagatelizujemy, wyrządzamy sobie krzywdę. Jak wyciągać lekcje z własnych niepowodzeń radzi dr Paweł Fortuna
Porażka – trudny temat. Pan poświęcił jej całą książkę…

Pracuję dużo z ludźmi biznesu, zauważyłem, że ich podstawowym problemem jest zamiatanie niepowodzeń pod dywan. Porażka jest sierotą, także poza biznesem. Narzekamy na trudności, rzucane kłody, ale nie mówimy o naszych błędach. Porażka jest tematem wypieranym społecznie – gdy drużyna Polski przegrywa mecz, to śpiewamy: „nic się nie stało”. Dlaczego? Ponieważ żyjemy w społeczeństwie osiągnięć i za wzór stawiamy sobie człowieka sukcesu – nadczłowieka. On ma w CV pełno osiągnięć i to w wielu sferach: zawodowej, rodzinnej, sporcie, nawet wczasy spędza w tak niezwykłym miejscu, że może się tym pochwalić. Jest szybki, wielozadaniowy, uśmiechnięty, zadowolony z życia i skuteczny. Uzyskanie tylu sukcesów nie jest możliwe bez manipulacji. Więc taki nadczłowiek wypiera porażki, przypisuje sobie sukcesy innych.

Radzi pan, by w CV pisać o swoich błędach?

Nie, bo w rankingu potencjalnych pracowników liczy się jednak ten, kto ma lepsze atuty. Ale gdybym przyjmował pracowników do firmy, na rozmowie kwalifikacyjnej prosiłbym, by opisali swoją największą porażkę i wyjaśnili, dlaczego była tak ważna. Headhunterzy wiedzą, że odpowiedź wiele powie o kandydacie, między innymi to, czy umie wyciągać lekcje ze swoich błędów. To, co uznajemy za porażkę i sukces, to efekt naszego subiektywnego postrzegania sytuacji, konfrontacja oczekiwań z rzeczywistością. Najmniej zadowoloną osobą z trzech stojących na podium nie jest ten na trzecim miejscu, ale zawodnik na drugim. Bo żałuje, że nie był pierwszy. Za to trzeci cieszy się, że w ogóle jest w gronie medalistów. Dla niektórych ludzi sukcesem jest ukończenie biegu albo nawet start w nim. Genialny przykład – brytyjski sportowiec na olimpiadzie w Barcelonie był faworytem w biegu na 400 metrów przez płotki. Na 200. metrze pękło mu ścięgno. Potężny ból, zaczął kuśtykać. Wtedy przez gąszcz ochroniarzy przedarł się jego ojciec. Podbiegł do niego, podprowadził go pod metę i biegacz przekuśtykał przez nią. Cały stadion bił brawo Brytyjczykowi, a nie zwycięzcy.

Czytaj także: Fałszywe wyobrażenia o multitaskingu

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »