Porażki – zakceptować i wyciągnąć lekcje

jak wyciagnac lekcje z porazki
123rf.com

Ważna jest też realistyczna samoocena oraz to, by porażkę oddzielać od siebie samych – to nie ja jestem klęską, tylko dotknął mnie kryzys, którym trzeba zarządzić. Analizując przyczyny, trzeba starać się równomiernie patrzeć na swoje błędy i czynniki zewnętrze. Osoby, które ciągle upatrują winy w sobie, tkwią w przeświadczeniu, że są nieudacznikami. Z kolei ludzie, którzy nie mają sobie nic do zarzucenia i winią raczej innych – stosują mechanizmy obronne, nie mogą się rozwijać.

Wyciągając wnioski z porażki, trzeba wyprowadzić jakąś regułę, którą będziemy mogli wykorzystać w przyszłości, np. szef mnie zwolnił po tym, jak napisałem mu obraźliwego e-maila, postanawiam więc, że nie będę pisał e-maili, gdy jestem zdenerwowany. Od nas zależy, czy będziemy mieli dość dobrej woli, by to zrobić.

Nie powinniśmy więc pocieszać się, że „nic się nie stało”.

Absolutnie nie. Wyobraźmy sobie sytuację, że zawalam kolejny projekt, przychodzę do firmy, a cały management mi śpiewa „nic się nie stało”. Albo, że ojciec znowu nie znalazł czasu, by pobawić się z dziećmi, a gdy przychodzi do domu, one mu skandują: „nic się nie stało”. Jaką taka osoba ma motywację, by zmienić swoje działanie? Żadnej. Niby solidaryzujemy się z nią, ale tak naprawdę obniżamy pułap naszych oczekiwań.

Kiedy człowiek powinien zrozumieć, że jego tolerancja dla własnych błędów jest zbyt duża? Pytam o granice rozsądku.

Taką wskazówką powinno być powtarzanie tych samych błędów. To sygnał, że praca domowa nie została odrobiona. Ludzie uzależnieni od mechanizmów obronnych zawsze sobie wytłumaczą, że to nie był błąd. Ale kiedyś w końcu zderzą się ze ścianą, na przykład nagle odejdzie małżonek. Może to być dla nich punkt zwrotny. Oby był. To tak, jakbyśmy sami napisali do siebie list. Albo dostali go od losu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »