Sekrety umysłu: Jak działa ludzka pamięć?

fot. iStock

Mamy same dobre wiadomości. Dla tych, którzy obawiają się, że pamięć im słabnie, i dla tych, którzy na urlopie rozwiązywali krzyżówki i śledzili intrygę ulubionych kryminałów. Neurokognitywistka Paulina Mechło udowadnia, że trening umysłu może być całkiem dobrą zabawą

Jak to działa? Na czym polega fenomen ludzkiej pamięci?

Na pamięć składają się trzy podstawowe procesy: zapamiętywanie, przechowanie informacji i wykorzystanie jej. Dotyczy to każdego rodzaju pamięci: długotrwałej i krótkotrwałej, pamięci liczb i tej związanej z umiejętnościami. Pamięć krótkotrwała to pamięć robocza, potrzebna do zapamiętania danych szybko, np. kodu do domofonu. Pamięć długoterminowa to ta, która przechowuje informacje przez tygodnie, lata, czasem całe życie. Ważną i ciekawą funkcją mózgu jest zapominanie – bardzo potrzebne, by znalazło się miejsce na nowe wiadomości, a starsze, zbędne znikały.

Znikają całkiem czy można je potem odtworzyć z głębi mózgu?

Jeśli są to informacje silnie nacechowane emocjonalnie, to nie znikną, bo mocno zapisały się w mózgu, jako istotne dla naszego przetrwania. Na przykład najważniejsze dni życia
wesele, narodziny dzieci, także smutne pożegnania – jesteśmy w stanie dokładnie „odpamiętać”. Mniej istotne łatwiej ulatują, zwłaszcza jeśli ich nie wykorzystujemy. Gdybyśmy tak chcieli przypomnieć sobie cały program historii ze szkoły, przywołamy tylko główne fakty. Informacji było tak wiele, że choć pamiętaliśmy je do kartkówek, potem zniknęły, bo nie musieliśmy z nich korzystać. Mózg zrobił miejsce na inne informacje.

Co dzieje się z pamięcią w naszych czasach, gdy bombarduje nas tak wiele bodźców i różnych informacji?

Życie w pośpiechu i stresie, przy zbyt dużej liczbie bodźców nie sprzyja zdrowiu pamięci. Najważniejsze to wybierać te informacje, które są mi potrzebne, i eliminować te bodźce, które nie sprzyjają mojej pamięci. Dla nastolatka może to być na przykład moment, kiedy chce się skupić na nauce, ale cały czas ktoś zagląda do jego pokoju, więc ani się nie skupi, ani niczego nie zapamięta. Co powinien zrobić? Ustalić z domownikami, że przez półtorej godziny nikt do niego nie wchodzi, żeby nie wiadomo co się działo. To samo można zrobić w biurze. Ustalić stałe godziny dla pracy wymagającej zapamiętywania i koncentracji. Zadbać o to, by w tym czasie nie istniały bodźce, które nas rozpraszają, jak choćby dźwięk sygnalizujący przychodzące maile, który powoduje, że odrywamy się od pracy.

Z drugiej strony w naszym świecie istnieje dużo „wspomagaczy” pamięci. Telefony, laptopy, notesy elektroniczne. Pomagają czy szkodzą?

Szkodzą tylko wtedy, gdy mamy w nich chaos. Czyli wiemy, że gdzieś coś jest zapisane, ale odnalezienie tego zajmuje nam wieki. A w sytuacji, kiedy mamy wypracowany system znajdowania, i pewność, że dzięki nim nie zapomnimy ważnych dla nas informacji – pomagają. Wszelkie notesy klasyczne czy elektroniczne, kalendarze, terminarze są jednym z lepszych wynalazków ludzkości. Dobrze prowadzone bardzo „odstresowują”, dzięki nim nie mamy poczucia, że musimy o wszystkim pamiętać. Pamiętamy o tym, co ważne, a resztę mamy zapisaną. A do tego one też dają możliwość ćwiczenia pamięci. Ja mam taki zwyczaj, że zanim otworzę kalendarz, staram się sobie przypomnieć, co w nim jest. Dzięki temu jednocześnie ćwiczę mózg i kontroluję, czy wiem, co mam do zrobienia.

Warto wiedzieć, że w kontekście czasu mamy trzy rodzaje pamięci: pamięć przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Planując, tworząc różnego rodzaje terminarze, kalendarze, doskonale ćwiczymy pamięć przyszłości, korę przedczołową, która odpowiada za myślenie „do przodu” i zdolność planowania.

Bywa, że nagle nie pamiętamy PIN-u do swojej karty. Czy takie dziury w pamięci świadczą o jakimś niebezpiecznym procesie w mózgu?

Dopóki nie wpływa to realnie na nasze życie, to nie. Kto z nas chociaż raz po wyjściu z domu nie wahał się, czy na pewno zamknął drzwi? To naturalny proces, wynikający choćby z tego, że intensywnie myślimy o czym innym. Na przykład już o weekendzie albo – jak niektórzy mówią – o niebieskich migdałach i nagle chcemy przeskoczyć do ciągu liczb, jakim jest kod w domofonie. Przywołanie go wymaga czasu, nie przyjdzie automatycznie, chyba że to wyćwiczymy. Znam osoby, które pamiętają tyko ruch, jaki mają wykonać na klawiaturze. Łatwiej było im zapamiętać ruch palców niż ciąg liczb.

Istnieje bowiem pamięć ruchu, u każdego wyćwiczona na innym poziomie. Bardzo dobrą pamięcią tego typu cechują się ludzie, którzy na co dzień wykonują zawody związane z zapamiętaniem sekwencji ruchów. Znam tancerza, który uczy się na studiach w ten sposób, że czyta fakty i pokazuje je ciałem, ale, uwaga, na egzaminie takie odtwarzanie wiedzy może dziwnie wyglądać.

Nasze zapamiętywanie wspierane jest zatem przez ruch, komfort pracy, emocje. Co jeszcze?

Motywacja. Wiele zależy od tego, czy chcę coś zapamiętać, czy mam przed tym opór. Co więcej, ten opór może być sztucznie zbudowany, bo często cierpimy na syndrom wyuczonej bezradności. Czyli: skoro do tej pory nie udało mi się czegoś nauczyć w danej dziedzinie, na przykład matematyce, to stwierdzam, że nie dam rady, to obszar nie dla mnie. W związku z tym mam przeświadczenie, że jestem słaba z matematyki. Tak budujemy błędne przekonanie na temat swojej pamięci, a przecież jesteśmy istotami stworzonymi do tego, żeby się uczyć. Gdybyśmy po swoich narodzinach nie uczyli się, niewiele byłoby z nas pożytku.

Ja mam przekonanie, że nie mam pamięci do nazwisk. Muszę notować bohaterów książek albo rozmówców.

Przypuszczam, że tych nazwisk w pani pracy przewinęło się tyle, że nie ma możliwości, by je zapamiętać. Mózg wybiera informacje najbardziej pożyteczne dla przetrwania, wzmocnione emocjami. Jeśli pani z kimś dobrze się rozmawiało, to prawdopodobieństwo zapamiętania jego nazwiska było naturalnie większe. Albo odwrotnie: nazwisko kogoś, kto wzbudził przykre doznania, irytację, gniew, też zostaje w głowie. Łatwiej zapamiętujemy osoby, które budzą emocje o określonym natężeniu. Ale pani pamięć wypracowała sobie sposób: nie zapamiętuje nazwisk osób neutralnych, a notowanie ich to bardzo dobra technika. Bo czy zapamiętanie tych wszystkich nazwisk w ogóle miałoby sens? Ale istnieją mnemotechniki, które mogą ułatwić zapamiętywanie imion i nazwisk przy pierwszym spotkaniu.

Ktoś mówi: „mam dobrą pamięć”, kto inny, że „krótką” – czy rzeczywiście mamy różną pamięć?

Każdy z nas rodzi się inny. Mamy inną liczbę komórek nerwowych, każda trochę inaczej wygląda. Do tej pory nie dało się znaleźć dwóch identycznych neuronów, mimo usilnych starań naukowców. Jesteśmy więc różni, nasza pamięć też, ale łączy nas jedno: przez całe życie możemy nad sobą pracować. Wcześniej twierdzono, że rodzimy się z określoną pulą komórek nerwowych, a później one już tylko obumierają, ewentualnie pojawiają się nowe połączenia. Ale odkryto proces zwany neurogenezą, który odpowiada za to, że w mózgu człowieka przez całe życie powstają nowe komórki nerwowe. Warto więc uczyć się przez cały czas i ćwiczyć swoje zasoby poznawcze w różny sposób: od czytania książek, przez rozwiązywanie różnego rodzaju łamigłówek, po poznawanie ludzi i naukę przez całe życie.

Pani książka „SuperPamięć w 31 dni” jest zbiorem takich ćwiczeń i łamigłówek opartych na liczbach, słowach, kształtach. Na czym polega ich działanie?

Ćwiczenia są prosto skonstruowane, żeby można było skupić się tylko na pamięci, bez rozpraszaczy, które wymagają użycia innych procesów myślenia, co pojawia się przy bardziej skomplikowanych zadaniach. Zapamiętujemy ciągi liczb, słów, poznajemy mnemotechniki. Ćwiczenia są rozplanowane na 31 dni i można sprawdzić, jak nam szło na początku, a jak na końcu i czy trening pomógł usprawnić pamięć. Listy od czytelników pokazują, że ci, którzy „przysiedli”, mają efekty i w ciągu tego czasu wyrabiają sobie dobre nawyki treningu pamięci.

Ile czasu w ciągu dnia trzeba poświęcić na trening?

Dbałam o to, by ćwiczenia nie trwały dłużej niż pół godziny dziennie. Ale radzę, by nie kończyć ich po miesiącu, przeciwnie – wpleść w swoją codzienność, uczynić naturalną czynnością. Na przykład jeśli poruszamy się komunikacją miejską, możemy przypominać sobie nazwy poszczególnych przystanków w drodze do pracy, jeśli autem – zastanowić się, jak nazywają się ulice, które mijamy, a po drodze przypominać sobie jak najwięcej nazw drzew albo marek samochodów lub górskich szczytów.

Czy taki codzienny naturalny trening pamięci to również inwestycja na starość?

Pamięć z wiekiem słabnie, więc niezwykle ważne jest utrzymanie przez całe życie tak zwanej rezerwy poznawczej. Ta rezerwa to zestaw umiejętności, zasób wiedzy, repertuar tego, co umiemy, co pamiętamy, który pozwala sobie lepiej radzić na starość. Tę rezerwę budujemy właśnie przez aktywność: społeczną, poznawczą i fizyczną. Rezerwa wciąż jest przedmiotem badań, ale wiadomo na pewno, że w przypadku osoby, która przez całe życie dużo się uczyła i była aktywna umysłowo, ryzyko zachorowania na chorobę otępienną, na przykład chorobę Alzheimera, jest mniejsze, a jeśli się zdarzy, jej przebieg jest mniej dotkliwy. Dlatego, niezależnie od wieku, w jakim jesteśmy, trzeba dbać o formę umysłu, do czego gorąco zachęcam. Zrównoważona aktywność tak, pasywność nie – to motto wszystkich moich książek i treningów.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »