Siła nawyku – jak ją pokonać, żeby ruszyć do przodu

Wystarczy kilka sekund, kilka głębokich, świadomych oddechów, a coś się zmienia, następuje przeskok w świadomości. (Fot. iStock)

Chcemy iść naprzód, realizować się, pokonywać przeszkody, kochać. Ale nawyki, które trzymają nas w starych strukturach, na to nie pozwalają. Buddyjska mniszka Pema Chödrön twierdzi, że aby ruszyć z miejsca, trzeba się najpierw zatrzymać. Poczuć energię chwili, wsłuchać się w siebie. A potem postąpić nie tak, jak zawsze, ale tak jak w głębi duszy wiemy, że powinniśmy.

Być może znasz tę historię: Indianin rozmawia z wnukiem o tym, skąd się bierze przemoc, okrucieństwo w świecie. „To tak, jakby w sercu walczyły dwa wilki. Jeden z nich jest żądny zemsty i zły, drugi rozumiejący i łagodny”. Chłopiec jest ciekawy, który zwycięży. Odpowiedź? „Ten, którego będziesz karmić”. Tylko tyle. I aż tyle. Bo biorąc odpowiedzialność za siebie, wpływasz na losy całego świata, na kierunek, jaki obierze.

Sęk w tym, że nasze działania to często nawykowe reakcje: znów wybuch, znów „zapomnienie”, znów kolejne ciastko… A przede wszystkim: znów ten pośpiech! Zdaje się, że największy, najbardziej rozpowszechniony nawyk człowieka to ucieczka. Przed czym? Przed sobą. Przed chwilą obecną. Przed emocjami. Przed życiem. Często nie chcemy czuć tego, co przynosi, próbujemy się zabezpieczyć, schować, schronić. Dopóki nie odkryjemy, że to nie działa. Dlaczego? Bo nie ma dokąd uciec! A gdyby tak spróbować czegoś przeciwnego?

Jak się zatrzymać

„W samym środku życia, oferującego zwykle sporo napięcia, z wciąż powracającą wewnętrzną dyskusją prowadzoną z samym sobą – po prostu się zatrzymaj” – prosi Pema Chödrön w książce „Rusz z miejsca”. Kiedy słyszysz bijący dzwon albo dzwoniący telefon. Kiedy otwierasz komputer. W trakcie czytania, może właśnie teraz… Czasem wystarczy kilka sekund, kilka głębokich, świadomych oddechów, a coś się zmienia, następuje przeskok w świadomości. Nauczyciel mniszki, Chögyam Trungpa Rinpocze, zwykł nazywać to miejsce zatrzymania szczeliną. „Otwieramy przestrzeń, w której możemy dotknąć naturalnej otwartości naszego umysłu i pozwolić pojawić się naturalnej inteligencji. Wie ona intuicyjnie, co załagodzi sytuację, a co tylko nas podkręci. Taka wiedza może ratować życie” – tłumaczy Chödrön.

Prawdopodobnie już słyszałeś, jak ważne jest się zatrzymać. Ale czy to zrobiłeś? Czy raczej uznałeś: „Dobrze, jeszcze tylko… Przecież na zatrzymanie zawsze będzie czas… Zresztą – co w tym trudnego?”. Owszem, to bywa trudne, nawet bardzo. Może wywołać lęk. „Ktoś powiedział mi, że zatrzymując się, czuje się, jakby umierał” – pisze Chödrön. „Nawykowe działania kojarzą się nam z bezpieczeństwem, stabilnością, wygodą”. A naszym nawykiem jest pędzić dalej. Nie do końca wiadomo dokąd. Prawdopodobnie dlatego, że tak naprawdę nie jest to ruch „do”, tylko „od”. Że nie chcemy być w pełni obecni.

Zdaniem Pemy Chödrön wszystko sprowadza się do ćwiczenia obecności. Powracania do tej chwili, do siebie (choćby poprzez krótkie zatrzymania). Osoby przebudzone są w ciągłej obecności, tymczasem większość z nas w zasadzie nigdy nie jest w pełni obecna – uważa autorka „Rusz z miejsca”. Nasz umysł wciąż gdzieś błądzi, dryfuje, analizuje, planuje. Nie chodzi o to, by walczyć z nim, naginać do jakichś wyszukanych standardów. Raczej o to, by otworzyć się na przeżywanie wszystkiego, co nas spotyka.

Pomocna może być analogia, którą przytacza Chödrön: w zmaganiach z niewygodami życia przypominamy dziecko, które poparzyło się trującym bluszczem. Aby pozbyć się swędzenia (nieprzyjemnych odczuć), zaczynamy się drapać. Tyle że w ten sposób rozprzestrzeniamy truciznę – czujemy się coraz gorzej. A gdyby tak pozostać obecnym i otwartym, niezależnie od okoliczności? Dostrzegać odruch podrapania się, ale nie podążać za nim? Tak, może być ciężko – przynajmniej na początku – ale czy nie rozpoznałeś już, że drapanie niczego nie rozwiązuje? Może więc warto zatrzymać się i zobaczyć, co się zmieni.

Siła nawyku – między lękiem a wolnością

Nawyki są jak ubrania – uważa Pema Chödrön. Możemy je zakładać i zdejmować, nie jesteśmy z nimi zrośnięci. Tyle że przyzwyczajamy się do ich noszenia. Kiedy je zdejmujemy, czujemy się nadzy. Nasze ego potrzebuje bezpieczeństwa – nawet jeśli jest ono tak złudne jak lampka wina… Więc jeszcze raz. I jeszcze. Sęk w tym, że tymczasowe rozwiązania nie dotykają korzenia problemu. Mniszka tłumaczy, że nasze drapanie się, czyli unikanie rzeczywistości, przyjmuje zwykle trzy formy: pogoń za przyjemnością, odrętwienie i agresję. W praktyce albo odcinamy się od tego, z czym nam niewygodnie, albo chwytamy czegoś innego. Tak czy inaczej tracimy to, co najcenniejsze – naszą obecność. A to osłabia, pogłębia lęki, rodzi straszliwe cierpienie.

Często wybieramy nieobecność i rozproszenie, bo czujemy, że „postój” uaktywni uśpione demony, że przyjdzie nam stawić czoło traumie czy jakiejś potwornej prawdzie o nas samych. Tymczasem chodzi o chwilowe poczucie braku gruntu pod nogami – twierdzi Pema Chödrön. O lęk przed wejściem w przestrzeń, w której nie ma czego przyszpilić, czego się uczepić. A co powiesz na to, że ten stały punkt odniesienia, którego tak rozpaczliwie szukamy, nie istnieje? Przecież wszystko jest nietrwałe, podlega ciągłym zmianom. „To w zasadzie nie jest zła wiadomość” – uspokaja autorka książki. Choć przyznaje, że jesteśmy zaprogramowani na jej odrzucanie, nie znosimy niepewności, a „cała nasza fasada, ten mały spektakl, który odgrywamy, opiera się na unikaniu przestrzeni bez oparcia, które przenika nasze życie”.

Pobądź z tym – choćby krótką chwilę. Z niepokojem, że nie ma dokąd uciekać, czego się złapać. Może być strasznie… A potem prawdopodobnie pojawi się uczucie głębokiej ulgi, wolności. Może okaże się, że nie musisz już się drapać. Że obecność, uważność są czymś naturalnym. Sprawdź! Możesz po prostu usiąść na chwilę w bezruchu i posłuchać dobiegających z przestrzeni odgłosów. „Przez minutę słuchaj dźwięków płynących z pobliża. Przez minutę słuchaj dźwięków dobiegających z oddali” – zachęca Chödrön. „Po prostu słuchaj uważnie. Dźwięk nie jest ani dobry, ani zły. To po prostu dźwięk”.

Nawykowe działanie kojarzą się nam z bezpieczeństwem, stabilnością, wygodą. A naszym nawykiem jest pędzić dalej. (Fot. iStock)
Nawykowe działanie kojarzą się nam z bezpieczeństwem, stabilnością, wygodą. A naszym nawykiem jest pędzić dalej. (Fot. iStock)19

Dialog wewnętrzny

Tak już się dzieje (nawyk?), że wyskakiwanie ze stanu obecności odbywa się niepostrzeżenie, automatycznie. Jak temu zapobiec? Pema Chödrön dzieli się nauką na temat szenpa. To tybetańskie słowo tłumaczy się najczęściej jako „przywiązanie”, ale można je też przetłumaczyć jako „złapanie na haczyk”, utknięcie. Jeśli wrócimy do metafory trującego bluszczu, możemy uznać, że szenpa jest zarówno swędzeniem, czyli dyskomfortem, jak i potrzebą podrapania się. Czyli: słyszysz coś przykrego, pojawia się ból. Połykasz haczyk: obwiniasz drugą osobę, osądzasz siebie. Sięgasz po strategię unikową, spirala się nakręca. Pojawia się przywiązanie – do własnej tożsamości, do rzeczy, poglądów. Kiedy jednak pozostajemy uważni, możemy dostrzec działanie szenpa – jak rodzi myśli, emocje. „Jeśli uchwycimy pierwszy moment, w którym powstaje szenpa, póki jest tylko lekkim skurczem, delikatnym szarpnięciem, uczuciem gorąca, które za chwilę każe rozpiąć kołnierzyk, łatwo można z nim coś zrobić” – zapewnia Pema Chödrön.

Istnieje też wtórne szenpa – kiedy po złapaniu się na haczyk (na przykład kłótni) połykamy kolejny – poczucia winy. Szenpa szenpę goni… Dlatego tak ważne jest wycofanie się z dialogu wewnętrznego, który uruchamia się zwykle w takich sytuacjach. Współczucie wobec siebie. Życzliwość i cierpliwość.

W „Rusz z miejsca” Pema Chödrön oferuje praktykę przekształcania negatywnych emocji w mądrość. Ma ona trzy etapy: zdajesz sobie sprawę, że haczyk został połknięty (przydatny będzie humor). Zatrzymujesz się, bierzesz trzy świadome oddechy i pochylasz się ku tej energii, po czym relaksujesz się i ruszasz dalej (co to oznacza w praktyce – dowiesz się z ramki obok). Najlepiej zacząć od ćwiczenia z małymi napadami szenpa, z drobnymi irytacjami – na przykład podczas przemieszczania się po mieście (korki, dźwięki, brak miejsc parkingowych). Potem możemy podnosić poprzeczkę. Bez pośpiechu i osądzania – siebie, ale też innych, którzy, podobnie jak my, dają się złapać na haczyk. Warto przy tym pamiętać, że czas trwania emocji wynosi półtorej minuty (o ile nie będziemy jej ożywiać). I że źródłem powracającego cierpienia nie są nieprzyjemne doznania, ale nasze nawyki chwytania, odrzucania, ucieczki. „Zatrzymując się, tworząc szczelinę, głęboko oddychając, możemy doświadczyć natychmiastowego orzeźwienia” – zapewnia mniszka. „Nasz umysł natychmiast się zatrzymuje i to, czego doświadczamy, już nami nie miota”.

Pamiętasz przygodę Odyseusza z syrenami? Ich śpiew wabił żeglarzy, którzy wpadali na skały i rozbijali się. Kiedy jego statek mijał rejon zamieszkany przez zwodnicze istoty, polecił swoim ludziom zatkać uszy woskiem, a siebie samego przywiązać do masztu – pod żadnym pozorem nie wolno go było uwolnić, dopóki niebezpieczeństwo nie minie. Udało się. Nie połknął haczyka. Nie musiał uciekać. Prawdopodobnie przed każdym z nas stoi takie wyzwanie – zwodnicze syreny śpiewają w naszym wnętrzu… Na szczęście, jeśli akceptujemy chwilę obecną i to, co w sobie niesie, zyskujemy w niej sojusznika. „To, co może spowodować naszą zagładę, staje się ukrytym błogosławieństwem” – twierdzi Pema Chödrön. „Te uczucia, których nauczyliśmy się tak pięknie unikać, mogą nas zmiękczyć i przemienić”.

PRAKTYKA PRZEKSZTAŁCANIA

Polega w szczególności na pozostawaniu otwartym i akceptowaniu tego, co zostaje w tobie wyzwolone.

  • Etap pierwszy. Uświadom sobie, że połknąłeś haczyk.
  • Etap drugi. Zatrzymaj się, weź trzy świadome oddechy i pochyl się. Pochyl się ku energii. Trwaj z nią. Doświadcz jej w pełni. Posmakuj jej. Dotknij. Poczuj. Zaciekaw się nią. Co odczuwasz w swoim ciele? Jakie rodzi myśli? Wejdź w intymny związek ze swędzeniem i potrzebą podrapania, którą tworzy szenpa, i oddychaj. Częścią tego etapu jest nie dać się uwieść pędowi szenpa. Jak Odyseusz, możemy odnaleźć własny sposób na to, by usłyszeć syreni śpiew i nie zostać przezeń uwiedzionym. To proces, w którym pozostajemy współczujący i przebudzeni, przerywając pęd, powstrzymując się od wyrządzania szkody.
    Po prostu nie mów, nie działaj, poczuj energię. Bądź jednością ze swoją własną energią, jednością z przypływem i odpływem życia. Zamiast odrzucać energię, przyjmij ją. Pochylenie ku tej energii jest pełne otwartości na nią, ciekawości i inteligencji.
  • Etap trzeci. Zrelaksuj się i pójdź dalej. Pozwól swemu życiu płynąć, tak by praktyka nie stała się czymś wyjątkowym, jakimś testem wytrzymałości czy konkursem, w którym wygrywasz lub przegrywasz. Największym wyzwaniem tej praktyki jest przyjmowanie niespokojnej energii, przebudzenie się na nią, zamiast natychmiastowej ucieczki.

Więcej w książce „Rusz z miejsca”, Pema Chödrön, Wydawnictwo Zwierciadło.