fbpx

Sposób na miłość – zobaczcie w sobie piękno

Zauważ piękno osoby, z którą tworzysz związek
(Fot. iStock)

Żeby znaleźć miłość, trzeba… stać się miłością. Odczuwać miłość i wdzięczność do siebie nawzajem, do życia. Ten wewnętrzny stan kasuje wszystkie problemy, jest jak filtr; to, co niepożądane, zostaje odcedzone jak kawowe fusy.

Żyłam kiedyś z pewnym mężczyzną tylko przez jeden dzień – opowiada Sondra Ray w swojej książce „Cud związków miłości”. Był bogaty i być może jego bogactwo odebrało mi jasność widzenia. Nie byłam w stanie dostrzec prawdy, dopóki nie zamieszkaliśmy razem. Gdy tylko rozpakowaliśmy swoje rzeczy, zaczął szukać pretekstów do walki. Powtarzałam mu, że nie chcę walczyć. To go bardzo rozzłościło. Powiedziałam mu, że zasługuję na pokój i on także. Wybiegł z impetem z domu, rozgniewany, że z nim nie walczę. Wrócił po godzinie, uspokoił się. Powiedział, że mam rację, zasługuję na pokój, ale on tak nie umie żyć. Powiedziałam mu, że go rozumiem, ale że musimy się natychmiast rozstać.

To podstawowa kwestia, twierdzą nauczyciele, czy naprawdę chcemy pokoju w naszych związkach. Wyobrażanie sobie doskonałego związku jest ekscytującym i ważnym zajęciem. Jakiego związku pragniemy? Właśnie w tym kierunku będzie podążać nasza uwaga i energia. Sztuką jest wznieść się ponad konflikt i gniew. Wybrać pokój.

Jesteś miłością

W książce „Efekt cienia” lekarz i nauczyciel Deepak Chopra pisze o pewnym zdarzeniu związanym z Internetem. Ostatnio namiętnie korzysta z Twittera, który pozwala internautom „ćwierkać” z tysiącami ludzi w sieci. Otóż pewnego dnia ktoś zadał mu pytanie: „Poszukuję miłości. Jak mogę znaleźć tę właściwą? Czy ona w ogóle istnieje?”. Chopra odpowiedział spontanicznie: „Przestań szukać tej właściwej. Bądź nią”. Ku jego zdumieniu odpowiedź została rozesłana do milionów ludzi. Zdał sobie sprawę, że przyczyną, dla której brzmiała tak nowatorsko, jest fakt, że miłość urosła już do takiego problemu, że naprawdę gubimy się w tym, gdzie ona jest i czy w ogóle istnieje. Odpowiedź, która jemu wydawała się naturalna, dla wielu była egzotyczna.

Dlaczego tak bardzo pragniemy miłosnych związków? Ponieważ miłość jest stanem naturalnym, jest kosmiczną siłą, która pragnie przywrócić wszystko do stanu jedności. Musimy tylko intensywnie wpatrywać się w otaczający świat – sugeruje Chopra – aby ujrzeć dowody, że prawda, kształt, porządek i rozwój trwają od milionów lat. Zmagając się ze wszystkim, co miłością nie jest, zestrajamy się z tą nieskończoną siłą. Wszechświat opiera się na jedności, więzi i miłości, przypomina też inny nauczyciel Willigis Jäger w książce „O miłości”. To dlatego opierając swoje działania na lęku i walce, tak fatalnie się czujemy – po prostu działamy przeciwko życiu. Z perspektywy jedności wygląda to tak, jakby gałęzie jednego drzewa zaciekle walczyły przeciwko sobie. To dlatego też, jak wyjaśnia Bob Mandel w „Terapii otwartego serca”, tak bardzo chcemy usłyszeć te słowa: „I nie opuszczę cię aż do śmierci”. Ale jak to zrobić, skoro związki nie działają tak, jak należy; coś przeszkadza miłości.

Niestety, projektujemy

Pułapki, w które nieustannie wpadamy, to projekcje. Jeśli kogoś kochamy, a mimo to zauważamy, że ciągle mamy do niego pretensje, co tak naprawdę się dzieje? Krytykując słabości kochanej osoby, widzimy w nim matkę, ojca lub jeszcze inną osobę z przeszłości – to zdarza się bardzo często. Osoba, z którą tworzymy związek, niejako staje się dla nas tą osobą, ponieważ nieświadomie tak ją kreujemy. Tych projekcji dokonujemy nieświadomie. To dlatego w naszych związkach najważniejsza jest świadomość: Dlaczego tak reaguję? Z czego to wynika? Jeśli związek znalazł się w impasie, z pewnością ugrzęźliśmy w jakimś wzorcu z przeszłości. Chcemy wierzyć, że to jest problem jego, jej, nie mój. Jeśli nie udaje mi się związek, najważniejsze pytanie brzmi: Jaki jest mój wkład? Dlaczego potrzebuję takiego zachowania w mojej przestrzeni? Jaką mam z tego „korzyść”? Twój partner jest twoim guru, twoim lustrem, twierdzi Sondra Ray.

John Bradshaw w „Twórczej mocy miłości” wyjaśnia, na czym polega siła lustra. Nosimy w sobie – w każdym razie zdecydowana większość z nas – skrzywdzone wewnętrzne dziecko. Jego potrzeby niemal zawsze pozostają nieuświadomione do chwili wejścia w związek miłosny. Dlatego miłość partnerska to wielka szkoła dusz. Rozwija nas w znacznie większym stopniu niż… psychoterapia, dyscyplina religijna i rewolucje społeczne. Moje zaangażowanie w związek dało mi o wiele więcej niż wszystkie terapie razem wzięte – przyznaje terapeuta Bradshaw.

No więc spotykamy kogoś, kto – jak oczekujemy – da nam szczęście. Postanawiamy ze sobą zamieszkać. I wtedy ujawnia się skrywany ból, lęk i niezaspokojone potrzeby z przeszłości, które nosimy w sobie, i które teraz zamieniają się w złość i wzajemne pretensje. Wrzeszczymy, tupiemy i obrażamy się. Każda ze stron odtwarza potrzeby swojego skrzywdzonego wewnętrznego dziecka. Chcemy uciekać, bo przeczuwamy – i słusznie – że pozostanie w związku wiąże się z ryzykiem i niepewnością, a rozwiązaniem problemów jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje psychiczne rany. Gdy przejmiemy odpowiedzialność, budzi nas świadomość, ten szczególny rodzaj uwagi, która obejmuje wszystko, co się dzieje, z intencją zachowania równowagi i jasności umysłu. Świadomość sprawia, że wstrzymujemy działania odruchowe i bez osądzania, życzliwie i współczująco obserwujemy, co czujemy, co się dzieje. W chwilach, gdy potrafimy dostrzec własne aberracje i zmienić swój sposób reagowania, dokonują się w nas uzdrawiające przemiany; transformujemy lęk w siłę.

Wielkie chwile bólu

Gdy partner naciska nasze guziki bólu, mamy wspaniałą szansę uczenia się i rozwoju, przekraczania ograniczeń i oczyszczania świadomości, przypominają nauczyciele. To wielka chwila, z której – paradoksalnie – moglibyśmy się nawet ucieszyć!

W związkach opartych na świadomości, a nie na ego, każdego dnia wybieramy miłość zamiast konfliktu, harmonię zamiast lęku, pokój zamiast bólu, poczucie bezpieczeństwa zamiast złości, pewność w miejsce zmartwień. Depresję i brak przekształcamy w ufność i obfitość. Wzmacniamy jakości ducha, jaźni. Opuszczamy myśl: „Co mogę zyskać od ciebie?”. Pytamy: „Co możemy sobie wzajemnie dać?”. Coraz częściej czujemy się sobą, wolni i pełni zaufania.

Uczymy się dostrzegać piękno i pełnię osoby, z którą tworzymy związek; i nie ma to nic wspólnego z tym, w jakim jest wieku, jak wygląda, jakie ma przekonania. John Bradshaw pisze, że sztuką życia i miłości jest w tej frustrującej osobie obok widzieć światło i doskonałość. I czuć wdzięczność za spotkanie z kimś tak niepowtarzalnym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>