fbpx

Style przywiązania. Dlaczego powielamy te same schematy w związkach?

Style przywiązania. Dlaczego powielamy te same schematy w związkach?
Pierwszą wskazówką do rozpoznania pozabezpiecznego stylu przywiązania u siebie jest zauważenie, że znów budzi się we mnie myślenie typu wszyscy faceci (albo wszystkie kobiety) są… (Fot. iStock)

Kiedy związek bardziej rani niż cieszy – wydaje się, że jedyną słuszną decyzją jest go zakończyć. A jednak zmiana partnera nie zawsze oznacza nowy początek. Czasem w kolejnej relacji powtarzamy stare błędy, bo trzymamy się dawnego stylu przywiązania. Czego warto dowiedzieć się o sobie, zanim damy miłości drugą szansę – pytamy dr. Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS. 

Nie wiemy jeszcze, jakie trwałe zmiany w naszej psychice przyniesie pandemia koronawirusa i związana z nią społeczna izolacja, ale pojawiają się głosy, że to czas weryfikacji związków. Co jeśli ostatnie miesiące uświadomiły nam, że nasz związek już się skończył? Chcemy budować nowy, bogatsi o doświadczenie z poprzedniego i ze świeżo odkrytą prawdą o sobie.
W terapii par, którą przede wszystkim się zajmuję, obserwuję dużo narzekań na drugą stronę, na zasadzie: „Ja to bym dobrze funkcjonował, gdyby ona się nie czepiała” czy „wszystko byłoby dobrze, jakby on nie robił awantur”. Jednak dla prawidłowego procesu ważniejsza niż skupienie się na takiej „reklamacji” jest odpowiedź na pytanie: po co tej pani ten taki „awanturny” facet? Po co temu panu taka „czepialska”? Być może ten ktoś wybiera partnerów pod takim kątem, żeby właśnie podtrzymywać swoje cechy w nich, mimo że sam postrzega się jako spokojną osobę. Myślę więc, że od podobnego „rachunku sumienia” na temat poprzedniej relacji można by zacząć myślenie o nowej. Po co ja wybrałem taką osobę? Jakie moje sprawy miała za mnie rozwiązać?

W tym miejscu przywołam teorię stylów przywiązania, czyli nasze głębokie przekonania na temat tego, czego możemy się spodziewać w relacjach z innymi ludźmi. Większość osób ma bezpieczny styl przywiązania i te osoby zasadniczo nie umieszczają w partnerze tak dużo własnych rzeczy, w związku z tym względnie łatwo mogą zdać sobie z nich sprawę, dokonać korekty i z zaufaniem rozpocząć nowy związek. Trudniej jest przy pozabezpiecznych stylach przywiązania, ponieważ możliwość przyglądania się sobie jest bardzo szybko albo ograniczana, albo przechwytywana przez pewne silne emocjonalne przeżycia czy filtry, które natychmiast prowadzą do zniekształceń. Czyli wracając do przykładu skłonnych do awanturowania się partnerów – myśl, że może ja też taki jestem, jest natychmiast dyskwalifikowana. Problemem osób charakteryzujących się pozabezpiecznym stylem przywiązania jest, niestety, ograniczona możliwość samorefleksji.

Czy można powiedzieć, że pozabezpieczny styl przywiązania to swoisty defekt wynikający z wychowania?
Bardzo ciekawe było pierwsze badanie nad stylami przywiązania, prowadzone od połowy lat 60. XX wieku przez Mary Ainsworth. Procedura była taka, że trzylatki zostawały bez mamy na kilka minut i sprawdzano, jak reagują na jej powrót. Po kilkudziesięciu latach ponownie zbadano te same osoby i okazało się, że odtwarzają te same style co przed laty. Także inne badania pozwalają wyciągnąć wnioski, że styl przywiązania kształtuje się do czwartego roku życia poprzez różne doświadczenia związane z bliskością i potem już się automatyzuje.

Warto jednak zdjąć odium z biednych rodziców, że to oni są za wszystko odpowiedzialni. Niektórzy są winni, niestety, ale czasami nie ma w tym ich winy – dali tyle, ile sami dostali. Albo jeśli dziecko urodziło się z różnymi chorobami i ciągle ląduje w szpitalu, to ma nieustanne doświadczenie relacji i jej przerwania, a wtedy rodzice − nawet reprezentujący bezpieczny styl przywiązania − mogą nie zdołać mu go przekazać.

Jak rozpoznać swój styl przywiązania?
Zdecydowana większości osób, jakieś 60–70 proc., charakteryzuje się bezpiecznym stylem przywiązania i w zasadzie o tym wie. Częściej pojawiają się wątpliwości, czy przypadkiem nie mam pozabezpiecznego – przede wszystkim unikowego, bo on występuje najczęściej – stylu przywiązania, w którym bliskość budzi dużą niepewność, a sposobem redukcji napięcia wywołanego tą niepewnością jest odsuwanie się i tworzenie swojej przestrzeni w związku. Takim osobom przyświeca przekonanie, że partner je zrani, zdradzi, zaatakuje. Ponieważ jednak nie wiedzą, kiedy i w jaki sposób to zrobi, przez cały czas pozostają w stanie czuwania, tzw. detekcji. I jak wskazują badania, są tą detekcją dosyć zmęczone.

Zatem pierwszą wskazówką do rozpoznania pozabezpiecznego stylu przywiązania u siebie byłoby zauważenie, że znów budzi się we mnie myślenie typu: „wszyscy faceci (albo wszystkie kobiety) są…” Drugim czynnikiem jest brak zaufania do partnera, a trzecim  − odczuwanie cierpienia z powodu trwania w relacji. I kiedy osoba uzmysławia sobie, że ma dość cierpienia i chce coś zmienić, często rozpoczyna terapię, która pozwala zmienić styl przywiązania na bezpieczny.

Czy takie zachowanie dotyczy wszystkich pozabezpiecznych stylów czy szczególnie unikowego?
Wszystkich trzech. Unikowy jest najpłytszy. Kolejny to ambiwalentny, w którym doświadczenie ideału i dewaluacji – czyli partner jest najgorszym diabłem na świecie i najwspanialszym aniołem, bez którego nie mogę żyć – jest silniejsze, więc proces wymaga więcej pracy. Najgłębszy – styl zdezorganizowany – rzadko występuje. Jest to, niestety, styl bliższy doświadczeniu psychotycznemu, w którym panuje pewnego rodzaju chaos i niemożliwość rozpoznania, kiedy kocham, a kiedy nienawidzę.

Jeśli chodzi o rozpoznawanie swojego stylu przywiązania, to pomocne, choć trudne i czasami bardzo bolesne, może być także spytanie przyjaciół, czy aby ciągle nie powielamy tego samego schematu w związkach. Nam może się bowiem wydawać, że stosujemy nowe rozwiązania, ale w praktyce ciągle zachowujemy się tak samo, a emocje na tyle zniekształcają nam odbiór, że tego nie dostrzegamy. Tymczasem przyjaciele to widzą i mogą powiedzieć, że na przykład ciągle wybieramy osoby, którymi się trzeba opiekować.

I skoro już to dostrzeżemy u siebie – jak się zmienić?
U osoby z pozabezpiecznym stylem przywiązania główny problem ze zmianą może polegać na tym, że doświadczenie zapisane na podstawowej matrycy relacji uczy, że innym nie można zaufać. Można robić krok po kroku pewne eksperymenty i sprawdzać, czy mogę zaufać swojemu partnerowi albo partnerce, czy nie.

Jednak bardzo trudno eksperymentować na sobie…
Zgadzam się, dlatego zapraszamy na terapię, gdzie poza różnymi analizami, dlaczego tak się zachowujemy i co robić, by to zmienić, tworzymy bezpieczne warunki testowania rzeczywistości. Samemu jest trudno zmienić pozabezpieczny styl przywiązania, jednak można próbować, sprawdzać, ponieważ jedna z teorii mówi o różnym nasileniu unikowego stanu przywiązania. I jeśli w naszym przypadku to nasilenie będzie niewielkie, może być łatwiej pracować samodzielnie.

A może dobrym rozwiązaniem będzie partner z bezpiecznym stylem przywiązania?
Niestety, ani teoria, ani badania nie dają dużo nadziei. Teoria mówi, że jeżeli ktoś ma bezpieczny styl przywiązania i ufa, że partnerka czy partner specjalnie go nie zrani, to zakłada, że po jakiejś kłótni druga strona będzie, owszem, trochę obrażona, ale odpowie zbliżeniem na próbę zbliżenia. W związku z osobą z pozabezpiecznym stylem przywiązania to tak nie zadziała: na próbę zbliżenia najpierw odpowie w ten sam sposób, ale nagle zareaguje odrzuceniem, atakiem, zdradą… Osoba z bezpiecznym stylem przywiązania nie wie, co się dzieje, ale jest gotowa spróbować ponownie. Jednak gdy sytuacja powtarza się znów i znów, nie chce być więcej raniona, porzucana, atakowana, a to jest, niestety, część codziennego doświadczenia partnera z pozabezpiecznym stylem przywiązania. I na tym polega jego dramat, bo jest przeświadczony, że nie ma wyjścia: albo taki związek, albo żaden.

Badania dość jednoznacznie wskazują, że zarówno osoby z bezpiecznym, jak i pozabezpiecznym stylem przywiązania wiążą się z partnerami o podobnych skłonnościach. W przypadku osób reprezentujących pozabezpieczny styl przywiązania może to być albo dwoje partnerów unikowych, albo unikowy z ambiwalentnym.

Czysto teoretycznie wydawało mi się, że przy partnerze z bezpiecznym stylem przywiązania będzie łatwiej eksperymentować, jednak faktycznie za którymś razem może on powiedzieć: „dość”, bo wie, że związek nie musi tak wyglądać.
To wszystko zależy jeszcze od stopnia nasilenia. Bo jeśli ktoś ma styl unikowy, ale nie bardzo silny, i zdążył się trochę rozeznać, że ciągle ucieka i ma już dość takich związków, a jest bardzo zdeterminowany i zadba o wsparcie przyjaciół – to kiedy pozna osobę z bezpiecznym stylem przywiązania, będzie większa szansa na zmianę. Być może będzie się starał komunikować, co czuje, zamiast od razu odrzucać czy atakować partnera.

Skoro osoba z pozabezpiecznym stylem przywiązania nie widzi innej możliwości niż związek oparty na ciągłym zbliżaniu się i odrzucaniu, to czy łączy pan style przywiązania z tym, że się upatruje w partnerze całego świata i
za dużo oczekuje od niego?
Widzenie w partnerze całego świata to raczej perspektywa dziecięcego postrzegania, na zasadzie: rodzic mnie ochroni przed całym światem. Z tym że zamiast rodzica jest to ten mężczyzna albo ta kobieta. Można to wiązać na przykład z tak zwaną ekwiwalentnością psychiczną, czyli utożsamianiem świata swoich emocjonalnych życzeń ze światem rzeczywistym – jeśli przeżywam kogoś jako taką cudowną osobę, to znaczy, że on taki jest. To charakterystyczne dla trzylatków i wtedy to nie jest groźne, gorzej jeśli takie przekonanie mają 20-, 30- czy 40-latkowie. Takie zjawisko może towarzyszyć pozabezpiecznemu stylowi przywiązania, ale niekoniecznie.

Czy zmiana stylu pozabezpiecznego na bezpieczny jest trwała, czy wciąż musimy się lękać powrotu starych zachowań w relacjach?
Nie, zwykle tego typu zmiany są trwałe, na poziomie podstawowej matrycy. Dane pokazują, że zmiana w terapii jest na tyle głęboka, że ludzie mają poczucie innej tożsamości. Czasami wręcz mają takie odczucie, jakby ich wspomnienia dotyczyły przeszłości innej osoby.

8 kroków do bliskości

Jeśli pracujesz nad zmianą stylu przywiązania z unikowego na bezpieczny:

Nie działaj impulsywnie. Jeśli ktoś najpierw ci się podoba, ale po chwili zmieniasz zdanie, zastanów się, czy nie jest to tzw. strategia dezaktywacyjna, czyli sposób na zdystansowanie się i powstrzymanie rodzącego się przywiązania.

Skup się na budowaniu wzajemności, zamiast demonstrować swoją niezależność. Jeśli oboje poczujecie się bezpiecznie, będziecie mogli realizować swoje cele bez wzajemnego wzbudzania niepokoju.

Szukaj partnera/partnerki z bezpiecznym stylem przywiązania. Związek z kimś takim oznacza lepszą przestrzeń do budowania zaufania.

Powstrzymuj się od nadinterpretacji zachowań partnera/partnerki na niekorzyść. Skoro jest z tobą w związku, to zależy mu/jej na twoim poczuciu bezpieczeństwa.

Praktykuj wdzięczność. Codziennie zapisuj przynajmniej jedną dobrą rzecz, którą dał ci związek.

Pożegnaj się z mitycznym byłym/byłą. Idealizowanie osoby z przeszłości może posłużyć ci za pretekst do dystansowania się wobec aktualnego partnera/partnerki.

Zapomnij o teorii dwóch połówek jabłka. Nie czekaj na wyśnionego partnera/partnerkę, lecz wybierz zwykłą osobę, w której towarzystwie dobrze się czujesz, i pozwól, abyście się do siebie zbliżyli.

Wykorzystuj istniejące okazje, np. wycieczkę, wyjście do kina, żeby się do kogoś zbliżyć, zamiast robić z tego wielkie wydarzenie. To tzw. teoria rozpraszania, która osobom reprezentującym unikowy styl przywiązania pozwala opuścić gardę.

Dr Bartosz Zalewski psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze