Sukces: na czym dziś polega?

fot.123rf

Rywalizacja może przynosić profity. Mobilizuje, zagrzewa do pracy, sprawia, że osiągamy lepsze wyniki…

Konkurencja jest OK na meczu koszykówki. W pracy ogranicza, bo myślimy o tym, kto nas oszuka albo okradnie, zamiast o współpracy. Istnieje strategia biznesowa błękitnego oceanu i… czerwonego oceanu. Wynikają z nich dwie różne postawy przedsiębiorcy. Propagatorzy nowego myślenia w biznesie mówią: „Zamiast walczyć w krwawych wodach czerwonego oceanu, możesz odnaleźć przestrzenie tego błękitnego, pełnego szans, spokoju i zasobów”. Zamiast stylu działania: wygrana – przegrana, można przyjąć w pracy styl: wygrana – wygrana. Jeśli ktoś sięga po jakieś zasoby, nie walczmy z nim. Pozwólmy mu wygrać, a sami sięgnijmy po inne i też wygrajmy. Wystarczy rozejrzeć się i je dostrzec.

Piękne słowa. Jak to się ma do praktyki?

Po 15 latach pracy jako menedżer w high-tech chciałem zacząć zarabiać jako trener. Dopóki bałem się konkurencji i pracowałem sam, trzęsąc się ze strachu, by klienci nie odeszli do innego coacha, nie odnosiłem sukcesów. A potem zmieniłem filozofię i zacząłem wyznawać zasadę: wygrana – wygrana. Mówi się: „Zwyciężaj siłą zwycięstwa”. Oznacza to, że jeśli połączysz się z dotychczasowym konkurentem, znajdziecie sposób na współpracę, dzięki której i ty wygrasz, i on też, to otrzymacie znacznie więcej niż sumę dwóch wygranych. W wyniku synergii twojej i jego siły pojawi się trzecia dodatkowa. Jednym słowem, w nowoczesnym biznesie 1+1 = więcej niż 2.

Jak doświadczyłeś istnienia tej dodatkowej, trzeciej, siły, gdy przestałeś rywalizować?

Wykreowaliśmy w firmie z innymi trenerami program znacznie bogatszy, niż byłby w stanie stworzyć każdy z nas oddzielnie. Zmieniliśmy postawę umysłu wobec współpracy. Mogliśmy dzięki niej dzielić się ze sobą doświadczeniami, a i pomysłami na pozyskanie klientów bez lęku, że jeden ukradnie coś drugiemu. Wszyscy razem staliśmy się czymś więcej niż sumą pojedynczych osób. Pojęliśmy, że jest więcej potencjalnych chętnych klientów, niż jesteśmy w stanie zmieścić w grafikach. Wkrótce, mieszkając w Izraelu, zacząłem trenować klientów w Singapurze. Przez Skype’a. Stary koncept głosi, że trzeba jeździć do różnych miejsc, by szukać tam pracy. Nieprawda. Można siedzieć w domu na krześle i otwierać rynek na antypodach.

Współpracować, a nie rywalizować. Co jeszcze możemy zmienić w postawie, żeby osiągnąć zadowolenie z wykonywanego zajęcia, a przy okazji zarobić?

Nowy paradygmat biznesowy mówi, że zasada: 1+1 = więcej niż 2, nie dotyczy tylko dochodów. W Izraelu na przykład zaczęły powstawać tzw. firmy społecznej ekonomii. Mają więcej niż jeden podstawowy cel. Mierzą sukces nie tylko stanem konta, ale i tym, jak ich produkt czy usługa przysłużyły się społeczeństwu. Staje się to dziś coraz cenniejszą wartością. Czasem warunkiem, by firmę szanowano.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »