fbpx

Sytuacja kryzysowa – jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?

Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?
Ilustracja Rafał Kucharczuk

Sytuacje kryzysowe – choroba, rozwód, utrata pracy, upadek firmy – i rozpada nam się znany do tej pory świat. Zobaczyć w sytuacji kryzysowej coś pozytywnego? To ostatnia rzecz, jaka przychodzi nam do głowy. A może jednak?

Maj 2020, hotel Jaworowy Dwór w Trębkach Nowych. Pusto, cicho, tylko zieleń bezczelnie domaga się podziwu. A podziwiać nie ma kto, bo od połowy marca hotel zamknięty z powodu pandemii. Właścicielka Bożena Szok z dnia na dzień została bez środków do życia. Musiała zwolnić część pracowników, ponieważ wszystkie rezerwacje zostały anulowane. Przeżywa ten kryzys podwójnie – także jako prezes Stowarzyszenia Hotele Historyczne w Polsce, skupiającego 49 hoteli z duszą rozsianych po całym kraju, które są w podobnej sytuacji.

– Usiąść i płakać? To nie ja – śmieje się Bożena. – Przeszłam w życiu tyle kryzysów, więc przejdę i ten.

Ten pierwszy zaczął się, kiedy miała 33 lata, w przeddzień ferii zimowych jej bliźniaków, wtedy pierwszoklasistów. Cała rodzina spakowana na narty, a ona zauważa wybroczyny na całym swoim ciele. Postanawia przed wyjazdem skontrolować się u lekarza. Z pierwszych badań wynika, że to białaczka. Jeszcze tego samego dnia zostaje w szpitalu, spędzi tam, z przerwami, 13 lat. Kolejni lekarze i kolejne badania, w końcu diagnoza: małopłytkowość. Inwazyjne leczenie powoduje spadek odporności i inne choroby: zakrzepicę, raka węzłów chłonnych i skóry. A jakby tego było mało, uaktywnia się jeszcze wirus zapalenia wątroby typu C. – Moje życie to choroba i okruchy radości pomiędzy – podsumowuje tamten czas.

Jednym z takich okruchów są wakacje w Chorwacji w 2003 roku. Z mężem i dziećmi zwiedzają cały basen Morza Śródziemnego, pływając łodzią motorową. Pewnego dnia mąż Bożeny doznaje lekkiego urazu znamienia na plecach, ale rana długo się nie goi. Po powrocie do Polski okazuje się, że to czerniak. Pół roku później ma przerzuty do mózgu, a po półtora roku umiera. Świat Bożeny rozpada się na kawałki. Dzieci są już dorosłe, studiują, syn w Australii. Wydawałoby się, że karta w końcu się odwróci. Nic z tego. Bożena znów ląduje w szpitalu. Kiedy jej stan się pogarsza, dzwoni telefon ze szpitala w Sydney. Obcy głos informuje ją beznamiętnie, żeby przyjechała pożegnać się z synem, który w ciężkim stanie trafił do szpitalu z powodu powikłań po mononukleozie.

– To był najbardziej traumatyczny moment w moim życiu – mówi. – Totalny cios. Syn w końcu z tego wyszedł, ale ja myślałam wtedy, jeden jedyny raz, że już się nie podźwignę.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Zrozumieć, co się z nami dzieje

Agnieszka Mościcka-Teske z Uniwersytetu SWPS potwierdza: – Ryzyko, że kryzys może kogoś zabić albo całkowicie wyczerpać, niestety, istnieje. Teraz na przykład obserwujemy wzrost zaburzeń depresyjnych i lękowych, a przypuszczamy, że za jakiś czas będzie przybywać zaburzeń po zespole stresu pourazowego (PTSD) – czyli u części osób obecny kryzys przełoży się na długotrwałą negatywną zmianę ich życia. Na kryzysy można bowiem spojrzeć z dwóch perspektyw: z perspektywy bezpośredniej reakcji na trudne sytuacje i tej długofalowej, zmieniającej oś w torze naszego życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Każdy z nas doświadcza kryzysów, wśród których są te rozwojowe, czyli związane z ukończeniem szkoły, początkiem i zmianą pracy, pojawieniem się dziecka, przekroczeniem pewnego wieku (stąd kryzys wieku średniego). Erik Erikson, amerykański psycholog ubiegłego wieku, wyróżnił osiem kryzysów w życiu człowieka, a każdy powiązał z określonym etapem życia. Począwszy od pierwszego, gdy dziecko oddziela się od matki, a skończywszy na kryzysie związanym ze starzeniem się. Towarzyszą im często niepokoje egzystencjalne, pytania o sens i cel życia.

– To niełatwe przeżycia, ale stajemy przed nimi wszyscy – mówi Agnieszka Mościcka-Teske. – Są też jednak takie kryzysy, które nie zdarzają się każdemu, katastroficzne, związane z jakimś dramatycznym wydarzeniem, które zmieniają poważnie funkcjonowanie ludzi i ich stan emocjonalny.

Psycholożka zauważa, że te pierwsze, rozwojowe, są konieczne, żeby wejść na dalszy etap życia, żeby się rozwinąć. Jedni przechodzą je lepiej, inni gorzej, natomiast te katastroficzne są trudne dla większości z nas. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co się z nami dzieje.

– Pierwsza reakcja na kryzys może być intensywna, podobna do szoku, zawsze składa się z reakcji emocjonalnej i poznawczej – wyjaśnia psycholożka. – Nasz sposób przeżywania i myślenia bywa wtedy rozpięty na wysokiej amplitudzie: od radości do smutku, od złości do odrętwienia emocjonalnego. Czasami możemy mieć poczucie, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że nas nie dotyczy i że my sami jesteśmy kimś innym, niż byliśmy do tej pory. Ludzie reagują tak w stanie zagrożenia.

Ten mechanizm nazywamy w psychologii derealizacją i depersonalizacją. Z grubsza polega na tym, że nasz mózg próbuje radzić sobie, oddzielając nas od realiów, fundując nam odczucie, że jesteśmy obok, że to nie my uczestniczymy w danej sytuacji, a to, co się właśnie rozgrywa, to jakiś ponury film. Czasami mózg „zamraża” nas fizycznie – leżymy na kanapie i nie możemy ruszyć ręką ani nogą. Nasze procesy poznawcze ulegają wtedy dezorganizacji, chaosowi, mamy problemy z koncentracją, kojarzeniem, utrzymaniem uwagi.

Psychologowie podkreślają, że to naturalne reakcje i że trzeba je zaakceptować. Agnieszka Mościcka-Teske: – One nie są nam dane przypadkowo. Mają nas przestawić na inne tory funkcjonowania, zmienić nasz dotychczasowy sposób myślenia, poziom energii, który wkładaliśmy w różne aktywności. Bez przesady można powiedzieć, że więcej problemów może rodzić udawanie, że nic się nie dzieje, niż pozwolenie sobie na przeżywanie prawdziwych emocji.

Coach Monika Kraft: – Nawet w najgłębszym kryzysie warto się zatrzymać i zastanowić. Co to wszystko znaczy? Dlaczego akurat na tej ścieżce się wyłożyliśmy i właśnie w ten, a nie inny sposób. Może trzeba iść inną ścieżką, może biegać inaczej, w innych butach?

W kryzysie powinniśmy więc, po pierwsze, uświadomić sobie, co się z nami dzieje, na przykład, że przeżywamy lęk. Po drugie, rozpoznać reakcje ciała, które się z nim wiążą, na przykład to, że ściska mnie w gardle na dźwięk karetki za oknem. Po trzecie, uznać, że ten symptom jest czymś naturalnym, a nie, że to oznaka mojej słabości. Po czwarte, pozwolić sobie na odczuwanie tych emocji. Bo jeśli nie damy sobie prawa do ich ekspresji, to one nie znikną w magiczny sposób, tylko będą utrzymywać się w naszym organizmie w postaci paraliżującego napięcia.

Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?
Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– Nie da się oszukać naturalnych reakcji ciała i mózgu w odpowiedzi na zagrożenie – przestrzega psycholożka. – Nawet jeśli będziemy wspaniale grać, że nic się nie dzieje, to i tak fizjologia zrobi swoje. Pozwolenie jej na działanie to najbardziej naturalny sposób przejścia przez sytuację kryzysu. Warto pamiętać – i to po piąte – że w kryzysie, obok zmiany w warstwie emocjonalnej, pojawia się też zmiana naszej aktywności. Może spaść nasza produktywność, może nic nam się nie chcieć, możemy nie wykazywać elastyczności w działaniu. I to też jest OK. W kryzysie katastroficznym nasze siły nastawione są bowiem bardziej na to, żeby się ratować, a nie na to, żeby się rozwijać. Nie działajmy wbrew organizmowi. Z czasem możemy wrócić nawet do większego poziomu aktywności.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Nie poddawać się

Intrygujące jest to, że jedni od razu się poddają, inni walczą do upadłego. Bożena Szok: – Stosowałam się przykładnie do zaleceń lekarzy, ale choroba była jakby z boku. W samym centrum było zawsze życie. Może to mnie ratowało, że zawsze myślałam pozytywnie, że chciałam iść do przodu, coś robić, także dla innych, a nie rozpamiętywać, dlaczego coś mnie spotkało.

Rok 2007, Bożena jest leczona w Instytucie Hematologii i Transplantologii. Wokół młode dziewczyny z zaawansowanymi białaczkami. Patrzy, jak cierpią, jak gasną w oczach. Zaczyna opowiadać im o swoich podróżach z rodziną dookoła świata i o tej ostatniej z mężem do Peru i Boliwii, o książkach, filmach, o teatrze. Słuchają z zainteresowaniem. Bożena zastanawia się, co jeszcze dla nich zrobić. Może salon piękności? Koleżanki przynoszą jej całe pudła kosmetyków, suszarki, szczotki.

– Pierwszego dnia kręciłyśmy loki na perukach, drugiego był temat: odżywiamy i pielęgnujemy dłonie, kolejnego robiłyśmy sobie masaże stóp. Po tygodniu podłączone do kroplówek skakałyśmy na łóżkach. Ale każdego dnia było nas mniej, jak w nierealnym świecie. Przeniosłam wtedy salon do sali obok, potem na cały oddział. Jak wychodziłam ze szpitala, to lekarze poprosili mnie, żebym odwiedzała pacjentki, bo tak dobrze działa na nie moja terapia. Przychodziłam przez kilka lat.

W kryzysie zawsze wybierała działanie. Kiedy dowiedziała się, że mąż ma przerzuty i że nie ma dla niego ratunku, zabrała go do domu, zorganizowała potrzebne sprzęty, opiekę lekarską. W jego pokoju zawsze stały świeże kwiaty, grała muzyka. Starałam się być silna także dla dzieci, które przygotowywały się do matury.

– Powiedziałam im całą prawdę. Dzięki temu w ostatnich miesiącach patrzyli na tatę ze świadomością, że odchodzi, pielęgnowaliśmy go na zmianę. Nie rozpaczałam przy nich. Zapewniałam ich, że cokolwiek się stanie, zawsze będziemy razem. I że nadal będziemy podróżować po świecie jak wcześniej z ojcem. W pierwsze wakacje po jego śmierci wyprawiliśmy się we trójkę na Sycylię.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Znaleźć swój potencjał

Skąd czerpać siły, energię, gdy świat się wali? Bożena odpowiada: – Z tego, co wyniosło się z domu. Ona wyniosła wolność. Nikt nie przeszkadzał jej w braniu odpowiedzialności za swoje pomysły. Rajd rowerowy? Proszę bardzo. Podchody z czwórką młodszego rodzeństwa? Jak najbardziej. Kiedy coś jej się udało, rozpierała ją radość, a kiedy nie wyszło – próbowała ponownie. Potem już wiedziała, że zawsze sobie poradzi.

– Dom to podstawa – twierdzi Bożena. – Ale jak ktoś miał słabe dzieciństwo, to też nie stoi na straconej pozycji. Każdy ma jakiś potencjał, jakieś talenty, trzeba tylko postarać się je odnaleźć.

Wcześniej źródłem jej siły był mąż. Wzajemnie się inspirowali i wspierali. Pewnego dnia stanęli przed zrujnowanym dworkiem w szczerym polu w Trębkach Nowych i on zapytał: „Może go odbudujemy?”. Ona odpowiedziała bez wahania: „No pewnie!”. I tak uratowali zabytek dziedzictwa narodowego, tworząc najpierw w tym miejscu dom dla siebie, potem biznes.

– Z moim mężem wszystko było możliwie. Taka miłość zostaje na resztę życia. Ale to nie znaczy, że zamknęłam się na nowe uczucie. Mam wspaniałego partnera. Chyba jestem szczęściarą – śmieje się.

Cała ona. Nigdy się nie załamała. Wracała do domu ze szpitala i starała się żyć normalnie. Robiła wszystko na maksa, jakby jutro był koniec świata. W najtrudniejszym momencie choroby zaczęła uczyć się włoskiego, żeby móc rozmawiać, podróżując do Włoch, czytać przepisy z włoskich książek kucharskich, bo uwielbia gotować. Nie przestawała marzyć, na przykład o tym, że pojedzie na wakacje i założy narty wodne, co do tej pory jej się nie udało, a uprawia wiele sportów.

Sytuacja kryzysowa - jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych?
W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. (Ilustracja Rafał Kucharczuk)

– W najtrudniejszych chwilach pomagali mi, oczywiście, przyjaciele. Czasem wystarczył mały znak: telefon, makowiec zawiązany czerwoną wstążką, i od razu robiło się lepiej. Rok po śmierci męża nasz przyjaciel Piotr Łyszkiewicz zaprosił mnie na pierwszą edycję swojego festiwalu Ladies’ Jazz do Gdyni. Jestem tam co roku od 15 lat. Nie mogę radzić nikomu, jak przeżyć kryzys, ale wiem jedno: trzeba być szczerym wobec siebie. Jak mamy ochotę popłakać, płaczmy, jak potańczyć, róbmy to, jak chcemy być sami, odizolujmy się, byleby nie na długo, bo energia pozytywnych ludzi bardzo się w takich chwilach przydaje. Nawet w samym środku beznadziei trzeba szukać powodów do radości, choćby małych. Cieszyłam się jak dziecko na przykład z tego, że kiedy chorowałam, przyjaciele pomogli mi na święta wielkanocne przenieść łóżko z sypialni na piętrze do salonu na parterze i że mogłam być z nimi. Zawsze wymyślałam coś, na czym mogłabym się skupić, żeby nie zajmować się nieszczęściami. Wierzyłam, że one miną. No i zawsze ratowały mnie koty i jazz.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Wyjść poza schematy działania

Agnieszka Mościcka-Teske wyjaśnia, że reakcja na kryzys zależy od wielu czynników. Po pierwsze, od tego, na ile uderza on w coś, co jest dla nas cenną wartością. Im mocniejsza jest zagrożona wartość, tym bardziej przeżywamy jej utratę. Po drugie, ważne jest nasze doświadczenie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, ale nie takimi, które by obciążały psychikę we wczesnych okresach rozwojowych, jak przemoc. Po trzecie, liczy się stan zdrowia, odporność fizyczna, siła. I po czwarte, ważne są nasze cechy indywidualne, które nazywamy zasobami, jak optymistyczne podejście do życia (ale nie polegające na ślepej wierze), przekonanie, że świat jest uporządkowany, że jestem skuteczna. W radzeniu sobie z kryzysem pomagają też dobre doświadczenia w relacjach z ludźmi, sukcesy na koncie, takie na miarę naszych możliwości. Bardzo ważne jest też coś, co nazywa się rezyliencją, czyli prężnością psychiczną, która polega między innymi na umiejętności radzenia sobie ze stresem, byciu świadomym swojego stanu emocjonalnego oraz na pozwalaniu sobie na jego odczuwanie i interpretację. Jeśli rozumiem, co się ze mną dzieje, mogę dzięki temu zrozumieć także to, co się może dziać z innymi ludźmi.

Ktoś może powiedzieć: „Nie radzę sobie z kryzysem, bo nie mam odpowiednich cech”. – Rzeczywiście, temu komuś może być trudniej, ale dobra wiadomość dla niego jest taka, że całe życie można wzmacniać swoje zasoby – odpowiada psycholożka.

W jaki sposób? Na przykład poprzez podejmowanie wyzwań, które wymagają od nas wyjścia poza strefę komfortu i utarte schematy działania. Stresujemy się przed nowymi rozwiązaniami? Mimo to je podejmujmy, bo w ten sposób uczymy się zaradności. Boimy się trudnych decyzji? Ale one budują naszą autonomię, która z kolei daje nam poczucie niezależności. Sami możemy wypracować sobie także inną ważną umiejętność, która pomaga, zwłaszcza w pierwszych momentach kryzysu, czyli uważność na siebie. Jest nam źle? Pomyślmy, czego chce nasze ciało: spać, poćwiczyć, przytulić się do kogoś. I adekwatnie zareagujmy.

Psychologowie zauważają, że poradzenie sobie z kryzysem może być naszym cennym zasobem. Buduje bowiem poczucie sprawczości, skuteczności. Dlatego tak ważne, żeby uczyć tego już małe dzieci. Czyli żeby ich nie wyręczać, nie pozbawiać trudnych doświadczeń, choć, oczywiście, nie mogą to być trudności permanentne, wywołujące traumy.

Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Szukać wsparcia

W poradzeniu sobie z kryzysem niezwykle ważne jest wsparcie społeczne, zarówno rodziny, przyjaciół, jak i to profesjonalne. Psychoterapeuci zalecają unikanie ludzi pogłębiających nasze lęki, narzekających, a otaczanie się tymi, którzy działają na nas uspokajająco, dają poczucie bezpieczeństwa.

– W każdym kryzysie tkwi jakaś szansa – zapewnia Agnieszka Mościcka-Teske. – Pewnych działań nigdy byśmy nie podjęli, gdyby nie trudna sytuacja. Ona zmusza nas do zmiany, staje się konieczną lekcją rozwoju. Bo w procesie każdej zmiany tak naprawdę poszukujemy samego siebie, tego – jak to określa znany amerykański psycholog Martin Seligman – czym w istocie jesteśmy. Dzięki kryzysom zbliżamy się do naszych najbardziej indywidualnych potrzeb, które pozwolą nam żyć swoim życiem. Warto przez nie przejść choćby po to, żeby to odkryć.

Monika Kraft: – Każdy kryzys staje się tak naprawdę okazją do tego, żeby wejść na sto procent w perfect sense, w odczuwanie ciała, zmysłów, emocji. Zacząć widzieć, słyszeć to, co widzieliśmy, słyszeliśmy sto razy, ale co do nas nie docierało. To wspaniała szansa na prawdziwy kontakt ze sobą. Czego chcę od życia, innych, siebie? Czy żyję swoim życiem, czy cudzym? Każdy kryzys niesie wiele informacji, z których możemy skorzystać i zmienić swoje życie albo nie skorzystać i popaść w stagnację, bezruch, czyli odciąć się od swojej mocy. I wtedy nawet Budda nam nie pomoże. Bo trzeba otworzyć drzwi od środka, żeby tam ktoś mógł zajrzeć. A poza tym świat bez trudności byłby nudny, ludzie nie mieliby motywacji do działania. Kryzysy są dla nas niesamowitą informacją rozwojową, żebyśmy mogli odnaleźć siebie i dopiero na tej podstawie budować naszą aktywność.

Johanna Kern, polska reżyserka i trenerka motywacji od lat mieszkająca w Kanadzie, pisze na swoim blogu: „Jeśli twój umysł zaprząta lęk, pomyśl: To są tylko myśli, a myśli można odmienić. Nigdy nie poddawaj się, myśląc o jutrze, tylko dlatego, że coś wydaje się niemożliwe dzisiaj”.

Bożena Szok: – Kiedyś moja ciotka powiedziała: „Za jaką karę to wszystko cię spotkało”. A ja tak na to nie patrzę. Dla mnie każdy kryzys to jakaś nauka. Dzięki temu wszystkiemu, przez co przeszłam, nauczyłam się cieszyć z każdego przeżytego dnia, doceniać to, co mam. Wielu ludzi straciło teraz pracę, wiele firm jest w kryzysie. Kto pierwszy się podniesie i zacznie działać, odniesie sukces. Co ja robię? Już na początku zaangażowałam się w prace nad tarczą antykryzysową dla naszej branży. Sprzedajemy vouchery na pobyty w późniejszych terminach. Ramię w ramię z moimi pracownikami pielę ogród, sadzę kwiaty, robię porządki, żeby Jaworowy Dwór był przygotowany na przyjazd gości. Ten czas nie jest łatwy, ale staram się wykorzystać go do przemodelowania firmy i swoich nawyków. Najgorsze, co można sobie zafundować, to wymówki, że nic się nie da zrobić. Zawsze się da.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze