fbpx

Szkoła uczuć – Karolina i Kacper

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
Karolina i Kacper Rybińscy (Fot. Marta Rybicka)

Cztery pary – każda z nich na zupełnie innym etapie życia – pytamy o to, jak im udaje się „naprawiać” miłość każdego dnia, oraz o to, jak ta miłość zmienia się z czasem. Tym razem rozmawiamy z Karoliną i Kacprem.

Poznaliśmy się w pracy. Moi szefowie wysłali mnie do Sopotu, do filii firmy, w której pracowałem, żebym spojrzał swoim okiem, co można by ulepszyć. I spojrzałem… na Karolinę! – wspomina Kacper. – Nic nie trzeba było w niej ulepszać! To było zauroczenie od pierwszej chwili. Bardzo silne. Potem okazało się, że z obu stron. I oboje nie byliśmy nastawieni na żadną damsko-męską grę, tylko od samego początku na totalną szczerość. Ja byłem w trakcie rozwodu, a Karolina w mocno już luźnej relacji ze swoim chłopakiem, który od długiego czasu był za granicą – mówi Kacper.

– Dokładnie pamiętam pierwszą myśl, która przeszła przez moją głowę: „To mógłby być mój narzeczony”– opowiada Karolina. – Przez te kilka dni, kiedy Kacper był w Sopocie, zbliżyliśmy się do siebie do tego stopnia, że zaproponował mi, żebym pojechała z nim do Warszawy. Warszawy nie lubiłam, nigdy mnie do niej nie ciągnęło i kiedy zapraszali mnie wcześniej znajomi, zawsze odmawiałam. Ale wtedy w głowie słyszałam tylko myśl: „Jedź, musisz jechać!”. Pojechałam. Zostałam na dwa tygodnie. A potem Kacper odwoził mnie do Trójmiasta. Dojechaliśmy, zjedliśmy pożegnalny obiad i… wróciliśmy razem do Warszawy. Nie mogliśmy się rozstać. To wszystko potoczyło się momentalnie, po miesiącu znajomości przeniosłam się na studia do Warszawy, zamieszkaliśmy razem. To był ogień.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

– Pokochałem ją bardzo szybko. Po moim pierwszym nieudanym małżeństwie miałem takie przeświadczenie, że rodziny nie zakłada się wtedy, kiedy bierze się ślub – bo ten niczego nie gwarantuje, jak się przekonałem – ale rodzina jest wtedy, kiedy pojawia się dziecko. Powiedziałem to wszystko otwarcie. Okazało się, że oboje chcemy mieć dzieci, i to już. Od razu zaczęliśmy się o nie starać. Do tej pory, a jesteśmy razem 13 lat, niektórzy znajomi są przekonani, że nasz najstarszy syn to była wpadka. Nie była! – opowiada Kacper.

– Od początku byliśmy ze sobą blisko. Choć dziś wiem, że tamto „blisko” nie było „pełne” i że aby powstała nierozerwalna więź, trzeba wiele razem przeżyć. My dostaliśmy od życia łomot – mówi Karolina.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

– Mikołaj, nasz pierwszy syn, pojawił się bardzo szybko – wspomina Kacper. – Rodzina i dom były dla nas obojga najważniejszą sprawą. Wiedzieliśmy, że chcemy mieć kolejne dziecko. Trzy lata po Mikołaju urodził się nasz drugi syn Adaś. I nadal było dobrze, a nawet jeszcze lepiej – opowiada Kacper.

– A potem, było to pięć lat temu, spotkał nas dramat, który prawie nas rozdzielił – mówi Karolina. – Los chciał, że pewnego dnia namiętność zwyciężyła nad rozumem, i… okazało się, że znowu jestem w ciąży. Byliśmy trochę przerażeni, bo trzeciego dziecka nie było w planach. Moja ciąża była bardzo trudna, czułam się źle psychicznie i fizycznie, był we mnie jakiś lęk, ale, oczywiście, z miłością czekaliśmy na Kubusia. Niestety, był z nami bardzo krótko. Zmarł, a nasz świat zawalił się w moment. Każde z nas przeżywało potworny ból, były chwile, kiedy zamknęliśmy się na siebie i w samotności próbowaliśmy mierzyć się z traumą. Ja uciekłam w świat malowania obrazów, a Kacper poczuł silną potrzebę powrotu do grania muzyki, którą porzucił 20 lat wcześniej. Oboje mieliśmy ogromne poczucie pustki, którą staraliśmy się jakoś zapełnić. Nasze małżeństwo zawisło na włosku. Wiedzieliśmy, że albo zawalczymy, albo rozpadnie się nasza rodzina. Zawalczyliśmy i pękł worek. To był moment, kiedy poznaliśmy siebie na nowo. Wtedy zaczęliśmy mówić sobie naprawdę wszystko. I ta szczerość do szpiku kości unaoczniła nam, że choć bardzo się kochaliśmy, nie byliśmy ze sobą dotąd na sto procent – opowiada Karolina.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

– Ten dramat, który nas spotkał – i który zostanie w nas już na zawsze – paradoksalnie okazał się jak oczyszczający prysznic – mówi Kacper. – Prawdą jest to, że gigantyczny kryzys może być dla związku zabójczy, ale może być też szansą. Dla nas stał się szansą. Pozwolił nam zbudować prawdziwą bliskość. Bez udawania, bez zamiatania pod dywan tego, co uwiera, przeszkadza, drażni.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

– Po śmierci Kubusia odważyłam się powiedzieć Kacprowi, że potrzebuję od niego zdecydowanie więcej, niż dostaję – dodaje Karolina. – Czułam to wcześniej, ale to wypierałam. Kiedy Kubuś odszedł, poczułam, że nie mam nic do stracenia, bo większy dramat już mnie nigdy nie spotka, i trzeba zagrać va banque. Podobnie było z moim malowaniem – jako Jacube (pseudonim) odnalazłam siebie.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

– To, co dziś mamy, jest gigantyczną siłą, zaufaniem, bezpieczeństwem, pewnością – mówi Kacper. – I mam poczucie, że niczego, co między nami było kiedyś, nie straciliśmy, tu nie ma coś za coś. Bo ten ogień, który był na początku, wciąż wraca, nauczyliśmy się go podsycać, po prostu dbamy o siebie. Znajomi śmieją się z nas, że ciągle siedzimy w domu, a jeśli gdzieś wychodzimy, to tylko razem. Ale to jest nasz sposób na życie. Wspólnie rozwijamy nasze pasje, wciągamy dzieci do świata tworzenia, namawiamy do wyrażania siebie, bo wierzymy, że to pomaga być lepszym – nam pomogło. Dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Takim krokiem w dbaniu o siebie było też na przykład zlikwidowanie telewizora. Potrafiliśmy spędzać wieczory i noce, oglądając seriale. A teraz ten czas poświęcamy na sztukę, wspólne czytanie i gadanie. O wszystkim albo o niczym, w zależności od dnia i nastroju – mówi Kacper.

Szkoła uczuć - Karolina i Kacper
(Fot. Marta Rybicka)

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>