fbpx

Jak się odblokować? Improwizuj!

Jak się odblokować? Improwizuj!
Improwizacja przygotowuje do radzenia sobie w zaskakujących sytuacjach. (Fot. iStock)

Gdybyśmy tylko mieli odrobinę więcej luzu i dystansu do świata i siebie, łatwiej radzilibyśmy sobie w sytuacjach stresowych. Wykorzystując techniki aktorskie można się tego nauczyć. Na dodatek, jak mówi trener praktycznej improwizacji Michał Mącznik, warsztaty improwizacji wzmacniają pewność siebie i uczą akceptować rzeczywistość.

Prowadzi pan warsztaty z praktycznej improwizacji. Co może zdziwić, nie są one adresowane do osób, które chcą potem występować na scenie, tylko tych, którzy chcą w życiu coś zmienić.
Uczestnicy to bardzo różne osoby, mają też rozmaite oczekiwania wobec warsztatów, ale rzeczywiście często łączy je potrzeba zmiany.

Improwizacja przygotowuje do radzenia sobie w sytuacjach niespodziewanych. Żeby w nich skutecznie działać, trzeba odwołać się do swoich zasobów oraz tego, co oferuje nam otoczenie. Czyli właśnie improwizować. Jak się tego uczy?
Zaczynamy od różnego rodzaju rozgrzewek, nie tylko ruchowych, ale też na przykład pomagających uczestnikom się skoncentrować, być tu i teraz. Chodzi między innymi o to, by każdy mógł się poczuć swobodnie w grupie. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu i trwają trzy godziny. Rozgrzewka jest ściśle powiązana z tematem dnia. Co tydzień jest on inny. Na pierwszych zajęciach często robimy następujące ćwiczenie: stajemy całą grupą w kole i liczymy od jednego wzwyż. Jak najdłużej. Każdy może powiedzieć kolejną liczbę. Chodzi jednak o to, żeby dwie osoby nie zrobiły tego jednocześnie, a jeśli tak się stanie – zaczynamy od początku. To ćwiczenie uczy większej uważności na innych i skupienia. Na początku często każdy chce jak najszybciej dołączyć do zabawy i w rezultacie kilka osób odzywa się jednocześnie. Dopiero po pewnym czasem uczymy się wyłapać odpowiedni moment i wtedy dołączyć.
Po rozgrzewce jest blok teoretyczny. Opowiadam wtedy, czym będziemy się zajmować na scenie i jak można to później wykorzystać w codziennym życiu. Następnie tworzymy improwizowane sceny – na przykład dwie osoby mają zagrać scenę w sklepie spożywczym, pamiętając o kilku zasadach. Jedną z ważniejszych jest unikanie blokowania.

Na czym ono polega?
Istnieje 21 różnych schematów blokowania, które często stosujemy także w codziennym życiu. Dzięki nim staramy się zachować kontrolę nad sytuacją, uniknąć tego, co nieznane, ryzykowne i trudne. Za ich pomocą bronimy się też przed zmianą. Improwizacja uczy, jak sobie z tym radzić, bo jej kwintesencją jest właśnie zmienianie siebie pod wpływem innych. Chodzi o akceptowanie tzw. ofert, czyli propozycji wysuwanych przez partnerów scenicznych. Na przykładzie scenki w sklepie spożywczym będzie to wyglądało w ten sposób, jeśli jedna osoba prosi o mąkę, a druga ją podaje – dochodzi do zaakceptowania oferty. Jeśli jednak ten, kto gra sprzedawcę, na prośbę o mąkę odpowie: „Nie jesteśmy w sklepie, tylko na stadionie”, to zablokuje tego, który gra klienta. Innym sposobem blokowania jest odraczanie, wyobraźmy sobie scenkę, w której jedna osoba puka do mieszkania drugiej i ta odpowiada: „zaraz otwieram”, ale nie idzie do drzwi, tylko zaczyna myć zęby, jeść, wkładać buty i tak dalej. Odracza spotkanie z nieznanym. Dużo bardziej odważnym wyborem byłoby otwarcie od razu drzwi.

No tak, dopóki tego nie zrobię, mam kontrolę nad sytuacją, mogę ją rozwijać tak, jak chcę.
Dokładnie tak. A jeśli pani otworzy drzwi, to może wydarzyć się wszystko. Stanie pani przed wielką niewiadomą. Dodatkowo ważne jest, by nie tylko akceptować świat, który stworzył na scenie nasz partner i jego ofertę, ale też nadawać wydarzeniom pozytywny kierunek.

Co to znaczy?
Wyobraźmy sobie scenę w sadzie. Nasz partner zrywa jabłko. Pozytywnym rozwinięciem będzie umycie tego jabłka i oddanie partnerowi. Negatywnym – wyrwanie mu jabłka i zjedzenie go.

Dlaczego? Przecież to może być interesujący sposób na rozwinięcie sceny. Będzie to „scena zazdrości o jabłko”.
To prawda, dodatkowo konflikt napędza akcję, ale zwłaszcza na początku nauki improwizacji ważne jest nastawienie na współpracę, wspieranie partnera. Pozytywne reagowanie ułatwia zaakceptowanie danej sytuacji. To przekłada się na pozytywne postrzeganie możliwości, jakie stwarza nam życie.

Wspomniał pan też o umiejętności bycia tu i teraz…
Tak, to kolejna ważna umiejętność, którą można wynieść z naszych warsztatów. Bez niej trudno jest reagować na to, co robi na scenie partner – albo myślimy o tym, co będzie dalej, albo analizujemy to, co przed chwilą zrobiliśmy. Nasz czas reakcji się wydłuża. To tak jak z prowadzeniem samochodu. Jeśli ktoś kieruje i jednocześnie rozmawia przez komórkę, to część jego zasobów poznawczych jest wykorzystywana na jedną czynność, a część na drugą. Jeśli zdarzy się coś niespodziewanego, na przykład na drogę wybiegnie zwierzę, ta osoba zareaguje na to z opóźnieniem.

Z czym uczestnicy zajęć mają największy problem? Zdarza się, że stają na scenie i nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić?
Tak, czasem zdarza się, że ktoś ma pustkę w głowie i jest tak spięty, że trudno mu cokolwiek wymyślić.

Jak pan mu wtedy pomaga?
Zdarza się, że namawiam na zmianę pozycji, proszę, żeby na przykład kucnął. Zmiana ułożenia ciała może czasem nas odblokować. Bywa też, że ktoś potrzebuje kilku ciepłych słów, przypomnienia, że cokolwiek zrobi, będzie dobrze. Jednak najlepiej działa odwołanie się do zasady, że to partner sceniczny i jego pomysły są najważniejsze. Takie przeniesienie uwagi na drugą osobę może być bardzo uwalniające. Zamiast zastanawiać się nad tym, jak się prezentujemy, zaczynamy się skupiać na tym, żeby nasz partner sceniczny dobrze wypadł. Zamiast ulegać lękowi przed oceną, koncentrujemy się na pozytywnym działaniu.

Czy uczestnicy warsztatów opowiadają panu potem o zmianach, które zaszły w ich życiu?
Ostatnio jedna z uczestniczek powiedziała, że przyszła na warsztaty, bo czuła, że w jej życiu panuje stagnacja. Po ośmiu tygodniach zaobserwowała dużą zmianę. I nie chodzi tylko o to, że sam udział w zajęciach był czymś nowym, ciekawym i oryginalnym. Stopniowo w jej życiu zaczęli pojawiać się nowi ludzie i nowe aktywności. Pewnie dlatego, że zaczęła dostrzegać różne możliwości i akceptować oferty innych. Osoby, które narzekają na życiową stagnację, często z lęku wybierają stare i bardziej bezpieczne rozwiązania: na przykład odrzucają zaproszenie do kina, bo nie chcą się zastanawiać nad wyborem filmu albo nie chcą ryzykować, że spotkanie będzie nieudane. Czasem też sam dostrzegam jakąś zmianę w uczniach, choćby większą swobodę i otwartość, z jaką komunikują się poza sceną.

Podobno wiele osób liczy, że dzięki tym warsztatom poradzi sobie z perfekcjonizmem. Tak, i improwizacja rzeczywiście w tym pomaga. Uczy elastyczności, luzu, dystansu, radzenia sobie w sytuacjach, w których tracimy kontrolę – one dla perfekcjonistów są bardzo trudne. Wiele osób po zakończeniu warsztatów zaczyna bardziej swobodnie prowadzić rozmowy i lepiej się porozumiewać z innymi. Na co dzień nawet jeśli staramy się stosować zasady dobrej komunikacji, to rzadko naprawdę skupiamy się na rozmówcy. Zwykle planujemy, co za chwilę powiemy. Improwizacja pozwala się tego oduczyć.

Czy dzięki improwizacji mamy też szansę zwiększyć poczucie własnej wartości? Myślę, że tak. To wynika m.in. z zasady akceptacji, którą kierujemy się podczas zajęć. Stosujemy ją wobec samych siebie i wobec innych, na scenie i poza nią. Warsztaty ułatwiają swobodną ekspresję, pomagają pozbyć się lęku przed byciem ocenianym. Nie spodziewałbym się jednak, że ktoś po ośmiu tygodniach warsztatów przewróci swoje życie do góry nogami. Gdyby stało się to w tak krótkim czasie, czułbym wręcz niepokój, że coś jest nie tak, bo diametralna zmiana podejścia czy nawyków nigdy nie jest łatwa i szybka. Większość ludzi zauważa jednak jakąś zmianę w sobie, a to dobry punkt wyjścia do dalszej pracy. Nie podchodzę do improwizacji jako do narzędzia terapeutycznego, tylko raczej jak do zestawu ćwiczeń rozwojowych, które pozwalają zdobyć różne miękkie umiejętności i poprawić jakość życia. Słyszałem jednak, że w niektórych krajach improwizacja jest wykorzystywana m.in. w leczeniu zaburzeń lękowych, a nawet jako wsparcie terapii osób z autyzmem.

Zastanawiam się, czy dla osób, które przeżywają kryzys psychiczny czy mają depresję, warsztaty improwizacji nie są zbyt dużym obciążeniem. Komu odradzałby pan udział w nich?
Osobie cierpiącej na zaburzenia psychiczne radziłbym przede wszystkim wizytę u specjalisty. Mimo to nie uważam improwizacji za ryzykowną, bo w przeciwieństwie chociażby do nauki dramy, nie wchodzimy głęboko w siebie lub przeżywane emocje. Improwizacja jest bardziej behawioralna. Natomiast myślę, że warto porozmawiać ze specjalistą o tym, czy warsztaty z improwizacji mogłyby być dobrym uzupełnieniem terapii.

?>