Terapia egzystencjalna: Jesteś autorem siebie

fot. iStock

Terapia egzystencjalna jest odpowiedzią na potrzebę nadania lub znalezienia sensu swojego istnienia oraz oswojenia lęku przed śmiercią. Głównym celem jest uzyskanie wolności, na którą zdaniem niektórych twórców tego nurtu jesteśmy skazani. Irvin Yalom, którego postać i najważniejszy przekaz opisuje w tym miesiącu Robert Rient, twierdzi, że kluczowe w tym procesie jest wzięcie odpowiedzialności za siebie.

Wspominam kolegów ze szkoły, którzy dokuczali mi i grozili, że zbiją mnie po lekcjach. Pamiętam z lektur historie o ojcach, którzy uczyli swoich synów, jak się bić. Marzyłem o takim ojcu. Dorastałem w czasach, kiedy Żydzi nigdy nie podejmowali walki, byli tymi, których się bije” – pisze Irvin Yalom w swojej najnowszej książce „Stając się sobą”. Ten 87-letni psychiatra (nadal przyjmuje pacjentów) i emerytowany profesor na Uniwersytecie Stanforda uchodzi za jednego z twórców terapii egzystencjalnej oraz prekursora terapii grupowej. W książce odsłania motywy, które skłoniły go do zajęcia się psychoterapią. Przyznaje, że jego zainteresowanie śmiercią wynikało ze strachu, z którym nie mógł sobie poradzić inaczej niż poprzez postawienie tego tematu w centrum.

Relacja to podstawa

Jedno ze wspomnień jego początków pracy w roli psychoterapeuty sięga 1964 roku, kiedy po ukończeniu medycyny i po trzech latach pracy na Uniwersytecie Stanforda trafił na ośmiodniowe szkolenie w południowej Kalifornii. Prowadząca poprosiła trzynaścioro uczestników, by wszystko, co będą mówili i czym będą się zajmowali, dotyczyło wyłącznie tu i teraz, i zajęła swoje miejsce. Zapadła krótka chwila milczenia, po czym uczestnicy grupy zaczęli wyrażać ukryte frustracje – zapłacili za szkolenie, na którym nic nie dostają. Początkowo Yalom włączył się do dyskusji, a w końcu doznał, jak sam pisze, olśnienia. Zrozumiał, że obserwuje trzynaście różnych reakcji na jeden i ten sam bodziec, dostrzegł w tym ogromny potencjał grupy: „Trzynaście różnych światów wewnętrznych! I te trzynaście różnych reakcji mogło być otwartą na oścież furtką do tych odmiennych światów”. W ten sposób ludzie znajdujący się w jednej, profesjonalnie prowadzonej grupie terapeutycznej mają szansę poszerzyć swoją świadomość oraz stać się bardziej otwarci na innych.

W całej swojej późniejszej pracy Yalom przykładał ogromną wagę do jakości relacji, którą terapeuta buduje z pacjentem. Twierdził, że to właśnie relacja ma moc uzdrawiającą. Zaczął prowadzić terapię grupową pod stałą superwizją – za lustrem weneckim proces był obserwowany przez innych psychiatrów. Pomagało to dostrzec i wyróżnić czynniki terapeutyczne, które wspierały i hamowały proces leczenia. Jednak w odróżnieniu od wielu terapeutów nie stawiał siebie w roli wszechwiedzącego czy szczęśliwszego.

Skupienie na procesie

Podejście humanistyczno-egzystencjalne, którego jest jednym z twórców (obok Victora Frankla i Rollo Maya), kładzie największy nacisk na człowieka uwikłanego w przekraczające jego zrozumienie doświadczenia. Według tego nurtu każdy człowiek jest odrębnym, niepowtarzalnym i niezwykle złożonym światem. I każdy odpowiada za swoje życie.

Wielu doświadczonych terapeutów – bez względu na nurt terapeutyczny, w którym pracuje – czerpie z podejścia egzystencjalnego. Kontakt terapeutyczny określany jest tu przymierzem, które zawiera dwójka osób lub grupa. Oparte jest ono na kilku niepodważalnych zasadach, takich jak dyskrecja i szacunek, oraz na indywidualnych zasadach wypracowanych w trakcie terapii. Celem terapii jest dotarcie do prawdziwego „ja” pacjenta, które nie pozostaje zakryte lękami egzystencjalnymi, poczuciem pustki czy braku sensu.

W swojej najsłynniejszej książce „Kat miłości” Yalom pisał, że bardzo dobrym i praktycznym narzędziem dla terapeuty egzystencjalnego jest skupienie się na procesie. „Możemy myśleć o procesie jako o czymś przeciwstawnym do treści. W rozmowie treść to wypowiedziane słowa i sprawy, które się omawia; proces natomiast to sposób, w jaki wyrażona jest treść. Szczególnie ważne jest tu to, co dany sposób komunikowania się mówi o charakterze relacji między uczestnikami rozmowy”.

Od narodzin do śmierci

Narodziny i śmierć egzystencjaliści zaliczają do kluczowych wydarzeń w życiu człowieka. Powszechność i pozorne oswojenie z faktem rodzenia się i umierania usypia kontemplację na temat kruchości naszej egzystencji. Tymczasem spokojne zmierzenie się z zagadnieniem przemijania w bezpiecznej przestrzeni gabinetu terapeutycznego pozwala uchronić pacjenta przed rozwojem wielu nerwic, kompulsji, ale też pogłębiającego się poczucia bezradności czy rozpaczy.

Do skonstruowania praktyki psychoterapii egzystencjalnej przyczyniła się wieloletnia praca Yaloma z pacjentami terminalnie chorymi – musiał zmierzyć się z własną bezradnością i pytaniami o sens pomagania komuś, kto za kilka miesięcy umrze. W książce „Kat miłości” pisał: „Czasem bagatelizuje się lęk przed śmiercią – przecież jest uniwersalny, któż nie wie o śmierci i nie boi się jej? Ale co innego wiedzieć o śmierci w ogóle i otrząsnąć się raz czy dwa razy na wieść o niej, a co innego bać się swojej własnej śmierci, czuć że zbliża się w każdym włóknie jestestwa”. To zainspirowało go do tego, by również osoby zdrowe konfrontować z nieuchronnością śmierci. Sposób był prosty: słuchanie pacjentów przy jednoczesnym uświadamianiu im, że życie nie będzie trwało wiecznie.

Często korzysta z bardzo prostego, ale mocnego ćwiczenia. Prosi, by pacjent narysował na pustej kartce linię Ω jej początek oznacza narodziny, a koniec śmierć. Następnie pacjent ma zaznaczyć na kresce punkt oznaczający teraźniejszość. Prawie zawsze to ćwiczenie wzbudza głęboką refleksję, co przekłada się na bardziej intensywną pracę podczas terapii.

Yalom powtarza, że „fakt śmierci nas niszczy, myśl o śmierci może nas zbawić”. Myśl o śmierci różni się od przeżywania lęku przed nią czy wypierania tego, że śmierć nadejdzie. Różni się też od rozpaczliwego zanurzania się w przygnębienie. Akceptacja tego, że nasze istnienie ma kres, może pomóc przewartościować życie, w tym konflikty z najbliższymi, realne i wyobrażone straty oraz hierarchię ważności.

Założenia terapii egzystencjalnej

W trakcie pracy terapeutycznej tą metodą – jak zapewniają jej zwolennicy – można osiągnąć prawdziwą wolność i spokój. Pomaga w tym:

  • zaakceptowanie wszystkich wydarzeń z przeszłości, bez względu na to, jak trudne czy niewygodne by były (zaakceptować znaczy uznać, że były – niekoniecznie je polubić);
  • zaprzestanie walki z przeszłością, ale wyciągnięcie lekcji z wszystkich doświadczeń (również ignorowanych, zarówno traumatycznych, jak i zachwycających);
  • zmierzenie się z powracającym poczuciem pustki, braku sensu, wyobcowania ze świata (terapia odpowiednia jest również dla ludzi z wahaniami nastrojów, lękami, nerwicami, depresją – nie jest odpowiednia dla ludzi potrzebujących interwencji, dla mierzących się z poważnym kryzysem wymagającym szybkiego działania, ponieważ terapia egzystencjalna trwa czasami kilka lat);
  • spotkanie z profesjonalną, doświadczoną osobą prowadzącą terapię, która nie tylko ukończyła psychologię czy szkołę psychoterapeutyczną, ale ma za sobą lata pracy w zawodzie oraz lata pracy nad własnym rozwojem;
  • badanie możliwości stojących przed osobą poddającą się terapii (bez przesadnego skupienia się na przeszłości i diagnozie pacjenta, która przez terapeutów egzystencjalnych czasami bywa postrzegana jako ograniczenie, stygmat);
  • rozmowa, analiza, słuchanie, wyrażanie – w terapii egzystencjalnej nie obowiązuje konkretna technika, psychoterapeuta pracujący w tym nurcie zazwyczaj ma ukończoną specjalizację w innych nurtach terapeutycznych, z których czerpie potrzebne w danym momencie narzędzia do pracy z pacjentem.