fbpx

Iwona Kozak: Dlaczego pokochałam ajurwedę, cz. I

Ajurweda
Fot. Iwona Kozak

Bo dzięki niej pokochałam życie. Zaczęło się od tego, że gdy kilkanaście lat temu zaczęłam praktykować jogę w najstarszym studio w Vancouver, nie wiedziałam, że zaledwie kilka budynków dalej prowadzi swoją klinikę medyczną dr. Siva Kumar Varma, lekarz ajurwedy z Indii.
Nie spodziewałam się , że jedna wizyta u niego sprawi, że ajurweda stanie się częścią mojego życia, i że dzięki jej mądrości otworzę się na miłość zarówno do siebie, do innych. jak i do życia. I że dzięki niej życie stanie się spełnieniem, a nie poszukiwaniem.

Ajurwedę można i należy studiować całe życie, bo to wiedza o tym jak żyć mądrze, zdrowo, w spełnieniu i miłości. Oczywiście samo studiowanie jest tylko namiastką tego, czego możemy zaznać gdy praktykujemy jej zasady w codziennym życiu. Pomimo, że od kilku lat stosuję jej zasady w sposobie odżywiania się i stylu życia, to jednak po 10 latach od pierwszej wizyty o dr. Varmy i wielu spędzonych z nim godzin na studiowaniu ajurwedy, postanowiłam pojechać do Indii, aby tam jej zaznać.

Zadzwoniłam więc do dr. Varmy i poprosiłam go o rekomendację ośrodka ajurwedy, zastrzegając, że chcę tam pojechać aby “doświadczyć autentycznej ajurwedy”, a nie takiej, którą sprzedaje się turystom w licznych ośrodkach/hotelach/spa. Chciałam tam pojechać na 5-tygodniowy program oczyszczania ciała, umysłu i zmysłów, tzw. pancha karma, który w ajurwedzie jest podstawowym programem profilaktycznym i leczniczym. Dr. Varma z radością odpowiedział: “Nareszcie! Musisz pojechać do ośrodka Vaidyagrama, bo tam ajurweda jest autentyczna i tam jej zaznasz. Ale to nie będą wakacje!”, dodał.

Indie – magiczne, uzdrawiające, rozwijające zarówno zmysły jak i świadomość – oferują każdą możliwą transformację dla ciała, umysłu i duszy.

Miesiąc po rozmowie z dr. Varmą, o 4-tej nad ranem wylądowałam w Coimbatore, mieście w południowych Indiach; głośnym, zakurzonym, chaotycznym, przesyconym zarówno hałasem trąbiących motocykli, jak i kolorowych sari, billboardów sprzedających lekcje medytacji i duchowego przebudzenia według nauk buddyjskich, hinduskich, czy chrześcijańskich. Tutaj można wszędzie kupić duchowość, nawet sklep na lotnisku nosił miano “sklep duchowy”, a w nim nabyć można zarówno obrazki z Chrystusem, Buddą jak i Kriszną. Byłam jednocześnie ciekawa, jak i trochę przestraszona, jeśli nie zirytowana tym, że ten kraj, z którego wywodzi się najpiękniejsza, najbardziej pełna wiedza o zdrowym życiu – ajurweda – sprzedaje te skarby w tak tandetny sposób. Taksówka niebawem wyjechała poza obrzeża miasta. Wśród krów i kóz, wozów z sianem, samochodów i motocykli, jechałam nieznanymi mi drogami do nieznanego miejsca.

Mijając kolorowe billboardy obiecujące rozgrzeszenie, wyzwolenie duszy, oświecenie, jechałam do miejsca autentycznej ajurwedy, do miejsca, które stworzono po to aby uzdrawiać, leczyć, rozwijać świadomość. Intensywnie wpatrywałam się we wszystkie billboardy z obawą, że na którymś z nich zobaczę reklamę ośrodka Vaidyagrama. Obudziłam się gdy taksówkarz powiedział, że jesteśmy na miejscu. Wyrwana ze snu otworzyłam oczy i zobaczyłam drewnianą chatę pokrytą strzechą z anteną telewizji satelitarnej. “Pięć tygodni. Będę tu pięć tygodni. No cóż, wiem, że ajurweda rekomenduje proste życie, więc chyba o to tutaj chodzi. Moja kilkunastoletnia praktyki jogi zostanie poddana testowi wytrzymałości” – pomyślałam trochę przerażona, wpatrując się w szałas, który niczym nie przypominał hotelu. Wyszłam z samochodu kierując się do chaty, gdy kierowca zawołał: “Proszę pani to nie tu. Ośrodek jest tam”, wskazując palcem w przeciwnym kierunku, gdzie za drzewami bananowców i palm, zobaczyłam zabudowę, od której bił ład i głęboki spokój.

Tak, ten spokój był inny niż nawet najbardziej ekskluzywne holistyczne spa. Ten spokój przyciągał jak magnes. I zaczęłam iść zadaszonym ścieżkami pomiędzy podobnymi do siebie skromnymi budynkami. Nie było tam pięknych ogrodów, dekoracji ani widoków. Wszystko było bardzo, bardzo proste. I poczułam od razu jak ta prostota i ład koją moje zmysły, umysł i duszę. Odwiedziłam wiele holistycznych hoteli i spa na świecie, które były zmysłowe, ciche, pięknie położone. Ale tu znalazłam się w miejscu, które emanowało czymś nowym, nie do końca znanym, lecz czymś, za czym nieświadomie tęskniłam. Było w nim coś bardzo naturalnego i kojącego. Poczułam, jak otacza mnie swoją troskliwą energią. Poczułam się jak małe dziecko, bezpieczne i pełne ufności.

c.d.n.