Trudno tak…

123RF.com

Miłość nie jest stanem, który się czasem przydarza. To sposób na życie! Przyjdzie, kiedy otworzysz serce. Jak to zrobić? Na warsztatach!

Gdy naprawdę kochamy, na jaw wychodzą nasze skrywane niedociągnięcia i kompleksy. Przestajemy je ukrywać. Otwieramy się zupełnie na drugiego człowieka. Stajemy przed nim nadzy, bez żadnych masek czy zbroi.  To trudne, bo wtedy najłatwiej otrzymać cios – twierdzi Katarzyna Jędrzejczak, psycholog prowadząca warsztaty „Otwieranie serca”.

Ale bez odwagi, by być sobą, trudno oczekiwać spełnienia w miłości: Trudno kochać i być kochanym, jeśli nie otworzymy się na drugą osobę, na innych, a przede wszystkim na siebie.

– Gdy spotkają się dwie osoby z zamkniętymi sercami, zaczyna się gra, pokaz masek i przebrań, by tylko, broń Boże, się nie odsłonić, nie ujawnić prawdy o sobie. Ludzie wiążący się ze sobą z lęku przed samotnością, nie z miłości, będą krytyczni, zaczną od siebie dużo wymagać, kłócić się. To ich sposób, by mogli być ze sobą bez miłości. No bo jak można kochać ze ściśniętym sercem, w obawie przed zranieniem?

Na co chciałbyś się otworzyć?

Miłość traktujemy jak koło ratunkowe – czyjeś uczucie ma nam osłodzić trudy i upiększyć życie. Tymczasem lepsza jest inna kolejność: zwróćmy się do naszych wnętrz i pokochajmy siebie, zamiast zgłaszać pretensje do świata, że nikt nas nie potrafi kochać.

ZAMÓW

E-WYDANIE

„Otwórz serce…” – słyszymy to z taką częstotliwością, że rzecz pobrzmiewa już niczym slogan. Bo co właściwie rozumiemy przez otwieranie serca?

Katarzyna Jędrzejczak zaczyna warsztaty od pytania: „Na co chciałbyś się otworzyć? Poza miłością, oczywiście”. Odpowiedzi jest tyle, ilu uczestników: na obfitość, przyjęcie wsparcia, nowe rozwiązania, doświadczenia, na siebie, swoje „ja”, swój potencjał, talenty, umiejętności, na przyjaźń, lepszą komunikację w rodzinie, na boskie przewodnictwo…

Kiedy cel został wyodrębniony, pora skupić się na ciele. Bo jak otworzyć serce, jeśli ciało jest pełne napięć? – Czasem jeden mięsień może być sztywny nawet przez kilkadziesiąt lat, a wtedy energia nie płynie – mówi Jędrzejczak. Zaczynamy ćwiczenia: uczestnicy na stojąco rozluźniają całe ciało, by na koniec – szeroko ziewając – wypowiedzieć swoje imię. Teraz można usiąść, zamknąć oczy, wejść w medytację. Trafić do wymarzonego miejsca, w którym znajdziemy spokój, harmonię i… kogoś do kochania. Ważne, żeby była to dobra, prosta relacja. Za obiekt miłości można sobie obrać także zwierzę, drzewo, kwiat… Wysyłamy mu dużo miłości, a potem pozwalamy na jej odwzajemnienie.

Wewnętrzny uśmiech

W medytacji najtrudniej wejść w kontakt z żywą osobą. Dlatego uczestnicy na stojąco, w parach, przez dłuższy czas patrzą sobie w oczy i uśmiechają się. Dla niektórych to niełatwa konfrontacja, pojawiają się opory – krzyżowanie rąk, nóg, uciekanie wzrokiem… Ale kiedy udaje się pokonać skrępowanie i skupić na przekazywaniu ciepła wypełniającego oczy i uśmiech, wtedy przepływ energii jest silny i piękny.

– Uśmiech oznacza akceptację siebie i innych. Ma ogromną moc. W taoizmie bardzo popularna jest medytacja wewnętrznego uśmiechu. Osoby uśmiechniętej nie sposób zranić, nie da się zrobić jej awantury
– tłumaczy Jędrzejczak. Radzi, by – kiedy coś nas trapi – uśmiechać się do siebie przez 20 minut. Nie można się uśmiechać i jednocześnie czuć lęk, niepokój. – Uśmiech daje akceptację sytuacji, a akceptacja przynosi rozwiązanie. To znakomity sposób na wprowadzenie siebie w błogostan – w poczucie, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy we właściwym miejscu, jesteśmy sobą – tłumaczy trenerka.

Dobrze mieć specjalne miejsce w domu na to ćwiczenie: życzliwe, pełne akceptacji bycie ze sobą, uśmiechanie się. W podobny sposób można też być z innymi. Uśmiech może zastąpić tysiące słów, otworzyć na kontakt. Pozwala dawać i otrzymywać ciepło.

Wszystko to jednak należy robić z ogromnym wyczuciem, uważnością na siebie i innych. Musimy ocenić, na ile możemy zbliżyć się do drugiej osoby – trzeba uszanować granice, nie przekraczać ich. W przeciwnym razie istnieje ryzyko, że druga strona nie przyjmie tego, co mamy jej do zaoferowania. Albo że wciąż będziemy dawać, nie otrzymując niczego w zamian, czyli poświęcać się. O siebie też warto zadbać .

 

Zdecyduj się na szczęście

Rozróżnia się pięć poziomów relacji – w zależności od stopnia bliskości. Na pierwszym są sąsiedzi i znajomi – wymieniamy ukłony, zdawkowe komentarze… Na kolejnym osoby, z którymi możemy pójść krok dalej, wymieniać się informacjami. Trzeci poziom należy do naszych bliskich – tu pojawiają się uczucia, przyjacielskie relacje. Natomiast na poziomie czwartym nawiązują się ścisłe więzi, bardziej się otwieramy na drugą osobę – podczas warsztatów dochodzi się czasem do tego etapu. I wreszcie najwyższy poziom relacji – przyjaźń, miłość. Można go porównać z poprzednim, tyle że dojście do niego wymaga znacznie więcej czasu.

Podczas kolejnego ćwiczenia badamy te poziomy w parach, zaczynając od najbardziej formalnego, a kończąc na czwartym, bo – ze zrozumiałych względów – piąty jest na razie nieosiągalny.

– Ale na każdym z etapów znajomości może się pojawić ciepło, życzliwość – podpowiada Katarzyna Jędrzejczak. – Oczywiście, z niektórymi osobami zawsze pozostaniemy na pierwszym czy drugim poziomie. I to jest w porządku. Najważniejsze to łączyć otwarcie z wyczuciem.

Uczestnicy przywołują korzyści płynące z otwarcia serca: jest szansa na odwzajemnienie naszych uczuć, na autentyczność relacji. Możemy pielęgnować ciepło w relacji ze sobą, chronić się przed zranieniem, a jeśli mimo to do niego dojdzie – łatwiej nam będzie się pozbierać, dzięki wewnętrznemu uśmiechowi, umiejętności tworzenia pozytywnych stanów świadomości.

Wciąż jednak, niejako równolegle, pojawiają się kolejne przeszkody, które to utrudniają. Ich lista jest bardzo długa: lęk przed odrzuceniem, wykorzystaniem, rozczarowaniem, byciem niezrozumianym, perfekcjonizm, kontrola, brak zaufania, poczucie winy, wstyd, niska samoocena, wreszcie rany z przeszłości. Każdą z tych przeszkód zapisujemy na osobnej kartce. Po chwili cała podłoga jest zasłana przeszkodami.
Nie ma wyjścia, trzeba się z nimi zmierzyć.

Żeby było łatwiej, prowadząca proponuje, by najpierw zwizualizować moment spełnienia – widzimy to, do czego dążymy, kiedy jesteśmy w stanie harmonii, błogości, miłości… Wzmocnieni taką wizją możemy stanąć twarzą w twarz z własnymi lękami. Te, które paraliżują najbardziej, reprezentowane są przez osoby z grupy. To wewnętrzne głosy, bardzo krytyczne. Wciąż zamęczają bezlitosną oceną, podcinają skrzydła. Niskie poczucie wartości mówi: „jesteś beznadziejny”, perfekcjonizm: „musisz być idealny”, rany z przeszłości będą ostrzegać: „znów będziesz cierpieć”. Gdy wszystkie te głosy zaczynają jednocześnie pastwić się nad nami, miażdżyć krytyką, trzeba im powiedzieć: „dość!”. Znaleźć stanowczą, przekonującą odpowiedź, która stanie się przeciwwagą dla każdego z sabotujących zdań – wtedy przeszkoda usunie się (reprezentująca ją osoba po prostu odchodzi), a my wrócimy do swojej wizji, swojego miejsca na ziemi, do szczęścia. Zbyt proste?

Jak twierdzi Katarzyna Jędrzejczak, szczęście to coś, o czym należy samemu zdecydować. Po prostu powiedzieć sobie: „Od teraz jestem szczęśliwy. Nieważne, czy zasługuję na to, czy nie. Wybieram szczęście”.           

Dla kogo?

„Otwieranie serca” to warsztat o miłości – tej szeroko rozumianej. Również o miłości do siebie. Jest skierowany zarówno  do osób pozostających w związkach, jak i singli, którzy  chcieliby otworzyć się na miłość. Podstawowe założenie  warsztatu jest takie, że miłość to nie stan, który przytrafia się przypadkiem, ale sposób na życie z otwartym, odważnym sercem.  Że miłość może się nam przytrafiać codziennie – jeśli nauczymy  się pielęgnować tę otwartość, przyzwolenie, odwagę…

Podczas warsztatów uczestnicy ćwiczą różne techniki otwierania serca. Punktem wyjścia jest pokochanie siebie – otwarcie się na wszystkie wspaniałości, które są w nas. Kolejna umiejętność, którą można sobie wypracować, to sztuka tworzenia pozytywnych stanów świadomości i pozostawania w nich. Można też poznać sposoby pielęgnowania pozytywnych, inspirujących kontaktów z innymi – nie tylko z płcią przeciwną.

?>