fbpx

Hanna Samson o świadomości ekologicznej

Wrażliwość ekologiczna - czułość i lęk.
Z lękiem klimatycznym lepiej radzą sobie ludzie, którzy są klimatycznymi aktywistami, niż ci, którzy tylko się martwią. (Fot. iStock)

Nasza świadomość ekologiczna rośnie. U niektórych objawia się depresją klimatyczną, innych aktywizuje do walki… Wszystkich powinna jednak skłonić do zmiany nawyków. Nie mamy takiej siły rażenia jak nobliści czy zdobywcy Oskarów, którzy poruszyli ten temat w swoich przemówieniach, jednak każdy z nas może chronić środowisko na swoją miarę.

Cała ludzkość stanowi jedynie 0,01 proc. wszystkich żyjących na Ziemi gatunków, ale to właśnie ludzie doprowadzili do wyginięcia 83 proc. dzikich ssaków i 50 proc. roślin. Większość z nas twierdzi, że kocha przyrodę, cenimy sobie kontakt z naturą, a jednocześnie jesteśmy częścią tej ludzkości, która coraz szybciej niszczy świat. Wystarczy wspomnieć, że od 1980 roku zanieczyszczenie mórz plastikiem wzrosło dziesięciokrotnie!

Moje dojrzewanie do ekologii

Od 1994 roku jestem wegetarianką. Sprawiła to świadomość, w jak okrutny sposób traktujemy zwierzęta hodowlane. Przeczytałam o tym w jakimś zinie tworzonym przez wegetarian i już nie mogłam nie wiedzieć. Jak to możliwe, że się na to zgadzamy? Wzruszamy się reportażami o losie zwierząt i nadal je jemy, jakbyśmy nie wiedzieli, skąd się biorą na naszych stołach. Poza tym zjadanie zwierząt to nie tylko sprawa etyczna, ale też kwestia naszego przetrwania, bo hodowla przemysłowa zużywa 1/3 wody pitnej na planecie. Do wyprodukowania 1 kg wołowiny potrzeba 14 500 litrów wody. 77 proc. powierzchni ziem uprawnych wykorzystywanych jest pod produkcję paszy dla zwierząt. Emisja gazów cieplarnianych z rolnictwa i leśnictwa stanowi około 23 proc. wszystkich emisji – te dane znajduję w artykule Magdaleny Gałkiewicz w „Zielonych Wiadomościach”.

Rosnąca świadomość ekologiczna znalazła wyraz podczas tegorocznej ceremonii wręczania Oscarów. Joaquin Phoenix, zdobywca statuetki dla najlepszego aktora za pierwszoplanową rolę w filmie Todda Phillipsa „Joker”, w swoim przemówieniu odniósł się do przyrody i praw zwierząt. Na bankiet przygotowano całkowicie wegańskie menu, a wiele aktorek wystąpiło w strojach, w których już były widziane. Jane Fonda pokazała się w sukience sprzed sześciu lat i czerwonym płaszczu, swoim ostatnim ubraniowym zakupie w życiu, który nabyła do manifestowania w protestach klimatycznych i przykrywania się w areszcie.

Wrażliwość ekologiczna sprawiła też, że zespół Coldplay zrezygnował z trasy koncertowej promującej nowy album. „Poświęcimy rok czy dwa, aby sprawdzić, w jaki sposób nasze koncerty mogą stać się nie tyle zrównoważone dla środowiska, co dla niego korzystne – powiedział lider zespołu Chris Martin jesienią. – Naszym marzeniem jest zagrać koncert, podczas którego nie zostanie użyty żaden plastik, a całe zasilanie będzie w dużej mierze oparte na energii solarnej”. W Polsce Dawid Podsiadło z zespołem posprzątali trzy lasy i zbudowali scenografię z plastikowych butelek. „Powiedzmy plastikowi nie” – mówił wokalista ze sceny w Katowicach i podawał przykłady, jak można sprzyjać środowisku, zmieniając swoje przyzwyczajenia.

Niestety, również w sferze publicznej zdarzają się zachowania sprzeczne z dbałością o środowisko. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa ważny specjalista ds. higieny pokazywał w telewizji, jak należy myć ręce. Odkręcił wodę, zamoczył ręce i mydlił, od dołu i od góry, i między palcami, pamiętał o nadgarstkach, mydlił i mydlił, tłumacząc stojącemu obok dziennikarzowi każdy swój ruch, a woda cały czas leciała i żaden z nich jej nie zakręcił. Szkoda, że jeszcze nie wszyscy mają ten odruch.

Moja przyjaciółka ma w kabinie prysznicowej wiaderko, bo gdy odkręca wodę, przez dłuższą chwilę leci zimna. Łapie ją do wiaderka i używa do spłukiwania toalety. Do podlewania ogródka zbiera deszczówkę i wodę po myciu warzyw. Hoduje pszczoły i robi wiele innych ważnych rzeczy, zarażając tym okolicznych rolników.

Należę do sąsiedzkiej grupy na Facebooku, która obejmuje zasięgiem znaczną część dzielnicy i działa pod hasłem „zero waste”. Potrzebujesz czegoś? Zanim pójdziesz do sklepu, zapytaj, może ktoś z sąsiadów ma, a nie jest mu potrzebne. Masz czegoś za dużo albo coś, czego nie chcesz mieć? Zapytaj sąsiadów, może komuś się przyda. Przedmiotem wymiany bywa wszystko: ubrania, meble, książki, resztki farby, żywność, kartony, AGD, RTV, rośliny – dziennie dochodzi do kilku albo kilkunastu transakcji. Na początku główną walutą było awokado, ale odkąd dotarło do nas, że producenci masowo karczują lasy pod jego uprawę, a wyhodowanie zaledwie trzech owoców pochłania tysiąc litrów wody, ta waluta straciła na wartości i chyba nikt już nie chce jej przyjmować. W grupie często pojawiają się oferty sprzedaży szytych własnoręcznie woreczków do przechowywania żywności, a członkowie grupy proszą lokalnych sprzedawców o nieużywanie toreb plastikowych i są w tym skuteczni.

Lęk przed biozagładą

„Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć” – mówiła Olga Tokarczuk w swoim wykładzie noblowskim. Przez wieki „czyniliśmy sobie Ziemię poddaną”, traktując ją bez miłości i szacunku. Dopiero groźba katastrofy klimatycznej zmienia naszą świadomość. Pobudza do działania, ale też rodzi obawy, z którymi czasem trudno się uporać.

Ania ma 27 lat, pracowała dotąd w instytucji kultury, której obcięto budżet i od miesiąca nie ma pracy. Myślałam, że to właśnie jest problem, z którym do mnie przychodzi, ale nie.

– Wiem, że powinnam szukać nowej pracy, ale czy to ma sens? Mam nadal pracować jakby nigdy nic, skoro świat może wkrótce się skończyć? Włączyłam się w działalność Strajku dla Klimatu, widzę, że tylu młodych ludzi też ma świadomość zagrożeń, ale te wszystkie rozmowy jeszcze bardziej mnie przerażają. Czytałam prognozy, że za kilka lat zabraknie nam wody. Już w zeszłym roku w Skierniewicach były problemy, zaraz może tak być w całej Polsce – Ania mówi to wszystko drżącym głosem, w końcu płacze. – Czy można żyć ze świadomością, że świat się kończy? – Wszyscy żyjemy ze świadomością nieuniknionej śmierci i jakoś to nam się udaje – odpowiadam. – Ale nie takiej! W nocy śni mi się, że umieram z pragnienia albo że nie mam czym oddychać! Budzę się o czwartej i już nie mogę zasnąć. W dzień nie mam siły na nic, nie mam energii ani motywacji, wszystko legło w gruzach. Jeszcze niedawno chcieliśmy z Wojtkiem mieć dziecko, ale teraz? Mam je urodzić po to, żeby zginęło?

Ania nie jest jedyna. „W zasadzie możemy już mówić o występowaniu w Polsce depresji klimatycznej – chronicznego lęku przed zagładą będącą skutkiem globalnego ocieplenia” – stwierdza w wywiadzie dla OKO.press dr psychologii Uniwersytetu Warszawskiego Magdalena Budziszewska. Doktor Budziszewska przeprowadziła pierwsze w Polsce badania jakościowe osób, u których występują stany lękowe i depresyjne w związku z grożącą katastrofą klimatyczną. „Reakcje na zagrożenie globalnym ociepleniem niekiedy przybierają kształt stresu pretraumatycznego: trauma się jeszcze nie wydarzyła, ale już jest przeżywana wraz z jej psychologicznymi konsekwencjami” – wyjaśnia badaczka.

Mogłoby się wydawać, że na depresję klimatyczną szczególnie narażone są osoby neurotyczne o wysokim poziomie lęku, ale tak nie jest. Badania prowadzone w różnych krajach wykazały, że nie o neurotyczność chodzi, a o większą otwartość na doświadczenie i elastyczność poznawczą. Doktor Budziszewska twierdzi z kolei, że z lękiem klimatycznym lepiej radzą sobie ludzie, którzy są klimatycznymi aktywistami, niż ci, którzy tylko się martwią. Aktywiści są w grupie osób podobnie myślących, więc nie czują się osamotnieni, ale może ważniejsze jest to, że nie poddają się bez walki, nawet jeśli nie wierzą w zwycięstwo.

Przeprowadzone w lutym zeszłego roku badanie wykazało, że 60 proc. Polaków ma świadomość zagrożenia katastrofą klimatyczną. Do dziś jest nas pewnie więcej. Nie wszyscy zostaną aktywistami, ale wszystkich ta świadomość zobowiązuje do wprowadzania zmian w swoim życiu.

Róbmy tyle, ile możemy

Doktor Magdalena Budziszewska mówi w wywiadzie dla OKO.press: „Koncentrowanie się na wyborach konsumenckich odwraca uwagę od odpowiedzialności dużych graczy, czyli firm i korporacji. Tymczasem, mówiąc metaforycznie, my nie mamy sprawić, by ludzie nie używali plastikowych opakowań. Naszym celem jest stworzenie świata, w którym ich produkcja nie będzie opłacalna”.

Gdybyśmy wszyscy odmówili używania plastikowych opakowań, ich produkcja rzeczywiście stałaby się nieopłacalna, ale na taką wspólną mądrość trudno liczyć. Jasne, że dużo więcej zależy od rządzących światem, na których tylko możemy naciskać.

Tegoroczny szczyt Światowego Forum Ekonomicznego w Davos pokazał, że są świadomi istniejących zagrożeń. Obecny system wytwarzania, zużywania i wyrzucania, system, w którym interesy wielkich koncernów są stawiane ponad dobro wspólne, musi odejść w przeszłość, jeśli nie chcemy zginąć. Ale czy to oznacza, że mamy biernie czekać na zmiany?

Jest taka przypowieść o ptaszku, który próbował ugasić pożar lasu. Latał do odległego jeziora, nabierał kropelkę wody do dzióbka i wypuszczał ją na płomienie. Powtarzał to wielokrotnie, aż ktoś zapytał: – Ptaszku, po co to robisz? Nie dasz rady ugasić pożaru. – Nic więcej nie mogę zrobić – powiedział ptaszek.

Zróbmy tyle, ile możemy, bo to przecież jest nasza Ziemia i nasze życie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze