fbpx

Wspólne wakacje z partnerem. Czas próby czy sielanka?

Wspólne wakacje z partnerem
Urlop sprzyja skrajnym sytuacjom: z jednej strony sielanka i spijanie sobie z dzióbków, z drugiej wychodzą wszystkie problemy, które w codziennym życiu są zamiatane pod dywan. (Fot. iStock)

„Cudownie!” – mówią zgodnie oboje. Ale co myślą? Kobieta: „Teraz się do siebie zbliżymy”. Mężczyzna: „Nareszcie odpoczniemy”. I są to całkowicie sprzeczne cele. Jak zatem nie zamienić raju na Seszelach w horror pośród tropików, tłumaczy psycholog Maria Rotkiel.

Jak myślę o małżeństwie moich rodziców, to mam wrażenie, że kiedyś pary dobierały się na zasadzie sprawdzania się w boju: w pracy, prowadzeniu domu, wychowaniu dzieci. Dzisiaj wyzwaniem dla wielu par jest czas wolny.
Na pewno obecnie większą wagę przykładamy do sfery emocjonalnej, a w niej mieści się też temat spędzania wolnego czasu. Dbamy o wspólne rozrywki, jeździmy na rowerach, podróżujemy. Nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice w każdą sobotę rano chodzili na tenisa, bo u nas w sobotę rano się sprzątało, a w niedzielę jechało do babci na obiad. Dziś w weekend jedziemy do centrum handlowego – to jest ta gorsza wersja, a w lepszej – oddajemy się jakiemuś hobby. Sfera wolnego czasu, zainteresowań i relaksu rzeczywiście ma więc obecnie większe znaczenie niż kiedyś.

A kwintesencją relaksu jest wspólny urlop.
Urlop jest genialnym papierkiem lakmusowym relacji. Jeśli wyjeżdżamy na urlop na początku znajomości, to często w ogóle nie wychodzimy z pokoju hotelowego. Czyli robimy to, co na tym etapie znajomości jest najfajniejsze: seks, seks, seks. I to bardzo dobry pomysł na pierwszy wyjazd (śmiech). Nawet jeśli naszą uwagę zajmuje głównie ten seks, to i tak będziemy mieli szansę sprawdzić się także na innych polach. Czy mamy wspólne tematy, podobne temperamenty, gusta kulinarne, ale też wizje tego, czym dla nas jest udany odpoczynek. Oczywiście, na co dzień też się tego o sobie dowiadujemy, ale wtedy nie spędzamy ze sobą 24 godzin na dobę. I może się okazać, że podczas tak intensywnego bycia razem odnajdziemy w sobie rzeczy, które nam się nie spodobają. Dlatego mimo cudownych okoliczności przyrody wiele par często ostro kłóci się podczas wyjazdów.

Urlop sprzyja skrajnym sytuacjom: z jednej strony sielanka i spijanie sobie z dzióbków, z drugiej wychodzą wszystkie problemy, które w codziennym życiu są zamiatane pod dywan. To czas próby. Jeśli w relacji dzieje się dobrze, to urlop to potwierdzi; a jeśli coś kipi pod pokrywką, to urlop doprowadzi to do prawdziwego wrzenia. Lubię żartować, że po urlopie wracamy albo w ciąży, albo jako singielki. W dużym uproszczeniu, oczywiście.

Niektóre pary postanawiają wspólnie gdzieś wyjechać właśnie wtedy, gdy przechodzą kryzys.
Tylko jeśli nie rozwiążą problemu, który wywołał kryzys, jeśli tego nie przegadają lub nawet nie przekłócą, to współczuję takiego urlopu. To zacznie się już w samochodzie albo na lotnisku bądź w pociągu. Zamknięte przestrzenie sprzyjają kumulacji emocji. Zresztą przed trudnymi rozmowami jedno z partnerów zwykle tchórzy, i jest to zwykle mężczyzna. Dominuje schemat: kobieta chce rozmawiać, a facet ucieka, dosłownie. A z samochodu czy samolotu nam nie ucieknie (śmiech). Każda para to zna. Oczywiście, na początku on może się w ogóle nie odzywać, ale po godzinie naszego rozżalonego monologu pewnie wybuchnie i nie będzie to zbyt konstruktywne. W efekcie lądujemy w hotelu wkurzeni na siebie i ziejący nienawiścią, z perspektywą spędzenia ze sobą najbliższego tygodnia.

Dużo par przychodzi do ciebie na terapię po urlopie?
Bardzo dużo. Po wspólnym wyjeździe albo po świętach, które też są pewnego rodzaju urlopem. Pary przychodzą do mnie w momencie, kiedy nie mogą dłużej udawać, że jest między nimi w porządku i gdy kryzys staje się dla nich bardzo dokuczliwy. Codzienność sprzyja wypieraniu problemów, bo zwyczajnie nie mamy czasu na to, by się porządnie pokłócić. Co innego kilka dni wolnego. Znam pary, które wszystkie nagromadzone przez rok sprawy chcą „załatwić” właśnie podczas wakacyjnego wyjazdu.

Może źle się na ten urlop nastawiamy?
Na pewno mamy bardzo różne oczekiwania w stosunku do urlopu. Kobieta myśli: „Teraz się do siebie zbliżymy”, natomiast mężczyzna: „Nareszcie odpoczniemy”. I to są dwa różne cele. On odpoczywa, czyli nalewa sobie wieczorem piwo, bierze gazetę czy laptopa i się „odrywa”, a ona chce bliskości, spaceru, rozmowy, przytulania, romantycznej kolacji. I wtedy mogą dziać się różne rzeczy.

Z drugiej strony: fajnie się różnić.
Zgadzam się. Fajnie się różnić, pod warunkiem że mamy solidną wspólną płaszczyznę. Bo to, że nasz partner chce odpocząć, a my zbliżyć się do niego – nie musi się wykluczać. Dajmy sobie czas na swoje przyjemności, niech on zostanie z tą gazetą nad basenem, ty idź pozwiedzać okoliczne zabytki, ale później, wieczorem spotkajcie się podczas wspólnej kolacji. Urlop pokazuje dokładnie, jak współpracujemy w parze, bo nie ma tych wszystkich dystraktorów, które na co dzień nas rozpraszają i odrywają od relacji. Cała uwaga jest skupiona na związku. Czasami okazuje się więc, że nie do końca trafnie się dobraliśmy albo że jesteśmy sobą bardzo zmęczeni.

Brzmi jak historia mojej znajomej. Kiedy wyjechała na wakacje ze swoim chłopakiem i wreszcie mieli mnóstwo czasu dla siebie, okazało się, że w sumie nie mają o czym rozmawiać i nie zgadzają się w wielu sprawach, tylko do tej pory zagłuszali to oglądaniem filmów, zapraszaniem przyjaciół czy pracą.
Tak czasem bywa i im szybciej się o tym przekonamy, tym lepiej. Urlop pomaga zobaczyć to, co na co dzień umyka i czego po prostu nie chcemy widzieć. Kobiety często „zakłamują rzeczywistość”. Ze strachu, z wygody, z braku możliwości zmiany, oczywiście ich zdaniem, bo ta możliwość zawsze jest, tylko my tchórzymy. Dlatego odważnie przyglądajmy się sobie i naszemu związkowi podczas urlopu i wyciągajmy z tych obserwacji wnioski.

Może lepiej odpoczywać osobno?
Jestem wielką orędowniczką osobnych wyjazdów, ale pod warunkiem że znajdziemy też miejsce na wspólny wypad albo kilka dni spędzonych w domu. Bo jeżeli na co dzień mamy dla siebie mało czasu i urlop spędzimy oddzielnie, to tylko nas to od siebie jeszcze bardziej oddali.

Tym bardziej że urlop sprzyja spotykaniu wielu atrakcyjnych osób.
No właśnie, à propos wakacyjnych romansów. Nie zgadzam się z tym słynnym powiedzeniem, że okazja czyni złodzieja, moim zdaniem trzeba mieć osobowość złodzieja, by okazja ją z nas wyciągnęła. Zdrada podczas urlopu mówi o tym, że w związku dzieje się źle, po prostu. Ale to temat na osobną rozmowę.

Idealny model urlopowania się w parze, choć życie nie jest idealne, to jeden dłuższy wspólny wypad w roku i krótsze osobne – z przyjaciółkami, kolegą czy rodziną. I apeluję – planujmy wakacje. Nie stawiajmy na spontaniczność i nie myślmy: „A, jakoś to będzie”. Pewnie, że niekiedy trafi nam się cudowne miejsce, z którego oboje będziemy zadowoleni, ale zwykle decyzje podejmowane pod wpływem emocji czy chwili kończą się niezadowoleniem.

Przestańmy wierzyć w spontaniczny seks, spontaniczne wakacje i spontaniczny związek. Wybierzmy taki czas, takie miejsce i takie atrakcje, które przypadną do gustu zarówno nam, jak i naszemu partnerowi. Przecież pewne rzeczy wiadomo od początku znajomości: czy on lubi spędzać czas aktywnie, czy wylegiwać się całą niedzielę w łóżku. Jeśli my kochamy SPA, wybierzmy takie, które będzie nam odpowiadało, ale zadbajmy, żeby w pobliżu były korty tenisowe, ścianki do wspinaczki czy trasy rowerowe, z których on się ucieszy. Przegadajmy też kwestie finansowe. O co się przecież zwykle kłócimy? O pieniądze. Ale na urlopie jakoś o tym zapominamy. Idziemy do restauracji i zamawiamy kalmary, homary i szampana, a potem się dziwimy, że urlop nas drogo wyniósł. I błagam, przemyślmy, kogo na ten urlop zabieramy. Nie proponujmy partnerowi wyjazdu w komplecie z naszą koleżanką, którą on może i lubi, ale chyba raczej nie marzy o tym, żeby towarzyszyła wam przez cały tydzień. Z urlopem jak z życiem – warto urządzić go tak, żeby było nam dobrze.

Urlop jest też dobrym sprawdzianem tego, jak się zachowamy w sytuacjach trudnych. Ginie nam bagaż, kradną karty kredytowe. Niektórzy stają na wysokości zadania, a inni tchórzą albo puszczają im nerwy. On zamiast mnie pocieszać, krzyczy, że to moja wina, bo mogłam nie trzymać kart w jednym miejscu. W filmie „Turysta” jest taka scena. W zimowym kurorcie nagle schodzi niegroźna lawina i ojciec rodziny w pierwszym odruchu zamiast osłonić sobą dzieci i żonę, ucieka, ratując smartfona. Jak po czymś takim znów sobie zaufać?
To, jak się zachowujemy w stresie, gdy mamy problem, wychodzi dość szybko, ale podczas urlopu to może być szczególnie trudne, czyli powiedzmy wprost: wkurzające. Jeśli nasz partner nas zawodzi, jeśli tracimy do niego zaufanie lub nie potrafi być dla nas oparciem – to podczas urlopu dotkliwie to odczujemy, ponieważ wtedy jesteśmy tylko we dwoje, bez rodziny, przyjaciół czy innych osób, które w kryzysowych sytuacjach mogą nam pomóc. Ale może być też zupełnie odwrotnie. Kiedy na co dzień nie dajemy szansy naszemu partnerowi, aby się wykazał i jesteśmy Zosią Samosią, to jego szybka reakcja na urlopową katastrofę, typu zagubienie bagażu, może być miłym zaskoczeniem i motywacją do refleksji: „Czy nie warto bardziej mu zaufać i docenić go, zamiast wszystko brać na siebie, a potem narzekać?”.

Dla wielu kobiet dużą nauką podczas urlopu jest to, że bycie razem nie oznacza spędzania ze sobą każdej chwili.
Moim zdaniem jeśli ktoś chciałby zdiagnozować, czy partnerzy mają problem z bliskością, powinien wysłać ich na urlop. To pokaże jak na dłoni, czy jedno z partnerów nie przejawia czasem tendencji do budowania symbiotycznych relacji i agresywnie zawłaszcza prywatną przestrzeń drugiej osoby. Bo wymaganie od kogoś, żeby był z nami „zrośnięty”, niedawanie mu prawa do własnej przestrzeni to agresja. Zwykle kobieca specjalność. Jeśli oczekujemy, że urlop nas zbliży, zastanówmy się, czym jest dla nas ta bliskość. Bo urlop może nam pokazać, czy nie mamy problemu w tej właśnie sferze. Są pewne mechanizmy, które nami kierują i z których same nie zdajemy sobie sprawy. Prowokujemy kłótnię, bo jest za dobrze, za sielsko – to też jest poważny wyznacznik problemu z bliskością. Gdy rozmawiam z parą, to często mężczyzna zwraca uwagę na to, że jego partnerka z jednej strony pragnie bliskości, ale jednocześnie prowokuje kłótnię, gdy jest za spokojnie. Gdy rozmawiam z tą kobietą, okazuje się, że przez większość życia była pod taką presją, że nagła sielanka jest dla niej nie do wytrzymania.

Urlop sprzyja też ujawnieniu takich cech jak chorobliwa zazdrość. Bo on spojrzał na inną kobietę w skąpym bikini? Jesteście nad morzem, dookoła pełno kobiet w skąpym bikini. Co on ma zrobić w tej sytuacji? Założyć sobie wiaderko na głowę?!

Słyszałam, że niektóre pary świetnie się dogadują na urlopie, problem zaczyna się, gdy wracają do domu. Czy urlop nie jest wtedy dla nich ucieczką od codzienności?
Niektóre pary same tak o nim mówią. Gdy słyszę moim zboczonym, terapeutycznym uchem, jak ktoś mówi, że coś jest dla niego ucieczką, to zapala mi się czerwone światło. Bo przeanalizujmy to po kolei. Jeśli uciekam od codzienności, to znaczy, że ta codzienność jest czymś negatywnym. Urlop może być odpoczynkiem, relaksem, pretekstem do zadbania o siebie, odskocznią, ale nie powinien być ucieczką. Rzadko zgadzam się z Freudem, ale tu muszę przyznać mu rację, że słowa, jakie dobieramy, często oddają to, co naprawdę myślimy. Jeśli traktujemy urlop jako ucieczkę, to nie oznacza oczywiście, że para jest do wymiany, tylko że o tę codzienność jak najszybciej trzeba zadbać. Może za mało czasu spędzamy razem? Może nie mamy równowagi pomiędzy obowiązkami a odpoczynkiem? Nie wolno funkcjonować tak, że najpierw kierat, kierat, a potem nagle urlop. Jeżeli nie umiemy złapać równowagi w codzienności, to urlop nam w tym nie pomoże. Powrót z wakacyjnego wyjazdu skończy się depresją, bo będzie nam się kojarzył z powrotem do czegoś nieprzyjemnego, codzienności. A przecież ta codzienność to właśnie nasze życie: znajomi, przyjaciele, dom, rodzina.

Czy nie warto wprowadzić zatem trochę atmosfery urlopu lub wakacji do codziennego życia?
Oczywiście, i to jest łatwe do zrobienia. Nie chodzi nawet o to, żeby gdzieś co weekend wyjeżdżać, tylko o zwykłe codzienne przyjemności. Załóżmy, że nasze ulubione wakacje to boska Grecja. Co stoi na przeszkodzie, żeby raz w tygodniu czy miesiącu – w zależności od finansów – iść sobie do greckiej knajpy? Albo zaprosić znajomych, włączyć muzykę i zrobić sobie greckie jedzenie? Takie funkcjonowanie, że na urlopie uprawiamy fajny seks, jemy fajne jedzenie, a na co dzień jest szara rzeczywistość i życie od wolnego do wolnego – to przepis na katastrofę.

A czy dobrze sobie czasem zrobić urlop od partnera? Od związku?
Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod tym pojęciem. Bo jeśli urlop od związku jest zadbaniem o własną przestrzeń i to, co lubię najbardziej, a czego mój partner nie preferuje, a po takim urlopie planujemy wspólny wypoczynek – to proszę bardzo. Ja jednak miałam zawsze tak, że jeśli przyszedł mi do głowy pomysł na urlop bez partnera, a o wspólnym nawet nie chciałam myśleć, to wiedziałam, że to już jest koniec. Ale może to tylko mój punkt widzenia.

Maria Rotkiel psychoterapeutka, trenerka, dydaktyk, doradca rodzinny i zawodowy. Specjalizuje się w terapii par, terapii rodzinnej oraz doradztwie z zakresu rozwoju zawodowego i osobistego, autorka książek.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze