Wstydzę się swojego wyglądu

wstydzę się swojego ciała
Osoba wstydząca się czuje, że nie jest taka, jaka być powinna. (iStock)

Nieakceptowanie swojego ciała to jedno z najtrudniejszych, a jednocześnie najważniejszych odczuć, które wpływa na jakość naszego życia. Jak sobie z nim radzić? – tłumaczy psycholog, terapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Wiesz, zawsze byłam szczupłą laską – zaczęła Ewa. – Mogłam jeść za dwoje, a waga ani drgnęła. Wszyscy mówili, że jestem drobnej kości, no i pewnie mam szybką przemianę materii i dlatego nie tyję. Przez lata bezkarnie opychałam się słodyczami i makaronem, potrafiłam jeść ostatni posiłek o 1.00 w nocy, a waga była ta sama. Mąż zawsze powtarzał, że zakochał się w moim płaskim brzuchu i wystających kościach biodrowych. Nie doceniałam tego, póki wszystkie spodnie spadały mi z tyłka…, a dziś, no sama popatrz. Zapuściłam się, wstydzę się swojego tłustego ciała.

Krok 1. Jak zwykle okazuje się, że sedno tkwi gdzie indziej

Pacjenci, którzy do mnie przychodzą, swój kłopot zwykle mają zapisany w ciele. Dlatego nie koncentruję się za bardzo na tym, co, tylko jak mówią – na gestach, tonie głosu, wyglądzie.
– Myślę, że to na pewno nie wstyd – powiedziałam mimo woli, patrząc na jej ciało. Ewa rzeczywiście była pulchna, ale te krągłości tylko dodawały jej uroku. Patrzyłam na nią i myślałam, że tak właśnie powinna wyglądać prawdziwa kobieta, taka z krwi i kości. – Jak to nie wstyd? – spytała. – Twoje ciało wcale się nie wstydzi – odpowiedziałam.
Ewa złapała w dwa palce fałd skóry na brzuchu i potrząsnęła nim: – Sama zobacz, nie powiesz mi, że nie ma się czego wstydzić.
Zrobiła to z taką czułością, że byłam absolutnie pewna, że nie chodzi ani o wstyd, ani o brak akceptacji wyglądu. To była raczej kokieteria. Nie negowałam faktu, że Ewa przyszła do mnie z jakimś kłopotem, jak to nazywam. Patrzyłam na nią i czułam, że ten kłopot ma głowa, a nie ciało, czyli inaczej niż zwykle.
– Rozumiem, że nie podoba ci się to, jak wyglądasz? – Wszyscy, mniej lub bardziej delikatnie, dają mi do zrozumienia, że trochę mnie przybyło. – To ci nie odpowiada? Czy twój wygląd? – próbowałam drążyć temat. – Nie lubię, kiedy mąż poklepuje mnie po tyłku i niby żartem mówi, że jestem jego wielorybkiem. – Nie wierzę, że nie potrafisz sobie z tym poradzić. – No wiesz, nie chce robić mi przykrości, poza tym gdyby on wiedział… – nie dokończyła zdania.
W myślach próbuję podsumować zebrane informacje. Mamy wstyd, który nie jest wstydem, i nieakceptację wyglądu – kłopot, który nie jest kłopotem mojej pacjentki. Może bardziej jej męża, choć jemu chyba w wersji wielorybka również się podoba. No i jest jeszcze tajemnica…

– Dlaczego twierdzisz, że moje ciało się nie wstydzi? – pyta Ewa. – Zawstydzone ciało wygląda całkiem inaczej. – Ale ja odczuwam wstyd. – Nie, wstyd daje o sobie znać w ciele. To, co ty czujesz, jest w głowie i z głowy – wiem, że używam za dużych skrótów, ale czuję, że Ewa mnie rozumie, a już jej ciało na pewno. – Skoro to nie wstyd, to co? – pyta Ewa.

Krok 2. Dochodzimy do tego, że wstyd Ewy ma inne przyczyny

– Gdyby ktoś zaproponował ci zakład, w którym przegrany musiałby przedefilować nago po ulicy, ale stawką byłoby coś dla ciebie ważnego, zgodziłabyś się? – pytam. – Jasne – odpowiada bez wahania. – A ty? – Oczywiście, gdybym tylko była pewna wygranej.

Potem proponuję, żebyśmy powymieniały się opowiastkami o tym, co dla każdej z nas jest najbardziej wstydliwe. Nie jest tego zbyt dużo. – My, pewne siebie kobiety, nie mamy zbyt wielu powodów do wstydu – mówię trochę prowokacyjnie. – Zauważyłaś, że nasze przykłady dotyczą przede wszystkim ciała?

Wstyd od początku związany jest z posiadaniem ciała i poczuciem jego niedoskonałości. Niemowlę przychodzi na świat bez poczucia wstydu, ale bardzo szybko dowiaduje się od dorosłych, że nie wolno pokazywać, a nawet dotykać pewnych „wstydliwych” części ciała. Jeśli to robi, pomimo niezadowolenia rodziców, zostaje ukarane za bezwstydność. Kolejny krok tej edukacji to połączenie wstydu z porównywaniem i oceną: jeśli wypadasz gorzej na tle rówieśników – wstydź się. W pierwotnym znaczeniu słowo „wstyd” zawiera w sobie proces odkrywania się, wystawiania na widok publiczny, ranienia. Najbardziej bolesne dla odczuwającego wstyd jest przekonanie, że jest do niczego i nic nie może na to poradzić.

– Kiedy czerwienisz się ze wstydu albo oblewa cię zimny pot, bez względu na powód, niewiele możesz z tym zrobić – mówię. – No właśnie, jak choćby podczas wystąpień publicznych – dodaje Ewa. – Nie zawsze. Jeśli jako dziecko byłaś oklaskiwana, ilekroć wyszłaś na środek i odśpiewałaś piosenkę, być może występy publiczne cię nie peszą. – Chcesz powiedzieć, że każdy ma swoje indywidualne sytuacje wstydotwórcze? – dopytuje Ewa. – Dokładnie tak.

Ewa pyta, czy trafiają do mnie osoby, które mają problem ze wstydem i to utrudnia im pracę. Jestem pewna, że myli jej się wstyd z nieśmiałością. Wstyd to złożona emocja, bardziej zespół reakcji, zarówno w ciele (pochylenie głowy albo ukrycie jej w ramionach, zamknięcie klatki piersiowej), jak i w głowie (myśli: „Jestem najgorsza”), a także w zachowaniu (wycofanie się, unikanie, ukrycie).

– Jestem ta najgorsza – mówi Ewa, a ja początkowo uważam, że powtarza to, co przed chwilą powiedziałam, definiując wstyd. – Miałam romans z żonatym facetem. Klasyka; żona go nie rozumie, ale nigdy jej nie zostawi, najpierw zauroczenie jak u nastolatki, subtelny flirt, nieśmiałe pocałunki, potem namiętny seks, a potem jego decyzja – kończymy z tym i zapewnienia: „Nie mogę zrobić tego żonie, ale nie odchodź z mojego życia”.

Po długiej chwili milczenia pytam, co było dalej. Ewa obejmuje się rękoma i delikatnie kołysze, jakby chciała utulić odrzucone ciało. – Wczoraj rozmawiałam z nim przez telefon, służbowo – mówi. – W tle słyszałam krzątającą się żonę. Co chwilę o coś go pytała, zwracając się do niego per „kochanie”. A potem kazała mu skończyć rozmowę. Powiedział, że musi pojechać do sklepu po zapach do ciasta dla żony. – Wiedziała, że rozmawia z tobą? – Oczywiście, on przed nią nie ma tajemnic. – Myślisz, że powiedział jej o zdradzie? – Myślę, że tak. – Ewa, po co sobie to robisz? Po co kolejny raz fundujesz sobie sytuację, kiedy on cię nie wybiera? – Może ze wstydu? – odpowiada, a ja czuję, że to jest to. Bo wstyd głęboko zakopany na dnie naszej duszy od czasu do czasu musi zostać nakarmiony. – Wiesz, ja byłam chyba skazana na romans z żonatym – mówi Ewa. – Kiedy go zobaczyłam, od razu poczułam to jego ciepło w oczach i taką ciapowatość, dobroć. Wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi i pewnie dlatego wybrałam właśnie jego. – Dlatego nie odeszłaś, kiedy nie wybrał ciebie i zostałaś na jego warunkach – bardziej stwierdzam niż pytam. – Widocznie od czasu do czasu muszę na nowo zdzierać strupek z ledwie zagojonej rany – odpowiada. – Rozmowa przez telefon, z żoną w tle, doskonale się do tego nadaje. Co wtedy karmi twój wstyd? – Najbardziej to, że ona sobie na mnie nieźle używa, ma władzę, w każdym momencie naszej rozmowy może go wysłać po zapach do ciasta. – Ona w ten sposób cię karze, a kara niweluje poczucie winy, nie wstyd – tłumaczę. – A co go niweluje? – Niestety, nic.

Krok 3. Próbujemy odróżnić wstyd od poczucia winy

Różnica pomiędzy wstydem a poczuciem winy polega na tym, że osoba wstydząca się czuje, że jest nie taka jaka być powinna (uwewnętrzniona opinia rodziców) i nic z tym nie może zrobić. Natomiast odczuwający poczucie winy uważa, że zrobił coś nie tak i zasłużył na karę, która zadośćuczyni przewinieniu. Tłumaczę Ewie, że wstyd zamieniła sobie na poczucie winy i bez szemrania odbiera cięgi od kochanka i jego żony. Kara zmniejsza jej poczucie winy, ale wstyd pozostaje.– Zaczęłaś tyć, kiedy kochanek zakończył romans – znowu bardziej stwierdzam niż pytam. I znów trafiam w sedno.

Czasami nadwaga jest reakcją ciała na porzucenie, obroną przed kolejnym zranieniem. – Teraz bardziej przypominam dojrzałą kobietę z lekką nadwagą niż szczuplutką dziewczynkę, która skakała wokół niego, klaszcząc w rączki, a on czuł się wtedy trochę takim tatusiem (co zmniejszało jego poczucie winy, ale też dodawało pikanterii romansowi). – Zasługujesz na dojrzałego mężczyznę, który ma odwagę mieć romans z dojrzałą kobietą zamiast z dzieckiem – czuję złość na jej kochanka, podobnie jak na męża, który nazywa ją wielorybkiem. – Ale tu nie chodzi o niego – przerywa moje rozmyślania. – A o kogo? – Tak naprawdę chciałam zrobić na złość matce.

wstydzę się swojego ciała
Dziecko rodzi się bez poczucia wstydu, ale bardzo szybko dowiaduje się od dorosłych, że nie wolno pokazywać, a nawet dotykać pewnych „wstydliwych” części ciała. (fot. iStock)

Krok 4. Odkrywamy źródło pierwotnego wstydu

Najbardziej dotkliwy jest ten najwcześniejszy, pierwotny wstyd, zadany nam przez rodziców. – W oczach matki od zawsze byłam bezwstydna – zaczyna opowieść. – Kiedy siadałam ojcu na kolanach, a jej zdaniem byłam już na to za duża. Kiedy brałam za rękę wujka – za bardzo wdzięczyłam się do facetów. Gdy zapuściłam włosy, umalowałam usta, na zdjęciu przytuliłam się do dziadka… „Wstydu nie masz” – te słowa bardzo szybko zaczęły dźwięczeć w mojej głowie z byle powodu. Do słów bardzo szybko dołączyły czyny, nie pamiętam już, ile razy dostałam w twarz. Ojciec w czynach posuwał się jeszcze dalej niż matka – wkładał mi do plecaka moje zużyte podpaski: „Byś się wstydziła, wchodzę do łazienki, a tam na pralce natykam się na to” – mówił.

Myślę, że wiele z nas w dzieciństwie doświadczyło podobnego upokorzenia. To było jak cios prosto w serce, z drugiej strony, w pełni zależni od rodziców, przyjmowaliśmy ich słowa za słuszne i właściwe. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to zablokować czucie wstydu. Niestety, wraz z nim zamroziliśmy także inne uczucia. – Wiesz, co dla mojej matki było najgorszym wstydem? – pyta Ewa. – Romans z żonatym facetem – mówię. Po raz trzeci mam rację. – Ale… myślę, że ten romans to trochę jej niespełnione marzenie, w końcu nazywając córkę imieniem pierwszej grzesznicy trochę kusiła los, nie uważasz? – O kurcze! Rzeczywiście! – Ewa po raz pierwszy jest zdziwiona. – Może to więc nie jest twój wstyd, tylko jej? Może pora go jej oddać? – pytam.

Choć zostało trochę czasu, czułam, że to koniec tej sesji. Siedziałyśmy jeszcze w milczeniu, każda w kontakcie ze swoim wstydem.

AUTOTERAPIA WSTYDU

  • Przypomnij sobie ostatnią sytuację, która uruchomiła w tobie wiele różnorodnych emocji i o której nie mogłeś bardzo długo zapomnieć, choć wszyscy ci powtarzali, że przecież nic wielkiego się nie stało. Wypisz wszystkie emocje, które wtedy czułeś. Teraz zastanów się, czy był tam również wstyd. Kiedy nie chcemy czuć wstydu, pojawia się w nas wiele często sprzecznych uczuć, które niejako mają za zadanie zakamuflować wstyd.
  • Jeśli chcesz uświadomić sobie najbardziej wstydliwe sfery swojego życia, dokończ następujące zdania:
    – Nie chcę, żeby ktokolwiek dowiedział się o mnie, że…
    – Jedynie najbliższej rodzinie i przyjaciołom powiem o sobie, że…
    – Dziś już mogę całemu światu powiedzieć o sobie, że…
  • Co myślisz/mówisz zwykle o sobie, kiedy coś ci się nie udaje? Jak się do siebie wtedy zwracasz? Prawdopodobnie to są słowa twojego wewnętrznego krytyka, który karmi się twoim wstydem. Może by tak zafundować mu dietę odchudzającą?
  • Pamiętasz, jak się do ciebie zwracano, co mówiono, kiedy jako dziecko zrobiłeś coś, co nie podobało się rodzicom? Które z tych epitetów zapamiętałeś jako szczególnie raniące? Wypisz je na kartce, następnie przekreśl i napisz dużymi literami: TO NIEPRAWDA, a potem podrzyj kartkę albo ją spal.