fbpx

Wybór kierunku studiów – jak pomóc dziecku w podjęciu dobrej decyzji?

Wybór kierunku studiów - jak pomóc dziecku w podjęciu dobrej decyzji?
Matury w tym roku później, jednak wątpliwości „co dalej?” już spędzają nastolatkom sen z powiek. (Fot. iStock)

Matury w tym roku później, jednak wątpliwości „co dalej?” już spędzają nastolatkom sen z powiek. Jak rozsądnie wspierać dzieci w wyborze kierunku studiów – pytamy Mikołaja Marcelę, nauczyciela akademickiego i autora książek.

Z powodu pandemii koronawirusa tegoroczne matury odbyły się później niż zwykle, a powtórki do egzaminów nie wyglądały normalnie… Jak pomóc swojemu nastoletniemu dziecku przygotować się na nowy etap w życiu?
Przede wszystkim dbać o dobre relacje. Nasuwa mi się przykład dotyczący aktualnej sytuacji – konieczność prowadzenia lekcji online od razu ujawniła, jakie który nauczyciel ma relacje z uczniami. Od nauczyciela, którego nie lubią, którego się boją, niczego nie przyjmują. To samo dotyczy rodziców: relacja to baza, bez niej żadne wychowanie się nie uda. A co do matury, to generalnie uważam, że jest niepotrzebnym, a wręcz szkodliwym reliktem pruskiego systemu edukacyjnego, który dziś już się nie sprawdza.

Chciałoby się powiedzieć: „To zmieńmy system”, i być może to się stanie, bo coraz więcej osób zauważa absurdalność matury i egzaminów jako takich.
Ja to zauważam od dawna. Podczas rekrutacji do programu Uniwersytet Najlepszych na Uniwersytecie Śląskim, w ramach którego jestem członkiem komisji rekrutacyjnej i tutorem, najcenniejsza jest rozmowa kwalifikacyjna. Nie sprawdzamy jednak konkretnej twardej wiedzy kandydata, ale co to za człowiek, jak myśli i kim chce być.

Czyli liczy się to, jakiego nastolatka wychowaliśmy, a nie czy umieliśmy zmusić go do nauki? Ale jednak trochę zmuszać trzeba.
Zmuszanie to wyjątkowo zły pomysł. Badania pokazują, że mało skuteczne jest nawet motywowanie do nauki – zarówno za pomocą kar, jak i nagród. Generalnie – co pewnie może nam się wydać zaskakujące, ale jeśli spojrzymy na samych siebie, to już wcale tak nie będzie – uczymy się tego, czego sami chcemy się uczyć. Co więcej, narządem, który przyswaja wiedzę, jest mózg, a mózg nie jest wyłącznie organem biologicznym, lecz także… społecznym. A to oznacza, że podczas zabawy, ciekawej interakcji, miłej aktywności społecznej uczymy się łatwiej, więcej i chętniej. Przymus rodzi niechęć. Sytuację jeszcze pogarsza fakt, że mózg jest nastawiony na wyłapywanie wad, krytyki, ułomności, błędów. Gdy pochwalę cię dziesięć razy, a raz powiem, że zrobiłaś drobny błąd, to wrócisz do domu, obracając w pamięci tylko moją krytyczną uwagę. Krytyka zabija wszystkie pochwały.

Ale jednak nie każdemu nastolatkowi można ufać i zostawić wolność w przygotowaniu się do matury i studiów.
Chcesz ze mną rozmawiać o studiach, egzaminach, a przecież edukacja zaczyna się w domu. I to edukacja na wszystkich polach, także na polu zaufania. Poprosiłbym rodziców, żeby powiedzieli, jak się czują, gdy w pracy szef nieustannie monitoruje ich pracę, pyta, co robili, dlaczego tak mało, kiedy wreszcie zaczną, kiedy skończą… To buduje zaufanie? Traktujmy młodych jak ludzi, a nie jak jakieś podstępne, leniwe istoty, które trzeba cały czas prowadzić za rękę. Chcesz móc ufać dziecku, to go zapraw w bojach. Pokazuj, że mu ufasz, i to zaprocentuje.

Już słyszę, jak rodzice, czytając to, co mówisz, prychają w duchu: „Nie znasz mojego nastolatka!”.
Nie ma złych dzieci. W wychowaniu – tak samo jak w każdym innym obszarze – dostajesz to, co dajesz. Ufajmy, nie nadzorujmy.

W książce „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku” namawiasz rodziców, żeby przestali nadzorować naukę swoich dzieci. Nie pytali, co zdane, czy wszystko odrobione, ale spędzali z dziećmi czas…
Tak, czas to najwyższe dobro, jakie rodzic może dać swojemu dziecku. Bez czasu nie zbuduje się relacji, a bez relacji nastolatek z żadnym problemem do ciebie nie przyjdzie.

Wybór kierunku studiów - jak pomóc dziecku w podjęciu dobrej decyzji?
Mikołaj Marcela, „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”

Samo spędzanie czasu wystarczy? A rozbudzanie ambicji, aspiracji, odpowiedzialności? Bez nadzoru wielu młodych ludzi zmarnuje życie i swoje możliwości. A jeśli nastolatek interesuje się jedynie Instagramem i grami?
To niech się interesuje. Instagram czy gry to normalne zainteresowania i można w ich ramach rozwijać swój potencjał. Dziś każdy obszar życia, nawet taki, który jest obcy rodzicom, może być źródłem wiedzy, a w przyszłości zarobkowania. Młody człowiek powinien móc popróbować wszystkiego. Ja grałem na perkusji, dla moich rodziców musiało to być nie do zniesienia, ale wytrzymali. Nie zostałem muzykiem, ale tamte doświadczenia, zwłaszcza akceptacja i wsparcie rodziców, fakt, że nigdy mi nie zarzucili, że to czysta strata czasu – ukształtowały wiele moich najważniejszych cech.

Zgodnie z koncepcją pedagogiki pozytywnej najważniejsze to dzieciom nie przeszkadzać. Czy sądzisz, że skoro dziecko nie chce iść na studia, to nie należy go wypychać?
Nie podoba mi się słowo „wypychać”, ale uważam, że należy zachęcać do studiowania. Można powiedzieć tak: „Słuchaj, studia to pierwszy etap edukacji, gdy wreszcie ktoś będzie słuchać, co masz do powiedzenia, czasami będziesz też mógł sobie wybrać przedmioty, sposób zaliczenia, to dla ciebie wielka szansa rozwoju. Spróbuj, zobacz, jak działają studia, a jeśli ci się nie spodoba, to zrezygnujesz”.

Czyli jednak studiowanie ma według ciebie sens?
Ma głęboki sens, bo daje możliwość rozwoju, buduje poczucie własnej wartości, rozszerza widzenie świata. Chodzi tylko o to, żeby rodzice nie wybierali maturzystom konkretnych kierunków. „Masz studiować medycynę, prawo, architekturę, bo to da ci pieniądze, pozwoli żyć na wysokim poziomie” – co to za komunikat?! Dziś nie ma dobrych i złych studiów, po prostu spróbuj, a może ci się spodoba.

A jeśli to studiowanie nie wypali? Wielu młodych zaczyna studia, ale ich nie kończy.
To normalne i trzeba o tym szczerze mówić. Wszyscy nieustannie próbujemy. Studia to najlepsze miejsce na rozwój, ale zawsze możemy się na takim wyborze przejechać. Uczymy się tego przez całe życie.

Jednak rodzice chcą też zapewnić dzieciom wykształcenie, które da im w przyszłości możliwość dobrego życia. Życiowe doświadczenie mówi im, że pewne zawody dają większą gwarancję zatrudnienia niż inne.
Tak? Jakie? Rodzice nastolatków muszą zmierzyć się z prawdą o współczesnym zatrudnieniu. Żaden młody człowiek nie ma szans na pracę w jednym zawodzie przez całe życie. Bez względu na to, jakie skończy studia. Będzie zmieniać pracę kilkanaście razy, będzie się wiele razy uczyć nowego zawodu Zwłaszcza dzisiaj, w świecie po pandemii COVID-19 i z rosnącą rolą uczenia się maszynowego. Gdy posłucha się futurologów i osób, które monitorują to, co dzieje się na rynku pracy, uwagę zwraca wysokie prawdopodobieństwo tego, że absolwenci kierunków humanistycznych i artystycznych łatwiej odnajdą się w nowej rzeczywistości. Sam jestem humanistą i widzę, jak wiele istotnych zdolności i kompetencji uzyskałem na filologii polskiej czy filozofii. Żadne studia dziś nie zapewniają w przyszłości wysokich poborów, a specjaliści z zakresu edukacji nie mają wątpliwości, że najważniejszą kompetencją w najbliższych latach będzie zdolność szybkiego i efektywnego uczenia się nowych rzeczy.

Na co zwracać więc nastolatkowi uwagę przy wyborze studiów?
Na to, co go interesuje. Polecam książkę „Uchwycić żywioł” Kena Robinsona. Odkrycie swojej pasji zmienia w życiu wszystko. Najważniejsze, żeby robić to, co sprawia nam frajdę.

Czyli każdy nastolatek ma jakiś talent, tylko musi go znaleźć. Jak mu w tym pomóc?
Najlepsze wyjście to tutoring, czyli edukacja spersonalizowana. Ta metoda skutecznie namierzy mocne strony każdego nastolatka.

Na czym ona polega?
To cykl spotkań z tutorem, który ma dla młodego człowieka czas, zbuduje z nim dobrą relację, zapewni bezpieczną przestrzeń do rozmów, omówi niepowodzenia, ale pod kątem pozytywów. Przede wszystkim jednak pomoże mu w realizacji jego celów, bo ma do tego kompetencje. To jest praca jeden na jeden na głębokim potencjale młodego człowieka.

Jednak dla wielu rodziców spersonalizowany tutoring zawsze będzie poza zasięgiem. Czy masz domowy sposób na odkrycie talentów mojego nastoletniego dziecka?
Mam, i składa się na niego kilka komponentów: czas, wspieranie nastolatków w ich pomysłach, przestrzeń i umożliwienie próbowania wielu rzeczy. Rozumiem to w następujący sposób: dajcie swoim dzieciom wolny czas po szkole, nie zaganiajcie ich do zadań domowych, niech sobie robią, co chcą. Nawet niech się ponudzą i zmarnują trochę czasu. I niech szukają tego, co ich kręci. Szkołę zostawcie w szkole, tak długo, jak wasze dziecko zalicza wszystkie przedmioty. I pomagajcie tylko wtedy, kiedy dziecko o to poprosi. Na pewno nie próbujcie nad nim wisieć ani go kontrolować, czy robi wszystko, co było zadane i czy ma same wysokie oceny. To najgorsza taktyka, najbardziej zabójcza dla każdego potencjału.

Twoje poglądy momentami brzmią bardzo idealistycznie, ale każda idea wydaje się absurdalna, zanim stanie się popularna. Może ta nasza rozmowa zasieje zmiany w sposobie myślenia i o systemie edukacji, i o traktowaniu młodych ludzi.
To nie jest podejście idealistyczne, to opieranie się na naturalnych procesach uczenia się. Obecna edukacja jest całkowitym wypaczeniem takiego sposobu nauki. Myślę, że moje poglądy są raczej powrotem do źródeł. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała edukacja w starożytnej Grecji, a więc zaraz na początku rozwoju naszej nauki: bez podstaw programowych, ocen, zadań domowych i testów. Był dialog, wymiana myśli, sztuka stawiania pytań i szukania odpowiedzi – przy użyciu logiki oraz za pomocą eksperymentu. A wszystko to w ramach budowania głębokich relacji między mistrzem a uczniem. To chyba brzmi lepiej niż edukacja w obecnej szkole, prawda?

Mikołaj Marcela, nauczyciel akademicki, wicedyrektor kierunków sztuka pisania, filologia klasyczna i mediteranistyka na Uniwersytecie Śląskim.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>