fbpx

Wyobraźnia – jak ją ćwiczyć i pielęgnować radzi Wojciech Eichelberger

Wyobraźnia - jak ją ćwiczyć i pielęgnować radzi Wojciech Eichelberger
Wyobrażeniowa funkcja mózgu nie rozwija się, kiedy dzieci wciąż patrzą na memy, podcasty, filmy, teledyski, emotikony i inne obrazki. (Fot. iStock)

Czy wyobraźnie nie jest już przeżytkiem w świecie pełnym smartfonów i komputerów? Czy jest nam jeszcze w ogóle do czegoś potrzebna? A może właśnie dlatego, że nie używamy jej już tak często jak kiedyś, trudno nam budować trwałe relacje z ludźmi zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Skąd się bierze wyobraźnia?
W psychologii rozwojowej mówi się, że wyobraźnia pojawia się samoistnie w wyniku rozwoju sieci neuronalnej mózgu około trzeciego roku życia. Zauważono bowiem, że pomaga dzieciom przeżywać pierwsze dłuższe rozstanie z rodzicami, związane na przykład z pójściem do przedszkola. Jeśli dziecko posiadło już wówczas zdolność do wyobrażenia sobie zapisanego w pamięci wizerunku matki lub ojca, to nawet gdy na wiele godzin straci ich z oczu, zniesie to spokojnie. Natomiast brak zdolności do wyobrażania sobie twarzy opiekunów sprawia, że dziecko zaczyna rozpaczać, czuje się bowiem porzucone na zawsze i nieodwołalnie.

Czy także dorosłym wyobraźnia pomaga poradzić sobie z rozstaniem?
Pamięć i wyobraźnia obrazowa włączają się także u dorosłych, gdy muszą się oni rozstać z kimś, kogo kochają. Wówczas to właśnie wyobraźnia pomaga utrzymać emocjonalny kontakt z opuszczoną osobą, daje nadzieję na ponowne spotkanie. Co więcej, pozwala zachować więź emocjonalną z tym, kogo nie ma obok nas. Tych, którzy z jakichś powodów nie mają takiej emocjonalno-obrazowej wyobraźni, dotyka często syndrom zwany: „Co z oczu, to z serca”. A więc gdy kogoś nie widzę, to o nim zapominam, nawet gdy ten ktoś był mi bliski. Wyobraźnia wspiera emocjonalne więzi.

To nie pamięć ją wspiera?
Pamięć dotyczy informacji „technicznych”: gdzie kto mieszka, jak się nazywa, co lubi, jaki ma numer telefonu czy buta. A także wszystkich wydarzeń minionych. Podobno w naszych mózgach zapisane jest wszystko, co się wydarzyło, i w każdej chwili taki obraz może zostać wyświetlony na „ekranie” wyobraźni. I tę funkcję naszego mózgu nazywamy wyobraźnią odtwórczą. Taki spontaniczny flashback może zostać wywołany jakimś bodźcem, na przykład zapachem, który wiązał się z przeszłym wydarzeniem, i teraz uruchomił w naszej wyobraźni jego zapis.

O wyobraźni twórczej mówimy z kolei, gdy sięgamy po sny i wyobrażenia dotyczące przyszłości. One są już kreacją, tworzeniem nowych obrazów, a nie tylko odtwarzaniem informacji czy sytuacji zarejestrowanych przez mózg w przeszłości.

Jak to się dzieje, że na przykład podczas masażu czy medytacji możemy „zobaczyć” zaskakujące obrazy?
Kiedy jesteśmy głęboko zrelaksowani, nasz mózg wchodzi w stan alfa, w którym uruchamia się wyobraźnia obrazowa, bo nie przeszkadza jej wtedy świadoma część mózgu. Czasem wyobraźnia staje się wręcz zastępczym światem, to taki second life. Mózg generuje wówczas precyzyjne obrazy wirtualnego świata, które zastępują świat realny. Niby tu jestem, siedzę na fotelu i patrzę na ciebie, ale ten obraz jest zmodyfikowany, bo nakłada się na niego klisza i w moich oczach jesteś szpiegiem!

W jaki sposób na naszą wyobraźnię wpływa fakt, że współczesny człowiek wciąż nurkuje w Internecie?
Z badań przeprowadzonych na pokoleniu osób urodzonych w erze cyfrowej i obrazkowej wynika, że zdolność do wyobrażania sobie na tym „wewnętrznym ekranie” rozmaitych sytuacji, form, a nawet twarzy bliskich osób – zanika. Wyobrażeniowa funkcja mózgu nie ma bowiem powodu rozwijać się, kiedy dzieciaki wciąż patrzą na memy, podcasty, filmy, teledyski, emotikony i inne obrazki. One wszystkie zwalniają ich mózgi z potrzeby generowania twórczych wyobrażeń. Nawet tego, co się ogląda, nie ma potrzeby zapamiętywać, czyli zapisywać w plikach wyobraźni odtwórczej, bo przecież w każdej chwili można zrobić sobie zdjęcie tego czegoś czy kogoś i odtworzyć, gdy pojawi się taka potrzeba. Stąd zapewne także bierze się niechęć młodych do czytania książek – radość z czytania w dużej mierze płynie z kreowania wyobrażeń. Podczas czytania powieści mózg wykonuje pracę reżysera, scenografa, kostiumologa, wizażysty, oświetleniowca i kamerzysty. Tworzy w wyobraźni wielowymiarowy, dynamiczny spektakl. Niestety, młode pokolenia swój „wewnętrzny ekran” wyobraźni w coraz większym stopniu zastępują zewnętrznym ekranem smartfona.

Już nawet kilkulatek nie musi zapamiętywać twarzy i głosu mamy, bo w każdej chwili może je sobie odtworzyć w telefonie…
Jeszcze sto lat temu zdjęcia były rzadkością, a portrety dostępne tylko dla bogatych, więc prawie wszyscy musieliśmy tworzyć obrazy i filmiki w naszych plikach mózgowych, aby móc je w razie potrzeby przywołać. Dzisiaj wszystko, co dla nas ważne, zapamiętuje za nas maszyna.

A czy smartfon będzie też za nas kochać? Czy wystarczy, żebyśmy nie doznali syndromu: „Co z oczu, to z serca”?
Jeśli nie mamy uwewnętrznionego obrazu ukochanej osoby, to z pewnością łatwiej o niej zapomnimy. Wystarczy kilka dni, aby nasze uczucia do niej zanikły. Bo jeśli nie potrafię wyobrazić sobie jej twarzy, oczu, postaci, to tak, jakbym jej nigdy nie poznał. Nasze życie wydarza się przecież w naszych umysłach. Dowodem na to jest doświadczenie ludzi, którzy z różnych powodów – np. urazu czy choroby neurologicznej – tracą pamięć i przestają rozpoznawać bliskich. Utrata pamięci wynika z uszkodzenia neuronalnych baz danych i utraty obrazów kochanych ludzi. Wtedy nie można ich rozpoznać, bo nie dysponujemy ich wewnętrznym wzorcem, nie mamy więc do czego tego, kogo widzimy, porównać. A kiedy nie rozpoznajemy twarzy, nie uaktywniają się uczucia związane z tą osobą.

Ale kiedy mamy wyobraźnię, zdolni jesteśmy nawet „pokonać” czas i spotkać się w niej z tymi, którzy odeszli…
Dobrze jest mieć i chronić w wyobraźni obrazy bliskich zmarłych, pamiętać, jacy byli. Ale jednocześnie nie zapominać, że oni już odeszli i związki z nimi nie zastąpią nam związków z żywymi.

Czyli wyobraźnia sprzyja miłości. A czy sukcesowi życiowemu także?
Również, bo pomaga w ćwiczeniu rozmaitych umiejętności i zachowań. Na przykład sportowcy wykorzystują wyobraźnię w ramach tzw. treningu mentalnego. Siedzą w fotelu i wyobrażają sobie w zwolnionym tempie wszystkie skomplikowane fazy, dajmy na to, skoku o tyczce. Im dokładniej potrafią to zrobić, czyli odtwarzać w wyobraźni idealny algorytm motoryczny skoku, tym większe mają szanse na sukces w realnym świecie. Dokładne zobrazowanie ruchu jest odbierane przez część mózgu odpowiedzialną za motorykę i przekierowane do poszczególnych mięśni, które ćwiczą właściwą reakcję na neuronalne impulsy.

A czy możemy tak ćwiczyć np. rozmowę kwalifikacyjną?
Możemy ćwiczyć każdą sytuację, która ma szansę się wydarzyć. Ćwiczymy wtedy pożądaną, optymalną reakcję na nią. Wyobraźnia pełni funkcję sali prób w teatrze.

W trakcie wyobrażania sobie może pojawić się lęk… Chciałabym sobie wyobrazić, że będzie fajnie, ale nagle okazuje się, że widzę tragedię…
To, o czym teraz mówię, to wyobraźnia kontrolowana, która podlega naszej woli: postanawiam, że będę wyobrażać sobie i zarazem ćwiczyć optymalny przebieg jakiegoś wydarzenia. A to, o czym ty mówisz, wiąże się z wyobraźnią spontaniczną, ta kontrolowana jest przez nawykowe emocje, przekonania, osądy i wspomnienia. To wyobraźnia, która potrafi wprowadzić cały nasz organizm w niepotrzebny „autostres”.

Czyli efekt wyobraźni na usługach pesymizmu?
To interesująca definicja „autostresu”, czyli wyobrażania sobie trudnych sytuacji w przyszłości. To kosztowna zabawa, bo ciało uznaje wyobrażenia za rzeczywistość i wytraca ogromne ilości energii na radzenie sobie z tymi nieistniejącymi zagrożeniami. Dlatego mówi się, że można zamartwić się na śmierć.

Możemy zatem zaszkodzić sobie lub pomóc dzięki wyobraźni.
Tak, utwierdza nas w tym wykorzystanie wyobraźni w leczeniu ciężkich chorób, zwłaszcza onkologicznych. Najpierw stosuje się ćwiczenia, które służą zdyscyplinowaniu wyobraźni, a następnie chory może wyobrażać sobie uzdrawiające procesy walki z chorobą. Obecnie pracę z wyobraźnią zastępuje się grami. Na przykład chore na raka dzieci zamiast wyobrażać sobie, jak białe ciałka – w postaci dzielnych komandosów – atakują komórki rakowe, grają w taką grę komputerową. Obawiam się jednak, że ta forma pobudzania organizmu jest mniej skuteczna. Uzdrawiające obrazy nie są wtedy wytworem mózgu, czyli części organizmu, który walczy z chorobą, lecz pochodzą z zewnątrz.

Czy wyobraźnia „wyrzucona” na zewnątrz sprawia, że szybciej uzależniamy się od gier?
Nie tylko. Są ludzie, którzy urodzili się ze smartfonem w ręku – staje się on częścią ich mózgu, niezbędną do życia częścią organizmu. Gdy uzależnionym od smartfona zabierze się tę maszynę, czują się tak, jakby zabrano im kawał mózgu. Tracą część pamięci, tracą obrazy, bliskich i przyjaciół, a nawet orientację w przestrzeni i w czasie. Trudno się więc dziwić, że wpadają w panikę i walczą o utracony sprzęt jak o życie. Smartfon to znacznie więcej niż uzależnienie – to mózgowy „wszczep”, stał się dla wielu serwerem przechowującym ich poczucie tożsamości.

A wracając do siły wyobraźni: czy jeśli będę wyobrażać sobie domek z sadem, to będę go mieć?
To zależy, z jaką intencją go sobie wyobrażasz. Lepiej, gdy z taką: „Będę go miała”. Albo że już go masz! Bo są obserwacje potwierdzające większą skuteczność wyobrażania sobie, że mamy już to coś, o czym marzyliśmy. Podobnie konsekwentne wyobrażanie sobie, że jesteśmy zdrowi i silni, wspomaga proces zdrowienia. Nauka zajmuje się efektem sugestii już od dawna, ale słabo jej to idzie, bo to zjawisko wymykające się obowiązującemu ciągle materialistycznemu paradygmatowi. Nauka ma więc nadal kłopoty z hipnozą, efektem placebo i nocebo. Zatem dla zrozumienia potęgi wyobraźni musi nam więc na razie wystarczyć pewna starochińska przypowieść. Otóż dwóch starych przyjaciół spotkało się na pogaduszki przy herbacie w domu jednego z nich. Ten, który był gościem, zauważył, że w jego filiżance pływa jakiś robak. Ale ponieważ uprzejmość i wdzięczność były wówczas wartościami praktykowanymi, aby nie urazić gospodarza, nic nie mówiąc, wypił do dna herbatę. Wkrótce potem ciężko się rozchorował. Gdy jego przyjaciel dowiedział się o tym, zaprosił go ponownie, by zdążyli się pożegnać. Tak się też stało. Ale kiedy zasiedli przy tym samym stoliku, aby wspólnie napić się herbaty, gość znów zobaczył na dnie filiżanki robaka.

Zgaduję, że tym razem herbaty nie wypił.
Tak, gdyż był już bardzo chory i w swoim przekonaniu patrzył śmierci w oczy. Odważył się powiedzieć o tym sędziwemu gospodarzowi. Gospodarz z ciekawością i niedowierzaniem zajrzał do jego filiżanki, po czym wybuchnął śmiechem. I wskazał na fresk na suficie przedstawiający węża. Kiedy gość zrozumiał, co się stało, też wybuchnął śmiechem, dopił herbatę i pożegnał się czule z przyjacielem. Następnego dnia po okolicy rozeszła się wieść, że cudem wyzdrowiał. Morał z tego taki, że nasza wyobraźnia ma taką moc, że może nas zabić, ale może nas też uzdrowić i przydawać się w wielu innych sytuacjach. Warto się więc o nią troszczyć, ćwiczyć ją i rozwijać.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze