Wypełnić pustkę, czyli jak wspierać rodzica w żałobie

"Nie ma ani magicznej pigułki, ani uniwersalnej rady na to, by ktoś, kto stracił bliską osobę, poczuł się nagle szczęśliwy. Najlepiej pytać czego osamotniony rodzic potrzebuje, bo może okazać się, że dokładnie to wie". (fot. iStock)

Jeszcze niedawno chodzili razem do sklepu, sprzeczali się, co obejrzeć w telewizji albo kto miał podlać kwiaty i zapomniał. A teraz jedno z nich odeszło… Jak wspierać rodzica, który został sam?

Rodzice Doroty przeżyli ze sobą ponad 50 lat. Mam zmarła w szpitalu i to Dorota musiała zawiadomić ojca. „Co my teraz zrobimy tatusiu?” – płakała do telefonu. – Kiedy weszłam do domu rodzinnego, zrozumiałam, że to życie taty zmieniło się diametralnie, bo ja – chcę czy nie – muszę wrócić do swojego świata: męża i dzieci, pracy, mieszkania. On zostanie w pustym domu, który razem z mamą budowali i urządzali – wspomina. – Powiedziałam mu, że lekarzom nie udało się uratować mamy. Siedział cicho kilka minut, po czym wstał i sięgnął po notes, bo przecież trzeba powiadomić tyle osób… Dzwonił i cierpliwie opowiadał, jak zasłabła, a on wezwał pogotowie i co mówił lekarz dyżurny.

Potem oboje rzucili się w wir załatwiania formalności. A kiedy jechali do szpitala, Dorota po raz pierwszy w życiu widziała, jak ojciec płacze. Postanowiła zrobić wszystko, żeby mu pomóc. – Paradoksalnie skupienie na ojcu było lekarstwem na moją żałobę – mówi. – Starszy brat mieszka w Kanadzie, ja zawsze miałam z tatą silniejszą więź. Wydawało mi się, że nie zostaliśmy sami, tylko we dwoje, a to co innego.

Po pogrzebie, kiedy pożegnali już krewnych i znajomych, Dorota poprosiła, by tata przeniósł się do niej, chociaż na pierwsze tygodnie. Ale chciał zostać sam.

Zaczarować rzeczywistość

Przez następne tygodnie i miesiące Dorota płakała w ukryciu, do taty przyjeżdżała codziennie z rozpogodzoną twarzą i nadzieją, że uda się choćby na pozór przywrócić mu dawny świat i przyzwyczajenia. na etapie obwiniania siebie ojciec uznał, że niepotrzebnie wezwał pogotowie i wciąż o tym mówił. W domu na pewno jakoś przetrwaliby kryzys, a tak umarła w szpitalu, z dala od bliskich. Dorota najpierw zaprzeczała i tłumaczyła, potem po prostu ucinała rozmowy o mamie.

Postanowiła wypełnić lukę po niej, zaczęła od propozycji, że pomoże w pracach ogrodowych. „Nie trzeba, nie będę nic robił, nie mam po co i dla kogo” – usłyszała.

– Tata obraził się na cały świat. Wcześniej był bardzo aktywny, teraz zaniedbał dom, siebie, bałam się, że popada w depresję – opowiada Dorota. Uparła się więc, żeby wyciągnąć go do ludzi – rodzice grywali w brydża, więc zastąpiła mamę w parze z ojcem i zapraszała na karciane spotkania. Uznała, że jeśli zorganizuje mu życie, będzie łatwiej. I wydawało się, że tata też tak to odczuwa. Konsultował z nią wszystko, jak niegdyś z żoną, aż pewnego dnia pomylił się i nawet nazwał córkę jej imieniem: „Co myślisz o tym, Irenko?” – spytał, ale od razu się zorientował, że Irenki już nie ma… „A ja nie potrafię żyć sam” – dodał. Dorota miała na to jedną odpowiedź: „To przeprowadź się do nas”. Zwłaszcza, że i sama czuła się lepiej, kiedy ojciec był blisko, nie musiała się stale o niego martwić.

Nowy cel w życiu

Dom na przedmieściach zamknięto, tata dostał swój pokój w mieszkaniu Doroty, z telewizorem, bo jedyny w rodzinie korzystał z tego sprzętu. Jeździli podlewać kwiaty w domu rodziców, na cmentarz i do kamieniarza, bo tata nie myślał teraz o niczym innym poza porządnym nagrobkiem. Potem zaczął wymykać się na cmentarz sam, porządkował, zmieniał kwiaty i palił znicze.

Święta spędzili u Doroty, bo nie chciała urządzać Wigilii w salonie, w którym od lat dzielili się opłatkiem z rodzicami. Chciała odgrodzić się od wspomnień i tak samo chciała odciąć od przeszłości ojca. Namawiała go, żeby pooddawać rzeczy mamy, jej buty, ubrania, podobno trzeba to zrobić jak najszybciej, a minął rok. Oburzył się, chciał, żeby wszystko było tak jak dawniej. Ustąpiła, ale szukała mu celu w życiu: może kot, kanarek? Może Internet albo wyjazd do Kanady? Nic z tych rzeczy, za to nadal codziennie był na cmentarzu. Mąż pocieszał Dorotę, lepszy taki cel w życiu niż żaden. Natomiast po roku żałoby, ojciec zaczął ją zaskakiwać. Najpierw oznajmił, że wraca do siebie, bo tęskni do domu z ogrodem. – Odczułam to trochę jako niesprawiedliwość – przyznaje Dorota. – Bardzo chciałam włączyć go w codzienność naszej rodziny, a on to odrzucił, a przynajmniej nie chciał nas na stałe. Powiedział, że nie jest dzieckiem i jeszcze potrafi poradzić sobie sam. No i że mama chciałaby, żeby ktoś dbał o jej dom i ogród, a właśnie trzeba wymienić stare okna i siać trawę.

Po kilku miesiącach podzielił się inną nowiną: na cmentarzu poznał panią Marię, także wdowę. Spotyka się z nią od pół roku i planują zamieszkać razem. W pierwszej chwili Dorota poczuła zazdrość i gniew. W imieniu mamy i swoim: niecałe dwa lata, a ojciec znajduje sobie towarzyszkę. Kiedy zapytała, po co mu to, usłyszała, że ma z kim rozmawiać o dawnych czasach i oglądać telewizję. Że znów czuje się potrzebny, a Maria uwielbia, kiedy on przynosi jej kawę. – Ja was bardzo kocham, Dorotko, ale nie chcę żyć waszym życiem, tylko swoim.

Rozmowa z psycholog Michaliną Dłużniewską

Chcemy pomóc rodzicowi w żałobie, a nieświadomie popełniamy błędy. Jakie?
Zdarza nam się mówić: „Taka jest kolej rzeczy, swoje przeżyła, trzeba żyć dalej…”. To słowa, które w żaden sposób nie pomagają, a jedynie pokazują, że unieważniamy ich ból, stratę, lęk przed teraźniejszością i przyszłością. Odszedł ktoś, z kim ojciec czy matka spędzili całe życie, mieli ustaloną organizację dni, swoje rytuały, a nagle okazuje się, że nie ma dla kogo zrobić porannej kawy. I pojawia się ogromna pustka. Wszystko, co rodzice wcześniej dzielili na dwoje, także obowiązki, nagle spada na jedną osobę. Ona może być przerażona i trzeba na to pozwolić, uznać, że ma prawo tęsknić, i nie wyobraża sobie świata bez współmałżonka.

Jak pomóc jej wracać do życia?
Po pierwsze, uznać żałobę, przyjąć wszystko, w czym się objawia: smutek, żal, pustkę, bunt, bezsilność, złość, lęk, że to życie już nie ma sensu. Po drugie, być cierpliwym i uważnym, pokazać rodzicowi, że jesteśmy obok, że nie dewaluujemy jego myśli i uczuć. Pomagać w codziennych czynnościach: zakupach, sprzątaniu, urzędowych sprawach, w dostosowaniu się do nowego życia. Bywa, że mąż nie wie, jak włączyć pralkę, bo żona to robiła, albo żona nie ma pojęcia, gdzie płacić rachunki, bo zawsze mąż to załatwiał. Potrzeba więc także cierpliwości w uczeniu rodziców, że mogą być samodzielni. Angażowania ich w nasze sprawy, nawet jeśli tego nie potrzebujemy. Kiedy rodzic pomaga, ma poczucie ważności, sprawczości. To ważne, bo śmierć bliskiej osoby zwykle je umniejsza. Warto podtrzymywać kontakt i słuchać nawet wiele razy tych samych historii i wspomnień. Bo wspomnienia dla osób w żałobie to jedyna możliwość, żeby jeszcze przez moment zatrzymać zmarłego człowieka przy sobie.

Czyli odcięcie się od przeszłości nie jest dobrym pomysłem?
W dzisiejszych czasach nie dajemy sobie czasu na pełne przeżycie żałoby, bo smutek, żal, rozpacz są trudne i dlatego od nich uciekamy. Ale dla seniora taka ucieczka to unieważnienie jego uczuć. Przeszłość pomaga mu zobaczyć, w jakich trudnych momentach już był i co mu wtedy pomagało, i może przydać się teraz, kiedy nadszedł kolejny – może najtrudniejszy – moment w jego życiu. Nie ma ani magicznej pigułki, ani uniwersalnej rady na to, by ktoś, kto stracił bliską osobę, poczuł się nagle szczęśliwy. Przecież właśnie zawalił się cały jego świat. Dlatego ważne, żeby pozostający rodzice mieli się na kim i na czym oprzeć.

Oprzeć, ale chyba nie zastąpić zmarłego? W opisanej historii córka próbuję wejść w rolę mamy…
Nie chodzi o zastąpienie zmarłej osoby, chodzi o pokazanie, że do tej pory była fizycznie obok, a teraz musimy jej znaleźć nowe miejsce. Kiedy prowadzę terapię czy grupy wsparcia, często dochodzimy do takiego momentu, w którym uczestnicy mówią: „Faktycznie nie ma jej obok mnie, ale nadal jest ze mną, w sercu”. Próba zastąpienia tej osoby kimś innym lub jakimś zajęciem to próba wypełnienia pustki. Wydaje nam się, że osamotnionemu rodzicowi wtedy nagle się cudownie poprawi. Ale nawet gdyby się pozornie udało – to nieprzeżyta żałoba może wrócić w dowolnym momencie, ze zdwojoną siłą i wtedy będzie dużo trudniej. Najlepiej pytać, czego osamotniony rodzic potrzebuje, bo może się okazać, że dokładnie to wie i w pewnym momencie sam odnajdzie sposób na dalsze życie.

Czasem inny niż nasz, choć przecież po stracie rodzica też przeżywamy żałobę. Jak zadbać o swoje uczucia?
Dobrze być uważnym i wyrozumiałym dla siebie, pozwolić sobie na smutek, złość, niedowierzanie, na poczucie pustki i zagubienia. Powiedzenie bliskim: „Ja też tęsknię i płaczę” bardzo zbliża. Warto też nie uciekać od przyjemności i od śmiechu. Pozornie może wydawać się, że nie wypada, ale to są stereotypy. I nie zapominajmy, że ogromnym wsparciem może być psycholog lub psychiatra. Czasami potrzebne okazują się leki – nie należy się tego obawiać. Zachęcam także do korzystania z Telefonu wsparcia dla osób w żałobie, który prowadzimy w fundacji Nagle Sami.

 

Michalina Dłużniewska – psycholog z fundacji Nagle Sami, koordynator bezpłatnego Telefonu wsparcia dla osób w żałobie 800108108