fbpx

Poczucie winy w związku. Rozmowa z psycholog prof. Katarzyną Popiołek

Poczucie winy w związku. Rozmowa z psycholog prof. Katarzyną Popiołek
Ważne, żeby uświadomić sobie powód i zakres poczucia winy. Bardzo często z tym przesadzamy. Obarczamy siebie winą za wszystko albo ją całkowicie odrzucamy. A ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, co tak naprawdę się stało i jaki jest nasz w tym udział. (Fot. iStock)

Zastanówmy się, co się stało i jaki jest w tym nasz udział. Co można naprawić? Zawsze też informujmy partnera, co czujemy, gdy coś złego nam robi. Tylko tak wzbudzane w nim wyrzuty sumienia mogą okazać się skuteczne – mówi psycholog prof. Katarzyna Popiołek.

Jak to jest z poczuciem winy w związkach kobiety i mężczyzny?
Poczucie winy w ogóle związane jest z faktem, że internalizujemy (uwewnętrzniamy) pewne normy. W związkach też istnieją normy – na przykład, że się nie zdradza. Kiedy tę normę złamiemy, odczuwamy dyskomfort, obniża nam się poczucie własnej wartości, samooskarżamy się, czyli stosujemy karę wewnętrzną. Ale poczucie winy może być wywołane także karą zewnętrzną. Na przykład tym, że partner mówi: „to ty zepsułaś nasz związek”. Ważne, żeby uświadomić sobie powód i zakres poczucia winy. Bo bardzo często z tym przesadzamy. Obarczamy siebie winą za wszystko albo ją całkowicie odrzucamy. A ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, co tak naprawdę się stało i jaki jest nasz w tym udział.

Dostrzegamy nasz udział i co dalej?
Powinniśmy przyjąć za to odpowiedzialność. Ale nie poprzez wewnętrzne katowanie się, tylko chęć zadośćuczynienia partnerowi.

A jeżeli to nie jest możliwe?
Wtedy przyznaję się do winy, przepraszam, obiecuję poprawę. Partner powinien moje przeprosiny przyjąć. Jeżeli natomiast nie przyjmie, a ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby naprawić winę, nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć: „trudno, muszę z tym żyć, ale nie będę się samobiczowała”. Poczucie winy, od którego nie można się uwolnić, nic dobrego nie daje. Wpływa niekorzystnie nie tylko na moje samopoczucie i zachowanie, ale także na stosunek do partnera, bo żywię przekonanie, że to przez niego mam poczucie winy. Więc na niego warczę, oddalam się od niego albo wręcz próbuję go oskarżyć. To powoduje, że nie tylko ja ponoszę konsekwencje, ale i partner.

Niektórzy całe życie wypominają partnerowi winę.
Ponieważ chcą mieć nad nim większą kontrolę, przewagę moralną. A to absolutny błąd. Bo albo odchodzimy od partnera, jeśli nie możemy znieść tego, co zrobił, albo jak wybaczamy, to wybaczamy i nie zadręczamy siebie i jego. Wypominanie winy jest taką grą obliczoną na pokazanie: ja jestem w porządku, a ty nie jesteś. Mamy bowiem tendencję atrybucyjną (czyli wyjaśniającą przyczyny) polegającą na tym, że jeśli my coś zawaliliśmy, to zrzucamy winę na innych lub na przypadek. Natomiast jak ktoś zawinił, to mówimy: „on tak postąpił, bo jest zły”. Szukamy zewnętrznych usprawiedliwień dla siebie, a innych obwiniamy.

Co wtedy, gdy staram się zadośćuczynić partnerowi wyrządzoną krzywdę, a on to odrzuca?
Powinniśmy doprowadzić do rozmowy, w której zapytamy, co możemy zrobić, żeby tę sprawę zakończyć. Partner, widząc nasze poczucie winy z powodu zdrady, może powiedzieć: „dobrze, ale pod pewnymi warunkami”. Na przykład: „nie spotkasz się więcej z tą osobą”. Taki warunek związany z winą jest w porządku. Natomiast warunek: „no dobrze, ale będziesz teraz sam sprzątał, sam łożył na dom, na mnie nie licz” – jest nie do przyjęcia.

Dlaczego?
Dlatego, że nie jest związany z przewinieniem. Bo to tak jakby partner powiedział: „Zdradziłem, kupię ci futro i mam załatwione. Nie obiecuję, że już nie będę zdradzał, następnym razem kupię ci samochód”. Podobny błąd popełniamy nagminnie wobec dzieci. Nie mamy dla nich czasu, z tego powodu targa nami poczucie winy, więc kupujemy im drogie zabawki, pozwalamy na wszystko. To patologiczny mechanizm.

Bywa, że zdradzający partner z masochistyczną wręcz rozkoszą przeżywa swoje poczucie winy.
Przypomina w tym alkoholika, który mówi: „wiem, że za dużo piję, ale jak cierpię!”. Zdradzający mąż użala się: „świnia ze mnie, ale przecież nie jest mi z tym dobrze!”. Albo próbuje tłumaczyć, dlaczego zdradza: „bo żona jest mniej czuła”. A nie bierze pod uwagę, że poświęcając czas kochance, nie daje szans żonie, żeby mogła okazywać mu czułość. Sam jest przyczyną dramatu, ale skutki zwala na żonę.

Czasami nadmiernie obwiniamy siebie.
Coś złego stało się kochanej osobie, a my wyrzucamy sobie: „gdybym tego nie powiedział, toby się nie zezłościła i nie dostała ataku serca”. A prawda jest taka, że ten ktoś po prostu zmarł. Jednak my, chcąc uczynić tę sytuację racjonalną, przypisujemy winę sobie. Paradoksalnie wówczas staje się ona irracjonalnie racjonalna: jest wina, więc jest i kara. Wtedy łatwiej ją nam zrozumieć. Gdy umarł Bogumił z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej, Barbara powiedziała: gdybym przypilnowała, żeby nie wyszedł na mróz bez kożuszka, toby nie umarł.

Samooskarżając się z uporem, chcemy pewnie „odcierpieć” naganny czyn i uzyskać akt łaski.
A przynosi to przeciwny skutek – przedłużające się poczucie winy powoduje, że osoba, przez którą cierpimy, staje się dla nas negatywnym bodźcem, czujemy się źle w jej towarzystwie, co w końcu obraca się przeciwko niej. Częstą przyczyną przemocy w rodzinie jest to, że mężczyzna czuje się winien (nie ma pieniędzy, nie umie czegoś załatwić) i odreagowuje złość na żonie i dzieciach. A kobieta, która ulega przemocy, zaczyna wierzyć, że to wszystko jej wina, więc ulega mężowi nie tylko ze strachu, ale właśnie dlatego, że wierzy w swoją winę. Badania nad poczuciem winy pokazują, że najczęstszym skutkiem tego stanu jest zmiana myślenia o sobie, a nie zmiana zachowania na lepsze.

Dlaczego tak się dzieje?
Bo świetnie opanowujemy normy, tylko nie nauczyliśmy się zachowań, które pomogłyby nam ich nie naruszać.

Czyli jesteśmy dobrzy w teorii.
Tak, wiemy, co dobre, a co złe, ale temu ostatniemu nie umiemy zapobiec. Mamy problem z kontrolowaniem się, nie zastanawiamy się nad skutkami naszych czynów. Natomiast chętnie przerzucamy winę na partnera. Tak jak w tym kawale: Mąż mówi do żony: „jestem winien Zuckermannowi pieniądze, ale ich nie mam, co tu zrobić?” Na co żona otwiera okno i woła: „Zuckermann, mąż nie ma pieniędzy, nic nie dostaniesz”. Wraca do męża i mówi: „teraz niech się on martwi, nie ty”. Podobnie myśli mąż, który zdradził i z tego powodu gryzie go sumienie: powiem żonie, to się uspokoję. Mówi i teraz on jest w porządku, a ona cierpi. Poczucie winy należy rozpatrywać racjonalnie, a nie emocjonalnie. Psychologia uważa, że są osoby bardziej skłonne do obwiniania się i mniej skłonne. Z kolei brak poczucia winy charakteryzuje osobowości psychopatyczne. Najlepszy jest arystotelesowski złoty środek: trzeba zrozumieć zakres swojej winy, postarać się naprawić ją i żyć dalej. Nie powinno się wypominać partnerowi złego czynu, ale w momencie, gdy go popełnia, dobrze mu to pokazać. Gdy przymykamy na jego czyn oczy, machamy ręką, mówimy: „nic się nie stało”, partner myśli, że może tak się zachowywać, bo dla nas nie ma to znaczenia. Zawsze powinniśmy informować go, co czujemy, gdy coś złego nam robi. Tylko tak wzbudzane w nim poczucie winy – poprzez otwarte mówienie o tym, co nas boli – może okazać się skuteczne.

Katarzyna Popiołek, doktor habilitowany psychologii społecznej, profesor SWPS, dziekan Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. Zajmuje się problematyką relacji międzyludzkich, szczególnie relacji pomocy i wsparcia oraz specyfiką zachowań w sytuacjach kryzysowych. Jest autorką wielu publikacji naukowych, współtwórczynią Instytutu Współczesnego Miasta.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze