Zabieg Access Bars: pokonaj opór przed przyjęciem obfitości

fot.123rf

– Kiedy nie oceniamy, że coś jest takie, a nie inne, łatwiej nam zobaczyć drugą osobę. Uznać, że może dla niej co innego jest na dany moment dobre. Że ma prawo istnieć – z innym zdaniem, inną opinią. A ja nie muszę tej opinii kupować. Czasem po zabiegu Access Bars ludzie zaczynają odczuwać lekkość w sytuacjach, które wcześniej wywoływały w nich uczucie dyskomfortu – mimo że okoliczności się nie zmieniają. Po prostu pojawia się zgoda na to, że coś jest takie, jakie jest – mówi Katarzyna Namysł. I proponuje: przez trzy dni mów sobie na wszystko, co cię spotyka – myśli, opinie, zdarzenia – „interesujący punkt widzenia”. Zobacz, co się zdarzy.

Zmiana przyzwyczajeń

Czasem ludzie, pytając o Access Bars, chcą wiedzieć, co to daje. – W najgorszym wypadku wychodzisz zrelaksowana, jak po dobrym masażu, w najlepszym – twoje życie nigdy już nie jest takie samo – odpowiada Katarzyna Namysł. – Każdy jest inny, każdy przychodzi na taki zabieg z innym bagażem, innymi przekonaniami. – Zresztą widzę, że osoby, które do mnie trafiają, nie są przypadkowe, bo poruszane podczas pracy tematy dotyczą też moich ograniczeń – przyznaje.

Ten zabieg pracuje 2–3 tygodnie. Co w tym czasie może się wydarzyć? Może przyjść do nas coś, na co wcześniej nie byliśmy otwarci. Może ujawnić się jakieś ograniczające przekonanie, z którym pora się pożegnać. – Zmienia się energetyka ciała. Ważne jest, żeby pić dużo wody. Trzeba też liczyć się z tym, że będzie nas ciągnęło do słodkiego albo słonego – czasem bardzo mocno. Albo pojawi się chęć na potrawy, których wcześniej nie lubiliśmy czy nie próbowaliśmy. Warto wyjść poza swoje przyzwyczajenia, zapytać ciała, na co ma ochotę.

Liczba sesji? Nie ma tu wytycznych. – Każdy sam wie, czego potrzebuje i w jakim zakresie. Czasem trzeba się przebić przez ileś warstw, a czasem coś od razu zaskakuje – mówi Katarzyna Namysł. Przyznaje, że kiedy uczyła się metody, tak się w to zaangażowała, że niemal codziennie wymieniała się z kimś zabiegiem, żyła tym:

– Ta metoda pomogła mi przenieść gabinet z peryferyjnej dzielnicy Warszawy do centrum, choć wydawało mi się, że nie udźwignę takiego wydatku. Jedna z moich klientek, która była bezrobotna, po serii zabiegów znalazła sobie pracę życia, wyjechała do Londynu. Druga osoba wyszła z życiowego dołka, odkryła swoje talenty i nabrała odwagi, by je wykorzystywać. Przypisuje to Access Bars, choć dopiero na ósmej sesji coś „kliknęło”. Niczego nie obiecuję. Ale widzę, że ludzie wstają po zabiegu odprężeni. Czegoś się pozbywają.

Ekspert Katarzyna Namysł facilitator Access Bars, masażystka i nauczycielka lomilomi, refleksolożka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »