fbpx

Zbawienna moc dotyku

Zaklęci w dotyk
Dotyk to najprostszy i najbardziej naturalny sposób, aby powiedzieć swojemu ciału: „akceptuję cię takim, jakie jesteś”. (Fot. Getty Images)

Uzdrawia, przynosi ulgę, daje przyjemność. Dotyk to także najprostszy i najbardziej naturalny sposób, by zadbać o ciało, powiedzieć mu: „akceptuję cię takim, jakie jesteś”.

Kto kiedykolwiek doświadczył przyjemności masażu, wie, jak dobrze jest poddać się mądrym ruchom doświadczonych rąk. Skupić się na doznaniach płynących z własnego ciała, a jednocześnie całkowicie o nim zapomnieć. A potem sunąć kilka centymetrów nad ziemią, nie odczuwając żadnego bólu, blokady czy ciężaru.

O tym, że ludzkie ręce potrafią czynić dobro, człowiek wie od zarania świata. Wiara w uzdrawiającą moc dotyku zakodowana jest głęboko w naszym mózgu. Co robimy, gdy nagle łapie nas skurcz albo ból przeszywa skroń? Instynktownie, bez zastanowienia przykładamy do obolałego miejsca dłonie, uciskając lub masując. A przecież nikt nas tego nie uczył.

A kiedy ktoś płacze, cierpi czy zwierza się z problemu? Odczuwamy instynktowną chęć, by go przytulić, potrzymać za rękę, objąć ramieniem… Bliskość cielesna w całkiem naturalny sposób wyraża uczucia, przynosi odprężenie i koi napięcia. Jest też najintymniejszym kontaktem, w jaki możemy wejść z drugim człowiekiem i dlatego też wyprowadza nas z równowagi, a czasem wręcz fizycznie parzy, przypadkowy czy zamierzony dotyk kogoś obcego.

Spragnieni czułości

Dotyk przekazywany z miłością jest największym prezentem, jaki można dać drugiej osobie, a zwłaszcza dziecku. Czyni go otwartym na świat i innych ludzi, ale też świadomym, że jego ciało potrzebuje być dotykane, że zasługuje na dotyk, że dotykiem może kogoś obdarzyć i że ma prawo o dotyk poprosić.

Niestety, z wiekiem ta naturalna potrzeba nagle staje się czymś kłopotliwym, wręcz wstydliwym. Z kręgu rodziny wchodzimy w krąg towarzyski, w którym zwiększa się dystans i zanika bliskość.

– Jako dorośli łatwiej dajemy komuś dotyk, niż go przyjmujemy. To jest związane z osobistymi granicami: jeśli ktoś je przekroczy, czujemy się niekomfortowo – zgadza się Magdalena Skomro, terapeutka i nauczycielka jogi. – Dla niektórych osób prościej jest pójść z kimś do łóżka, niż poprosić, by objął, przytulił.

Przemek Mordarski, masażysta i fizjoterapeuta z Day Spa Zen w Warszawie, przyznaje, że to, czy ktoś jest otwarty na dotyk, można poznać po tym, jak się zachowuje, gdy po raz pierwszy przychodzi na masaż: – Niektóre osoby nie mają żadnego problemu, żeby się rozebrać, rozluźnić, inne bardzo się stresują i spinają. Z pewnością jest to ściśle związane z tym, że jedni bardziej akceptują swoje ciało, a inni mniej. Można to zauważyć także podczas samego masażu. Biorę czyjąś rękę, żeby rozmasować mięśnie i czuję, że ktoś ją maksymalnie spina. Tak jakby nie miał do mnie zaufania, bał się, czy nie zrobię mu krzywdy, jakby nie chciał odpuścić kontroli.

Po pokonaniu pierwszych barier zwykle jednak się rozluźnia i doświadcza prawdziwego, głębokiego relaksu, tak głębokiego, że…

– Niektórzy po sesji masażu są ogromnie wdzięczni, inni potrafią się rozpłakać. Widocznie na co dzień mają mało dotyku i czułości – mówi Przemek Mordarski.

W kontakcie z pięknem

Najczęściej dotykamy tego, co nowe – ostrożnie i z ciekawością, oraz tego, co piękne, miłe – z zachwytem i przyjemnością. Natomiast wzdragamy się przed tym, co brzydkie, szorstkie i wstrętne. W ten sposób, chcąc nie chcąc, obiektom naszego dotyku nadajemy wyższą rangę, a ponad wszystko – tożsamość. To, czego się nie dotyka, nie istnieje.

Co jeszcze znaczy dotyk? Czyjaś dłoń położona na ramieniu zapewnia: „jesteś ważny, potrzebny” – w ten sposób przełożony wyraża szacunek, a przyjaciel dziękuje za to, że się jest. Pocałunek złożony na skórze daje do zrozumienia: „jesteś piękny, taki jaki jesteś”, wyraża podziw, miłość, ale przede wszystkim akceptację.

Osoby, które nie są zadowolone ze swojego ciała, nie pozwalają go dotykać, co więcej, same tego unikają. Nawet gdy biorą prysznic, potrafią omijać namydlonymi dłońmi – ich zdaniem – zbyt wystający brzuch, za grube uda czy nieforemne stopy. Nie chcą nawet tej drobnej pieszczoty, jaką jest wklepywanie kosmetyku czy przesuwanie ręką wzdłuż ubrania, by nadać mu kształt. Udają, że ich ciało nie istnieje. Często ten brak akceptacji wyniosły z rodzinnego domu: zbyt chłodnego, purytańskiego czy takiego, w którym dotyk potrafił sprawiać tylko ból. Do swojej cielesności mają więc stosunek wrogi – jest workiem kompleksów, zarzewiem grzechu czy przyczyną wszelkich nieszczęść, jakie je spotykają w życiu. Lub obojętny – ciało jest, bo jest, zawsze byle jakie, bezkształtne, nieważne.

Czy mogą to zmienić? Czy deficyt akceptacji i dotyku w dzieciństwie można nadrobić w późniejszym życiu?

– Oczywiście – odpowiada Magdalena Skomro. – Chociażby na drodze masażu, jogi, ale też po prostu dając sobie samemu to, czego nie dostaliśmy wcześniej. Wychowanie nie determinuje naszego życia, braki z dzieciństwa możemy przecież wypełniać w dorosłości. NVC mówi: strategii jest tysiąc. Nie dostałeś tego w dzieciństwie, weź to sobie sam albo poszukaj u ludzi, którzy są wokół ciebie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze