fbpx

Zakochani przez całe życie? To możliwe!

Zakochani przez całe życie? To możliwe!
Tylko od nas zależy, by znane z bajek zakończenie miało miejsce także w prawdziwych związkach. (Fot. Getty Images)

Żyli długo i szczęśliwie… Autor bestsellerowych książek, dr biologii rozwoju Bruce H. Lipton, przekonuje, że tylko od nas zależy, by znane z bajek zakończenie miało miejsce także w prawdziwych związkach.

Przypomnij sobie największe zauroczenie swojego życia, miłość, która wywróciła wszystko do góry nogami. Podczas miesiąca miodowego kochamy się bez pamięci, nie potrzebujemy jedzenia i nawet o samej wodzie cieszymy się niespożytą energią. Niestety, często te uczucia ustępują miejsca codziennym kłótniom, fascynacja zmienia się w zimną tolerancję, która czasem kończy się rozstaniem” – pisze dr Bruce H. Lipton, biolog rozwoju i epigenetyk, w książce „Efekt miesiąca miodowego”. Wszyscy znamy takie historie. Para zakochanych, którym kibicowaliśmy, teraz psuje wspólne wyjścia

bezustannymi kłótniami. Państwo młodzi, którym wszyscy wróżyli miłość aż po grób i gromadkę dzieci, nazajutrz po powrocie z podróży poślubnej wnoszą pozew rozwodowy. Albo małżeństwo z wieloletnim stażem rozstaje się w momencie, gdy ich dzieci idą na studia, a potem dowiadujemy się, że nie mogli siebie znieść już od wielu lat…

Dlaczego do tego dochodzi? Ludzie nie potrafią się dobrać czy może porozumieć? A może nie umieją utrzymać uczucia, które ich do siebie przyciągnęło? Lipton twierdzi jednak, że nie jesteśmy skazani na taki scenariusz. I choć miłość może wyparować w takim tempie, w jakim uderza w nas piorun zauroczenia, i mimo że niełatwo ją wzniecić na nowo – jest to możliwe. Wystarczy przeprogramować własny umysł.

Dobre wibracje

Autor „Efektu miesiąca miodowego” przyznaje, że gdyby ktoś lata temu powiedział mu, że napisze poradnik o zakochaniu i związkach, to uznałby go za niespełna rozumu. Nie dość, że doświadczył rozstania rodziców poprzedzonego latami awantur, to jeszcze sam bardzo młodo się ożenił i wkrótce rozwiódł. Choć ze względu na małe dzieci decyzja przyszła mu z trudnością, uznał, że nie wytrzyma tyle, ile jego rodzice. A potem przez wiele lat codziennie podczas golenia powtarzał do lustra: „Nigdy więcej małżeństwa”.

Jako biolog, dr Lipton opisując relacje, lubi je porównywać do energii, jaką emitują osoby, zwierzęta lub rośliny, czy do reakcji między komórkami, które wibrują, łączą się i rozdzielają. W prostych eksperymentach naukowych szuka wyjaśnienia, ale także słów na opisanie tego, co zachodzi między ludźmi. Na przykład takie wibracje – organizmy w naturze przyciągają się i odpychają. Podobnie my – jeśli nie czujemy z kimś tzw. energii albo jeśli ten ktoś z niezrozumiałych powodów wzbudza w nas dystans, obawy, sprawia, że się od niego odsuwamy, to nie dajmy się ponieść chwili czy hormonom, by sprawdzić, czy rzeczywiście mieliśmy dobrą intuicję. Ku przestrodze Lipton przytacza historię swojego romansu z sąsiadką, który zaczął się od tego, że kobieta zaproponowała mu seks po rozstaniu z poprzednim kochankiem. Niestety, dla niej związek z założenia opierał się na awanturach i słownej agresji, a ponieważ autor unikał kłótni jak ognia, romans szybko się skończył.

„Morał z tej historii jest prosty – pisze w książce – musimy zdawać sobie sprawę, czego pragniemy! Ja zaufałem hormonom, co przełożyło się na złą decyzję. Jeśli ludzie to biologiczne maszyny, pożądanie jest siłą napędową, która potrafi przejąć kontrolę. Jeżeli jednak dodamy element zwany świadomością, nagle okazuje się, że to my stajemy się operatorami maszyny i przestajemy być przewidywalni. (…) Zyskując świadomość, przestajemy automatycznie reagować na otaczające nas pole energetyczne i jesteśmy w stanie zmieniać nasze wibracje i reakcje na wibracje innych osób”.

Umysły to są dwa

– Osoby, które były zakochane, zawsze pytam o trzy rzeczy: czy w czasie swojego zauroczenia były zdrowe? Słyszę, że oczywiście, jak nigdy w życiu. Czy miały mnóstwo energii, choć mogły nie jeść i nie spać? Jasne, że tak. A czy wydawało im się, że wszystko nagle zaczęło się układać, a problemy same rozwiązywać? Tak właśnie było – opowiada dr Bruce H. Lipton w jednym z wykładów, które można znaleźć na YouTubie. – Mówię im wtedy, że to nie świat się zmienił dla nich, tylko zmienili się oni, ich energia, spojrzenie na świat i na ludzi – właśnie dzięki miłości. A potem przychodzi proza życia i wszystko zaczyna wracać do normy – dodaje i tłumaczy, że gdy zastanowimy się, jak doszło do tego, że się zakochaliśmy, w jaki sposób osiągnęliśmy ten stan, to zrozumiemy, dlaczego on się skończył. I gdybyśmy to zrozumieli trochę wcześniej, to moglibyśmy przeżywać zakochanie do końca życia. Bo człowiek jest stworzony do bycia w związku, a nie do samotności.

Wiemy już, że wiele rzeczy może pójść nie tak oraz że łatwo zakochać się i zacząć związek, ale niełatwo w nim wytrwać. Na początku wszystko nam sprzyja, bo z jednej strony silnie działa seksualne przyciąganie i energia, którą dwie strony emanują, z drugiej − mocno pomaga chemiczny koktajl, jaki tworzy się w naszym organizmie – zaczynając od dopaminy i oksytocyny po adrenalinę i serotoninę. Ale tak naprawdę cała miłosna rozgrywka toczy się między umysłem świadomym i podświadomym. Ten pierwszy odpowiada za nasze plany, pragnienia i życzenia. Pozwala na bycie aktywnym, buduje relację, tworzy uczucie, jest kreatywny. Dąży do realizacji celów. I to on kontroluje nasze zachowania i działania w pierwszym okresie relacji.

Z połączenia kreatywnych umysłów dwóch osób rodzi się piękna miłosna harmonia. Jednak po jakimś czasie życie upomina się o swoje. Trzeba iść do pracy, zająć się dziećmi z poprzedniego związku, naprawić zlew czy wybrać się do dentysty… Proza zajmuje miejsce poezji, a umysł świadomy przechodzi w stan, który Lipton nazywa trybem ustawień domyślnych, przechowywanych w podświadomości. Podświadomy umysł to przede wszystkim wpojone nam schematy działania, automatyczne reakcje na sytuacje, problemy, na zachowanie swoje i innych osób. Powstają w pierwszych siedmiu latach życia, gdy uczymy się być członkiem rodziny, społeczeństwa. A właśnie one w aż 95 proc. stanowią o naszym zachowaniu w dorosłym życiu.

– Jeśli mieliśmy szczęście do mądrych rodziców i dobrych ludzi wokół, to zostanie w nas pozytywny obraz świata, jaki nam przekazali, jak to, że jesteśmy dobrzy, mądrzy, upragnieni, kochani. Jednak, niestety, często dzieje się inaczej. Rodzice podchodzą do dzieci jak trener do zawodnika. I powtarzają im głównie: „Postaraj się, znowu ci nie wyszło, bądź taki, nie bądź taki, weź się w garść” – mówi Bruce H. Lipton we wspomnianym wykładzie. Nic więc dziwnego, że zdecydowana większość dorosłych przyznaje się do nielubienia siebie takimi, jakimi są. A jeśli nie akceptują siebie, to jak mogą stworzyć udany związek? – Chwilę po zakochaniu ich podświadomy umysł zacznie im mówić, że nie zasługują na partnera, bo nie są wystarczająco dobrzy – uprzedza autor książki.

Dla wielu par to moment, kiedy kończy się ich miesiąc miodowy. Ale zdaniem dr. Liptona wcale nie musi tak być. Skoro znamy zasady działania obu naszych umysłów, możemy przecież zainterweniować i przerwać zgubne myślenie. Sam służy za przykład – od kilkunastu lat żyje w szczęśliwym związku. Mówi, że to jego życiowy eksperyment, bo od pierwszego spotkania z Margaret udaje im się utrzymać poziom zakochania i uczucia, jakie ich ze sobą połączyło.

Jak oni to robią

Bruce H. Lipton proponuje zacząć od listy rzeczy, których naprawdę chcemy i poszukujemy w relacji. Im lista jest bardziej szczegółowa, tym lepiej, bo gdy spiszemy dokładnie to, czego chcemy, nasze zachowanie zacznie naturalnie przyciągać osoby, których szukamy. Ale to dopiero pierwszy krok. W kolejnym warto zastanowić się, jak bardzo ta wizja upragnionego partnera jest odmienna od wgranych nam schematów, lęków i doświadczeń: naszych i cudzych. Może się bowiem zdarzyć, że szukamy na przykład czułej partnerki, ale związek rodziców był oschły i zimny. Nasze życzenie będzie wtedy stało w sprzeczności z podświadomym umysłem. A może pamiętamy ciągły brak pieniędzy w rodzinie i marzymy o kimś, kto nie będzie miał kłopotów finansowych? Pragnienie zwykle stoi w opozycji do naszej podświadomości, gdyż zwykle brakuje nam tego, czego nie zaznaliśmy. Zatem, dowodzi autor poradnika, trzeba popracować nad lękami, sprzecznościami, demonami. Oraz nad naszym stosunkiem do siebie, bo, jak pisze: „brak miłości własnej jest główną i ogromną przeszkodą dla większości osób chcących stworzyć efekt miesiąca miodowego”.

Zanim zaczniemy szukać miłości w związku, musimy więc na nowo pokochać siebie i nabrać do siebie zaufania. Kluczowa w tym procesie jest uważność, komunikacja i cierpliwość. Lipton radzi po pierwsze wsłuchać się w swoje wnętrze i uświadomić sobie, jak często rodzą się w nas negatywne myśli na temat siebie, świata, innych ludzi. Czy naprawdę mają racjonalne uzasadnienie? Kiedy się pojawiają, zauważmy je i pozwólmy im się oddalić, wracając do tu i teraz, nie dajmy im się ponieść.

Po drugie, postawmy na głęboką komunikację. Ważne jest, by wciąż starać się zrozumieć drugą osobę; pytać, co dokładnie miała na myśli, wypowiadając określone słowa; prosić, by je rozwinęła. Słuchajmy, dopytujmy, wyjaśniajmy, starajmy się zrozumieć, jakie potrzeby czy pragnienia stoją za tym, co nam mówi. Wreszcie, praktykujmy cierpliwość – do siebie i do partnera, zamiast reagować zniecierpliwieniem − szukajmy w sobie przestrzeni i czasu na bycie z drugą osobą oraz na uważne słuchanie tego, co chce nam powiedzieć.

– Miesiąc miodowy zaczyna się wtedy, gdy dwoje zakochanych ludzi działa na siebie i ze sobą z poziomu umysłu świadomego. A kończy się, gdy dwa niezaproszone do rozmowy umysły podświadome włączają się ze swoimi schematami, zachowaniami. Nagle musimy się z tym mierzyć, nie do końca wiedząc, co właściwie się dzieje. Gdy jednak uda nam się przeprogramować umysł podświadomy i pozwolimy działać umysłowi świadomemu, nasz miesiąc miodowy będzie trwał – przekonuje Lipton. – Gdy zrozumiemy naturę działania obu umysłów, to otrzymujemy prezent w postaci wolności do tworzenia takiego życia, jakie chcemy.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze