fbpx

„Smutek dzielony z drugą osobą jest połową smutku,  radość dzielona z kimś jest podwójną radością”. O sztuce przyjaźni

Zjawisko: Sztuka przyjaźni
Niezachwianym filarem prawdziwej przyjaźni zawsze była i jest życzliwa wymiana uczuć. (Fot. iStock)

Budowanie przyjaźni jest jak misterne wyplatanie koszyka. Musisz umieć się zatrzymać, poświęcić czas, mieć cierpliwość i zaangażować się w szczegóły, by powstało coś pięknego. Najpierw jednak… otwórz serce. Bo czasem nic plus twoi przyjaciele równa się mnóstwo czegoś. Oni stają się fragmentem twojej biografii jak data urodzenia czy imiona rodziców.

Czy masz choć jedną, a maksymalnie trzy osoby, z którymi podzieliłbyś się uczuciami w chwili załamania? A takie, którym możesz złożyć niespodziewaną wizytę bez potrzeby usprawiedliwiania się? Potrafisz wskazać ludzi, z którymi spędzasz czas na rekreacji i zabawie? Istnieje ktoś spoza rodziny, kto pożyczy ci pieniądze, gdy będziesz potrzebować, lub pomoże w sposób praktyczny, gdy zajdzie konieczność? Pomysłodawcą tych pytań, diagnozujących kondycję bliskich relacji, jest autor książki „Sztuka przyjaźni”, psychoterapeuta i pastor Alan Loy McGinnis. Warto je sobie zadać.

Należysz do szczęśliwców, którzy na większość pytań odpowiedzieli twierdząco? Zachowałeś więc umiejętność pielęgnowania związków, obdarzania ich troską i uwagą. Jednak jeśli dominują u ciebie negatywne odpowiedzi, straciłeś zręczność w sztuce przyjaźni. Być może skupiłeś się na samorozwoju, zarabianiu pieniędzy, zbawianiu świata. Może schowałeś się w domu w lęku przed innymi albo poświęciłeś się obowiązkom rodzinnym, nie bacząc na przyjaciół. A to właśnie oni pomogą ci dostrzec chwile szczęścia, pokazując ci, czym jest bliskość. Zapewnią odpoczynek od zwyczajności. Zaakceptują wszystko, co chciane w tobie i niechciane.

Sednem przyjaźni jest wzajemna życzliwość, możliwość polegania na sobie, dzielenia się przeżyciami i wzajemna odpowiedzialność za siebie dwóch osób. Wszystkie te aspekty – już zdaniem starożytnych epikurejczyków – niosły potencjał uniesienia, nieporównywalny z inną rozkoszą. Amicycja – bo tak o niej mówili – to wcale nie koleżanka z dużym biustem, jak żartował Leszek Niedzielski w kabarecie Elita. To jedna z najbardziej cenionych w historii, szczęściodajnych cnót. Chciałbyś się w niej zrealizować? Jak wszystko, co wartościowe, nie spadnie ci z nieba.

Przyjaźń według badań CBOS-u jest istotną wartością tylko dla co dziesiątego Polaka. Bo pojawiło się na świecie wiele wartości konkurencyjnych. Rozwój, rozrywka, wygoda nie są niczym zdrożnym. Potrafią nadać życiu rytm i treść. Mogą uszczęśliwiać. Ale nie są to wartości więzotwórcze. Bo zamiast pobyć z kimś razem, idziesz na zakupy. Zamiast poświęcić czas czyjejś sprawie, zamykasz się w wyścigu po doktorat, podwyżkę czy awans. Wspaniale. Tyle że robisz to solo, więc na końcu ścieżki też zostaniesz sam. Będziesz świętował we własnym towarzystwie, bo gdy nie masz przyjaciół, twój sukces nikogo oprócz ciebie nie ucieszy.

– Uczucia szczęścia nie da się na dłuższą metę generować samodzielnie – twierdzi psycholog Violetta Nowacka z poradni SELF Przyjazne Terapie w Poznaniu. – Jeśli o naszym powodzeniu wie przyjaciel, a my mamy świadomość, że cieszy się nim, odczuwamy radość na znacznie głębszym poziomie. Kilkakrotnie dłużej też utrzyma się ona w naszym ciele.

Może więc zanim pozostawimy przyjaźń na trzecim planie życia, warto wejrzeć w swój system wartości, nazwać każdą z nich i uszeregować je według kryterium ważności. A potem zadać sobie pytanie, które z nich rzeczywiście są dla mnie istotne. Z ręką na sercu przyznać, w jakim stopniu faktycznie odzwierciedlamy je w życiu. Zdecydowałeś, że chcesz przyjaźni? Przypomnij sobie, jak ją uprawiać. Panuje obiegowa opinia, że podwaliną bliskich relacji są wspólne rozrywki, poglądy, zainteresowania. Słyszymy wokół, że wielkie znaczenie ma ilość wspólnie spędzanego czasu, wzajemne obdarowywanie się przysługami czy prezentami. Tymczasem to tylko dodatki do autentycznej przyjacielskiej relacji. Bo jej niezachwianym filarem zawsze była i jest życzliwa wymiana uczuć.

Wiążę się, bo czuję

Od początku dziejów przyjaźń uważana była przez filozofów za niezbędną do życia. Arystoteles wyróżniał jej trzy rodzaje. Pierwszą – opartą na przyjemności, drugą – na pożytku i trzecią – na tzw. dzielności etycznej, czyli na cnocie. Ten trzeci rodzaj relacji przyjacielskiej szanował i uznawał za właściwy, bo tylko ukierunkowana na dobro drugiego człowieka, a nie na korzyści wynikające z obcowania z nim, miała dla niego wartość. Współczesna psychologia wniosła do tej definicji jeszcze jeden aspekt. Emocjonalną naturę przyjaźni. Staje się ona bowiem autentyczną więzią wtedy, gdy potrafimy dedykować ją uczuciom. Mówi się, że smutek dzielony z drugą osobą jest połową smutku, a radość dzielona z kimś jest podwójną radością. To instrukcja, jak budować rusztowanie dla przyjaźni.

Wbrew pozorom mniej ważne, jak często się spotykacie i czy lubicie te same filmy. Drugoplanowe, czy blisko siebie mieszkacie i czy zaliczyliście w życiu podobne doświadczenia. Nie zaprzyjaźnisz się z nikim naprawdę, jeśli nie zaczniesz dzielić się swoimi dobrymi i złymi uczuciami. Ani jeśli nie nauczysz się być odbiorcą dobrych i złych uczuć, którymi ktoś zechce się z tobą podzielić. Wszystkie dobre nawyki przyjaźni, które warto kultywować, wynikają z tej prawdy.

Otwarcie po wsparcie

Kobiety i mężczyźni zapytani o definicję przyjaźni określają ją, używając różnych słów. I tak… panie mówią o powiernictwie i zaufaniu, panowie zaś o towarzystwie osoby, którą lubią. Panie o dzieleniu się troskami i sprawami dnia codziennego, panowie – o tych, z którymi od czasu do czasu zagrają w tenisa.

– Dzielenie się uczuciami kobietom przychodzi łatwiej. Przekonanie o tym, że troski warto trzymać w sobie i nie obciążać innych, nie służy przyjaźni – mówi Violetta Nowacka. – Jeśli chcemy ćwiczyć umiejętność kształtowania bliskich związków, nauczmy się prosić o wsparcie. Zgłośmy się do przyjaciela i zapłaczmy. To właściwa reakcja. Rzucanie się w wir zakupów, morderczej pracy, ekstremalnych przygód, zamykanie się w sobie w kącie i czekanie, aż sam się zorientuje – to błąd. Przyjaciel nie czyta w twoich myślach. Otwarte zwracanie się do niego ze swoim bólem… to cnota.

Nie chcesz odreagowywać złych emocji na innych? Samo odreagowanie nie jest niczym złym. Najważniejsze, by robić to w kontakcie z drugą osobą, a nie jej kosztem. „Zaproś przyjaciela do swojej złości, do swojego smutku. Pozwól, by się w nich rozgościł, pobył z nimi. Z tobą. Zrozumiał, współodczuł. Powiedz mu, jak ci źle, patrząc mu prosto w oczy. Bez oporów, wstydu, owijania w bawełnę. A przyjdzie ulga”, pisze Alan Loy McGinnis w „Sztuce przyjaźni”.

A kiedy załamany przyjaciel zapuka do ciebie? Ważne są dwie rzeczy. Pierwsza – znajdź czas dla niego, gdy tego potrzebuje, a nie po pracy, w sobotę, za dwa dni. Druga – gdy już dojdzie do spotkania, nie przechodź od razu do znajdywania gotowych rozwiązań.

Uprawianie cnoty przyjaźni to przede wszystkim wewnętrzna zgoda, że część twojego życia oddajesz bliskiej osobie. Określony czas, energię, uwagę, które nie będą już należeć do ciebie. To gotowość do bycia dla drugiego człowieka. Cena za stabilność i szczęście w bliskości. Sztuką jest też współtworzenie z kimś przestrzeni, w której powie wszystko, co zechce. Wyrazi uczucia, z którymi do ciebie przyszedł. Zwerbalizuje je, a zarazem wypowie je ciałem w postaci łez czy zaciśniętych pięści. Prawdziwy przyjaciel nie przerwie drugiemu, wysłucha. I dopiero potem zdecyduje się powiedzieć: „Bardzo ci współczuję”. Przytuli. Pocieszy.

– Czasem popełniamy błąd, przechodząc od razu do praktyki pomagania, wymyślania rozwiązań. A umiejętność uważnego słuchania, okazywanie zrozumienia dla wszelkich uczuć, nieprzerywanie czy dotyk, bywają cenniejsze. Dają poczucie uwolnienia. To realna pomoc – uważa Violetta Nowacka. – Podrzucanie przedwcześnie gotowych recept nie pomaga rozładować emocji. Ale gdy to już się stanie, podpowiadanie rozwiązań bywa niezbędnym etapem spotkania z przyjacielem w potrzebie, szczególnie gdy jest mężczyzną. Dla panów pomysł na „następny krok” bywa warunkiem koniecznym, by spełnili się w bliskim kontakcie. Paniom wystarcza czasem ukojenie.

Za rękę po jasnej stronie

Od lat krąży przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tymczasem oddany kompan zjawi się przy tobie w każdej sytuacji. Zapraszanie go do swojej radości, odnajdywanie energii i czasu, żeby z nim świętować własne sukcesy, to element praktyki dobrej przyjaźni. Istotą więzi są emocje, więc wspólne oblewanie podwyżki, zmiany pracy, zażegnania zmartwień nie spełnią swojej roli, jeśli na tym poprzestaniesz. Spełni, jeśli wyrazisz radość ze swojego sukcesu w obecności towarzysza. I jeśli zadedykujesz mu ten sukces.

Dzielenie się dobrymi uczuciami bywa tak trudne jak wyrażanie tych uważanych za złe. Doceniaj więc siebie, pokaż, jak cieszy cię twój sukces. I jak ważne jest, że możesz go dzielić z taką osobą. Twój przyjaciel poczuje się jego współtwórcą. Okaż mu wdzięczność za to, kim się dla ciebie stał, i doceń jego wkład w twój dobrostan. Wiele poradników o przyjaźni rozpisuje się na temat rytuałów, jak konieczność regularnych spotkań czy sprawianie bliskim dziękczynnych upominków. Jak twierdzi Violetta Nowacka, tak jak żaden rytuał pozbawiony emocjonalnego przeżycia, tak i sam prezent nie zacieśni więzów przyjaźni. Uczyni to zaś wypowiedzenie podziękowań z otwartym sercem i patrzenie towarzyszom w oczy.

A jeśli to przyjaciel jest tym, któremu się powiodło, i zaprosił cię do świętowania? Sztuką, którą możesz ćwiczyć, jest zaangażowanie w jego radość. Umiejętność kibicowania mu, cieszenia się jego szczęściem, gratulowania, okazywania podziwu. Bez żalu. Udawania. Ale jeśli zamiast dobrych uczuć poczujesz wtedy zawiść czy złość, znaczy to, że mógłbyś najpierw zmienić siebie, zanim sięgniesz po praktykę bliskości. Bo nic bardziej nie zniszczy plonów przyjaźni niż twoje złe myślenie o sobie samym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze