fbpx

Złość w związku – jak radzić sobie z trudnymi emocjami?

Złość w związku - jak radzić sobie z trudnymi emocjami?
Gdy dopada nas rozdrażnienie, warto rozpoznać, o co tak naprawdę chodzi i – zamiast wybuchać – wyrazić prawdziwą przyczynę niepokoju. (Fot. Getty Images)

Pod wybuchami furii często kryją się niezaspokojone potrzeby. Kiedy dopada nas rozdrażnienie, warto rozpoznać, o co tak naprawdę chodzi i – zamiast wybuchać – wyrazić prawdziwą przyczynę niepokoju. Ta rada psychoterapeutki Katarzyny Kucewicz przyda się zwłaszcza osobom, które mimo że kochają, to ciągle się kłócą.

Złość to jedna z emocji, z którą trudno nam sobie poradzić. W rezultacie nieraz kończy się tym, że wyładowujemy ją na partnerze. Co zrobić, by niepohamowana złość nie niszczyła naszej relacji?
Musimy przede wszystkim pragnąć wewnętrznej przemiany, chcieć przestać się złościć. Potrzebne jest przekonanie, że opanowanie złości się nam przyda, że „opłaci się” bardziej niż awantury. Złość nie jest zazwyczaj problemem wynikającym z relacji, tylko problemem tego, kto się złości w sposób zagrażający tej relacji. Opanowanie złości wymaga m.in. cofnięcia się do momentu, kiedy złość poczuliśmy – po to, aby rozpoznać, co tak naprawdę nas zdenerwowało. I jaka niezaspokojona potrzeba skrywała się pod naszym wybuchem.

Jak to, jaka potrzeba? Żeby się nie spóźniał! Po co mu taki drogi zegarek, skoro nigdy nie jest na czas? Co tu może być ukryte pod spodem?
Przyczyną zdenerwowania jest zazwyczaj nie tyle to, że on się spóźnia, tylko nasza interpretacja tego faktu. Spóźnia się, więc myślę, że dla niego miliony spraw są ważniejsze ode mnie. Czuję się nieważna, odrzucona, niekochana i lekceważona. Ogarnia mnie więc smutek albo gniew. Mogę też pomyśleć, że on jest nieogarnięty życiowo, taki typ olewacza. I frustruję się myślą, że takiego człowieka wybrałam, chociaż mama mnie ostrzegała. Muszę odważyć się i zadać sobie pytanie: „Czego mi w tej sytuacji brakuje?”, aby odkryć, jaką moją głęboką potrzebę to jego spóźnianie się narusza. Jakie myśli, przekonania i wspomnienia uruchamiają się, gdy na niego czekam. Weźmy inny przykład: przyjeżdżamy do Zakopanego, rozpakowujemy walizki, a on znika na godzinę. Jestem wściekła. Czy dlatego, że chciałabym, żeby rozpakowywał ze mną walizki? Nie! Ale jesteśmy w nowym miejscu i chcę się czuć bezpieczna, a więc potrzebuję, żeby mój partner ze mną był.

Muszę odkryć, czego mi brakuje, żeby przestać rzucać talerzami?
Na początku to wymaga wysiłku, dlatego moi pacjenci się irytują: „Wściekam się, to jak mam zrobić stop-klatkę i zacząć się zastanawiać, czego potrzebuję?!”. Właśnie! Po jakimś czasie rozumienie potrzeb stanie się automatyczne, ale musimy się tego nauczyć, wyćwiczyć to. Na przykład kiedy podczas naszej rozmowy zrobiło się pani zimno, to od razu pani zareagowała, zamykając okno. Nie zaczęła się pani na mnie złościć.

Zimno, ciepło – to proste. Ale skąd mam wiedzieć, co mnie złości, jeśli nie jest to to, co myślę?
Złość często ukrywa lęk, a więc głód potrzeby bezpieczeństwa. Kobieta krzyczy na męża: „Gdzie ty byłeś tyle czasu?!”, bo się cały wieczór bała, że coś mu się stało. Ale nie pokazuje lęku, tylko złość, i w ich komunikacji robi się bałagan, bo wtedy partner odpowiada na złość, a nie na lęk. Krzyczy: „Odczep się!”. A gdyby ona powiedziała: „Martwiłam się o ciebie”, to może by usłyszała: „Nic się nie stało, następnym razem zadzwonię”.

A co z awanturami, które wybuchają, bo zrobiło się coś inaczej niż partner by chciał?
Jeśli ktoś sztywno się trzyma swoich nawyków, potrzebuje wiedzieć na cztery kroki do przodu, co się wydarzy, bo to mu daje poczucie bezpieczeństwa i kontroli – to każde spontaniczne zachowanie będzie budzić jego lęk. A z tego wynika, że to poczucie bezpieczeństwa jest dla niego najważniejsze i często trudne do osiągnięcia. Dlatego dobrze jest wiedzieć, jakie są nasze potrzeby. Zachęcam pacjentów, żeby wypisywali je i o nich pamiętali.

Nie każdy będzie umiał to zrobić…
Polecam książkę Marshalla Rosenberga „Porozumienie bez przemocy”, w której wymienione są 82 potrzeby. Trudno nazywać potrzeby, jeśli się nie uczyło tego już w dzieciństwie. A jeśli się tego nie umie, to nie umie się powiedzieć, czego nam potrzeba, nie umie się wyrażać tego, co nas rani i o co mamy do partnera pretensję. A to prowadzi do eskalacji konfliktu. Wściekamy się, a to zniekształca nasze myślenie.

Myślę: „On chce mnie upokorzyć”, kiedy widzę, że wciąż siedzi na Facebooku, zamiast zdać sobie sprawę, że brak mi bliskości?
Właśnie! Bywa też, że stosujemy złość jak tarczę, boimy się zbliżyć do partnera, powiedzieć mu prawdę o sobie − że jesteśmy smutni, że się boimy czy wstydzimy. Obawiamy się wyśmiania, odrzucenia albo zlekceważenia! Złość i pretensje są łatwiejsze do pokazania. Mają w sobie siłę. Niektóre pacjentki, kiedy muszą powiedzieć komuś coś przykrego, to się złoszczą, bo wtedy przychodzi im to łatwiej.

Co zrobić, jeśli stosujemy złość jako tarczę?
Zadać sobie pytanie: „Dlaczego jest mi tak trudno się otworzyć na moje prawdziwe uczucia? Czy się ich wstydzę? Boję odrzucenia?”. Może warto zastanowić się: „Czy czuję się pewnie w tym związku? Dlaczego boję się okazać słabość?”. Mężczyźni często jako chłopcy słyszeli, jak ojciec czy dziadek mówił, że mężczyzna musi być twardy i nie dać babie wleźć sobie na głowę! Niby taki żart, ale w umyśle małego chłopca mógł się zapisać jako prawda objawiona. No i kiedy ten chłopiec jest już dorosły, pacyfikuje kobietę, gdy ta ma inne zdanie, bo czuje, że to zagraża jego męskości.

W wydanej ostatnio książce „Złość w związku” przeczytałam , że każdy może nauczyć się w porę hamować swoją wściekłość.
Każdy z nas wie, kiedy jest na granicy wybuchu i kolejne słowo doprowadzi do eksplozji. Zatem nie wypowiadajmy go. Zatrzymajmy się, powiedzmy: „Potrzebuję przerwy”. I idźmy na przykład do łazienki umyć ręce w zimnej wodzie. Wystarczy kilkanaście sekund, żeby się trochę ostudzić.

Opanować złość może nam też pomóc oddychanie przeponowe, skupienie uwagi na oddechu, a nie na myślach. Potrzebne jest także wyciszanie negatywnych myśli dotyczących osoby, z którą mamy konflikt, nie nakręcanie się: „Co za kretyn, niszczy wszystko, co dla mnie ważne!”. Autorzy wspomnianej książki proponują też relaksacyjne ruchy gałek ocznych (EMDR) – patrzymy od lewej do prawej i z powrotem, aż emocje opadną.

W książce pojawia się również propozycja nauki empatii jako metody pracy nad złością w związku. Można to zrobić za pomocą kwestionariusza potrzeb i zamiany ról.
Te techniki pomagają wejść w buty drugiej osoby. „Zamknij oczy i opowiedz o sytuacji, która doprowadziła twojego męża do ataku wściekłości, ale tak, jakbyś była nim”. Moje pacjentki najpierw nie wiedzą, jak to zrobić, ale próbują: „Zmęczony po pracy wchodzę do mieszkania, patrzę, a tam bałagan, a żona cały dzień była w domu. Do jedzenia też nic nie ma…”. Ten rodzaj psychodramy pomaga doświadczyć tego, że świat widziany z innej perspektywy wygląda inaczej. Podczas ćwiczenia ludzie przeżywają czasem ważne wglądy, czyli zaczynają więcej rozumieć. Terapeutyczne techniki dobrze działają, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy gotowi do pracy i chętni do zmiany. Jeśli więc ktoś przeczyta tę książkę i nic mu to nie da, to warto, by się zastanowił, czy jest gotowy na przyjęcie tego, że coś robi źle. Czy jest gotowy na zmianę siebie?

Kobiety, ja także, często wierzą, że praca nad sobą ma dotyczyć tylko partnera!
Tam, gdzie złość zagnieździła się w relacji, ważna jest motywacja do zmiany u obojga. Awanturnik musi nauczyć się wyrażać złość w sposób nieagresywny, a jego partnerka przyjmować ją, czyli słuchać o tym, że coś się temu drugiemu nie podoba, i asertywnie stawiać mu granice. Ale kiedy jedno nauczy się asertywnie mówić o złości, to drugie nie zawsze to umie przyjąć…

No to jak przyjąć wyrażoną właściwie złość partnera?
Kiedy mówi: „Jestem na ciebie wściekły”, nie odpowiadać: „Ty jesteś wściekły?! Ja to dopiero jestem wściekła!”. Nie licytujmy się, kto ma gorzej i nie dewaluujmy czyjejś złości. Odpowiedzmy: „Widzę, że jesteś na mnie zły. Przyjmuję to, jest mi z tym smutno, ale takie są twoje emocje. Zastanówmy się razem, co możemy z nimi zrobić”. Ważne w komunikacji o złości w parze jest pokazanie tej emocji jako wspólnego problemu do rozwiązania i nienasiąkanie nią. Pamiętajmy też, by odróżniać, co jest nasze, a co partnera.

Nie chodzi więc o wyzbycie się złości?
Często spotykam się z tym, że ludzie uważają złość za niepotrzebne uczucie. Ale każdy jej doświadcza, kiedy ktoś przekracza jego granice, krzywdzi, pozbawia czegoś istotnego. To ważna emocja i wyzbycie się jej upośledzi nas emocjonalnie.

Złość to sygnał, że dzieje się nam coś złego?
Tak, tymczasem kobiety uczy się, że „piękności szkodzi”. Zabawne powiedzonko, ale przekonuje, że mamy tę emocję stłumić. A to bardzo szkodliwe. Złość mamy opanować, a nie stłumić. Opanowanie polega na powstrzymaniu się od zachowań, które są agresywne, a nie od przeżywania emocji. Nie rzucajmy talerzami, ale też nie przysłaniajmy wściekłości uśmiechem albo nie wmawiajmy sobie, że nie jesteśmy wściekli. To szkodliwe. I może prowadzić do depresji, czyli złości ukierunkowanej do wewnątrz.

Dla związku to też szkodliwe tłumić wściekłość?
Tłumienie złości powoduje, że nasz partner odczuwa ją za nas. Jeśli więc kobieta odcina się od tego uczucia, to jej partner będzie większym złośnikiem niż byłby, gdyby ona radziła sobie z tym, co czuje. Dlatego osoba tłumiąca te emocje musi uwierzyć, że złość sama w sobie nie jest zła. Zły jest tylko sposób jej wyrażania. Kiedy złość zamienia się w agresję, to jest to groźne dla związku. Wtedy eksponujemy ją za pomocą atakowania, obrażania, krytykowania, a to narusza bliskość. Ale też zły jest sposób oparty na biernej agresji – a więc wycofanie się z relacji, ignorowanie, obojętność. To bardzo raniące i uniemożliwiające rozwiązanie problemu. Kiedy nie ma dyskusji, między partnerami zaczyna się robić przepaść, dochodzi do rozpadu bliskości i więzi.

Jak więc dobrze wyrażać złość?
Warto powiedzieć, co się stało, jakie to w nas wzbudziło uczucie, jakie potrzeby naruszyło i o co w związku z tym prosimy partnera. Mogłoby to brzmieć na przykład tak: „Kiedy spóźniasz się, czuję się odrzucona, nieważna. Przypomina mi się moja matka, która zawsze się spóźniała, dlatego jest to dla mnie trudne”. Albo: „Kiedy mnie zostawiłeś z tymi walizkami w hotelu, poczułam lęk. Moi rodzice zostawiali mnie samą, a ja z lęku chowałam się w szafie. No i ta przerażona dziewczynka czasem we mnie odżywa”. Tylko aby tak wyrażać złość, potrzebujemy świadomości siebie i wewnętrznego spokoju. Ale też zaufania do partnera.

A kiedy powiedzieć „stop” awanturnikowi?
Kiedy dojdzie do przemocy – psychicznej, ekonomicznej, fizycznej czy seksualnej. Wtedy nie warto zastanawiać się, jakie potrzeby partnera są ukryte pod złością, tylko postawić sprawę jasno i wycofać się z relacji. Wiem, że to trudne, ale każdy rodzaj przemocy kończy dywagacje o złości. Wtedy perspektywa MY przestaje mieć znaczenie − liczy się tylko JA i moje bezpieczeństwo.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Twórczyni Ośrodka Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN. Autorka poradnika dla par „Pięknie Odmienni”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze