fbpx

Jak wybuch galaktyki

Jak wybuch galaktyki
fotochannels.com

Gdy spotykasz kogoś, kto głęboko cię porusza, to znaczy, że znalazłaś Nauczyciela. Zostaje obudzona część ciebie, która pozostawała w uśpieniu. Takie spotkania są kluczowymi momentami ludzkiego rozwoju – mówi Stephen Gilligan w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

– Gdy myślę o najintensywniejszych przeżyciach, najważniejszych zdarzeniach, pamięć natychmiast przywołuje spotkania z ludźmi, którzy budzili mnie do pełniejszego życia. Nazywam ich Przebudzaczami. Co się dzieje wewnątrz nas, gdy spotykamy kogoś takiego?

– Przebudzacz? Bardzo dobre określenie. W Japonii o Nauczycielu mówi się Sensei – to ktoś, kto zaczął podróż przed tobą, idzie drogą na przedzie. Gdy go spotykasz, zostaje obudzona część ciebie, która dotąd pozostawała w uśpieniu. Tak naprawdę widzisz siebie w oczach tej osoby, odzwierciedlasz się w niej; coś w niej głęboko w tobie rezonuje. Wtedy właśnie zaczyna się proces przebudzenia. Przebudzenie wiąże się z samoświadomością. Poprzez odzwierciedlenie stajemy się bardziej świadomi siebie. Nasz duch zaczyna świecić. To jest kluczowy moment ludzkiego rozwoju.

– Moimi nauczycielami byli moi przodkowie, przyjaciele, przewodnicy duchowi. Kto budził ciebie?

– Przebudzenie może następować na wiele sposobów, pod wpływem różnych osób – tych, które bardzo dobrze znamy, i tych, których nigdy wcześniej nie spotkaliśmy. Moimi pierwszymi Przebudzaczami byli poeci. Jako depresyjny nastolatek chodziłem na lekcje poezji. Czytałem wiersze. Niektóre zwroty, słowa poruszały mnie do głębi, jakby ci ludzie, którzy już dawno nie żyli, niektórzy nawet kilkaset lat, znali moją duszę, moje cierpienie. To było niezwykłe doświadczenie. Bardzo poruszające, przebudzające właśnie.

Miałem 19 lat, gdy poznałem mojego Nauczyciela Miltona Ericksona. Dokładnie pamiętam moment, gdy go zobaczyłem. Jego spojrzenie przeszyło mnie na wskroś, rozpaliło we mnie ogień. W moim ciele nastąpił wybuch galaktyki, to była energetyczna eksplozja, dreszcze, gorąco, otwieranie się duszy. Na chwilę czas przestał istnieć. I klarowny wgląd: „A więc po to przyszedłem na ten świat, żeby go spotkać, uczyć się od niego i dzielić się z innymi. Jest fantastycznym człowiekiem, świetnie pracuje, chcę być taki jak on”. Obudziłem się. Miałem jasność swojej misji. Tak właśnie działają na nas Przebudzacze: staje się jasne, dlaczego chcemy być tutaj, odkrywamy sens życia. Dostajemy dar, który możemy oddać innym.

– Jak oni to robią? W jakiś sposób „dotykają” nas.

– Pytałem wiele osób: Kto pomógł ci w przebudzeniu? W jaki sposób to zrobił, jaką metodą? Wszyscy powiedzieli to samo: „Nie było żadnej metody, po prostu popatrzył na mnie z miłością. Zobaczył mnie”. Przebudzacz ma energię miłości, która odbija się w tobie, i następuje otwarcie, połączenie.

Psychologowie społeczni, pisząc o trudnej młodzieży, często podkreślają, że wystarczy jedna dorosła osoba, która prawdziwie się dzieckiem zainteresuje, zobaczy je, aby miało szansę urzeczywistnić swój potencjał.
Duże wrażenie zrobiła na mnie autobiograficzna powieść „Prochy Angeli” Franka McCourta, na podstawie której nakręcono także film. Autor żył w Irlandii w wielkiej biedzie, w emocjonalnym chaosie. Miał 11 lat, gdy dwóch nauczycieli powiedziało mu, że ma dar do pisania. Tymi słowami przebili się do jego duszy, dali mu błogosławieństwo. Gdy miał 19 lat, wsiadł na statek płynący do Ameryki, by uczyć się pisarstwa w college’u.

– Potrzebujemy być otwarci, aby TO się wydarzyło?

– Tęsknota duszy jest otwarciem, wołaniem. Gdy jesteśmy gotowi, poczujemy „dotknięcie”. Niektórzy jednak nigdy się nie budzą. Przychodzą po pomoc, bo cierpią, ale tak naprawdę wcale nie chcą się przebudzić, swoją postawą mówią: „Chcę pozostać, jaki jestem; chcę być przez wszystkich lubiana; to za ciężkie, niech inni się męczą”. Ale są i tacy, którzy nie mogą już   znieść bólu, opierać się wołaniu duszy; ci ludzie wolą umrzeć, niż pozostać w tym samym miejscu, w którym są. Na wszelkie sposoby szukają – często nieświadomie – kogoś, kto ich przebudzi. Z całą pewnością go znajdą.