fbpx

Powtórka z rozrywki

Powtórka z rozrywki
fot.123rf

Podobno człowiek najlepiej uczy się na błędach. Ale nie każdy. Są osoby, które odgrywają wciąż ten sam scenariusz, wierząc, że tym razem zakończenie będzie inne. Niestety. Obsadzenie w starej roli nowego partnera rzadko prowadzi do happy endu.

Joanna znów straciła pracę. Nie dlatego, że jest kiepska w swoim zawodzie. Zna się i na finansach, potrafi rozmawiać z klientami, co jakiś czas musi ich jednak przeprosić, żeby pójść do łazienki i się wypłakać. Wraca po 15 minutach z czerwonymi oczami i nosem.

– Przepraszam państwa, ale zrobiło mi się smutno – wyjaśnia.

Szczególnie smutno robi jej się wtedy, gdy doradza zgodnemu małżeństwu. Widok kochających się ludzi doprowadza ją do rozpaczy. Przypomina jej, że jest samotna, że znowu jej nie wyszło, choć włożyła w związek tyle wysiłku. Ile razy można próbować? Zabiegać, poświęcać się, starać? Joanna ma 40 lat i dorosłą córkę, która pewnie niedługo ją opuści.

– I do końca życia mam być sama? Nie zgadzam się na to. Muszę kogoś znaleźć.

Nim łzy obeschną, Joanna ruszy na poszukiwania. Na pewno kogoś znajdzie. Jest atrakcyjną kobietą. Umieści swoje zdjęcia w internecie. Znów zgłosi się wielu chętnych na spotkanie. Wybierze jednego, ich znajomość wkrótce okaże się niewypałem. Potem straci pracę, bo bardziej niż klientami będzie zajmować się swoją rozpaczą.

Ten scenariusz powtórzył się trzy razy w ciągu ostatnich dwóch lat. Czy Joanna wyciągnęła z niego jakieś wnioski?

– Oni wszyscy są tacy sami! – stwierdza z przekonaniem, choć na pierwszy rzut oka wcale nie widać podobieństw między jej trzema ostatnimi partnerami. Z grubsza można by ich scharakteryzować następująco: pracoholik, playboy i maminsynek. Każdy z innej bajki. Ale jedno ich łączy: żaden nie zdecydował się na małżeństwo z Joanną. Ona była gotowa iść do ślubu już po pierwszej randce. Skończyło się na pierścionkach zaręczynowych.

Joanna pokazuje ten ostatni.

– Nawet ten skąpiec kupił mi pierścionek z brylantem.

– A potem co? Nie chcieli się żenić? – pytam.

– Odkładali to w nieskończoność. Z żadnym nie mogłam ustalić daty ślubu.

– Może to dobrze, miałabyś już na koncie trzy rozwody.

Ale Joanna nie dostrzega w tym niczego pozytywnego. Znowu zaczyna płakać. Z żalu nad sobą i z bezsilnej złości do facetów, którzy ją rozczarowali. Najgorszy był ten ostatni.

– Nie podobał mu się mój biust. Powiedział mi to już po pierwszej nocy. Śmiał się, że moje piersi wyglądają jak uszy spaniela i dlatego go nie podniecam. Zoperowałam je, kupa bólu i kasy, a on nadal miał problemy z potencją.

Joanny to nie zniechęcało. Wręcz przeciwnie, chciała mu pomóc. Wierzyła, że to mężczyzna
jej życia.

– W każdy weekend jeździłam do Olsztyna, żeby być blisko niego i móc opiekować się jego matką.

Teraz nie może uspokoić się na wspomnienie tej kobiety, chyba jeszcze bardziej niż jej syna.

– Nienawidzę jej tak, że najchętniej bym ją zabiła! Zrobiłam wszystko, żeby było dobrze. A ona ze mnie kpiła. Jak ugotowałam jej zupę, wylała ją do zlewu, nawet nie próbując. Bo za rzadka!

Niedoszła teściowa wyznaczała jej zadania jak zła macocha Kopciuszkowi. A Joanna robiła wszystko, żeby podbić jej serce.

– Prałam jej brudy, obcinałam paznokcie u nóg, przynosiłam śniadanie do łóżka… Nie narzekałam, byłam na każde jej skinienie. A potem powiedziała, że w ten sposób chciała mnie zniechęcić.

Joanna znowu wybucha płaczem. Czuje się skrzywdzona i oszukana.

– Wykorzystali mnie! Ona i ten jej synalek!

– Czy on cię prosił, żebyś zajmowała się jego matką? – pytam.

– Sama chciałam mu pomóc.

– Może więc sama się wykorzystałaś?

W gruncie rzeczy Joanna mogłaby być wściekła na siebie. Że tyle dawała, choć nie miała na to ochoty, i nie dostała nic w zamian, jeśli nie liczyć pierścionka z brylantem. Przełknęła niejedną żabę, licząc na to, że to się opłaci. Że zdobędzie miłość mężczyzny, który okazał się… No właśnie, jaki?

Joanna nie wie o nim wiele więcej niż to, że jest taki sam jak wszyscy. Właściwie wcale go nie poznała. Skupiła się tylko na tym, żeby chciał z nią być. Odgadywała jego życzenia, spełniała wyobrażone oczekiwania, których on może wcale nie miał.

Ta historia skończyła się mało romantycznie. Powiedział, żeby nie przyjeżdżała, bo jest chory. Zrobiła mu niespodziankę: pojechała, żeby się nim opiekować, a on jej nie wpuścił. Była u niego inna kobieta. Joanna się wścieka. Ale gdyby zadzwonił, pewnie by mu wybaczyła. Nie zadzwonił.

– Nie kocha mnie, choć tyle dla niego zrobiłam – stwierdza zrozpaczona.

A właściwie kogo miałby kochać? On pewnie też nie poznał Joanny. Nie dała mu szansy, pokazując tylko twarz kobiety, która zrobi wszystko, by on zechciał z nią być. Bo bez niego jej życie nie ma sensu. Joanna potrzebuje mężczyzny, bo inaczej czuje się bezwartościowa, samotna i śmieszna. Więc walczy desperacko o miłość, chce stworzyć związek, w gruncie rzeczy nieważne z kim. Ma nadzieję, że potem, jak już będą naprawdę razem, jakoś się dogadają. Tyle że znów żadnego „potem” nie będzie. Bo miłości nie da się spotkać, biegnąc na skróty, by jak najszybciej uciec przed samotnością. Najpierw trzeba uporać się z własnym życiem.

Beata, 32 lata, też rozgrywa wciąż ten sam scenariusz. On jej nie kocha, nawet nie jest nią zainteresowany, zresztą jasno o tym mówi, ale to nic, właśnie to ją kręci. Beata za nim szaleje. Robi wszystko, aby zmusić go do miłości. Czaruje, osacza, spełnia marzenia, oskarża, walczy, dobija się, wciąż wierzy, że on ją pokocha. Jaki on? Beata też już wie, że oni wszyscy są tacy sami. Tak naprawdę wcale na nich nie patrzy, prowadząc wciąż tę samą rozgrywkę ze sobą.

Ojciec odszedł od jej matki, gdy Beata miała siedem lat, i natychmiast zapomniał, że ma córkę. Teraz chce sobie udowodnić, że jest warta miłości. Wybiera mężczyzn równie niedostępnych jak jej ojciec i wali głową w mur, żeby któryś w końcu ją pokochał. I może tak walić do końca życia. Chyba że najpierw rozwiąże swój problem i pokocha samą siebie. Wtedy w związkach z mężczyznami będzie mogła przejść od „kocham cię, bo cię potrzebuję” do „potrzebuję cię, bo cię kocham”. To podstawa scenariusza z happy endem.