Jak zacząć od nowa… nie rozstając się? Pytamy psychoterapeutę

Jak zacząć od nowa... nie rozstając się? Pytamy psychoterapeutę
"Wybaczanie polega na nierozpamiętywaniu tego, co się stało, na nieodgrywaniu wciąż tego samego "filmu" w różnych wersjach". (fot. iStock)

Nie rozstaliście się, ale – z różnych powodów – wasz związek wisi na włosku. Czy o wszystkim można zapomnieć i dalej żyć razem? Nawet o zdradzie, wiecznej krytyce lub kłamstwie? I co to są exit cards? Wyjaśnia psychoterapeuta Ireneusz Sielski.

Kiedy żyje się razem, różne rzeczy mogą się zdarzyć i zagrozić wspólnemu szczęściu. Czy wszystko powinniśmy wybaczyć, na przykład zdradę?
Wybaczyć można wszystko. Ale to nie znaczy, że należy wszystko zapomnieć. Pamięć jest nam potrzebna, by nie narazić się na ponowne zranienie. Wybaczenie jest po to, byśmy wszystkich wokół nie podejrzewali o złe intencje i nie cierpieli. Ważne także, by pamiętać, że wybaczyć to nie znaczy żyć dalej razem z kimś, kto nas skrzywdził. To dwie zupełnie osobne kwestie.

Proces wybaczania zwykle trwa długo. Nie wystarczy powiedzieć: „OK, wybaczam ci” i po sprawie. Negatywne myśli wracają, nie da się ich od razu wykasować. Weźmy taki przykład: Adam zdradził Anię. Główny problem polega na tym, że to, co się stało, rujnuje im dotychczas znany świat. W momencie, w którym Ania dostała e-maila od jego kochanki, opatrzonego jednoznacznymi zdjęciami, straciła świadomość, kim jest. Wierzyła w swoją intuicję, w szczęście, a nie przewidziała tego, co się stało, więc nie może już ufać sobie, nie może ufać losowi. Nie chce wierzyć też w to, w co wierzyła – w uczciwość Adama. Musi od nowa budować przekonania na temat tego, kim sama jest, kim jest Adam i jaki jest świat. To szok i dlatego ważne jest, by nie zamiatać zdrady pod dywan.

Nie lepiej wykrzyczeć żale i już do tego nigdy potem nie wracać?
Adam na pewno chciałby jak najszybciej o tym zapomnieć. Mówi: „przepraszam, źle zrobiłem, to się nie powtórzy” i oczekuje, że Ania mu przebaczy, zapomni i da spokój. Jednak to nierealne, osoba zdradzona będzie przypominać sobie o zdradzie z byle powodu, na przykład gdy ten, kto zdradził, spóźni się, nie odbierze komórki, pójdzie do pracy czy wróci o nietypowej porze albo jakoś dziwnie spojrzy…

Zdradzona osoba ma do tych podejrzeń prawo. Nie może być tak, że ma milczeć, skoro wybaczyła, ona musi mieć szansę mówić o tym, co czuje i myśli – tyle, ile tylko potrzebuje. I do niej należy decyzja, jak długo to potrwa. Podejrzliwość wobec tego, kto zdradził, jest uzasadniona i on musi poczekać, popracować nad tym, żeby odbudować zaufanie do siebie. A to się stanie, gdy właśnie Ania przestanie wciąż o tym myśleć i mówić. To będzie znak, że naprawdę wybaczyła.

Rozpamiętywanie ma sens?
Jeżeli zamieciemy pod dywan zdradę, oszustwo, cokolwiek ważnego, możemy być pewni, że one powrócą. Wcześniej czy później, bo żyjąc razem, uczymy się nawzajem, co nam wolno, a czego nie. Więc jeżeli mówimy: „nie ma sprawy”, to dajemy przyzwolenie na skok w bok.

Często wtedy dajemy to przyzwolenie także sobie. Tak jak pewien mężczyzna, który powiedział do swojej żony: „W porządku, rozumiem, zdradziłaś mnie. A więc ja teraz mam też do tego prawo”. Ale jego żona była tym bardzo poruszona „Jak to – masz prawo?!”. Jego postawa oddaliła ich od siebie jeszcze bardziej, bo on w miejsce odbudowania relacji i zaufania zaproponował wymianę.

A ja słyszałam, że podobno za zdradę należy się zadośćuczynienie, na przykład bransoletka, dobre perfumy, auto…
To byłoby jak zapłacenie mandatu. A najważniejsze jest odbudowanie zaufania. Powiem tak: jak dziecko nabałagani, możemy je ukarać tym, że nie będzie oglądać telewizji, ale powinno przede wszystkim posprzątać swój bałagan, bo tak naprawdę na tym polega kara. Taka sama zasada obowiązuje w wypadku zdrady. Jeżeli facet był niewierny, to ma już nie zdradzać, a nie kupować żonie futro! Prezent zawsze może jej zrobić bez zdradzania, po prostu dlatego, że kocha. Jeśli nabałagani w ich wspólnym życiu, to przede wszystkim ma być cierpliwy, zapewniać o swojej miłości, unikać sytuacji, które mogłyby wzbudzić podejrzenia, że znów z kimś romansuje. Może będzie musiał starać się rok, a może nawet dłużej, to sprawa indywidualna. Konsultacje u psychoterapeuty mogą ten proces usprawnić.

A jeśli chcemy wybaczyć i nie możemy? Znam parę, która od lat katuje się wypominaniem zdrady.
Bo to trudne: zaakceptować stratę, której doświadczyliśmy, stratę naszego wyobrażenia o idealnym partnerze, który nigdy nie zdradzał. Trudno zaakceptować to, że oboje jesteśmy ułomni. Zbudowanie świadomości, że moje życie nie jest idealne, to długotrwały proces. Ale też początek życia w realnym świecie, a nie w fikcji czy marzeniach. Kiedy nam się to uda, możemy zacząć kochać tego drugiego człowieka takim, jakim jest, ze świadomością jego wad, a nie dlatego, że go idealizujemy.

Jeśli chcemy wybaczyć i nie możemy, bo wciąż myślimy o tym, co się stało, potrzebna jest decyzja: „chcę wybaczyć”, podobna do tej, jaką podejmujemy, gdy na przykład postanawiamy rzucić palenie. To normalne, że nadal czuję ból, myślę o kochanku partnerki, zastanawiam się, czy ona o nim myśli? Ale podjęta decyzja: „wybaczam” powoduje, że zaczynam kontrolować swoje myśli, uświadamiam sobie, że to tylko wspomnienia, przeszłość. Ale nawet jak wybaczę, mogę czasem poczuć smutek.

A gdy partner nas oszukał? Na przykład w sprawie pieniędzy.
Kłamstwo, tak samo jak zdrada, to poważna sprawa. Nie chodzi o to, że ktoś zostawił sobie sto złotych, zamiast wpłacić je na wspólne konto. Suma nie ma znaczenia, chodzi o sam fakt oszustwa. On nie przeprasza za sto złotych, tylko za to, że nie powiedział prawdy. Jak mu więc zaufać? Myślimy wtedy: „Hm… może on już wiele razy złamał zasady, ale to nie wyszło na jaw? A teraz wyszło?”.

Ale czy można wybaczyć komuś, kto nie czuje się winny?
Facet, który przegrał w kasynie pieniądze odkładane na dom, może się bronić: „byłaś niedobra, więc chciałem odreagować”, ale to tylko manipulacja. Trzeba zawierzyć swojej intuicji: czy mogę zaufać temu człowiekowi jeszcze raz, czy to ma sens? Niektórzy ludzie są po prostu nieuczciwi i nie warto budować z nimi przyszłości. Przebaczenie to nasza praca nad sobą, nasza decyzja. Ważna nawet wtedy, gdy chcemy się rozstać. Bo też wybaczenie nie jest równoznaczne z zaakceptowaniem tego, co się stało.

Na czym więc polega wybaczenie?
Na nierozpamiętywaniu tego, co się stało, na nieodgrywaniu wciąż tego samego „filmu” w różnych wersjach, na braku potrzeby rewanżu. Na tym, że mogę normalnie pracować, śmiać się, bawić z przyjaciółmi. Choć czasem czuję smutek, ale on nie przeszkadza mi normalnie żyć. Na przykład Ania z początku naszej rozmowy, mimo złych doświadczeń z Adamem, nie uznaje za łajdaka każdego mężczyzny, którego spotka. A więc to ona decyduje o swojej przyszłości, o nowych związkach. Ona, a nie to, co się kiedyś wydarzyło. Jeśli by nie wybaczyła, straciłaby kontrolę nad własnymi myślami i życiem. Na przykład nie mogłaby pracować, bo jej myśli wciąż zaprzątałby Adam („Jak on mógł mi coś takiego zrobić?!”). Przebaczenie jest tak naprawdę dla nas. To my uwalniamy nasze myśli i potencjał, by przeżywać swoje życie po swojemu. Prześladowca przestaje mieć wtedy nad nami kontrolę.

Nie przebaczając, stajemy się ofiarą nieprzebaczenia. Wybaczyć to znaczy zintegrować się ze sobą, nie pozwolić, by kierowała nami krzywda. A więc gdy patrzymy na nowo poznaną osobę – nie doszukiwać się w niej byłego męża, który zdefraudował majątek, czy ojca, który bił. Wtedy pojawia się otwartość na ludzi i świat. Wybaczyć to uwolnić się od cierpienia, ale nie od pamięci. Pamięć pomaga nam ochronić się przed ponownym zranieniem, wychwycić sygnały, które mówią, że ten facet będzie bezwzględny jak były mąż. Kiedy wybaczamy, oceniamy racjonalnie, nie podejrzewamy wszystkich bez powodu.

Czy jest coś, co jednak zawsze kończy związek?
Każdy związek ma swoje exit cards, czyli karty wyjścia. Jeżeli znajduje się pośród nich zdrada, to gdy partner „użyje” tej karty, oznacza to koniec. Ale też koniec nie jest równoznaczny z brakiem przebaczenia. Skoro on zdradził, to ona może nie chcieć się z nim zadawać, ale mimo to może mu wybaczyć, by żyć normalnie i w kółko o tym nie myśleć.

Brak nam umiejętności, woli czy odwagi, by powiedzieć: „przepraszam”, „wybaczam”?
Przypomina mi się małżeństwo z czteroletnim stażem i rocznym dzieckiem. W pewnym momencie ona odeszła, zabrała dziecko i powiedziała, że nie wróci. On trafił do mnie: „Nie wiem, dlaczego odeszła. Starałem się być dobrym mężem, ojcem, a ona powiedziała, że mnie nienawidzi i nie będzie ze mną. Nie wiem, jak do niej dotrzeć, ale myślę, że najlepiej, jak skupię się na dziecku”. Powiedziałem: „Absolutnie nie, zacznij się interesować żoną: co jej potrzeba, o co jej chodzi? Co zrobiłeś, że odeszła?”. On na to: „Ale co z dzieckiem?”. Odparłem: „Nie przejmuj się teraz dzieckiem, jest pod opieką matki”. Wiedziałem, że nie chodzi o dziecko, ale o jego relacje z żoną i miałem nadzieję, że jeszcze są na tym etapie, że mogą się dogadać. On przychodził do mnie jeszcze kilka razy sam, nim przyprowadził żonę. Ona zaczęła się zastanawiać, czy do niego wrócić. Zawsze rozmawiam z drugą stroną, więc ona na osobności opowiedziała mi swoją wersję. Jej mąż to fajny facet, troskliwy, dbający, ale jednocześnie dumny i dość narcystyczny. Krytykował innych, jacy są beznadziejni, a na niej to robiło złe wrażenie i coraz mniej go lubiła za to, że wszystkich traktuje z góry. Również ją: „Jak ty się ubrałaś, dlaczego nie posmarowałaś się kremem i teraz jesteś cała czerwona?!”. W końcu powiedziała: „Dosyć tego, nie mogę z tobą żyć”. Ale dzięki temu, że on zaczął się o nią troszczyć, pytać o zdanie, dowiadywać, co lubi, zechciała do niego wrócić. Ale zanim wyszli na prostą, ona napisała list. Zawarła w nim wszystko, co jej leżało na sercu. Kiedy on przeczytał ten list, obiecał, że będzie się zachowywał inaczej.

Trudno napisać list do kogoś, kto nas zranił?
Bardzo, bo osoba skrzywdzona często myśli, że to, co dobre, jej się nie należy, że ci, którzy ją skrzywdzili, mieli rację: „Gdybym inaczej postąpiła, może oni by tego nie zrobili?”. Zazwyczaj też boi się, bo ci, którzy zadawali jej ból, zawsze mieli nad nią władzę. Pierwsi byli rodzice, a do nich nawet odezwać się nie mogła, więc jak teraz ma oskarżać?

Trzecia trudność to pisanie o swoich uczuciach. Łatwiej pisać o tym, że ktoś coś zrobił, niż co wtedy poczuliśmy, bo wówczas ból znów się pojawi. Ponowny kontakt ze swoim cierpieniem jest bardzo trudny. Dlatego taki list to nie jest prosta ani jednorazowa sprawa, pomaga wtedy, gdy jest elementem psychoterapii.

 

Ireneusz Sielski – psychoterapeuta z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, specjalizuje się w problematyce konfliktów rodzinnych, małżeńskich oraz pracy nad indywidualnym rozwojem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze