fbpx

Związek na odległość – czy (i jak) miłość zależy na dłuższą metę od dystansu?

Związek na odległość - czy (i jak) miłość zależy na dłuższą metę od dystansu?
Oddalenie uświadamia, czy nasz partner jest osobą, na która warto czekać. (fot. iStock)

Ona tutaj, on w Nowym Jorku – wielu twierdzi, że to nie może się udać, bo rozłąka zrobi swoje nawet w dobie Skype’a i komórek. A jednak niektórym się udaje, a nawet służy ich związkom!

Marlena i Grzegorz są parą od klasy maturalnej, dziś oboje studiują medycynę, ale tak się złożyło, że Marlena trafiła na uczelnię w Gdańsku, a Grzegorz w Krakowie. Na uniwersytet medyczny niełatwo się dostać, więc nie było odwrotu. Wakacje po maturze utwierdziły ich w tym, że się kochają, chcą być w przyszłości razem, a studiować muszą oddzielnie. I studiują tak już cztery lata – a związek trwa. Są daleko, ale kontaktują się codziennie: wysyłają sobie SMS-y rano, długo rozmawiają wieczorem przez komunikator, a kiedy się coś dzieje: stres, tęsknota, potrzeba rady – łapią się natychmiast, najczęściej telefonicznie.

– To się naprawdę da zrobić – przekonuje Marlena – ja za nic nie chciałabym przenieść się do Krakowa, a Grzesiek tutaj. Zresztą po co? Każdego dnia mamy czas dla siebie, ale nie przeszkadzamy sobie w nauce. Pogadamy, a potem nos w książki.

Oboje twierdzą, że wielką przyjemnością jest planowanie spotkań, odliczanie dni, wymyślanie miejsca. A kiedy się spotykają, odkładają wszystko na bok i są tylko dla siebie. Rodzice z obu stron oczywiście wróżyli im klęskę, bo związek na odległość nie ma prawa przetrwać sześciu lat studiów. Marlena śmieje się, że ostatnio jednak wróżą trochę mniej, a nawet pytają o ślub.

Być może, paradoksalnie, trudniej jest związkom z pewnym stażem. Mirek, maż Hanki, pracuje w Belgii od 12 lat. Tak się ułożyło: on dostał tam dobrze płatną i legalną pracę, więc wyjechał, ona została w małej miejscowości koło Lublina. Mieszka w domu jednorodzinnym z dwójką dzieci, które za chwilę będą pełnoletnie. Pracuje w laboratorium w szpitalu, chociaż mogłaby zrezygnować z etatu, bo Mirek doskonale zarabia. I o to się zwykle kłócą: on uważa, że ta praca jest zbędna, że mogłaby przecież cały swój czas mieć dla siebie… – Czyli poświęcić się dzieciom i domowi – dodaje Hanka. – Nie ma mowy, lubię swoją pracę i swoją niezależność.

Owszem, mogłaby wtedy częściej do niego przyjeżdżać, nie tylko w czasie urlopu, ale Hanka nie chce być utrzymanką męża. Małżeństwo na odległość ocenia sceptycznie. – To nie jest łatwe, właśnie przez sprawy codzienne. Męża najbardziej brakuje mi wtedy, kiedy muszę podjąć jakieś ważne domowe decyzje, zaczynają się wywiadówki, trzeba zrobić większe zakupy, remonty – wyjaśnia. – Z tym przez te wszystkie lata byłam sama, chociaż oczywiście mam wokół siebie ludzi: krewnych, przyjaciół, w końcu dorastającego syna. Tylko nie o to chodzi. Po prostu mam poczucie, że mniej się potrzebujemy.

Sprawy codziennego życia

Hanka nauczyła się sama dbać o samochód, szkołę, zajęcia dzieci, opał na zimę i podobne sprawy. Mąż tylko wszystko finansuje. No i od czasu do czasu przyjeżdża, a wtedy życie biegnie inaczej. Dla niego to urlop, dla dzieci radość, a dla niej – wyzwanie. Mało tego, nastaje czas imprez: spotkań z przyjaciółmi, rodziną, zanim on zaraz wyjedzie na kolejne pół roku. Hanka jest pewna, że kiedy mąż wróci już na stałe, będą musieli wszystko budować od nowa. Bo życie w innych realiach jednak oddaliło ich od siebie.

Marleny i Grzegorza to jeszcze nie dotyczy. Może dlatego, że dorosłe sprawy dopiero przed nimi. Teraz oboje żyją studiami, egzaminami, mają prawdziwą frajdę z porównywania uczelni, wymagań, nawet atmosfery. Wciąż piszą do siebie teksty w rodzaju: „U nas siekiera z parazytologii, a jak u was? Lajtowo? Serio?”. Uczelnie mają nieco inaczej rozłożony program, inne bazy pytań i skrypty. Dzieje się więc tak, że codzienność pary jest równoległa i podobna, ale na tyle inna, że rodzi mnóstwo emocji i wspólnych tematów. A wakacje i ferie to dla nich oddech od nauki, jazda do domu i wielki bonus: spotkanie z ukochaną osobą.

W związku na odległość działają zakorzenione schematy myślenia typu „co z oczu to z serca”. (fot. iStock)

Samotność fizyczna i społeczna

Obawa o wierność czy zazdrość w takich sytuacjach jest częsta i nieuchronna. I nie zmienia tego fakt, że przecież bliskość fizyczna wcale nie gwarantuje wierności. W związkach na odległość działa wyobraźnia i stare, zakorzenione w podświadomości schematy myślenia typu: „co z oczu, to z serca” czy „okazja czyni złodzieja”. Psychologowie mówią o tęsknocie fizycznej i tęsknocie społecznej. Obie są bolączką partnerów, którzy żyją z dala od siebie i to one powodują, że „chwilowo samotni” szukają zastępstwa dla nieobecnego partnera.

– Jestem okropnie zazdrosna – przyznaje Marlena. – Wiem, że Grzesiek ma pełno koleżanek, które chętnie zaprzyjaźniłyby się z nim bardziej, ale zapowiedziałam mu: „Przyjadę i obedrę ze skóry”. Jego oczywiście. Wszystko opiera się na zaufaniu: kiedy ktoś mnie podrywa, mówię, że kogoś mam i już, Grześ tak samo. Jak moglibyśmy planować całe życie razem, gdybyśmy nie ufali sobie na początku?

Tęsknota doskwiera, ale też podtrzymuje ogień w związku. Bo więcej żaru jest, gdy ludzie spotykają się raz, dwa razy w miesiącu, i tęsknią za sobą, niż kiedy kochają się codziennie. Próbują też budować intymność w inny sposób. Brak tego drugiego doskwiera najbardziej wtedy, gdy dzieje się coś trudnego. – Raz to przeżyłam: nie zdałam egzaminu, moim zdaniem niesprawiedliwie. Byłam nieszczęśliwa i samotna. I wtedy Grzesiek wsiadł w pociąg i przyjechał! – wspomina Marlena.

Samotność społeczna to z kolei poczucie osamotnienia w grupie znajomych, w okolicznościach towarzyskich, takich jak imprezy, wyjazdy, kajaki, wyjścia do kina czy teatru. Hanka wspomina, że wychodząc ze znajomymi bez Mirka, czuła się jak na doczepkę. A po pewnym czasie dostała sygnał od koleżanek, że jej samotność stanowi dla nich zagrożenie. Bo może ma ochotę na romans albo zakręci się koło czyjegoś partnera… Zrezygnowała z niektórych spotkań, zna małżeństwa, które rozpadły się z powodu plotek lub nieznaczącego flirtu. I wcale nie czuje się pewnie na myśl o Mirku w kontekście innych kobiet. Zastanawianie się, czy on rzeczywiście żyje w ascezie, przez lata rozłąki było trucizną jej małżeństwa.

Przypadek Agnieszki

Agnieszka, bardzo atrakcyjna ekspertka od finansów, ma zupełnie odmienne doświadczenie: jej związek kwitł, dopóki był na odległość. Już jako dojrzała kobieta na jednym z wyjazdów służbowych poznała Marca. Oboje po rozwodach, oboje zamożni i bez oczekiwań, że połączy ich ślub po grób. On w Londynie, ona w Warszawie, więc jak? Zaczęli jednak do siebie pisać, a potem się spotykać.

– To było niesamowite – wspomina Agnieszka. – Wyznaczaliśmy sobie randki w różnych miejscach Europy. Wsiadaliśmy w samolot i fru: nowe lotniska i hotele. I tak przez cztery lata, aż stwierdzili, że nie mogą bez siebie żyć. Pobrali się, zamieszkali razem w Londynie. Ale okazało się, że na co dzień trudno im ze sobą wytrzymać. Miłość straciła moc i smak. Poza tym Agnieszka czuła się osamotniona w obcym mieście, tęskniła za swoją pracą i za Polską. Przenieśli się do Warszawy, gdzie z kolei Marc nie mógł się odnaleźć. Teraz są po rozwodzie i po długiej przerwie w kontaktach znów zaczynają do siebie tęsknić. Planują spotkanie gdzieś w pół drogi. Może coś z tego będzie? – Ale tylko na odległość – zarzeka się Aga.

Im mniej realności w związku, tym więcej iluzji. Im mniej wspólnych doświadczeń, tym więcej wyobrażeń. (fot. iStock)

Rozmowa z terapeutką Renatą Mazurowską

Jakie zagrożenie dla pary niesie dłuższa rozłąka?

Problem w tym, że im mniej realności w związku, tym więcej iluzji. Im mniej wspólnych doświadczeń, tym więcej wyobrażeń. Jeśli więc mamy skłonność do idealizowania, to partnera, którego na co dzień nie widzimy, będziemy wyobrażać sobie na podstawie deklaracji, a nie doświadczeń. A jeśli z kolei mamy skłonność do pisania czarnych scenariuszy i niską samoocenę, to rozłąką może być zagrażająca choćby z powodu potencjalnej, urojonej niewierności partnera czy partnerki.

W związkach na odległość trudna jest tez fizyczna samotność, zwłaszcza gdy dopadają nas jakieś poważne, skrajne wydarzenia czy emocje. Bliska osoba jest wtedy wielkim oparciem, a gdy jej nie ma, boleśniej odczuwamy jej brak. Na pewno trudne jest przechodzenie w samotności ciąży czy wychowywanie dzieci bez czynnego udziału ojca, więc rozłąki są łatwiejsza, gdy są krótkie.

Czy jeśli związek nie wytrzymał próby rozłąki, to na pewno chodziło o odległość?

Niekoniecznie. Można być w jednym pokoju, a daleko od siebie. Nie trzeba wyjeżdżać do innego miasta czy kraju, wystarczy pracować od rana do wieczora i w weekendy, i przychodzić do domu tylko na noc, by więź się osłabiła, więc nie chodzi o samą odległość, ale o to, że nie ma czasu na rozmowy, na wspólne przeżycia, na odkrywanie siebie nawzajem, na bycie siebie ciekawym.

Choć nieobecność wpływa oczywiście na oddalenie się partnerów, zwłaszcza jeśli nie podtrzymują oni bliskości emocjonalnej, na przykład poprzez częsty kontakt telefoniczny, internetowy, odwiedziny w trakcie rozłąki itd. Ale jeśli dbamy o tę bliskość i intymność, częsty kontakt, dotyk, dawanie sobie dowodów pamięci – to nieobecność fizyczna, choć dokuczliwa, jest łatwiejsza do zniesienia.

Jak zatem zadbać o związek na odległość?

Podstawą jest częsty kontakt, co dzisiaj bardzo ułatwia technologia. Znam parę, w której przez trzy lata kobieta mieszkała w Wielkiej Brytanii, a mężczyzna w Finlandii. Bez przerwy byli ze sobą w kontakcie, a poza tym, ponieważ on jest pilotem i mógł oferować zniżkowe bilety swojej ukochanej, często spotykali się podczas weekendów na randki. teraz ona przeprowadza się do Finlandii i wszyscy trzymają kciuki, by związek już osiadły był równie udany jak dotąd.

Randki ożywią zresztą każdy związek, także ten, w którym jesteśmy razem non stop. Co ważne, nie unikajmy podczas tych randek rozmów o tym, co nas boli, ale róbmy to raczej w nastawieniu: „jakie mamy pomysły, by rozwiązać ten problem”, a nie „kto jest winny i powinien przeprosić”.

Czy rozłąka może – paradoksalnie – związek scalić, sprawić, że będzie lepszy?

Wszystko oczywiście zależy od tego, jaka rozłąka i jaki związek. Badania pokazują, że najbardziej trwałe są małżeństwa… marynarzy. Po pierwsze dlatego, że gdy mąż z żoną się spotkają, to stęsknieni, skupiają się tylko na sobie. Po drugie, każde z nich potrafi żyć bez tej drugiej osoby, czyli stworzyło sobie własny, niezależny od niej świat, swoje rytuały, znajomości, sposób spędzania czasu. I wracamy tu do generalnej zasady, że warto dbać zarówno o to, co wspólne, jak i o to, co odrębne.

Oczywiście, rozłąka sprzyja spojrzeniu na związek z dystansu. Można go wtedy bardziej docenić i zdecydować, żeby jednak ten dystans fizyczny skrócić, ale może zdarzyć się i tak, że odkryjemy, iż za parterem nie tęsknimy, a to już sygnał, że z relacją jest coś nie tak… Wraz ze stażem związku maleje oczarowanie, spodziewamy się realnego udziału we wspólnym życiu, współodpowiedzialności za związek i dłuższa rozłąka na pewno nie będzie temu sprzyjać. Ale tak naprawdę nie ma recepty na szczęśliwy związek – bez względu na to, czy dzielą nas kilometry czy centymetry. A oddalenie pokazuje, jak bardzo jesteśmy zaangażowani i uświadamia, czy nasz partner jest osobą, na która warto czekać.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>