Życie w biegu – jak się zatrzymać?

fot.123rf

Mogę wymieniać dalej, ale nie o to chodzi. Ważniejsze jest to, co robisz z tymi symptomami. Kolejna kawa, ziołowe tabletki na poprawę koncentracji albo nastroju. Drobna awanturka z kimś, z kim czujesz się bezpiecznie – jako cudowny podnośnik poziomu adrenaliny i sposób na obniżenie napięcia. Obietnice, że odpoczniesz w weekend albo na urlopie. Mam rację? To twoje życie i możesz zrobić z nim, co chcesz. Jeśli szczerze wierzysz w to, że nie da się inaczej, bo: kredyt, materialne apetyty, lęk przed tym, że przegapisz swoją szansę, no i przekonanie, że wszyscy tak żyją – OK. Odłóż magazyn, nie czytaj dalej, szkoda czasu. Przecież tyle masz jeszcze dziś do zrobienia.

Nie musisz żyć na pustelni

Nie musisz wywracać swojego życia do góry nogami, żeby zwolnić tempo. Nie musisz rzucać pracy, wyprowadzać się na bezludną wyspę ani nawet być w stu procentach slow. Pierwsze, co warto zrobić, to… zatrzymać się na chwilę, fizycznie – stanąć w bezruchu, zamknąć oczy, poczuć stopy oparte na podłożu, poczekać, aż ciało przybierze najbardziej wygodną postawę. Najpierw pojawi się delikatny ruch: zacznie cię bujać albo poczujesz drżenie w nogach. Spokojnie, to zupełnie naturalne. Następnie prawdopodobnie przyjdzie lęk: przed tym, że upadniesz albo rozpłyniesz się w powietrzu – znikniesz, przestaniesz istnieć. Jest duża szansa, że w tym momencie włączy się głowa: pojawią się obsesyjne myśli o tym, co jest do zrobienia, o kłopocie, który ostatnio spędza ci sen z powiek, itp. Przeczekaj to, spokojnie oddychaj, wszystko minie. Jeśli uda ci się wykonać to ćwiczenie raz dziennie, jesteś na dobrej drodze do uświadomienia sobie własnego zabiegania i podjęcia decyzji, czy i co chcesz z tym zrobić.

Większość znanych technik zwolnienia tempa życia koncentruje się na zatrzymaniu głowy: świadomym zmniejszeniu ilości zaplanowanych zadań czy medytacji. Jeśli metody te działają na ciebie, super. Jeśli nie, albo masz ochotę spróbować czegoś innego, znajdź swój sposób na zatrzymanie, spowolnienie ciała, a nie głowy.

1. Rano tuż po obudzeniu się zrób rytuał powitania poszczególnych części swojego ciała. Zacznij od brzucha, tam jest twoja moc; pomasuj go, pogłaszcz czule, kilka razy wciągnij i wypuść. Potem powitaj swoją twarz: wykonaj kilka ćwiczeń jogi twarzy (znajdziesz je w Internecie albo możesz opracować własne). Dalej kolej na porozciąganie kręgosłupa; wystarczy, że poprzeciągasz się jak kot. Teraz stopy i dłonie; możesz tupać, zaciskać pięści, stukać dłonią w podeszwę stopy albo je pomasować.
2. Wstawaj z łóżka dwa razy. Kiedy weźmiesz prysznic i zjesz śniadanie, wskocz pod kołdrę jeszcze na pięć minut, pokokoś się w pościeli, poprzeciągaj, pomrucz.
3. Kiedy dojedziesz do pracy albo do domu po pracy, wyłącz silnik samochodu, odepnij pasy, ustaw siedzenia tak, by było ci wygodnie, możesz zdjąć buty i włączyć sobie jakąś miłą muzyczkę. Posiedź tak pięć minut.
4. Rób przerwy w trakcie rozmowy. Kiedy kogoś słuchasz, to zanim się odezwiesz – policz w myślach do 10. W czasie mówienia też kontroluj oddech.
5. Przynajmniej raz dziennie wykonaj ćwiczenie rzeźby – stań przed lustrem i wyobraź sobie, że jesteś rzeźbą przedstawiającą np. spokój albo ciszę. Pokaż to ciałem.
6. Naucz się czuć swoje zmęczenie: co dzieje się wtedy z twoim ciałem? Czy odczuwasz je bardziej w głowie, czy w ciele? Trudniej ci się myśli czy raczej „padasz z nóg”?
7. Kiedy czujesz spadek energii, nie poganiaj się sztucznie. Usiądź spokojnie i poczekaj, aż energia się pojawi.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »